Gość: krzysztofsf
IP: 213.155.166.*
08.04.03, 21:54
To pierwsze z mitycznych, nieistniejacych posad dla sld sie ujawniaja
www1.gazeta.pl/ue/1,36173,1417116.html
Polska - Unia Europejska. Centrum w zawieszeniu
Analiza Jacka Pawlickiego 08-04-2003, ostatnia aktualizacja 08-04-2003 19:45
W cieniu gabinetów toczy się cichy spór nie tyle o to, jak będzie wyglądała
polska polityka europejska i walka o nasze interesy w UE, ile o to, kto
będzie pociągał za europejskie sznurki. Chętnych do tego jest wielu, ale
chodzi o to, by pociągali za nie zgodnie i z korzyścią dla nas wszystkich
Rząd nie odpowiedział dotąd na pytanie, kto ma kształtować i koordynować
politykę europejską Polski, a czasu na uporządkowanie tej sprawy zostało
niewiele. Już od 2 maja przedstawiciele Polski zasiadać będą regularnie w
blisko 180 różnych komitetach i grupach roboczych Rady Ministrów UE.
Zadania zostały niby podzielone pomiędzy resorty. Trzeba jednak zdecydować,
kto dokładnie ma delegować osoby do zbierających się w Brukseli komitetów i
grup roboczych - polskie przedstawicielstwo przy UE w Brukseli czy
poszczególne resorty. I co ważniejsze, gdzie ma być w wypadku rozbieżności
między resortami ustalone ostatecznie to, co w imieniu Polski powiedzą oni na
brukselskich spotkaniach.
Nawet jeśli przyjmie się, że za wytypowanie ludzi do uczestnictwa w
branżowych komitetach i grupach (np. ds. rolnictwa, polityki zagranicznej
itd.) odpowiedzialne będą poszczególne resorty, ktoś będzie musiał pilnować,
by interes polski górował nad branżowym.
Najtrudniejsze jest oczywiście pytanie, czy centrum koordynacji polityki
europejskiej będzie silne i niezależne, czy też ma służyć jako zaplecze
eksperckie rządu.
Jak zapewniają "Gazetę" eksperci i dyplomaci, pytanie to długo jeszcze
pozostanie bez odpowiedzi. Powód? Wyraźna różnica zdań między urzędnikami
UKIE a aparatem MSZ.
Ci pierwsi woleliby pracować w sprawnym, dużym, wpływowym i niezależnym
ministerstwie europejskim. Drudzy myślą o powołaniu małej struktury,
europejskiego arbitra pełniącego funkcje służebne, techniczne i koncepcyjne
wobec MSZ czy też kancelarii premiera.
Według tej drugiej koncepcji cele polityki europejskiej wyznaczałby MSZ i
premier, a sekretariat europejski (zatrudniający góra 30-40 osób) pilnowałby
porządku w integracji na krajowym podwórku.
Europejski sekretariat (niezależnie od tego, gdzie byłby on usytuowany)
musiałby przejąć schedę po UKIE. Na razie nie wiadomo, co by się miało stać
pracującymi tam kilkuset urzędnikami. Hiszpanie po skończeniu negocjacji
rozparcelowali swój rozbudowany zespół negocjacyjny pomiędzy poszczególne
resorty, zostawiając pewien europejski przyczółek w MSZ. Z kolei w Wielkiej
Brytanii politykę europejską "robi" kilkanaście osób usytuowanych przy
kancelarii premiera.
Tymczasem w Polsce debata na temat europejskiego centrum właściwie zamarła z
powodu politycznych kłopotów rządu, choć odbyło się kilka dyskusji, również
na najwyższym szczeblu. Jak powiedział nam jeden z rozmówców z kręgów
związanych z integracją, premier nie ma głowy do myślenia o sprawach
koordynacji polityki europejskiej. Być może wkrótce to się zmieni, bo i rząd,
i prezydent oficjalnie jednogłośnie ogłosili priorytety, a wśród na samej
górze jest integracja z UE.