Dodaj do ulubionych

Prosba o dane

IP: 213.68.127.* 27.05.03, 08:09
Mozecie mi podrzucic jakis link do opracowan ekonomicznych dotyczacych
bilansu kosztow i przychodow w wypadku przystapienia do uni. Moze gdzies
znajdzie sie info o potencjalnycm wzroscie deficytu budzetowego itp.

Dzieki za pomoc.
Obserwuj wątek
    • Gość: K.J. Re: Prosba o dane IP: 144.139.191.* 27.05.03, 08:54
      Gość portalu: Sceptyk napisał(a):

      > Mozecie mi podrzucic jakis link do opracowan ekonomicznych dotyczacych
      > bilansu kosztow i przychodow w wypadku przystapienia do uni. Moze gdzies
      > znajdzie sie info o potencjalnycm wzroscie deficytu budzetowego itp.
      >
      > Dzieki za pomoc.

      Koszty aneksji do UE, prof. Włodzimierz Bojarski

      naszawitryna.pl/europa_753.html
      Wielkie oszustwo!!!, Carl Beddermann

      naszawitryna.pl/europa_602.html
      Raporty unijnych ekspertów. Krzysztof Janiewicz

      naszawitryna.pl/europa_804.html
      Również wiele innych danych pod adresem:

      Czy członkostwo w UE jest dla nas opłacalne?

      naszawitryna.pl/index_europa_29.html

      • Gość: Sceptyk Re: Prosba o dane IP: 213.68.127.* 27.05.03, 09:17
        Dzieki, moze ktos jeszcze cos dopisze. Te wszystkie pochodza z jednego seit'u.
        Po za tym ich forma przerasta tresc. Ja nie chce kolejnego ideologicznego bla,
        bla, tylko proste wyliczenia:

        po jednej stronie:
        skladki czlonkowskie, koszty obciazen zwiazane z wprowadzeniem cel na np. na
        produkty spoza UNI itd, potencjalne obciazenia wynikajace z koniecznosci
        posiadania wlasnych funduszy na realizacje projektow wspieranych przez unie,

        a po drugiej:
        ile unia dolozy sie, co da "za darmo", jesli da cokolwiek ;), uwzglenijmy
        potencjalne zyski z exportu jesli mamym co exportowac itd.

        Pozdrawiam
        • Gość: K.J. Re: Prosba o dane IP: 144.139.191.* 27.05.03, 09:27
          Gość portalu: Sceptyk napisał(a):

          ) Dzieki, moze ktos jeszcze cos dopisze. Te wszystkie pochodza z jednego seit'u.
          ) Po za tym ich forma przerasta tresc. Ja nie chce kolejnego ideologicznego
          bla,
          ) bla, tylko proste wyliczenia:
          )
          ) po jednej stronie:
          ) skladki czlonkowskie, koszty obciazen zwiazane z wprowadzeniem cel na np. na
          ) produkty spoza UNI itd, potencjalne obciazenia wynikajace z koniecznosci
          ) posiadania wlasnych funduszy na realizacje projektow wspieranych przez unie,
          )
          ) a po drugiej:
          ) ile unia dolozy sie, co da "za darmo", jesli da cokolwiek ;), uwzglenijmy
          ) potencjalne zyski z exportu jesli mamym co exportowac itd.
          )
          ) Pozdrawiam

          Hmm... Myślę, że się Pan z podanymi przeze mnie artykułami nie raczył zapoznać.
          No bo jak można stwierdzić, że w poniższym przypadku „forma przerasta treść”?

          Koszty dostosowań i straty w rolnictwie

          Znaczną pozycję kosztów i strat związanych z przygotowaniami integracyjnymi z
          UE stanowią koszty dostosowań polskich przedsiębiorstw, administracji rządowej
          i samorządowej, a w pewnym stopniu i gospodarstw domowych do wymagań i warunków
          UE. Część tych dostosowań, np. w zakresie poprawy stanu sanitarnego i ochrony
          środowiska, jest użyteczna. Ale i w tym zakresie nadmiernie zaostrzone normy i
          przyspieszone wymagania obliczone są bardziej na niszczenie polskich
          konkurencyjnych wytwórców niż na rzeczywistą poprawę sanitarną. Ogromna liczba
          dyrektyw i norm UE, nie zawsze lepszych od dotychczasowych polskich norm,
          wymaga dodatkowej rzeszy pracowników w administracji państwowej, w przemyśle,
          usługach i w rolnictwie. Minister D. Huebner stwierdziła, że samo przygotowanie
          i obsługa wniosków o środki z UE wymaga wzrostu zatrudnienia w administracji o
          18 tys. osób. Trzeba też uwzględnić znaczne koszty zmiany oprzyrządowania w
          produkcji, koszty ochrony środowiska, koszty organizacji, kontroli i inne. Brak
          dotychczas pełnego obliczenia tych wszystkich kosztów. Do naszego szacunku
          przyjmujemy ostrożnie, że dotychczasowe koszty dostosowań krajowych do
          specjalnych wymagań Unii Europejskiej wyniosły do końca 2001 r. co najmniej 10
          mld USD i w dalszych latach będą wynosiły minimum 1,5 mld USD rocznie.

          W 1990 r. było w Polsce 2,14 mln gospodarstw rolnych, a w 2000 r. - 1,9 mln.
          Przyjmujemy w uproszczeniu, że corocznie 2 mln gospodarstw rolnych doznawało
          negatywnych skutków transformacji na życzenie i pod presją UE. Uwzględniamy
          straty w produkcji i sprzedaży, niekorzystne zmiany cen i spadek w dochodach
          oraz niszczenie zabudowań gospodarczych i sprzętu. Szacujemy, że straty te
          wzrastały stopniowo od 2 tys. zł na średnie gospodarstwo w 1992 r., do 15 tys.
          zł na gospodarstwo w 2001 r. W okresie 1991-2001 suma tych strat wynosiła zatem
          168 mld zł. Do przeliczeń na dolary przyjmujemy tutaj średnią wartość 3 zł/USD
          pomiędzy kursem bankowym a kursem wynikającym z siły nabywczej. Daje to
          sumaryczną wartość strat w rolnictwie w rozważanym okresie w wysokości 56 mld
          USD. W kolejnych latach straty te będą się powiększały, wynosząc co najmniej 11
          mld USD rocznie.

          Wpłaty do budżetu Unii Europejskiej i inne

          Z wcześniejszych rozmów dotyczących włączenia Polski do UE, potwierdzonych
          ostatnio, wynika, że w najbliższych latach polska składka do budżetu UE będzie
          wynosić 2,4 mld USD (euro) rocznie. W ramach tej kwoty Polska została
          zobowiązana m.in. do zapłacenia w ciągu trzech lat 620 mln euro tzw. rabatu
          brytyjskiego, to jest części składki unijnej przypisanej Wielkiej Brytanii,
          której ona jednak nie wpłaca do budżetu UE. Inne kraje Unii zostały też wezwane
          do solidarnego pokrycia brakującej kwoty brytyjskiej, ale Niemcy, Austria,
          Holandia i Szwecja uzyskały ulgę w tym obowiązku.
          Koszty rosnącej biurokracji unijnej wzrastają wykładniczo i co parę lat władze
          UE wprowadzają nowe dodatkowe formy opodatkowania budżetów państw
          członkowskich. Oprócz wcześniejszych wpływów celnych i opłat za import
          produktów rolnych spoza UE, od 1970 r. wprowadzono odpis (1,6 proc.) od sumy
          krajowych podatków VAT. Przyjęto również, że w państwach członkowskich podatek
          VAT nie może być niższy od 15 proc. To częściowo wyjaśnia trudne negocjacje o
          obniżenie podatku VAT dla polskiego budownictwa. Warto jednak wiedzieć, że
          pomimo tych ogólnych zasad w wielu państwach członkowskich UE nadal występuje
          stawka zerowa VAT: w Belgii, Danii, Finlandii, Irlandii, Szwecji, Wielkiej
          Brytanii i Włoszech. Dotyczy ona książek, żywności, lekarstw, sprzętu
          medycznego i ortopedycznego, odzieży i obuwia dla dzieci oraz usług budowlanych
          związanych z budową domów mieszkalnych. Myśli się też o kolejnym podatku
          ekologicznym, od ilości zużywanego węgla, który znowu najbardziej dotknie
          Polskę.
          Do wymienionych powyżej naszych wpłat budżetowych dojdą jeszcze kwoty
          przygotowania projektów dofinansowywanych przez UE oraz kwoty na
          prefinansowanie dopłat. Według danych Ministerstwa Finansów wyniesie to średnio
          rocznie 2,1 mld zł, to jest w przybliżeniu 0,5 mld USD. Poszerzenie stosunków z
          UE i ewentualna integracja łączy się ponadto z wniesieniem składki do banków
          europejskich oraz do innych organizacji i funduszy. Ponadto trzeba ponosić
          koszty polskich przedstawicielstw, uczestnictwa i licznych delegacji
          zagranicznych. Szacujemy, że koszty te wyniosły dotychczas 1 mld USD i będą
          występowały w przyszłości w wysokości około 0,3 mld USD rocznie.
          Unia Europejska wymaga dodatkowo od Polski usprawnienia obsługi granicznej i
          tzw. uszczelnienia naszej granicy wschodniej, która stanie się ewentualnie
          granicą UE. Ponadto mamy spełniać ostre wymagania Schengen dotyczące specjalnej
          obsługi i kontroli osób przybywających spoza UE. Związane z tym dodatkowe
          koszty poniesione dotychczas szacujemy na 1 mld USD, a w przyszłości na 0,5 mld
          USD rocznie. Nie zwolni to nas jednak w najbliższych latach od kontroli na
          granicy z Niemcami.
          W ostatnich latach naszą granicę wschodnią przekraczało rocznie około 12 mln
          osób, w tym znaczna część Polaków, co przyczyniało się do uaktywnienia obszarów
          przygranicznych. Uszczelnienie tej granicy spowoduje poważną stratę gospodarczą
          w handlu przygranicznym oraz w pośrednim spadku aktywności gospodarczej.
          Dotychczasowe straty z tego tytułu szacujemy minimum na 2 mld USD, a w
          przyszłości na 1,5 mld USD rocznie.
          Wszystkie wyliczone powyżej koszty i straty zostały zestawione razem w
          przedstawionej tabeli.

          Wpływy z Unii Europejskiej

          Do końca 2000 r. Polska otrzymała z UE, w ramach różnych funduszy, 0,5 mld USD.
          W latach 2000-2003 kwota tzw. środków przedakcesyjnych dla Polski powinna
          wynieść 2,4 mld euro. Przyjmując, że w pierwszych dwóch latach będzie to 1,0
          mld USD, otrzymujemy łączną kwotę tzw. wsparcia przedakcesyjnego w latach 1991-
          2001 w wysokości 1,5 mld USD. Warto kwotę tę skonfrontować z sumaryczną
          wartością ujemnych sald naszego handlu zagranicznego z krajami UE z tego samego
          okresu, która wyniosła 62 mld USD. Owo wsparcie w wysokości 2,4 proc. tej sumy
          jest więc na poziomie prowizji handlowej.

          Od 2002 r. wzrastają środki uzyskiwane z UE. Ze wspomnianej powyżej sumy
          środków przedakcesyjnych na lata 2002 i 2003 pozostała do wykorzystania kwota
          1,4 mld euro. Do tego po ewentualnej aneksji do UE powinny dojść w latach 2004
          do 2006 tzw. środki akcesyjne, tzn. przewidywane fundusze strukturalne i
          dopłaty rolnicze w łącznej wysokości 11,4 mld euro (USD). Tak podobno
          uzgodniono w grudniu 2002 r. w Kopenhadze, ale nikt nie wierzy, że uda się te
          pieniądze z UE uzyskać. Planów UE nie można traktować poważnie, ponieważ dla
          Polski na lata 2004-2006 UE przewidywała w październiku 2000 r. - 15,92 mld
          euro, w połowie 2001 r. - 14,37 mld euro, w połowie 2002 r. - 13,85 mld euro,
          na jesieni - 12,8 mld euro, a w Kopenhadze w grudniu 2002 r. uzgodniono już
          tylko 11,4 mld euro. Również wysocy przedstawiciele władz UE powtarzają
          przekonanie, że Polsce nie uda s
          • Gość: Sceptyk Re: Prosba o dane IP: 213.68.127.* 27.05.03, 14:09
            Gość portalu: K.J. napisał(a):

            > Hmm... Myślę, że się Pan z podanymi przeze mnie artykułami nie raczył
            > zapoznać.
            >
            > No bo jak można stwierdzić, że w poniższym przypadku „forma przerasta tre
            > ść”?

            prosze o to cytat:
            "Obcy agresorzy znaleźli w Polsce doświadczonych kolaborantów i agitatorów
            żerujących na psychice Narodu. W ramach tzw. poprawności politycznej (wobec
            zagranicznych mocodawców) również komunistyczna "nowomowa" została poddana
            szybkiej transformacji oraz większemu jeszcze wypaczeniu i zakłamaniu"

            To nie jest jezyk ekonomii to jest belkot. Mocodawcy, agresorzy to nie dla mnie.

            > Koszty dostosowań i straty w rolnictwie
            >
            > Znaczną pozycję kosztów i strat związanych z przygotowaniami integracyjnymi z
            > UE stanowią koszty dostosowań polskich przedsiębiorstw, administracji
            rządowej
            > i samorządowej, a w pewnym stopniu i gospodarstw domowych do wymagań i
            warunków
            >
            > UE. Część tych dostosowań, np. w zakresie poprawy stanu sanitarnego i ochrony
            > środowiska, jest użyteczna. Ale i w tym zakresie nadmiernie zaostrzone normy
            i
            > przyspieszone wymagania obliczone są bardziej na niszczenie polskich
            > konkurencyjnych wytwórców niż na rzeczywistą poprawę sanitarną. Ogromna
            liczba
            > dyrektyw i norm UE, nie zawsze lepszych od dotychczasowych polskich norm,
            > wymaga dodatkowej rzeszy pracowników w administracji państwowej, w przemyśle,
            > usługach i w rolnictwie. Minister D. Huebner stwierdziła, że samo
            przygotowanie
            >
            > i obsługa wniosków o środki z UE wymaga wzrostu zatrudnienia w administracji
            o
            > 18 tys. osób. Trzeba też uwzględnić znaczne koszty zmiany oprzyrządowania w
            > produkcji, koszty ochrony środowiska, koszty organizacji, kontroli i inne.
            Brak
            >
            > dotychczas pełnego obliczenia tych wszystkich kosztów. Do naszego szacunku
            > przyjmujemy ostrożnie, że dotychczasowe koszty dostosowań krajowych do
            > specjalnych wymagań Unii Europejskiej wyniosły do końca 2001 r. co najmniej
            10
            > mld USD i w dalszych latach będą wynosiły minimum 1,5 mld USD rocznie.


            Dlaczego skad te wyliczenia, jak zostaly wykonane?



            > W 1990 r. było w Polsce 2,14 mln gospodarstw rolnych, a w 2000 r. - 1,9 mln.
            > Przyjmujemy w uproszczeniu, że corocznie 2 mln gospodarstw rolnych doznawało
            > negatywnych skutków transformacji na życzenie i pod presją UE. Uwzględniamy
            > straty w produkcji i sprzedaży, niekorzystne zmiany cen i spadek w dochodach
            > oraz niszczenie zabudowań gospodarczych i sprzętu. Szacujemy, że straty te
            > wzrastały stopniowo od 2 tys. zł na średnie gospodarstwo w 1992 r., do 15
            tys.
            > zł na gospodarstwo w 2001 r. W okresie 1991-2001 suma tych strat wynosiła
            zatem
            >

            Powyzszy przyklad jest demagogia, dane z wyjatkiem liczby gospodarstw rolnych
            sa wyssane z palca.

            Byc moze wsrod tych tekstow dalej znajde cos co poszukuje, niestety na pierwszy
            rzut oka to tylko kolejna propagandowka, a nie rzetelne opracowanie. Ani
            jednego dowolania sie do innych zrodel na poparcie swoich tez. Nie mge takim
            opracowaniom ufac.
            Sorry.
            Pozdrawiam
            Sceptyk
        • Gość: K.J. Albo to? IP: 144.139.191.* 27.05.03, 09:30
          Przecież to jest właśnie przeprowadzeniem takiego bilansu o jaki Pan pyta.

          W dniu 23 kwietnia 2003r ukazał się w Gazecie Wyborczej artykuł Konrada
          Niklewicza pt. IBnGR: raport o skutkach integracji z UE .

          Z treścią tego artykułu można, a nawet należy podjąć polemikę, ponieważ opinie
          zawarte w samym raporcie są niezwykle optymistyczne, a w dodatku jest to
          optymizm nie oparty na żadnych faktach.

          Po pierwsze, rzuca się w oczy brak jakiegokolwiek bilansu strat i zysków które
          staną się udziałem Polski w wypadku wstąpienia do UE. Tzn. pewne pozycje tego
          bilansu są podane, jednakże bez podawania ich wartości monetarnej. Wygląda to w
          ten sposób, jakby ktoś sporządzając swój prywatny bilans, napisał w nim o
          kosztach energii elektrycznej lub czynszu, jednocześnie nie podając, ile te
          koszta faktycznie wynoszą. Wszak taki bilans jest zupełnie bezużyteczny,
          ponieważ w efekcie nie wiadomo, czy rozchody nie przewyższą przychodów, a więc
          sporządzanie takiego bilansu całkowicie mija się z celem.

          Ale zacznijmy od początku. Oczywiście zakładam, że Gazeta Wyborcza, jako pismo
          popierające integrację, wiernie cytuje ten raport.

          "47 mld złotych - aż o tyle trzeba ściąć wydatki (albo zwiększyć dochody)
          budżetowe, jeśli Polska chce do 2007 r. spełnić kryteria przyjęcia euro, a
          jednocześnie w maksymalnym stopniu wykorzystać unijne fundusze strukturalne. -
          Reforma finansów publicznych musi więc rozpocząć się teraz, w tych tygodniach -
          alarmują ekonomiści Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową ".

          Ciekawe stwierdzenie: "ściąć wydatki, albo zwiększyć dochody". 47 mld, to suma
          niebagatelna, prawie 11 mld euro. Dochody do budżetu (rok 2003) mają wynieść
          155, 677 mld. Deficyt budżetowy ma wynieść 38,7 mld. Przeznaczona do "sciecia"
          kwota 47 mld - stanowi ponad 30% budzetowych dochodow i wyraznie przewyzsza
          cały nasz obecny deficyt. No i fajnie.

          Jak państwo może "zwiększyć dochody"? Ano, przez podniesienie podatków. I
          podatki będą podniesione, np. VAT i akcyza, a wprowadzony będzie nowy podatek
          katastralny. Nastąpią też cięcia świadczeń socjalnych, i to drastyczne.
          Rezultat tego będzie taki, że społeczeństwo, które i tak ledwie zipie pod
          ciężarem fiskusa, będzie płacić za marzenia euroentuzjastycznych pseudo-elit.
          Podnoszenie podatków jest również niezwykle ciekawym sposobem na zwiększenie
          wzrostu gospodarczego. W tym celu wszystkie gospodarki rynkowe podatki
          zmniejszają, a nie zwiększają. Jesteśmy krajem naprawdę biednym, budżet z roku
          na rok ledwie się dopina, a więc w efekcie wyduszenie z niego 47 mld zł jest
          właściwie niemożliwe. Prawdopodobnie sumy, które w ten sposób uda się ze
          społeczeństwa panu ministrowi Kołodce wydusić, będą w stosunku do potrzeb
          doprawdy niewielkie.

          "Skonstruowanie budżetu będzie bowiem nie lada łamigłówką. Będzie on obciążony
          składką unijną (w sumie 29 mld zł przez trzy lata), a jednocześnie: straci
          część dochodów z ceł;..."

          To prawda, ale ładnie się podaje że "straci część dochodów z ceł". Ale ile
          ta "część dochodów" wyniesie? Tego się oczywiście nie podaje.

          Samo przyjęcie przez Polskę zewnętrznej taryfy celnej Unii Europejskiej
          przyniesie spadek dochodów do budżetu państwa o ok. 6%. Jak wynika bowiem ze
          zobowiązań Unii Europejskiej w ramach WTO (Światowej Organizacji Handlu),
          średni poziom ochrony celnej w handlu towarami przemysłowymi ulega zmniejszeniu
          z 5,7% do 3,6%. Natomiast ze zobowiązań Polski w stosunku do WTO wynika, że
          taryfa celna ulega obniżeniu średnio z poziomu 16% do 9,9%. Obniżenie w ten
          sposób stopnia ochrony rynku również przyniesie dalsze straty w i tak już
          ogromnym deficycie handlowym. Należy także podkreślić, że wszelkie opłaty celne
          (te, które jeszcze są) z krajami „15” ulegną zniesieniu. Będzie to suma
          niebagatelna. Żeby pokusić się o stworzenie jakiegoś bilansu strat i zysków,
          trzeba jakoś tę sumę określić. Niektóre źródła, takie jak Najwyższy Czas! czy
          Carl Beddermann podają, że straty z tego tytułu wyniosą około 1 mld euro
          rocznie. Tak dużego dodatkowego kosztu akcesji nie można lekceważyć w ogólnym
          rozrachunku.

          Dalej następuje właściwy euroentuzjastom optymizm, który jednakże można
          zrozumieć w propagandowych, pełnych sloganów, przemówieniach prounijnych
          polityków, ale który trudno zrozumieć u ekonomistów - a tacy chyba nad tym
          raportem pracowali:

          "Jeżeli reforma finansów publicznych nastąpi, a Polska wykorzysta w latach 2004-
          06 wszystkie zapisane dla niej fundusze strukturalne - Polska w rozliczeniu z
          UE będzie "na plusie" o 22 mld zł."

          A jeżeli ta reforma nie nastąpi lub okaże się niemożliwa do przeprowadzenia (na
          co wskazują wszelkie znaki na niebie i ziemi), czyli po prostu nie będzie skąd
          tych pieniędzy wycisnąć? Czy wykorzystamy "wszystkie" fundusze strukturalne? To
          jest również nader optymistyczne zważywszy na fakt, iż żaden kraj członkowski
          nie wykorzystuje całych 100% kwoty przeznaczonej na fundusze strukturalne - i
          nie sądzę, aby Polska miała być pod tym względem pierwsza i jedyna.

          A co się stanie, jeżeli, co jest bardziej prawdopodobne, Polska będzie w stanie
          wykorzystać jedynie 30% przyznanych jej pieniędzy? A co się stanie, jeżeli, jak
          uczy doświadczenie z przyznawanymi na podobnych zasadach funduszami pomocy
          przedakcesyjnej, będziemy w stanie wykorzystać jedynie 10-15%? To co wtedy???

          Dalej artykuł stwierdza, zresztą całkowicie zgodnie z prawdą, że jedynie część
          (i to niewielka) z tych unijnych pieniędzy będzie trafiać do skarbu państwa.
          Znaczna część pieniężnych transferów z Unii wpłynie do różnych odbiorców, ale
          koszty integracji pokryje budżet państwa, czyli my wszyscy za pomocą
          zwiększonych podatków i utraty świadczeń socjalnych. A więc czy wszystkie te
          transfery można tak przeliczać? Z kasy państwa wypłynie o wiele więcej niż do
          niej wpłynie, ponieważ "wypłyną" z niej takie koszty jak cła, unijna składka,
          koszty administracyjne unijnych "reform", itp., natomiast wpłynie
          prawdopodobnie jedynie 1 mld euro kompensaty budżetowej, przyznanej Polsce na
          szczycie w Kopenhadze.

          Następnie autor artykułu zadaje bardzo istotne pytanie:

          "Co będzie, jeśli nie wykorzystamy 100 proc. funduszy strukturalnych? Czy
          wejście do Unii nadal będzie opłacalne? Na to pytanie nie odpowiadały
          wcześniejsze raporty ekonomistów. A przecież średni stopień wykorzystania
          funduszy strukturalnych przez obecnych członków UE (np. Hiszpanii) waha się w
          granicach 70-80 procent..."

          Na co odpowiada:

          "Z raportu IBnGR wynika jednak, że nawet przy założeniu, że uplasujemy się w
          unijnej średniej, Polska będzie nadal na plusie w sensie kasowym (czyli, jako
          cały kraj, więcej dostanie niż będzie musiała dać). - Według naszych obliczeń
          progiem jest 48-proc. wykorzystanie funduszy. Wówczas Polska finansowo wychodzi
          na zero - powiedział "Gazecie" Misiąg."

          Jeżeli średnią wykorzystania unijnych funduszy jest owe 70%, to znaczy, że
          niektóre państwa absorbują te unijne fundusze jedynie w niewielkim stopniu. A
          są to wszystko kraje znacznie od nas bogatsze i z co najmniej kilkuletnim
          unijnym stażem.

          Powołuje się autor tego artykułu na przykład Hiszpanii. Wszak Hiszpania jest
          już w UE od lat 16 (podkreślam, 16!!!) i jest krajem znacznie od nas bogatszym.
          Należy również nadmienić, że według danych pochodzących z samej Unii, żadne
          państwo "15" nie wykorzystuje tych funduszy w 100%, a są to kraje o wiele od
          nas bogatsze, z rozbudowaną i przystosowaną do unijnych wymogów biurokracją.
          Górnym pułapem, a nie średnim, jest 90%. Jakim cudem Polska, biedna i
          nieprzystosowana do wymogów unijnej administracji, miałaby nagle wykorzystać
          70%? Jeżeli już konsekwentnie powoływać się na przykład Hiszpanii, to do tych
          70% dojdziemy dopiero gdzieś w roku 2020, i to jak dobrze pójdzie i nic się w
          CAP (WPR) nie zmieni. Bo jak się zmieni (a wszelkie znaki wskazują na to, że
          tak), to po 2007 roku może nie być ani funduszy strukturalnyc
          • Gość: K.J. Re: Albo to? C.D. IP: 144.139.191.* 27.05.03, 09:37
            Powołuje się autor tego artykułu na przykład Hiszpanii. Wszak Hiszpania jest
            już w UE od lat 16 (podkreślam, 16!!!) i jest krajem znacznie od nas bogatszym.
            Należy również nadmienić, że według danych pochodzących z samej Unii, żadne
            państwo "15" nie wykorzystuje tych funduszy w 100%, a są to kraje o wiele od
            nas bogatsze, z rozbudowaną i przystosowaną do unijnych wymogów biurokracją.
            Górnym pułapem, a nie średnim, jest 90%. Jakim cudem Polska, biedna i
            nieprzystosowana do wymogów unijnej administracji, miałaby nagle wykorzystać
            70%? Jeżeli już konsekwentnie powoływać się na przykład Hiszpanii, to do tych
            70% dojdziemy dopiero gdzieś w roku 2020, i to jak dobrze pójdzie i nic się w
            CAP (WPR) nie zmieni. Bo jak się zmieni (a wszelkie znaki wskazują na to, że
            tak), to po 2007 roku może nie być ani funduszy strukturalnych (albo zostaną
            znacznie obniżone), ani dopłat bezpośrednich. Natomiast nasze koszty, choćby
            składka do unijnej kasy, nie ulegną zmniejszeniu. I co wtedy??? A co się
            stanie, jeżeli będziemy w stanie wykorzystać jedynie 30%? Albo 20%, co -
            wziąwszy pod uwagę wszystkie uwarunkowania - jest sumą bardziej realną niż owe
            70%, które Hiszpania osiągnęła dopiero po 16 latach członkostwa?

            Na podstawie cytowanego raportu IBnGR, artykuł podaje też, jako maksymalną
            kwotę możliwą do uzyskania, sumę 58,5 mld zł, co w przeliczeniu na euro stanowi
            13,5 mld.

            "W latach 2004-06 Polska może otrzymać z budżetu UE maksymalnie 58,5 mld zł,
            podczas gdy łączna wysokość składek, jakie będziemy musieli zapłacić, wyniesie
            w tym czasie 29,7 mld zł."

            Warto w tym momencie zwrócić uwagę na dwie sprawy. W swojej propagandowej
            broszurze, prezydent Kwaśniewski wymienia 19 mld euro jako kwotę,
            którą "będziemy mogli uzyskać z budżetu Unii". Kto tu ma rację? Bo jeżeli
            wykluczyć złą wolę prezydenta, to w takim razie kiepsko poinformowane są kręgi,
            które w Polsce powinny wiedzieć najwięcej o naszych warunkach akcesji - bo czym
            tłumaczyć te 6 mld euro rozbieżności w danych, jakie do nas docierają? I jak tu
            wierzyć informacjom płynącym, wydawało by się, z najbardziej miarodajnych
            źródeł.

            Drugą sprawą jest określenie przez Gazetę Wyborczą łącznej wysokości składek na
            29,7 mld zł, które będziemy musieli Unii zapłacić. Skąd ta liczba? Co oznacza
            zwrot "łączna wysokość składek"? Czy ma to oznaczać, że za jedyny koszt akcesji
            uważają oni naszą składkę członkowską? Czy to sobie wydumał jedynie autor
            artykułu, czy też oparł się w tym na wyliczeniach ekonomistów z IBnGR-u? Na
            podstawie czego jest ta kwota 29,7 mld zł obliczona? Możemy tu jedynie
            zgadywać: 29,7 mld zł to 6,8 mld euro. Nasza składka członkowska ma wynieść 2,4
            mld euro rocznie, z tym że w pierwszym roku wyniesie ona odpowiednio mniej z
            powodu niepełnego roku członkostwa. Wygląda więc na to, że jako koszt
            integracji policzono samą tylko składkę członkowską (bez innych kosztów) i z
            tego to powodu wyliczenie nie jest rzetelne ani prawdziwe.

            Przy obliczaniu tego typu bilansów należy uwzględnić wszystkie koszty
            transakcji, ponieważ akcesja Polski do Unii jest taką właśnie transakcją
            polityczno-gospodarczą i rozpatrywanie jej w jakimś innym aspekcie nie ma
            większego sensu. Jeżeli nie mielibyśmy zyskać na tej transakcji jakichś
            wymiernych korzyści polityczno-gospodarczych, to akcesja mija się z celem.

            Wprawdzie Gazeta Wyborcza usiłuje w tym artykule przeprowadzić taki niby
            bilans, ale jest to bilans: raz, że niepełny, a dwa, nie ma w nim podanych
            żadnych kwot.

            Piszą:

            "Czynniki wpływające na bilans przepływu gotówki:

            - składka członkowska;
            - transfery unijne dla Polski (fundusze, dotacja budżetowa, dotacja na granice);
            - wydatki ponoszone w kraju w związku z programami unijnymi (prefinansowanie
            oraz tzw. wkład własny);
            - wydatki krajowe niepodlegające unijnej refundacji (do 5 proc. wartości
            projektów);
            - zmiany w dochodach budżetowych wynikające z odjęcia dochodów z ceł."

            Ale ile nas to będzie kosztować??? Ile wyniesie np. ta "zmiana w dochodach
            budżetowych wynikające z odjęcia dochodów z ceł"? Nie dość, że nie ma podanych
            sum przy poszczególnych pozycjach, to jeszcze nie wymieniają wszystkich
            kosztów, które poniesiemy w związku z integracją, jak np. koszty dostosowania
            do unijnej administracji czy koszty związane z ochroną środowiska naturalnego.

            Z tego powodu musimy sami przeprowadzić taki bilans w skali rocznej:

            - Składka do Unijnej kasy - 2,4 mld euro.
            - Straty na skutek utraty granic celnych - około 1 mld euro, o czym już pisałem
            na początku mojego komentarza.
            - Dostosowanie polskiej administracji do wymogów unijnych, kolczyki i paszporty
            dla krów, personel itp. - około 1,5 mld euro.
            - Transfery takie jak wpłaty do Europejskiego Banku Inwestycyjnego i
            Europejskiego Banku Centralnego - około 0,5 mld euro.
            - Koszty dostosowania do unijnych wymogów ochrony środowiska naturalnego -
            około 2 mld euro.

            Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska obliczył, że przez najbliższe 5 lat
            będziemy musieli wydać na ten cel około 58,5 mld zł z czego około 25% pokryją
            fundusze unijne, a resztę musimy wyłożyć z własnej kieszeni. Czyli daje nam to
            sumę około 8,75 mld zł rocznie, a więc w przeliczeniu 2 mld euro.

            Razem ta akcesja będzie kosztować nas około 6,4 mld euro rocznie. Są to
            obliczenia nader powściągliwe.

            Z budżetu Unii, jak podaje artykuł Gazety Wyborczej, mamy otrzymać maksimum
            58,5 mld zł, co w przeliczeniu stanowi 13,5 mld euro, czyli rocznie 4,5 mld
            euro.

            Okazuje się, że uzyskanie tego 4,5 mld euro, będzie nas kosztować 6,4 mld euro!
            I to jedynie w przypadku, gdyby udało nam się wykorzystać całe 100% unijnych
            funduszy.

            Te 4,5 mld euro jest kwotą, którą maksymalnie możemy od Unii uzyskać. Jeżeli
            uwierzymy GW i raportowi IBnGR, i osiągniemy 70% stopień absorpcji funduszy tak
            jak Hiszpania po 16 latach członkostwa (co jest w zasadzie niemożliwością, o
            czym mówiłem powyżej), to ten bilans przedstawia się jeszcze gorzej.

            I gdzie te złote góry? Skąd te wróżby o wspaniałym rozkwicie polskiej
            gospodarki po przystąpieniu do UE, które pojawiają się w tych różnych raportach
            tzw. "ekspertów" od UE? Jakim cudem obywatele państwa, którego rząd, celem
            sprostania kosztom akcesji, musi podnosić podatki i którego koszty związane z
            akcesją znacznie przewyższą korzyści możliwe do uzyskania w wyniku ewentualnej
            integracji, mają tak świetlaną przyszłość? Jaka jest wymierna korzyść z tej
            transakcji? Chyba tylko dla budżetu Unii...


    • wolna_galicja Wyliczenie bilansu pierwszych trzech lat: 27.05.03, 14:27

      Bilans:
      www.nczas.com/?a=show_article&id=973

      Konsekwencje dla budżetu:
      www.nczas.com/?a=show_article&id=891
      Polecam też książkę Miłosza Marczuka i Tomasza Sommera "Poza Unią jest życie".
      • Gość: Sceptyk Re: Wyliczenie bilansu pierwszych trzech lat: IP: 213.68.127.* 27.05.03, 16:30
        dzieki troche jakby lepiej to wygladalo, oczywiscie poza cyframi, ktore wesolo
        nie wygladaja ;)
    • Gość: ufoludzik Re: Prosba o dane IP: *.nanarb01.mi.comcast.net 27.05.03, 14:39
      -
      www.ce.uw.edu.pl/ce/wydawnictwo/Kwart_1999_3/Nowak.pdf
      216.239.39.100/custom?
      q=cache:CM2h0AwVAWUJ:www.case.com.pl/upload/publikacja_plik/SA195.pdf+bilansu+ko
      sztow++do+uni.&hl=en&start=7&ie=UTF-8
      • marillion1 Czy to jest ten Nowak, ktory udziela sie w Radyju? 27.05.03, 16:34
        I ktoremu ostatnio udowodniono, ze pisal bardzo interesujace publikacje za
        komuny, popierajace i slawiace wladze ludowa?
        No to rzeczywiscie wspaniale opracowania z rydzykowej witryny i od piewcy
        komuny.
        Moje gratulacje((:
        • Gość: K.J. Re: Czy to jest ten Nowak, ktory udziela sie w Ra IP: 144.139.192.* 27.05.03, 17:07
          marillion1 napisała:

          > I ktoremu ostatnio udowodniono, ze pisal bardzo interesujace publikacje za
          > komuny, popierajace i slawiace wladze ludowa?
          > No to rzeczywiscie wspaniale opracowania z rydzykowej witryny i od piewcy
          > komuny.
          > Moje gratulacje((:

          O raaanyyy, Boże, ty widzisz i nie grzmisz. I ta osoba wypowiada się na tej
          stronie.

          No i to się nazywa być zaślepionym nienawiścią i dać na całego.... Ale, ale,
          mówiąc o komunie, czy teraźniejsi rządowi euroentuzjaści przypadkiem też nie....

          Tak, tak, ja tych osobników sam świetnie pamiętam z trybun i wieców, tych
          różnych Millerów, Oleksych, Syryjczyków, Kwaśniewskich jak to mowy wygłaszali
          i tak ładnie tymi łapkami pomachiwali z uśmieszkami a la Mona Lisa na
          dostojnych twarzach i niedźwiedzia z braćmi zza Buga tańcowali. No a teraz się
          jakoś tak o 180 stopni obrócili i to co wtedy było be, teraz jest cacy, a to co
          było cacy teraz jest wprawdzie niekoniecznie be, ale już nie z taką
          wiernopoddańczą miłością traktowane. I jakoś to sz. p. wcale nie razi. He, he,
          he... Ja sobie całą tą konwersację muszę zapamiętać.



        • Gość: ufoludzik Re: Czy to jest ten Nowak, ktory udziela sie w Ra IP: *.nanarb01.mi.comcast.net 27.05.03, 17:54
          marillion1 napisała:

          > I ktoremu ostatnio udowodniono, ze pisal bardzo interesujace publikacje za
          > komuny, popierajace i slawiace wladze ludowa?
          > No to rzeczywiscie wspaniale opracowania z rydzykowej witryny i od piewcy
          > komuny.
          > Moje gratulacje((:

          Jak bys czytal to bys wiedzial ze to jest nie ten co myslisz.....
        • Gość: profesor Re: Czy to jest ten Nowak, ktory udziela sie w Ra IP: *.nanarb01.mi.comcast.net 27.05.03, 17:57
          marillion1 napisała:

          > I ktoremu ostatnio udowodniono, ze pisal bardzo interesujace publikacje za
          > komuny, popierajace i slawiace wladze ludowa?
          > No to rzeczywiscie wspaniale opracowania z rydzykowej witryny i od piewcy
          > komuny.
          > Moje gratulacje((:

          Alojzy Z.Nowak
          www.ce.uw.edu.pl/ce/wydawnictwo/Kwart_1999_3/Nowak.pdf
          Dylematy polskiej polityki gospodarczej wobec zmian
          na światowych rynkach finansowych i integracji
          z Unią Europejską (ujęcie jakościowe)
          • Gość: profesor Re: Czy to jest ten Nowak, ktory udziela sie w Ra IP: *.nanarb01.mi.comcast.net 27.05.03, 18:07
            Gość portalu: profesor napisał(a):

            > marillion1 napisała:
            >
            > > I ktoremu ostatnio udowodniono, ze pisal bardzo interesujace publikacje za
            >
            > > komuny, popierajace i slawiace wladze ludowa?
            > > No to rzeczywiscie wspaniale opracowania z rydzykowej witryny i od piewcy
            > > komuny.
            > > Moje gratulacje((:
            >
            > Alojzy Z.Nowak
            > www.ce.uw.edu.pl/ce/wydawnictwo/Kwart_1999_3/Nowak.pdf
            > Dylematy polskiej polityki gospodarczej wobec zmian
            > na światowych rynkach finansowych i integracji
            > z Unią Europejską (ujęcie jakościowe)
            Prof. dr hab. Alojzy Z.Nowak – dyrektor Centrum Europejskiego oraz prodziekan
            Wydziału
            Zarządzania, Uniwersytet Warszawski; kierownik Katedry Finansów, Wyższa Szkoła
            Przedsiębiorczości i Zarządzania w Warszawie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka