Dodaj do ulubionych

Konkurs Zostań Negocjatorem zakończony

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.03, 01:58
Zwycieska druzyna to w 3/4 moi koledzy z klasy. Moze by chociaz
z nazwiska wymieniec, o zdjeciu nie wspomne...
Obserwuj wątek
    • Gość: Alicja Re: Konkurs Zostań Negocjatorem zakończony IP: *.futuro.pl 13.06.03, 11:12
      zgadzam sie z toba, to bardzo prestizowy konkurs i niezwykle
      trudny, laureaci zasluzyli sobie na to, wszyscy a nie tylko
      zwycieska druzyna
    • Gość: K.J. Re: Konkurs Zostań Negocjatorem zakończony IP: 144.138.226.* 13.06.03, 14:53
      Mam nadzieję, że nie oceniali tych negocjacji, ani ich nie
      nauczali ci sami negocjatorzy, którzy prowadzili w naszym
      imieniu rokowania z Unią Europejską.

      W dniu 26. 05.03r., EUobserver doniósł o świętym oburzeniu
      najjaśniejszego komisarza do spraw rozszerzenia, Guntera
      Verheugena z powodu zapowiedzi pokazania na niemieckim kanale
      NDR w dniu 27 maja filmu dokumentalnego "Alles Banditen", co
      można przetłumaczyć jako "Sami bandyci".

      Komisarz oświadczył nawet, że będzie to dla niego szokiem,
      jeżeli ten film będzie wyświetlony w jego rodzinnym kraju. Co
      spowodowało aż takie oburzenie. Film ten jest czymś wyjątkowym.
      Został on nakręcony przez duńskiego reżysera Christoffera
      Guldbrandsena, który otrzymał zezwolenie na filmowanie duńskiego
      Premiera Anders Fogh Rasmussena podczas tych unijnych spotkań.
      Jego wyjątkowość polega na tym, iż spotkania te są zwykle
      szczelnie zamknięte dla publiczności, a i o ich przebiegu
      informuje się jedynie bardzo ogólnikowo . Ponieważ filmowano
      akurat spotkania, które odbywały się w okresie, kiedy dobiegały
      końca negocjacje w sprawie akcesji Polski do UE, jest to film
      dla nas szczególnie interesujący. Pokazuje on odmienną od
      oficjalnej wersję prowadzonych podczas negocjacji rozmow oraz
      pozwala na wniknięcie w istotę zarówno unijnych chęci
      poszerzenia składu, jak i nie wykorzystania polskich możliwości
      negocjacyjnych.

      Z filmu tego dowiadujemy się, że warunki które przyznano nam na
      szczycie w Kopenhadze, wbrew rządowej propagandzie, wcale nie
      były najlepszymi z możliwych do uzyskania. Można było pokusić
      się o wiele lepsze. Dowiadujemy się, jak bardzo zależało Unii na
      Polsce, co delegacja polska mogła była wykorzystać. Ale cóż,
      skoro na te tak ważne negocjacje wysłało się ludzi takich jak
      minister do spraw integracji D. Huebner, która stwierdziła w
      wywiadzie dla "Życia" z 15 maja 2002 r., że "polski interes
      narodowy jest trudny do zdefiniowania". Podczas, gdy polski
      interes narodowy jest bardzo łatwy do zdefiniowania, podobnie
      jak interesy każdego innego narodu. To, co wzbudza zgrozę, to
      polski minister, która nie ma pojęcia, co jest polskim interesem
      narodowym. Mając negocjatorów, którym sprawia trudności
      zdefiniowanie polskiego interesu narodowego trudno się dziwić,
      że wszystko wygląda tak jak wygląda. Dopisek Redakcji Naszej
      Witryny

      Alles Banditen
      "Polska jest największym państwem spośród kandydujących i jeśli
      powie 'TAK', to inne kraje kandydackie pójdą tą drogą - dlatego
      rozmowy z Polską są tak ważne.' - oto słowa Duńczyka Rasmussena,
      który przewodniczył negocjacjom w okresie bezpośrednio
      poprzedzającym 13. grudnia 2002 roku w Kopenhadze. Było to jedno
      z pierwszych zdań filmu dokumentalnego, którego niemiecki tytuł
      brzmiał "Alles Banditen", co można przetłumaczyć jako "Sami
      bandyci". Tytuł nawiązywał do zdania wypowiedzianego przez
      jednego z duńskich polityków na temat dziennikarzy. Trudno w tym
      wypadku wykluczyć, iż mamy tu do czynienia z klasycznym
      przykładem na słuszność powiedzenia "przyganiał kocioł
      garnkowi... a sam smoli". Wróćmy jednak do zdania
      wypowiedzianego przez Rasmusena. Otóż myśl przewodnia zawarta w
      tym zdaniu przewijała się w całym filmie, z którego można się
      było wyraźnie dowiedzieć, jak bardzo Unii Europejskiej zależy na
      jej poszerzeniu. "Gdy skończymy negocjacje z Polską, to wszystko
      zakończymy. Inni powiedzą 'TAK', gdy Polska powie 'TAK'. Musimy
      też rozmawiać z innymi krajami, aby Polacy nie myśleli, że tylko
      z nimi rozmawiamy". Inni byli jednak mniej ważni i ograniczono
      się w filmie do wymienienia ich z nazwy, a i tu nie jestem
      pewien, czy wymieniono wszystkie państwa "kandydujące" do UE.

      Przewijający się podczas całego filmu niczym szara eminencja
      Niemiec Guenter Verheugen również dał wyraz rzeczywistemu
      nastawieniu UE do sprawy jej poszerzenia. Usłyszawszy o podobno -
      piszę podobno, bo nie jest pewne, że rzecz nie była od początku
      ukartowana - "twardej postawie Millera" podczas negocjacji w
      Brukseli, a później w Kopenhadze, powiedział mianowicie z mocno
      skwaszoną miną, iż "przegrywamy 50 z 71 mln ludzi" spodziewając
      się, że odmowa Polski pociągnie za sobą także odmowę Czech.

      W tym kontekście buńczucznie wypowiedziane przez Rasmussena
      ostrzeżenie o "pociągu, który odjedzie bez tych, którzy się nie
      załapią" wygląda raczej na chęć pokazania się przez tego
      ostatniego z mocnej strony przetargowej, podczas, gdy strona ta
      była dość wyraźnie pozbawiona wielu atutów, a przede wszystkim
      atutu podstawowego w tej sprawie, czyli wolnej do dyspozycji
      gotówki. Polskie żądanie "dodatkowego jednego miliarda euro"
      wzbudziło w eurodyplomatach niemal panikę, że oto ot tak dawna
      przygotowywana do akcesji Polska może się w ostatniej chwili z
      całej tej nagonki wycofać, a przecież dodatkowych pieniędzy po
      prostu nie ma ? pewnie pojawią się dopiero wtedy, gdy Polska
      zacznie wpłacać do kasy więcej, niż będzie dostawać. W każdym
      razie pieniędzmi do rozdawania Rasmussen nie dysponował, co
      zresztą nawet zupełnie otwarcie stwierdził podczas filmu
      słowami "powiem Polakom prawdę - nie ma ani centa więcej".
      Telefoniczne rozmowy z dawcą pieniędzy, czyli niemieckim
      kanclerzem Schroederem nie przyniosło w Brukseli oczekiwanego
      rozluźnienia, ponieważ Schroeder miał rzekomo stwierdzić,
      iż "owszem da, ale tylko osobiście i dopiero w Kopenhadze, a
      teraz w Brukseli powinni oni z Polską rozmawiać o sprawach mniej
      ważnych, jak np. polowanie na niedźwiedzie". Swoją droga w
      dalszym przebiegu filmu ten miliard od Schroedera jakoś nie
      uzyskał innego niż słownego potwierdzenia, no, ale wiadomo, iż
      polityk nie jest od mówienia prawdy, a od wyrażania nadziei i
      dbania o własny interes, który przecież z prawdą nie musi wcale
      mieć do czynienia. Tak więc koniec końców w Brukseli musiał
      Rasmussen z Millerem rozmawiać o polowaniu na niedźwiedzie, a
      nie o dodatkowych pieniądzach, co pewnie dla eurofederasty
      Millera musiało być mało satysfakcjonujące. No, ale cóż zrobić
      skoro "nie ma alternatywy i albo UE, albo Białoruś", to i o
      niedźwiedziach pogadać trzeba, a przy tym pewnie i udawać, że
      rzecz ogromnie jest istotna. Tyle, że przecież obietnice
      eurofederastów bazują właśnie na tym, że wchodzić mamy do
      bogatej Unii, że spłynie na nas deszcz pomocy, a nie na tym, że
      Niemcy u nas na niedźwiedzie będą polować, przeto orzech do
      zgryzienia miał Miller nie mały. Już bowiem podczas negocjacji
      widać było, jak będzie w oczekującej nas rzeczywistości. Głównym
      problemem jest brak pieniędzy, a więc i ich deszczu w Polsce nie
      będzie, bo skąd i dlaczego mają Polsce dawać, skoro sami na
      swoje potrzeby nie mają? Podczas kluczowych chwil negocjacji
      głowiono się jednak nie nad tym skąd wziąć owe nowe pieniądze, a
      nad tym, jakie znaleźć sposoby na to, aby wyglądało, iż
      pieniądze się znalazły, mimo, że ich faktycznie nie ma. Tym
      sposobem gwarantowano pozorny sukces negocjatorom z Polski, no i
      oczywiście sobie. Wymyślono więc, iż to, co niby kiedyś Polska
      miała dostać w postaci "pomocy strukturalnej", gdzie do każdego
      euro z UE musimy wyłożyć najpierw jedno swoje euro, aby później
      dostać te unijne ? pochodzące swoją drogą najpewniej właśnie z
      naszych wcześniejszych składek członkowskich ? a więc tę
      teoretyczną "pomoc strukturalną" trochę zmniejszono i z niej
      właśnie przestukano na inne konto ów pilnie potrzebny wszystkim
      miliard euro. Pomysłodawca tej buchalteryjnej zagrywki - Duńczyk
      Christiansen - stwierdził z dziwną jak na polityka szczerością,
      iż to przesunięcie z jednego konta na drugie "jest nam
      obojętne". Jasne, że jest to im obojętne, ponieważ z przesuwania
      z konta na konto nie traci się nic, ale i też nic się nie
      zyskuje. Mamy więc praktyczny wymiar "kompromisu", gdzie Unia
      nie straciła, Polska nie zyskała, a politycy obu stron raptem
      mieli "dodatkowy" miliard i powód do udawania, że odnieśli
      sukces. Ot taki
      • Gość: K.J. Konkurs Zostań Negocjatorem zakończony C.D. IP: 144.138.226.* 13.06.03, 14:57
        Mamy więc praktyczny wymiar "kompromisu", gdzie Unia nie
        straciła, Polska nie zyskała, a politycy obu stron raptem
        mieli "dodatkowy" miliard i powód do udawania, że odnieśli
        sukces. Ot takie dawanie, jak to u Sienkiewicza Zagłoba
        Niderlandy rozdawał. Dziś dzieje się to jednak nie w ramach
        powieści "Potop", a w ramach obiecywanego nam z każdej strony
        potopu pieniędzy. Już ja bym wolał pozostać przy
        sienkiewiczowskich Niderlandach. No, ale z jednej fikcji
        powróćmy do drugiej ? tej współczesnej. Dano nam to, co i tak
        mieliśmy dostać - wpłacamy składkę, to może i czasami się nam
        coś i trafi dostać na własne potrzeby - tego wykluczyć się nie
        da.

        W czasie, gdy zadowoleni ze swej pomysłowości Duńczycy
        dokonywali przesuwania pieniędzy z jednego konta na drugie,
        Schroeder zwołał konferencję prasową i oznajmił, że to on dał
        Polsce ten miliard, z czego ponoć bardzo niezadowolony był
        Miller, no, bo jakże on to w Polsce ujawni? Pieniądze od Niemca -
        rzecz wstydliwa, bo jak daje, to pewnie ma w tym interes, no, a
        jaki Niemiec może mieć interes w dawaniu Polakom pieniędzy, to
        pewnie Millerowi byłoby trudno wytłumaczyć bez popadania w
        jakieś kolejne falszerstwa.

        W filmie przewijała się też sprawa "kwot mlecznych", które
        Miller "twardo" chciał powiększyć ? pewnie po to, aby nie trzeba
        było do Polski sprowadzać mleka unijnego, w czasie, gdy polski
        chłop może to mleko uzyskać w łatwy sposób od polskich krów.
        Temat się pojawiał, Miller wciąż ponoć był "twardy", miał jak to
        mówili Duńczycy "twarz pokerzysty", ale z kwot ustąpić rzekomo
        nie chciał. W filmie widać było wyraźnie jak to Rasmussen z
        Millerem udali się na rozmowę "w cztery oczy", o której wyniku
        możemy się niestety tylko domyślać. Jak się sprawa mlecznych
        kwot skończyła nie odgrywało w filmie większej roli, bo oto po
        dokonaniu przesunięć z konta na konto okazało się, że ten manewr
        można sprzedać wszystkim, jako ogromny sukces. Swoją drogą
        pomysł przesuwania tak zafascynował Duńczyków, że i w sprawie
        kwot mlecznych nic nie zwiększono, ale jedynie przesunięto 1,5
        mln ton mleka ze sprzedaży bezpośredniej do sprzedaży hurtowej,
        czyli innymi słowy z jednej pozycji do drugiej, o czym donosiły
        zarówno "Nasz Dziennik", jak i "Najwyższy Czas!" bezpośrednio
        po "sukcesie" w Kopenhadze. Sukces to ponoć ogromny, choć
        produkcji nie zwiększa, a więc dla polskiego chłopa jest bez
        znaczenia i pozostaje jedynie "sukcesem Millera" - każdy ma
        swoje definicje sukcesu i dla Millera może wystarczające jest
        przesunięcie z kąta w kąt, aby mu się wydawało, że już ma
        więcej, niż miał.

        W grupie eurodecydentów poczęto więc sobie gratulować
        serdecznie. Uściskom, a nawet całusom zdawało się nie być końca.
        Zarówno politycy, jak i realizatorzy filmu usilnie starali się
        przedstawiać wszystko jako sukces. Ciekawe jak kwoty mleczne
        odbiorą w przyszłości nasi rolnicy. Czy i oni będą przekonani,
        iż produkując mniej niż obecnie i co za tym idzie mniej
        zarabiając, bądź też nawet tracąc źródło utrzymania - co w
        bardzo wielu przypadkach jest pewne, czy oni wtedy wierzyć będą
        jeszcze w opowiastki o sukcesie z 13. grudnia 2002 roku z
        Kopenhagi?

        I o ile nie dziwię się radości europolityków, których celem było
        właśnie dokonanie zakupu Polski i pozostałych dziewięciu krajów
        za jak najniższą cenę, to jednak nie mogę wyzbyć się zdziwienia
        z racji reakcji polskojęzycznych mediów na ten temat. Przecież
        ci ludzie, którzy wciąż rozpowszechniają legendy o rzekomym
        sukcesie "twardych negocjacji" w Kopenhadze sami będą musieli
        żyć w kraju, który w tak ewidentny sposób zdradzają i wśród
        ludzi, których tak oszukują, i z przywódcami, dla których
        doprawdy łatwiej sobie wyobrazić inne miejsca, niż suto opłacane
        państwowe posady. Odradzono mi w tym miejscu wspominanie latarni
        ulicznych...

        W.K.
        • Gość: PABLO Re: Konkurs Zostań Negocjatorem zakończony C.D. IP: *.kamir.com.pl 13.06.03, 15:39
          Czy konkurs ten polegał na wynegocjowaniu jak najgorzsych
          warunków akcesji i sprzedaniu ich jak najlepiej. Tu ekipę
          Millera będzie bardzo trudno pobić! Ale może są juz godni
          nastepcy. ostatecznie jeszcze wiele unijnego g...na
          będzie do sprzedania narodowi.
          • gabrielacasey Czy ty serio myslisz,ze ten narod to G....JADY??? 13.06.03, 17:17
            Nie obrazaj narodu tylko dlatego, ze twoje prywatne chcoce sie nie sprawdzily.
            • Gość: PABLO Re: Czy ty serio myslisz,ze ten narod to G....JAD IP: *.kamir.com.pl 13.06.03, 17:27
              gabrielacasey napisała:

              > Nie obrazaj narodu tylko dlatego, ze twoje prywatne
              chcoce sie nie sprawdzily.
              Naród właśnie zjadł ze smakiem pierwszą unijna porcję
              g..a pod tytulem warunki akcesji w Kopenhadze jestem za!
              Teraz będzie danie główne pt. budżet na rok 2004. Główny
              kucharz juz dał dyla bo stwierdził że takiej ilości g..a
              nie zjedza nawet Polacy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka