tomek9991
30.09.03, 20:24
Przypuszczenie, że w całej tej kampanii o centrum w Berlinie
chodzi o uzasadnienie roszczeń majątkowychwobec Polski
okazało się strzałem w 10 :
Ziomkostwa Śląskie i Prus Wschodnich chcą wesprzeć wypędzonych w staraniach o
zwrot majątków wywłaszczonych w Polsce, Czechach i obwodzie kaliningradzkim.
Pomóc ma w tym założona przez nie firma Powiernictwo Pruskie, która chce
reprezentować dawnych właścicieli przed sądami.
Preussische Treuhand zarejestrowana w styczniu br. w rejestrze handlowym w
Bonn. Wzorem dla niej jest Jewish Claims Conference, czyli organizacja
starająca się na całym świecie o zwrot wywłaszczonych przez nazistów majątków
żydowskich. JCC była m.in. jedną ze stron w rokowaniach o odszkodowania za
pracę przymusową w Trzeciej Rzeszy.
Powiernictwo Pruskie z siedzibą w Düsseldorfie jest inicjatywą grupy członków
Ziomkostwa Prus Wschodnich i Ślązaków, a na czele rady nadzorczej stoi
przewodniczący tego ostatniego Rudi Pawelka. Same ziomkostwa też biorą udział
w tym przedsięwzięciu. Celem Powiernictwa Pruskiego jest "zabezpieczenie
roszczeń bądź też zwrot majątku skonfiskowanego na Wschodzie przez państwa
wypędzające", czyli Polskę, Czechy i Rosję. Na swoich stronach internetowych
oraz na spotkaniach członków obu ziomkostw firma apeluje o zgłaszanie jej
konkretnych roszczeń majątkowych z dokładnymi informacjami, danymi z ksiąg
wieczystych itp. Ale w rzeczywistości firma nie rozwinęła jeszcze
działalności, bo brak jej akcjonariuszy. Pawelka powiedział "Gazecie", że ma
kilkaset zgłoszeń, a niemieckiemu dziennikowi "Die Welt" przyznał, że nie
udało mu się jeszcze zebrać miliona euro potrzebnego do intensywnej pracy nad
dokumentowaniem roszczeń i przygotowywaniem ewentualnych pozwów
restytucyjnych. - Na razie sondujemy, zbieramy informacje, nawiązaliśmy
kontakt z adwokatem wyspecjalizowanym w zwrotach majątków skonfiskowanych
przez NRD - mówi Pawelka.
Przewodniczący Ziomkostwa Ślązaków twierdzi w rozmowie z "Gazetą", że Pruskie
Powiernictwo "nie chce zniszczyć Polski", lecz dąży do "rozwiązań znośnych
dla wszystkich stron". - Chcemy tylko, żeby strona polska wreszcie z nami
porozmawiała i uregulowała tę kwestię - mówi Pawelka. - W nowej Europie
chcemy żyć w przyjaźni i kiedyś wreszcie ostatecznie zamknąć rozdział
historii, jakim były wypędzenia, ale nie chcemy, aby nasze prawa się rozmyły,
nie chcemy milczeć o tym problemie.
Pawelka podkreśla zwłaszcza otwarte roszczenia osób pochodzenia niemieckiego,
które przeprowadziły się do RFN w latach 60.-80., a w Polsce musiały zostawić
nieruchomości, oraz Niemców mieszkających w okolicy Wałbrzycha, którym także
po wojnie odebrano majątki. Na pytanie, czy jego firma kontaktowała się z
mniejszością niemiecką w Polsce, Pawelka zaprzecza, twierdząc, że Niemców z
Górnego Śląska i Opolszczyzny sprawa dotyczy w najmniejszym stopniu, gdyż
jako polscy obywatele nie byli pozbawiani majątków.
Traktat polsko-niemiecki z 1991 r. nie zajmuje się sprawą prywatnych roszczeń
majątkowych, a państwo niemieckie nie popiera takich roszczeń. Polska uważa,
że roszczenia o zwrot majątków lub odszkodowania nie mają podstaw prawnych,
również po wejściu Polski do UE. Niektórzy wypędzeni zapowiadają, że po 1
maja 2004 r. będą skarżyć Polskę do unijnego Trybunału w Luksemburgu oraz do
Strasburga. Przewodnicząca Związku Wypędzonych Erika Steinbach (CDU)
powiedziała "Die Welt", że utworzenie Pruskiego Powiernictwa nie było z nią
konsultowane, a firma jest samodzielnym przedsięwzięciem i nie ma nic
wspólnego ze Związkiem Wypędzonych.
www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1698258.html