iwa_ja
02.12.13, 20:55
Wczoraj wieczorem byłam na ostatnim wieczornym spacerze z Funią. Funia jest psem wielkości jamnika, generalnie bardzo przyjaznym, wita się z wszystkimi na osiedlu wylewnie. Ale. Ma wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to została zabrana pijakowi, który nią poniewierał, więc do tej pory szczeka jak wściekła na wszelkich osiedlowych pijaczków. Wczoraj wychodził facet z jednego domu, z dzieckiem. Funia dostała szału na jego widok (zapach), szczekała jak szalona. Ściągnęłam smycz, ale facet się wściekł, zaczął wrzeszczeć, że jak jej nie zabiorę, to ją skopie z buta. Ja nadal z uśmiechem, że już to robię, ale nie rozumiem, dlaczego jest taki agresywny. Dowiedziałam się, że uprawiam, eufemistycznie, najstarszy zawód świata i że on mnie załatwi. W tej sytuacji się szybko oddaliłam. Świadków nie było. Boję się, żeby czegoś Funi nie zrobił. Na osiedlu sięgnęłam języka. Facet jest po prostu psychiczny i chodzi na dragach, takie są plotki. Czy mam to zgłosić gdzieś jako napaść? Czy to ja jestem winna? Funia była na krótkiej smyczy, na pewno nic by temu wujowi nie zrobiła.