Dodaj do ulubionych

Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki?

28.04.05, 10:44
Wczoraj musieliśmy uśpić naszą kruszynkę, naszego kochanego maluszka.
Boże to był jeden wielki koszmar.
Okazałó się że piesek miał mocznicę - wymiotował już krwią.
Nerki miał zablokowane w diewiędzieśięciu procentach i nie mógł robić siuku.
Wszystko potoczyło się jednego dnia - wtedy dopiero byłó widać objawy -
biegunka i wymioty.
Boże jaki on był mądry i kochany i taki delikatny.
Zawsze wskakiwał na fotel w pokoju ipatrzył się na mnie tymi ślicznymi
ślepiami.
Byliśmy z nim u weterynarza - dali mu kroplówkę i jakby po niej ożył.
Dali mu z pięć zastrzyków.
Dla mnie był jak człowiek - umarł człowiek i to taki, który nie miał wad.
Był taki mało wymagający, taka kruszyna.
W domu jest pustka, dziś nawet obudziłam się i chyba miałam jakieś Zwidy bo
widziałam go jak leżał mi w nogach na łóżku, a ja zbliżyłam się do niego i
znikł.
Nie byłó dla niego ratunku, byłó już za późno, mam wyrzuty, że wcześniej nie
zauważyliśmy żadnych objawów, bo w przed dzień był trochę tylko osowiały.
Prawie dwa dni przepłakałam, może przesadzam.
Chwilę przed uśpieniem - wstrzyknięciem trucizny - pies zwymiotował krwią,
potem położył się na zimnym stalowym blacie i wyciągnął nóżki do tyłu,
umierał.
Nie patrzyłam na uśpienie, rozryczałam się, poszłam do innego pmeszczenia.
A jak wróciłam pies już nie żył - on nie zdechł - on umarł.
Jeszcze mu drgał ogonek.
BOżę ja już straciłam seb=ns życia.
Nic nie będzie tak jak byłó.
MAm rozszarpane serce, on mi zabrał część mojej duszy.
MOże mi to pomoże jak powiecie jak przetrwaliście okres po śmierci psa.
Dodam, że w domu trzy tygodnie temu kupiliśmy szczeniaczka - to jakiś
straszny zbieg okoliczności.
A piesek w dniu śmierci szedł do kuchni - tam nie byłó nikogo, sztywnymi
nóżkami szedł do kuchni,
szukał miejsca gdzie mógł by spokjnie odejść.
Boże nie lubie się tak obnośić ze swoim smutkiem i rozpaczą.
Ale może powiecie jak przetrwaliście ten okres - co może pomóc?
Bo ja czuję, że świat stracił sens?
Obserwuj wątek
    • nxo Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 28.04.05, 11:56
      Jak czytałam Twój wpis to miałam łzy w oczach... Ogromnie Ci współczuję. Chyba
      nie ma metody na ten smutek, trzeba go przetrwać. Jak odeszła ukochana sunia
      mojej Mamy to dosłownie "wmusiliśmy" jej z moim Ojcem nowego pieska. Nie
      chciała, każdy inny pies to nie była "jej Tinka". Ale pomogło, nowy szczeniaczek
      ją rozweselił i pomógł rozproszyć smutek.
      Już parę razy czytałam na forum o mocznicy i trochę się wystraszyłam. Czy ktoś
      może napisać z czego się bierze ta choroba i jak ją rozpoznać?
      • wiesia.and.company Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 28.04.05, 14:04
        Ochch..... Ja się wzruszam i przeżywam na nowo.
        Trzymaj się! Na razie nie ma rady na ten stan. Musisz gdzieś bywać. A może też
        i Persen? Współczuję, naprawdę, i rozumiem to, co czujesz!
        Pozdr.
        • dan8 Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 28.04.05, 14:13
          Znam to uczucie,pomimo uplywu czasu na samo wspomnienie jego imienia cos sciska
          za gardlo.Najgorsza byla ta cisza w domu,brak wpatrzonych oczu,powroty do
          pustego domu.
          Zaczelam myslec o szczeniaczku,sama mysl o nastepnym piesku troche pomogla.
          Nowy piesek,tej samej rasy,wypelnil ta pustke,chociaz nie zajal miejsca
          poprzedniego.Ma inny charakter,ale tez jest bardzo kochany,slodki i przezabawny.
      • mjan56 Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 09.01.14, 20:33
        Przeżyliśmy to samo co Ty niecałe 3 miesiące temu. nasz kochany piesek maltańczyk o imieniu Tanuś miał niecałe 3 latka gdy go uspiliśmy, przez 4 miesiące walczyliśmy o niego. Zachorował na toksoplazmozę , stracił w ciągu 2 dni wzrok, miał bardzo silne objawy neurologiczne (kręcenie się wokół własnej osi, sztywność stawów ., woda w płucach od silnych sterydów - dusił się). Jeden wielki koszmar! weterynarze twierdzili, że nie spotkali się jeszcze z tak ciężkim przypadkiem! nadzieja zgasła gdy po odstawieniu leków objawy nasiliły się. Decyzja o uśpieniu zapadła gdy przez dwie doby kręcił się wokół własnej osi padając i wstając, wymiotując przyjmowanymi lekami. Serce krwawiło, zaś decyzja o uśpieniu zaowocowała olbrzymimi wyrzutami sumienia że to my zadecydowaliśmy o jego losie. Od 3 miesięcy nie ma dnia bez opuchniętych od płaczu oczu, widoku przed oczyma wymęczonej mordki pieska leżącego na zimnym stole u weterynarza. Byliśmy w tej strasznej chwili przy nim wszyscy, całując jego kochany pyszczek (nikt nie myślał nawet o tym , że choroba była zakaźna) przepraszając go za to że pomimo wysiłków nie daliśmy rady doprowadzić do tego aby wyzdrowiał. Chłopak córki, potężny chłop wyszedł z nieruchomym ciałkiem zalany łzami, pochowaliśmy pieska na działce żeby był przy nas. Za dwa dni wzięliśmy innego pieska bo pustka po Tankim była nie do wytrzymania. Kochamy nowego psiunka, bardzo podobny jest do Tanusia, ale pamięć o pierwszym jest tak żywa, ze pomimo tego że wszyscy staramy się otrząsnąć z traumy jaką przeżyliśmy, nikomu to jeszcze się nie udało! Pewnie minie jeszcze dużo czasu zanim się pogodzimy z jego odejściem, Tanulku nasza "biała owieczko" brak nam jest Ciebie strasznie, próbujemy pamiętać tylko te szczęśliwe chwile razem przeżyte, na razie nie bardzo to nam wychodzi! Nasz mały przyjacielu! Gdyby każda nasza łza dała ci cząsteczkę zdrowia, byłbyś nieśmiertelny i taki pozostaniesz w naszych sercach! Do zobaczenia, bączku!
    • ontarian [...] 28.04.05, 14:23
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • ontarian to jest naprawde tragiczne 28.04.05, 15:00
      biedne, schorowane psiunio uspic trzeba bylo
      naprawde, bardzo Ci wspolczuje i podziwiam Cie
      ze masz tyle sil, aby tak dzielnie sobie z tym radzic
      ja to pewnie bym sie zalamal gdyby mnie takie nieszczescie spotkalo
      ale widze, ze Ty jestes bardzo dzielna i silna istota
      podziwiam Cie
    • ilona1985wola Mocznica ktoś pytał? 28.04.05, 15:01
      Podobno mogła się wziąć od kleszcza,od przeziębienia, od jakiejś bakterii,
      mogła rozwijać się dłużej.Objawy to brzydki zapach z pyszczka.
      To co mogę Wam polecić(właścicielom psów)CHODŻCIE NA COROCZNĄ KONTROLĘ
      KRWI,USUWAJCIE KAMIEŃ NAZĘBNY I NIE KARMCIE PSÓW SUCHĄ KARMĄ(PRZYNAJMNIEJ TYPU
      FRIESKIES, PEDIGRE, CZAPI,EUKANUBA)NIE POLECAM JEJ, DAWAJCIE PSOM WITAMINY I
      WAPNO I WYCHODŻCIE NA SPACER PRZYNAjmniej 4 razy dziennie to poleciła nam
      weterynarz, uważajcie też jak pies nie sika - od razu do weterynarza, małe
      pieski także bardzo szybkosię odwadnają
      • naise Re: Mocznica ktoś pytał? 28.04.05, 15:07
        Przeczytaj mój post, niedawno przechodziłam to samo, podobne objawy, ale w
        naszym przypadku nie zdiagnozowano choroby, nie robiliśmy sekcji więc tak
        naprawdę nie wiemy co było konkretną przyczyną, choć myślę że złożyło się na to
        kilka czynników.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24438&w=22744884
        • gapka Re: Mocznica ktoś pytał? 28.04.05, 15:11
          nasz mial identyczne objawy - nawet w ten sam wieczor poszedl na spacer
          nagle zaczal wymiotowac krwia i zdechl w ciagu paru godzin.
          Moze to bylo jakies zatrucie?
    • el_gato_con_botas Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 29.04.05, 09:39
      nie bede pisal, ze 'wiem co czujesz', bo tego nie wie nikt, poza Toba: kazdy
      odbiera takie wydarzenie na swoj sposob i nie bede udawal, ze przezywalem to tak
      samo...
      kazdy tez na swoj sposob sobie musi z tym poradzic;
      zwierze w domu jest przyjacielem, a przynajmniej taki jest ideal - jego odejscie
      to odejscie przyjaciela i w moim przypadku tym, czego bylem pewien, to fakt, ze
      nie bede swojej suki niczym i nikim zastepowal; potrzebowalem sporo czasu zanim
      bylem gotowy 'przyjac pod dach' kolejne zwierze - nie chcialem 'zabijac klina
      klinem', bo wiedzialem, ze patrzenie na innego psa czy kota, glaskanie, spacery,
      bedzie tylko wywolywac wspomnienia, w pierwszym etapie wyjatkowo smutne i
      okraszac je poczuciem pustki i straty;
      pamietaj, ze nikt nigdy nie zastapi tego psa i nie odbieraj tego faktu, jako zle
      fatum: tak jest, ze jedni odchodza, inni przychodza, spotkasz inne zwierzeta, z
      ktorymi sie zaprzyjaznisz, ale na pewno bedzie to juz inna przyjazn; ludzie
      popelniaja blad szukajac w innych tego, co odeszlo, kiedy trzeba szukac czegos
      nowego, rownie dobrego, ale nowego; to boli, to jest trudne, ale pozwala cieszyc
      sie nowymi spacerami, a nie myslec tylko o starych;
      czy brakuje mi psa? brakuje mi kazdego zwierzecia, ktore bylo 'moim' i odeszlo,
      pamietam doskonale je wszystkie i na pewno nie bede Ci radzil zapominac -
      pamietaj, bo na pewno masz tysiace cudownych wspomnien, ktore sa warte
      zachowania w sercu do konca zycia
      pzdr
      ps. bedzie dobrze
      :-)
    • meissnerowa Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 29.04.05, 13:51
      Dokładnie miesiąc temu 27.03, w pierwszy dzień świąt wielkanocnych umarł mój
      pies Karo na tą samą chorobę. Był to pies ze schroniska, gdy odchodził miał 8
      lat. Piękny, wielki pies, mieszaniec nowofunlanda. Przeżył z nami tylko 2 lata,
      ale był prawdziwym szcześciem i dobrym duchem rodziny, dzięki niemu moja młodsza
      córka podźwignęła się z anoreksji. Nie wiedzieliśmy że jest chory, chociaż tyle
      razy chodziliśmy do weterynarza. Osowiałość, brak apetytu i trudnosci z
      podnoszeniem się wiązano ze zmianami w stawach. Badania krwi zrobiono tylko w
      podstawowym zakresie - nic wówczas nie wykazały. Kiedy przewrócił się na podłogę
      w pierwszy dzień świąt myśleliśmy, że to zatrucie sterydowymi lekami i że
      dlatego też zwymiotował krwią. Pani Doktor z wezwalnego pogotowia zaaplikowała
      mu mnóstwo zastrzyków, wzięła krew do badania i powiedziała, że jeśli wyniki
      będą dobre to nie zadzwoni tylko przyjedzie nazajutrz. Jeśli będą złe - zadzwoni
      do 18.00. Kiedy nie dzwoniła ucieszyłam sie, że jeszcze będzie dobrze ale o
      18.10 telefon zadzwonił. Wyniki badania uświadomiły nam że pies jest już w
      agonii - ilość mocznika we krwi przekroczyła o kikaset procent normę, trzusyka
      już nie funkcjonowała, tak samo nerki. Musieliśmy sie zdecydować na eutanazję.
      Byłam przy nim do końca, całowałam w łeb kiedy zamykały się jego oczy. To był
      jeden z najkoszmarniejszych dni w moim życiu. Ja, córki i mąź płakaliśmy wiele
      dni. Tylko czas łagodzi taki ból, choć nawet potem każde wspomnienie jeszzce
      boli. Nie rób sobie wyrzytów, to podstępna choroba, bez zlecenia szzcegółowych
      analiz krwi nie do wykrycia, a nawet wówczas niewydolność nerek to właściciwe
      odroczony wyrok. Można siebie pytać dlaczego nie odbierało się sygnałów, które
      potem wydawały się oczywiste, ale co to zmieni. To tylko pogłębia bół. Po jego
      śmierci przez trzy dni pod rząd chodziłam wieczorem na spacery z moją 16 letnią
      córką. Rozmawiałyśmy o bólu życia, o śmierci, o przemijaniu. Chciałyśmy
      wypowiedziec nasz żal, wykrzyczeć go poza domem, bo reszta rodziny starała sie
      ból oszukać nie mówiąc nic o nim, dusząc go w sobie. Ale cierpieli, mąź, twardy
      duży fazet mial powieki spuchnięte od płaczu.Wielu ludzi powie - to był tylko
      pies. Nie - to najbliższy przyjaciel, nigdy nie zapomniany.
      Wzięlismy teraz do domu szczeniaka. Karo zawsze zostanie w mojej pamięci jako
      mój najukochańszy pies. Ale szczeniak wniósł dużo radosci. To biedny,
      niedożywiony i zaniedbany piesek, który wychowywał się dotąd w nienajlepszych
      warunkach. Myślę, że Karo cieszy sie za Tęczowym Mostem że w jego jadalnym
      kąciku znów pojawiła się psia miska. Odwagi.Choć ból nie mija życie trwa i można
      w nim zrobić wiele dobrego i dla ludzi i dla zwierząt
      • tysprowda Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 29.04.05, 14:06
        ale meisnerowa - jak mozna sie az tak przywiazac do psa po dwoch latach???
        po drugie taki stary pies jak dostanie nowego wlasciciela to tez sie za bardzo
        nie przywiaze.
        • el_gato_con_botas Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 29.04.05, 14:44
          jak mozna? mozna...
          romeo i julia na zakochanie sie w sobie nie potrzebowali wiele czasu, a sa
          ludzie, ktorzy zakochuja sie w sobie po latach - rozni sa ludzie, to i nie
          wszyscy potrzebuja tyle samo czasu;
          co do kwestii 'stary pies - nowy wlasciciel', to jako posiadacz kilku psow ze
          schronisk o bardzo roznym wieku (psy, nie schroniska) moge zapewnic, ze stary
          pies tez potrafi sie przywiazac
          pzdr
          • ontarian [...] 29.04.05, 14:58
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • hihun Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 30.04.05, 06:12
      a kruszynka jakiej rasy byla i moze zdjecie dasz?
    • diuna2 Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 01.05.05, 23:28
      Tak mi przykro.Przeżyłam to samo w lutym. Nie ma rady na ból,trzeba go
      znieść.Tzrymaj się. Ja nadal za nią płaczę.
    • klaudynka5 Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 05.05.05, 10:40
      Wiem jaki to ból. Dwa lata temu też przeżyłam śmierć najukochańszego
      przyjaciela. Myślę, że jak na każdą taką stratę najlepszym lekarstwem jest po
      prostu czas. Musisz wierzyć, że spotkasz się z nim w innym, lepszym świecie.

      W naszym przypadku dość szybko zdecydowaliśmy się na drugiego pieska, którego
      też bardzo kochamy, ale to już tak na prawdę nie to samo.
    • bialamamba Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 05.05.05, 23:50
      Właśnie natrafiłam na twój post, a przechodzę to samo. Wczoraj musiałam uśpić
      moją ukochaną sunię, moją cudowna psinkę. Była ze mną 15 lat, szmat czasu,
      więcej niz moje dzieci. Trzymała się tak świetnie, że nikt kto ją widział nie
      wierzył, że jest w takim wieku. I nagle wszystko się posypało, najpierw
      niewydolność krążenia, dostała leki, potem straciła apetyt, przestała jeść,
      zaczęły się wymioty, apatia i osłabienie, zawieźliśmy ją na dyżur
      weterynaryjny, dostała kroplówki i zrobiono jej badania. Rano zapadł wyrok:
      mocznica, ostra niewydolność nerek i wątroby. Pies wymiotował, nie siusiał,
      normy koszamrnie przekroczone, ale jeszcze mieliśmy nadzieję. Kiedys już była
      taka chora, zjadła trutkę na szczury. Trwało to 2 miesiące ale wyciągnęłam ją z
      tego. Tym razem się nie udało, usg wykazało ogromny nowotwór wątroby, nie było
      ratunku. Musieliśmy podjąć decyzję o eutanazji. Mój mąż trzymał ją za łapkę, ja
      głaskałam po główce, do końca patrzyłam jej w oczy i mówiłam jak bardzo ją
      kocham, ale Boże, ja nie mogę sobie z tym poradzic. Ciągle płaczę, dom jest
      taki pusty bez niej, gdzie się nie rusze coś mi o niej przypomina, chodzę
      zapuchnięta, rozpamiętuję, ciągle widzę jak umiera, nie wiedziałam że to tak
      szybko, że tak niewiele trzeba żeby kogoś zabić, kilkanaście sekund zaledwie.
      Nie wyobrażam sobie innego psa, innego zwierzęcia. Tęsknię za nią potwornie,
      chciałabym ją przytulić, schować twarz w tym grubym futrze, ona by znowu
      pomruczała jak tylko ona potrafiła. Myslę, ze za mało miałam dla niej czasu, za
      mało dawałam jej czułości, pojawiły się dzieci, byłam oschła, tak bardzo
      chciałabym cofnąć czas, nadrobić to a już nie mogę. Tak strasznie boli mnie
      serce.
      • naise Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 05.05.05, 23:55
        Ech niecały miesiąc temu przeżywałam to samo. Kilka dni po odejściu naszego
        pieska wzięliśmy sunię ze schroniska, i właściwie tylko dzięki niej
        przestaliśmy się smucić i popłakiwac. Mieliśmy dużo obaw, nie wiedzieliśmy czy
        to będzie fair w stosunku do naszego pieska, baliśmy się że nowy piesek też
        kiedyś odejdzie i będziemy cierpieć (egoiści), ale pojechaliśmy do schroniska
        tylko obejrzeć, i jak zobaczyliśmy te smutne oczka nie wytrzymaliśmy i wzięliśmy
        Maję. Sporo z nią problemów, fakt, ale poradzimy sobie.
        Pozdrawiam Cię serdecznie, tzymaj się ciepło.
        • ilona1985wola Białamambo koniecznie przygarnijcie drugiego psa 06.05.05, 10:09
          On nie zastąpi Ci twojej Suni, ale wypełni trochę pustkę jaką pozostawiła po
          sobie.I ja przez cztery dni byłam napuchnięta od płaczu teraz powoli mi
          przechodzi, ale jak przypomnę sobie Jego pyszczek to żal ściska serce.
          Na wszystko trzeba czasu i Ty będziesz jeszcze szczęśliwa, koniecznie kupcie
          psa albo weźcie ze schroniska.
          Pies wypełnia życie i choć teraz myślisz, że nie chcesz drugiego potem
          przejdzie ci smutek, cierpienie i zapragniesz drugiego pupilka, który przejmie
          obowiązki Suni, ale nie zastąpi jej - da Wam chwile szczęścia.
          Pozdrawiam i trzymaj się
          • escollo Re: Białamambo koniecznie przygarnijcie drugiego 11.01.14, 16:52
            Popłakałam się czytając to co napisałaś:((. Bardzo Ci współczuję, wiem jakie to straszne - śmierć czworonożnego przyjaciela:(. Mogę tylko powiedzieć, że dałaś swojemu pieskowi wspaniały dom, miłość, przeżył swoje lata w piękny sposób, kochany i rozpieszczany. Dzięki Tobie miał wspaniałe życie a Ty przyjaciela i zobacz jak dużo dla niego zrobiłaś. Na pewno zawsze bedzie w Twoim sercu, po jakimś czasie ból zmaleje...
            • happyy1 :( 11.01.14, 18:55
              bardzo ci współczuje wiem co czujesz w czerwcu musiałam uśpić swoją sunię york[miała 6 miesięcy] miała mocznicę to samo co u twojej ,strasznie to przeżyłam i przeżywam ciągle:( podobno czas leczy rany mam nadzieje ze tak jest:(
              • rezurekcja znowu watek z dlugą brodą n/t 11.01.14, 23:11

              • amisiam Re: :( moja psinka 14.01.14, 14:44
                Ja nie "musiałam" uśpić, nawet nie zdążyłam ... niestety nie wiem co właściwie się stało, mocznica też była brana pod uwagę ale to w ogóle był jakiś obłęd ... :(
                Moja sunia jamnisia odeszła 5 stycznia, po 2 tygodniach różnych diagnoz, mnóstwa kłucia, kroplówek i ciągłego braku poprawy... miała tylko 9 lat.
                Zaczęło się jak zwykłe zatrucie od wymiotów, braku apetytu. Po dwóch dniach pojechałam z nią do najbliższej lecznicy. Tam zalecono badania krwi, kroplówkę żeby się nie odwodniła, lek przeciwymiotny. W badaniach wyszły strasznie parametry wątrobowe i strasznie wysoki cukier. Pierwsza diagnoza zapalenie wątroby + cukrzyca więc hajda z insuliną i coś na wątrobę, do pyszczka ale sunia wymiotuje, więc bez sensu. Zrobiono usg jamy brzusznej, weterynarz powiedział, że wątroba w złym stanie ale ponieważ jest to organ, który poniekąd się regeneruje więc jest szansa ... 2 dni kroplówek + antybiotyk - bez zmian. Kolejny dzień to była Wigilia -lecznica nieczynna, dopiero po Świętach więc jadę do całodobowej. Kolejne badania, kroplówki. Skupiono się na cukrzycy, bo chyba jest kwasica ketonowa, kolejne ogromne dawki insuliny. Cukier w końcu spada ale spada też strasznie potas a jego brak może doprowadzić do niewydolności wszystkich narządów. Dlaczego w I lecznicy o tym nie pomyślano i od początku ładowano insulinę, która spowodowała utratę potasu??? Suplementacja potasu. Jest wyższy poziom ale poprawy dalej nie ma i pomysłu co dalej chyba też... trwało to tydzień. Zauważam na grzbiecie suni gule, pytam co to? zajmiemy się tym jutro, to chyba nic groźnego. Mam jednak złe przeczucia - jadę do kolejnej lecznicy tym razem na sggw - no bo gdzie mają być "specjaliści" jak nie tam. Okazuje się że gula to ogromny ropień i tu plus dla szybciej diagnozy. Zostaje oczyszczony w sposób skandaliczny, bez golenia sierści, ropa z dziury leje się strumieniem, zakładają "dren" z kawałka gumowych rękawiczek, który chyba miał spełniać jakąś "tylko i widomą" funkcję, ale jej nie spełniał. Sunia była cała w ropie, próbowałam ją obmywać ale było tego strasznie dużo. Rano pojechałam do Multiwetu na oczyszczenie ropnia. Tam stwierdzono stan zapalny - całego organizmu - trzeba hospitalizować, byłam w szoku bo sunia wieczorem czuła się lepiej, rano wskoczyła sama do samochodu ... sparaliżował mnie strach. Kolejne badania -jest źle ale jeszcze nie mówią że agonalnie, mam nadzieję, proszę żeby coś zrobili. Następnego dnia przyjeżdzam do lecznicy i widzę moją psinę prawie nieprzytomną,, widzę, że cierpi. Proszę o leki przeciwbólowe dla niej, nie mogę w to uwierzyć. Będą próbować ... Mówią "proszę przyjechać jutro" ale ja mam złe przeczucia, przyjeżdżam za parę godzin ... sunia jest reanimowana ... umiera ... przestała oddychać, serce stanęło a jeszcze wczoraj ...
                Nie wiem co o tym myśleć, skąd to nagłe pogorszenie? Mówią, że może sepsa, mocznica ale przede wszystkim zapalenie trzustki, stąd wysoki cukier insulina w dużej dawce ładowana w nią od początku pogorszyła sprawę. Powinno się leczyć to zapalnie od początku, cukrzyca była sprawą wtórną. Chyba też coś z sercem a może przede wszystkim z sercem, nie wiem, jest załamana.
                A może gdzieś popełniono błąd? W podawanych lekach, w diagnozie, w łączeniu faktów, w poprawnym czytaniu wyników badań.
                Przepraszam za tak długi opis ale cały czas nie mogę się uspokoić.
                Może niepotrzebnie ją ostatniego dnia zawiozłam, może jeszcze by żyła.
                Mogła umrzeć spokojnie w domu, bez wkłuć, bólu, cewnika ... ja nie zdążyłam się nawet z nią pożegnać i to mnie strasznie boli. Zostawiłam ją ... nigdy sobie tego nie wybaczę
                • albert.flasz1 Re: :( moja psinka 16.01.14, 12:35
                  amisiam napisała:

                  > Może niepotrzebnie ją ostatniego dnia zawiozłam, może jeszcze by żyła.
                  > Mogła umrzeć spokojnie w domu, bez wkłuć, bólu, cewnika ... ja nie zdążyłam się
                  > nawet z nią pożegnać i to mnie strasznie boli. Zostawiłam ją ... nigdy sobie t
                  > ego nie wybaczę

                  Bzdura. Każdy, kto przywiązał się do zwierzaka, próbuje go ratować dostępnymi sposobami, to jest zwykły odruch. Nasza dawna Sabunia była z nami 12 lat. Przez ostatnie pół roku widać było, że gaśnie - zżerały ją nowotwory, jak jest u ogromnej większości bokserów. Zrobiłem jej jeszcze operację usunięcia listew mlecznych, co zapewne przedłużyło jej życie o 2 - może o 3 miesiące, ale kosztem dodatkowych cierpień... :-(
                  Ostatniego dnia z trudem, ledwie człapiąc, zajrzała do jednej sąsiadki, takiej babci, z którą bardzo się lubiły - po prostu, poszła się pożegnać... Odeszła nam na rękach, nigdy nie zapomnę tej ufności i przywiązania w jej gasnących oczach, jakby chciała powiedzieć "nie martwcie się"... :-((( Była wychowana w mieście w bloku, ale większość czasu spędzała na wsi, gdzie uwielbiała być - bo wolność, podwórko do pilnowania, długie spacerki po okolicznych zaroślach - od kiedy zaczęliśmy ją wywozić, ze zdziwieniem odkryliśmy że ten pies umie szczekać! Najbardziej rozczuliły mnie wtedy okoliczne psy, z którymi często wściekle obszczekiwała się przez płot - to był rytuał, na "neutralnym gruncie" nie było między nimi agresji, i które nieraz towarzyszyły nam na spacerkach: przyszły całą bandą - kilkanaście sztuk, usiadły za płotem i odstawiły prawdziwy koncert wycia, potem rozeszły się, po godzinie wróciły i znów to samo... Po prostu, czuły co się dzieje i żegnały się z nią! :-(((
                  Nie wytrzymaliśmy długo, już po dwóch miesiącach ściągnęliśmy nowego psiaka, też bokserkę, której było dane przeżyć tylko półtora roku - miała niewykrytą wrodzoną wadę serca, odeszła nagle, tak szybko jak żyła... To był prawdziwy psi wariat, wyganiana "sprężyna" z ADHD do kwadratu. Wszystkie psy z nielicznymi wyjątkami uciekały od niej, bo strasznie namolnie wciągała je do zabaw, rzadko udawało się jej trafić na równego sobie, ale ogólnie była kochana, radosna i przywiązana psina... :-(
                  Po kolejnych dwóch miesiącach, przypadkiem, na stronie jednej z fundacji znaleźliśmy psicę do adopcji. Nie zastanawialiśmy się, natychmiast skontaktowaliśmy się z kim trzeba i pojechaliśmy po nią 400km w jedną i 400 w drugą stronę. Do dziś śmiejemy się, że to tamta Sabunia z zaświatów zabrała tamtą i podsunęła nam tę, bo akcja była natychmiastowa a ta sunia jest podobna do tamtej tak z wyglądu, jak z charakteru: takie cielę, tylko nieznacznie mniejsza, za to jeszcze większy piecuch, pieszczoch i jeszcze bardziej przywiązana - łazi za nami krok w krok, nie można zostawić jej samą nawet na 5 minut, jest potwornie zazdrosna - nawet kota, z którym w końcu ułożyła sobie życie nie można pogłaskać przy niej, bo natychmiast pakuje się i zagradza, podstawia własny łeb... :-)
                  Takie życie! :-)))
                  • amisiam1 Re: :( moja psinka 16.01.14, 17:56
                    Ja właśnie wyrzucam sobie to, że NIE odeszła na moich kolanach ... :( i że ja właściwie nie wiem co jej było? Wiem tylko, że nie był to nowotwór ale CO właściwie "leczyłam" przez te dwa tygodnie?... chyba wszystko, bo nie było jednoznacznej diagnozy. Na pewno dużo za dużo było antybiotyków - rozwaliłby nawet zdrową wątrobę i trzustkę. A ona nic przy tym nie jadła.
                    Ale dzień przed "wizytą" w ostatniej lecznicy była nawet jakby poprawa. Ucieszyłam się w duchu. Myślałam, że jadę z nią na czyszczenie ropnia i kolejną konsultację. Nie miałam nawet złych przeczuć. Wyszła na spacer, wskoczyła do samochodu ... A następnego dnia zobaczyłam tylko plątaninę kroplówek, cewnik, przerażenie i jej wielkie cierpiące oczy. Tak widziałam moją psinkę po raz ostatni. Ja jej to "zafundowałam" - taka jest prawda :(
                    A kolejna psina? Wczoraj wspomniałam o tym rodzince. Niestety nie spotkałam się z entuzjazmem. Poza tym jeszcze trochę za wcześnie ...

                    p.s. musiałam zmienić login
    • kaka22041982 Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 30.09.14, 19:47
      Ja dzisiaj przeżyłam to samo- uśpienie naszego kochanego Reksia, był z nami 17 lat, córka wybrała go spośród innych piesków ze schroniska- jak miał niecały roczek- był najbrzydszy w schronisku, powiedziała, że nikt go nie weźmie i dlatego go wybrała. Od dłuższego czasu chorował, antybiotyki i kroplówka pomagały na krótko, przez ostatnie dni zrobił parę kroczków, zataczając się i się przewracał, nie jadł i mało pił. Po zjedzeniu małej łyżeczki rozdrobnionego mięska, wymiotował wszystko, rozwolnienie ostatnio cały czas, wczoraj dostał ataku padaczki. Dzisiaj zdecydowaliśmy o uśpieniu go - bardzo trudna decyzja !!! Beczeliśmy wszyscy, pochowaliśmy Reksia na naszej działce, córka bardzo to przeżywa, ja staram się trzymać, ale nie wychodzi mi to. Czy ten ból minie ? Tak mi smutno i źle, ryczę. jola

      • jagienka75 Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 30.09.14, 23:31
        Czy ten ból minie ? Tak mi smutno
        > i źle, ryczę. jola


        blisko miesiąc temu uśpiłam swoją sunię, która była z nami blisko 8 lat i ból nie minął.
        wykończył ją nowotwór ( mięsak złośliwy).
        miała 3 lata, kiedy do nas trafiła. ktoś ją wcześniej porzucił.

        9 dni po jej uśpieniu wzięliśmy ze schroniska psa, który teraz chrapie z naszym młodszym dzieckiem w łóżku.
        naszej suni już z nami nie ma, ale za to podarowaliśmy kolejnemu nieszczęściu dom.
    • zuziapaczkowska2004 Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 01.10.14, 20:28
      Moja babcia miała jamnika soniebyła już stara i miała raka raz babcia z dziadkiem pojechali do cioci do warszawy ja z siostrom byłyśmy same w domu somia jak spała ciągle piszczała mama z ciocią pojechały do weterynarza to był moj najgorszy dzień w zyciu mama wrocila i powiedziale ze ja uspili na operacji mogla by umzec wiec mama nie chciala zeby sie meczyla teras jak to pisze chce mi sie plakac mama powiedziala ze zakopali sonie u wujka mialam wtedy 7 lat :( po 3 latach dostałam moja kicie teras ona jest moim serduszkiem chociasz kicie dostalam i tak zostala mala dziura w moim sercu teras sie ciesz ze ją uspili bo chociasz nie cierp kiedys myslalam ze pujdzie do psiego nieba do pana kleksa teras musza wystarczyc mi tylko zdjecia
    • poleszakalicja Re: Jak przeżyć śmierć Psa,mojej kruszynki? 08.10.14, 09:40
      Jakiś czas temu też uśpiliśmy pieska po ciężkiej chorobie. Był z nami 14 lat. Jest to wyjątkowo trudny okres w życiu. Banał, ale czas leczy rany i człowiek zapomina o trudnych chwilach a częściej wspomina te radosne. Ja z moim pieskiem przeżyłam dzieciństwo. Jak odszedł myślałam, że nigdy juz nie przygarnę pieska. Ale...po trzech latach znów mam pieska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka