29.11.05, 22:10
Wiele lat temu moje koty Bździągva, Pirat i Buranio przyprowadzili do domu
pięknego czarnego młodego kotka. Myśleliśmy z Ojcem, że to filigranowa kotka i
dałam mu nazwę Xenia...
Później wyszło na jaw, że to kocurek i Xenia została nazwana Talizmanem.
Gdy zmarł mój Ojciec bardzo to kocisko przeżywało... Samo odejście Taty do
szpitala było szokiem dla Talizmana. Biedak po dwóch latach od tego faktu w
wieku około piętnastu lat rozchorował się na nerki i po nieudolnym leczeniu
odszedł popółrocznej katordze w dniu imienin Xenii...
Tęsknię często za Nim. Zostały tylko wspomnienia i fotografie po Talizmanie :(((
Kocur spoczywa pod jodełką posadzoną przez Ojca.
Obserwuj wątek
    • misia007 Re: Talizman 30.11.05, 16:32
      Oprócz Rysia straciłam wcześniej Fredka i Misię i po odejściu każdego z nich w
      domu pojawiał się nowy kot.Nie uważam tego za zdradę a raczej hołd ich pamięci
      i pomogło mi to przetrwać okropne chwile.
      • umfana Re: Talizman 30.11.05, 16:44
        Wiem ... U mnie od dziecka mieszkału koty.
        Talizman towarzyszły mi najgorszym okresie życia... Pojawił się przed śmiercią
        mojej Mamy a odszedł po moim Ojcu... Myślę że to spowodowało to, że tak bardzo
        przeżyłam jego śmierć. Każdego z kotów pamiętam i mam nadzieję, że może kiedyś
        spotkam ich TAM.
        Nie wyobrzażam sobie też momentu w przyszłości odejścia moich Kociepanien.
        Panicznie się tego boję, chciaż wiem, że to jest moja powinność wobec nich.
        • misia007 Re: Talizman 30.11.05, 20:05
          Nie myśl o tym,bierz przykład z naszych kotów, one zyją chwilą obecną, nie
          planują, nie myślą o przyszłości i są szczęśliwe.Od zwierząt wiele się można
          nauczyć.
          • cleo_1 jak sie tego nauczyc? 12.12.05, 10:07
            nie wszyscy potrafia. mnie kazda mysl o ich smierci doprowadza do lez,
            scisniecia serca, i strachu okropnego.
            To sa moje pierwsze zwierzeta, bo mam swoje mieszkanie i mam wreszcie warunki,
            aby je miec, aby one mialy mnie. Wczesniej mialam chomiki, ktore strasznie
            kochalam:) Takie malutkie gluptaski. Ostatni, Bilbus, odszedl w grudniu 2002
            roku. Byl juz starenki, slepaczek i gluchaczek. Trzeba bylo z nim bardzo
            ostroznie, bo bal sie, nie slyszac i niedowidzac, przerazal go kazdy ruch
            ktory "pojawiaj: sie wokol niego bez wstenych zapowiedzi - nie czul bowiem juz
            zapachow. Kilka razy zdarzylo sie, ze mnie dziabnal. Ale mialam dla niego tyle
            serca i czulosci.
            Jako dziecko kazdego chomika chowalam i plakalam za nim przez kilka tygodni.
            Nie wyobrazam sobie odejscia moich zwierzat. Nikomu o tym nie mowie, bo
            normalni ludzie stukaliby sie w glowe (i pewnie mieli racje) - moje niunie maja
            dopiero rok zycia skonczony. Ale ja wiem, ze sa choroby, nieudane sterylki,
            nieszczesliwe wypadki. I sie boje...
            Tak sie tylko chcialam wypowiedziec:)
            Umfano, czytam Twojego posta, wiele w zyciu przeszlas, ciesze sie Twoim wielkim
            sercem, ktore nie skostnialo
            • umfana Tego nie można się chyba nauczyć czy oswoić tego 15.12.05, 23:24
              Cleo dzięki za ciepłe słowa...
              • le_kot [...] 25.12.05, 03:27
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka