olifanta
26.04.06, 20:45
Witam!
Niecałe 2 tygodnie temu adoptowałam około 1-rocznego kocurka, kastrata. Kot
przez domek tymczasowy został określony jako zdrowy i gadatliwy (był oglądany
przez weterynarza - kot, nie domek). Rzeczywiście, pierwszego dnia sporo
pomiaukiwał.
Szybko jednak zauważyłam, że kot miewa odruchy wymiotne, ale nie może
porządnie zwymiotować. Zaczęłam podawać maltpastę, kocurek podjada też owies,
ale mu nie przechodzi. Przestał też miauczeć - zamiast tego wychodzą mu
skrzeko - piski...
Czy to jakieś mocne zakłaczenie, czy przyczyna może też być inna? Kot nie ma
długiej sierści, nie wylizuje się specjalnie często. Może to skutek stresu?
Sytuacji nie poprawia wyjątkowo nerwowa starsza rezydentka, choć już powoli
się docierają. Kot zdaje się akceptować i pokochiwać także nas - jest
miziasty, sam przychodzi na kolana. Je i załatwia się normalnie.
Nie chcę go stresować ładowaniem do transportera i wiezieniem do lecznicy,
zwłaszcza, że nie mam samochodu, ale zaczynam sądzić, że jest to już chyba
konieczne.