albert.flasz1
20.11.06, 10:06
Pamiętacie dyskusję o "czipowaniu" psów? Tę wymianę informacji o lecznicach,
gdzie można to zrobić i za ile; to święte oburzanie się na wszystkich, którzy
sprawę olewali - bo tacy nieeuropejscy; straszenie - jak zwykle, policją i
strażą miejską... Ja oczywiście zaliczałem się do tych olewających, jednak w
końcu, sam nie wiem po co, zdecydowałem się skorzystać z zorganizowanej przez
władze gminy akcji bezpłatnego "czipowania". Ostatnio, jakieś półtora roku po
"zaczipowaniu", na zewnętrznej stronie jego przedniej łapy, w okolicy łokcia
pojawił się mały ale szybko rosnący guzek. Myślałem, że to jest jakiś
tłuszczak lub włókniak, jednak koleś, który psa mi "zaczipował", najwyraźniej
od razu domyślił się o co chodzi, bo wziął do ręki czytnik, sprawdził - i,
rzeczywiście, okazało się, że jest to "czip", który przesunął się pod skórą i
właśnie obrasta tkanką łączną. Koleś powiedział, że nie jestem pierwszym
zdziwionym, że podobno jakiemuś psu usuwano już "czipa", który powędrował aż w
okolice kończyn tylnych i że w ogóle, to cała ta "akcja" jest od początku do
końca "poroniona". Nawet policja i straż miejska wciąż nie ma odpowiedniej
ilości czytników a przecież powinni je mieć, i to już od dawna...
Cóż, jeśli guzek będzie dalej rósł i zacznie przeszkadzać, zrobi się operację
- i tyle!
Topic ten dedykuję wszystkim durnym, niedouczonym pismakom oraz zapatrzonym w
nich "prawomyślnym", "cywilizowanym" oraz "europejskim" osobom, które uważają
się za wielkich przyjaciół i miłośników zwierząt.