Dodaj do ulubionych

Nowotwór sutka u kotki

29.11.03, 22:19
NIe wiem, co robić.
Moja 10,5-letnia kotka ma guzy sutka, największy już dość zaawansowany.
Od roku chodzę z nią do innego niż wcześniej weta, poleconego. Juz dwa lata
wcześniej (w sumie 3 lata temu), gdy odkryłam miękkie wypukłości, pognałam z
nią do lekarza, ale powiedziano mi, że to tylko nieszkodliwy tłuszczak i mam
sie nie przejmować. Gdy przed rokiem guzki (2) stwardniały tamci weterynarze
zalecili 3 operacje w odstępach co 2 tyg.: wycięcie obu listw mlecznych po
kolei i sterylizacja (kotka jej nie przechodziła, była na zastrzykach
hormonalnych).
Wystraszyłam się, poszłam na konsultację gdzie indziej, w styczniu tego roku.
Ten polecony wet stwierdził, że lepiej tego nie ruszać, bo podczas gdy u
psów wycięcie takich guzów daje z reguły pełne wyleczenie, tak u kotów częte
są przerzuty i szybka śmierć. A poza tym było to jakby wrośnięte w tkanki
brzucha (klatki piersiowej raczej, to są górne sutki). Jeździliśmy z kotką
na zastrzyki z jadu tarantuli (Theranecron), dzięki którym guz się ładnie
otorbił, mocno stwardniał, jakby wyodrębnił się z reszty tkanek miękkich
tego rejonu. Były to serie zastrzyków po 5 w odstępach co miesiąc lub 2,
żeby działały bodźcowo. Ponoć kotka mogła z tym żyć do późnej starości.
Ale w wakacje okazało się, że theranecronu zabrakło i nie da się go kupić w
Polsce, bo nie został dopisany do listy leków weterynaryjnych dopuszczonych
do obrotu w kraju. Guz zaczął się rozrastać. Znajomi pzrywieźli mi z Niemiec
tabletki homeopatyczne z wyciągiem z jadu z tarantuli, kotka je bierze, ale
to jednak nie to samo.
Jakieś 2 tyg. temu kotka otarła sobie trochę skórę na najbardziej wypukłej
części guza i od tego czasu trochę się ślimaczy - raz mocniej raz słabiej,
raz wcale, ale nie ma tam sierści. I liże się swoim szorstkim językiem
Zaraz pobiegłam z nią do lekarza, który powiedział, że w tej sytuiacji on
zaleca jednak operację, bo to miejsce może się zainfekować i będzie jeszcze
gorzej. "Ale przedtem pan odradzał". Owszem, mówi, odradzał, ale okazuje
się, że guz teraz rośnoie niejako do przodu i jest coraz większy, a był
bardziej płaski no i grozi to infekcją właśnie. A wtedy - ? Poza tym skóra
jest bardzo napięta i może nie wytrzymać, jeśli to pęknie i się rozleje
będzie zwa późno na operację i będę musiała podjąć decyzję o eutanazji. A
tak - są jednak jakieś szanse - wszak cuda się zdarzają.

Nie wiem, co mam robić. Czy narażać kotkę na traumę operacji, ból, strach,
stres, - po to, żeby potem i tak nie doszła do siębie i umarła w męce?
A może jednak wyzdrowieje? NIe wiadomo czy już nie ma przerzutów - to jest
jeden duży guz i parę małych twardych kulek tu i ówdzie wokół. Może
zabraknąć skóry po wycięciu - ten główny guz trzeba by usunąć razem ze
skórą. Ale z drugiej strony badanie palpacyje wykazuje, że jest oddzielony
od tkanek miękkich wewnątrz. Ale nie wiadomo, czy nie jest np. uszypułowany?
Badanie USG tego ponoć nie wykaże.
Dodam, że poza tym kotka jest żywa, wesoła, skacze, nic ją nie boli (na
razie) ma apetyt, wydala normalnie, ma mokry, zimny nos. Ma zadowolenie z
życia, mruczy przy głaskaniu - pełnia kociego szczęścia.
Nie wiem co mam robić, nie bardzo mam z kim porozmawiać. Weterynarz mówi, że
to moja decyzja - i ma rację. Ale jest mi strasznie ciężko. Czy to jest
walka o życie lub śmierć, czy o lepszą lub gorszą śmierć?
Panie doktorze?
Obserwuj wątek
    • jul-kot Re: Nowotwór sutka u kotki 02.12.03, 12:13
      Witaj!
      Czemu nie wysterylizowałaś kotki, kiedy miała rok? Prawdopodobnie nie miałabyś
      teraz tego problemu, gdyby kotka przez tyle lat nie dostawała zastrzyków
      hormonalnych.
      Nowotwór zauważyłaś już dawno, trzeba było operować wcześniej. Tego inaczej się
      nie leczy. Poniosłaś pewnie spore koszty i co z tego?

      Co możesz zrobić teraz? Nie wiadomo, jak piszesz, czy kotka ma przerzuty. Jeśli
      ma, być może nie pożyje już długo. Jeśli jeszcze nie ma, i nie rozprowadziła
      chorej tkanki ze ślimaczącej się rany po całym organizmie, może ma jeszcze
      szansę na ładne kilka lat życia, pod warunkiem wykonania tej operacji.
      Jeśli jej ogólny stan jest poza tym dobry, co trzeba sprawdzić przed operacją,
      prawdopodobnie operację przetrzyma. Musisz się też liczyć z tym, że w czasie
      operacji mogą zostać sprawdzone organy wewnętrzne i w przypadku przerzutów
      lekarz może podjąć decyzję o niewybudzaniu kotki, czyli uśpieniu. Możesz też
      zdecydować się tylko na operację tego, co widać. Decyzję musisz podjąć sama,
      ale porozmawiaj jeszcze o tym z innym lekarzem, albo nawet z kilkoma.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • weatherwax Re: Nowotwór sutka u kotki 02.12.03, 18:42
        Wiesz, gdybym teraz miała młoda kotkę, to wysterylizowałabym ją na 100 %!
        Ale te 10 lat temu zwyczajnie się bałam i uciekałam od problemu. No i mam za
        swoje, a raczej ona ma.

        Weterynarze różnie mówili, ale jeśli już przed czymś przestrzegali to przed
        ropomaciczem. O nowotworach nikt nawet nie wspominał. A potem, gdy zrobił się
        tamten mały, miękki tłuszczek, wet powiedział, że to nic groźnego i jak chcę,
        to on to może wyłuskać, a jak nie to nie. No to nie.

        Zmieniłóam weta gdy po operacji ropomacicza u tamtych zmarła suczka mojej
        przyjaciółki. Na zatrucie własnym moczem - ponoć nerki nie podjęły pracy ppo
        narkozie.

        Ten mój nowy wet jest polecony przez inną koleżankę, podobno zapaleniec w
        swojej pracy i dokonujący cudów. No i właśnie on od stycznoia mi mówił, że u
        kota jest ryzyko dużo większe niż u psa.

        Ale teraz już za póżno płakać nad rozlanym mlekiem. Dziś kicia jest półtorej
        doby po operacji i na razie chyba cvzuje się nieźle. Wybudzanie po ketaminie
        było koszmarem - nie spałam prawie całą noc. Jutro jedziemy na konterolę. Na
        razie porzerzutów nie widać, ale nie wiadomo co będzie za 3-6 miesięcy - okaże
        się. Byłam strasznie głupia, że tak się bałąm. Stan ogólny jest dobry - kicia
        jest zdrowa i silna - gdyby nie te guzy... Usunięto wwszystko co było widać i
        teraz trzeba czekać. A musiałam zdecydować się błyskawicznie, bo wytworzyła
        się czynna przetoka na samym środku tego największego guza i już nie było na
        co czekać.

        Dzięki, jul-kot, za odpowiedź. Myślałam, że jakiś profesjonalny ekspert-lekarz
        tu doradza, ale chyba jest na urlopie. :-(
        Życzę tobie i twoim kotom dużo zdrowia! śwojej kici też - może jeszcze nie
        wszystko stracone.
      • weatherwax Re: Nowotwór sutka u kotki 02.12.03, 18:47
        A propos, to otarcie miąło miejsce tydzień temu, a nie dwa, wszystko zaczęło
        się zmieniać błyskawicznie!
    • adam.pietron Re: Nowotwór sutka u kotki 04.12.03, 19:05
      Dobrze że jul ma czasem więcej czasu niż ja - przepraszam , tyle tylko mogę
      powiedzieć - dobrze że udałaś się do innego lekarza .
      A ja moge tylko napisac to co pisałem już nie raz:
      HODOWANIE ZMIAN ROZROSTOWYCH SZCZEGÓLNIE W OBRĘBIE GRUCZOŁÓW MLEKOWYCH NIGDY
      NIE PROWADZI DO NICZEGO DOBREGO - ZAPAMIĘTAJCIE TO NA PRZYSZŁOŚĆ I JEŚLI KTOŚ
      MÓWI WAM BY POCZEKAC - POSZUKAJCIE KOGOŚ INNEGO KTO WIE CO ROBIĆ Z GUZAMI
      GRUCZOŁU MLEKOWEGO.
      pOZDRAWIAM I JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM
    • jadpel Re: Nowotwór sutka u kotki 31.10.13, 18:46
      Z moją mam ten sam problem,tyle,że ma już 16 lat.Lekarz był bardzo konkretny.Stwierdził,że jeżeli kotka zachowuję się w miarę normalnie to może sobie jeszcze trochę pożyć.Odradzał operację,bo 95%tego typu to są niestety nowotwory złośliwe.Znajoma operowała kotkę i płakała przy niej,bo bardzo cierpiała.Nie było innego wyboru,kotkę musiała poddać eutanazji.Wiem,że to przykre,ale mnie niestety czeka to samo.Jadwiga.
      • jul-kot Re: Nowotwór sutka u kotki 31.10.13, 23:38
        Myślę, że Twój lekarz ma rację. Mój kot w wieku czternastu lat miał małego guzka pod skórą. Też myślałem, że to tylko tłuszczak a lekarz radził poczekać. Z czasem guzek zaczął rosnąć, kiedy się zorientowałem, było już za późno. USG wykazało przerzuty do jamu brzusznej, nie operowałem go. Po jakimś czasie guz był już duży, pod skórą zrobił się naciek, który potem pękł. Kot bał się tego, uśpiłem go, zasnął spokojnie z główką w moich dłoniach. Myślę, że to lepsze, niż operacja i następujące po niej cierpienia. Tak jak pisał kiedyś ekspert, operować można tylko małe zmiany.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka