Gość: Pastel
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.08.06, 13:13
Bestialsko zamordowany pies !!!
Poniedziałek, 21 sierpnia 2006r.
Zamieszczono na prośbę Klubu Miłośników Goldena i osób zajmujących się tą
drastyczną sprawą.
Ludzie, dobrzy ludzie, robią wszystko by ratować życie naszych psich przyjaciół.
Źli ludzie zabijają je, bestialsko.
Golden Ozzy, znaleziony przez dziewczynę z dogomanii, trafił do domu
tymczasowego. Był zabiedzony, brudny, okazało się także, że najprawdopodobniej
miał raka jąder, miał jednak wielką wolę życia i wszystko wskazywało na to, że
pod dobrą opieką dojdzie do siebie....
W wyniku ogłoszenia do GW zgłosiła się osoba, która chciała Ozziego przygarnąć
na stałe, dla rodziców, którzy ponoć stracili takiego samego psa w wypadku.
Ozzy więc pojechał do nowego, wydawało się, wspaniałego domu.......
Ponieważ nowa właścicielka psa nie przekazywała o nim żadnych informacji,
dziewczyny zaczęły się niepokoić - potrzebne były konsultacje weterynaryjne i
dalsza specjalistyczna opieka. Po wielu telefonach i rozmowach,
niedomówieniach i kłamstwach, okazało się , że pies nie żyje - nowa
właścicielka stwierdziła, że "zdechł, bo nie dostał antybiotyku"...
Osoby zaangażowane w sprawę psa nie przyjęły tych wyjaśnień do wiadomości -
zmusiły tę dziewczynę, po brawurowo przeprowadzonej, utajnionej akcji, do
wskazania miejsca pochówku psa. Po odkopaniu zwłok, zawieziono Ozziego na AR
we Wrocławiu, na sekcję.
Dziś nadeszły wyniki - pies został bestialsko zakatowany tępym narzędziem,
miał rozległe obrażenia wewnętrzne, mnóstwo złamań. Po skatowaniu żył jeszcze
kilka godzin, nie wiadomo, czy nie został pochowany żywcem. Tyle suche fakty.
Cała historia rozegrała się w przeciągu jednego tygodnia. Osoba, która psa
zaadoptowała, nie wykazała cienia skruchy, odrobiny jakichkolwiek ludzkich
uczuć, oczywiście twierdząc cały czas, że pies nie przeżył, bo nie podano mu
leków. W tej chwili trwa akcja nagłaśniania tej sprawy w mediach, zawiadomiono
również Prokuraturę i policję, oraz TOZ.
...
Kraśnik- 20letnia, drobna dziewczyna, ale z poważnym wyrazem twarzy, zero
skruchy. W drodze pada tylko jedno moje pytanie: jak to było tak naprawdę z
tym psem, odpowiedz- nie dostał antybiotyku wiec umarł.
Dojeżdżamy do Lubina, kupujemy łopatę, worki, rękawiczki. Mamy nadzieje, iż to
nie będzie potrzebne. W momencie kiedy jednak Agnieszka W. widzi łopatę i nie
mówi, iż psa tam nie ma, iż to było kłamstwo wiem, iż czeka nas najgorsze.
Dojeżdżamy do miejsca pochówku, okolica między działkami a garażami, coś w
stylu nieużytku, jakieś 2-3 km od jej miejsca zamieszkania. Teren dość trudny
do kopania. Agnieszka pokazuje nam mniej więcej jak jest położone ciało po
czym oświadcza, iż ona chyba już tu nie będzie potrzebna więc czy może sobie
iść. Mamy inne w tym momencie problemy wiec puszczamy ją zwłaszcza, iż jej
zachowanie i obojętność działa na nas w negatywny sposób.
Po około 30 minutach udaje się odkopać ciało, rozrywamy worek, aby sprawdzić
czy jest to Ozzy. Tak to on. Około kilku minut zajmuje nam przeniesienie zwłok
do auta, przy czym pomaga mi Ulv, bo sam nie daje w ostatniej fazie rady, to
mniej więcej pokazuje skalę problemu jaka musiała być przy zakopywaniu ciała.
Udajemy się do Wrocławia, tam oddajemy ciało do AR, płacimy za sekcję zwłok,
której wyniki dzisiaj doskonale już znamy. Przyjmujący ciało od razu mówi nam,
iż zgon nastąpił około 3 dni temu.
...
Przyczyną śmierci były generalnie obrażenia wewnętrzne, orientacyjny moment
zgonu: sroda
Pies został skatowany tępym narzędziem, być może była to łopata, być może inne
narzędzia.
Wylewy widoczne na zdjęciach to nie sprawa rozkładu ciała, tylko skutek
wylewów wewnętrznych, Ulv zwracała uwagę, iż Ozziemu leciała krew z mordki w
czasie jego przyjmowania w prosektorium. Nie wymieniając zapewne wszystkiego
pies ma największe obrażenia oraz złamania: mostku, grzbietu, miednicy,
podudzia kończyn, przedramię kości lewej, nie wiem czy to wszystko bo wiecie
jaka człowiek ma świadomość jak słucha czegoś takiego.
Przy tak rozległych obrażeniach zapytałem o możliwość wypadku, lekarz raczej
wyklucza taką ewentualność, powtarzając, iż pies został skatowany celowo tępym
narzędziem.
Wszystkie obrażenia wyglądają na zadane tym samym czasie, czyli typowa
egzekucja a nie powolne wykańczanie.
Teraz chyba najgorsze!
Ozzy przeżył tę egzekucję, według lekarza żył jeszcze kilka godzin. Chyba
zdajemy sobie sprawę jak cierpiał przy takich obrażeniach. Widać że psiak
chciał dalej żyć nawet po takiej katordze, umarł kilka godzin później
najprawdopodobniej na wskutek wylewów, być może został dobity, a być może
poddał się jak zobaczył worek i kopany grób, albo co jeszcze gorsze umarł
dopiero po zakopaniu.
Całość tekstu na stronie Klubu Miłośników Goldena .