Juz myslałam, że koszmar ząbkowania mam za sobą. Ale od 3 tygodni,a moż nawet od miesiąca, mój 2,5 letni syn ma klasyczne objawy ząbkowania. Ślini się, wkłada sobie palce do buzi, gryzie wszystko, nerwowy, rozdrażniony, nie chce jeść. No i ciągle krzyczy: bolą mnie zęby!
Byłam z nim u stomatologa. Wszystko w jak najlepszym porządku! Cały komplet mleczaków!
Zęby piękne i zdrowe! Ale proszę Pani, syn mówi, że go boli... eee tam, wymyśla, wszystko jest w porządku.
No kurna, jak w porządku?????? Dziś zasypiał 2,5 godziny! Tarzał się po łóżku, gryzł poduszkę. Dopiero jak dałam mu lek przeciwbólowy to zasnął.
Przecież nie mogę dziecka faszerować dzień w dzień syropami. Przed dzienną drzemką też musiałam mu dać.
Co robić? Psychicznie juz wysiadam. Moje dziecko patrzy na mnie błagalnie i oczekuje pomocy, a ja jestem bezsilna. Poszłam z nim do najlepszego, prywatnego gabinetu w mieście.
I nic. Co więcej mogę zrobić? Gdzie pójść?
Oglądałam mu buzię. Nic nie widzę. Żadnych plam, aft, pleśniawek. Laryngolog oglądał gardło. Też w porządku.
W nocy budzi się po kilka razy. Męczy się niemiłosiernie.
Macie jakieś pomysły, co go może tam "uwierać"?