16.11.06, 00:20
biegiem i biegiem...Kończę o 15.00,wpadam do domu,w drzwiach mijam się z
mężem,który wychodzi do pracy na 17.00.Albo tak jak dziś-wracam przed
północą,mąż czeka z kolacją.W łóżeczku śpi Dziewczynka.Ma półtora roku.Cały
dzień opowiadała o swoim świecie,do południa była ze mną,później z
nianią,wieczorem z tatą.Chciałabym móc poświęcać jej więcej czasu.Teraz
śpi,chciałabym ją przytulic,ale nie chcę jej budzić.Za kilka godzin i tak
przyjdzie do naszego łóżka,żeby sprawdzić,czy już jesteśmy.Bardzo ją kocham...
Obserwuj wątek
    • renata20 Re: noc... 16.11.06, 06:46
      wstaję o 4.15 - obok śpi mąż, z którym wczoraj nie zdążyłam zamienić ani
      jednego słowa, wrócił do domu jak już spaliśmy, w łóżeczku synuś - też śpi, co
      chwilę strasznie kaszle i pochrapuje - jest przeziębiony. Mam ochotę zostać z
      nim w domu....nie mogę, praca....
      wrócę o 14.30 - synuś będzie akurat spał - popołudniowa drzemka, zadzwonię do
      męża o której wróci - może się uda i będzie na 18-stą, budzi się Igiś - jemy
      razem obiad, bawimy się na dywanie, czytamy książeczki, oglądamy bajkę, coś
      przekąsimy na kolację, myjemy się idziemy do łóżka - jest 20.00 - padam na
      twarz, wszystko mi jedno - jutro znowu o 4.15 pobudka
      kosz na pranie pełen, sterta prasowania leży, dywan trzeba odkurzyć, kurze
      pościerać...już nie dzisiaj może w weekend...
      mąż nie wrócił - nie zdążył - rano się mocno do niego przytulę, popatrzę na
      śpiącego Ignasia - szepnę im jak mocno ich kocham...pójdę do pracy
      bilans - 4 godziny dziennie z synkiem, 4 godziny tygodniwo z mężem (może
      następny tydzień będzie lepszy)
      ale wiem, że NONO - to odkurzacz z TELETUBISIÓW, synuś zdążył mi powiedzieć
      zanim usnęłam i wiem, że babcia ma go cały dzień, ja matka - NIE
      • poziomiasta Re: noc... 16.11.06, 23:25
        jakie to smutne
        moj misiu ma prawie 2 i pol roku a ja mam to szczescie ze jestem z nim w domu, wciaz jestem na wychowawczym, ale maly od wrzesnia zaczal na chwile chodzic do przedszkola (no chyba ze wlasnie jest chory - wtedy nie) a ja od nowego roku zaczynam szukac pracy, bo do swojej nie chce wracac... i tak mi zle
        z jednej strony juz tak chcialabym sie wyrwac z domu a z drugiej tak sie boje, i tak smutno patrzec mi na te mamy na osiedlu ktore obserwuje wracajace do domu po zmroku - pewnie przytula tylko swoje brzdace, spedza z nimi krotka chwile i na tym sie skonczy, bo brzdace zmeczone zaraz pojda spac...
        co jednak zrobic...
        to nie jest problem miec czy byc, to raczej zyc czy wegetowac...
        wybieram zyc.. jak wiekszosc z nas

        pozdrawiam wszystkie zapracowane mamy i tatusiow
    • steffan Re: noc... 17.11.06, 16:13
      chodzę do pracy, ale nie z powodu "mieć" czy też "wegetować", ale dlatego, że
      praca to część mojego życia.
      jestem zapracowana, ale nie oczekuję współczucia.
      decydując się na dziecko, wiedziałam, jak będzie wyglądał mój "dzień codzienny"
      i decydowałam się świadomie.
      myślę, że dziecko tez powinno wiedzieć, że istnieje cos takiego, jak praca, do
      której się chodzi.
      z waszego punktu widzenia pewnie mało czasu poświęcam dziecku, ja jednak
      uważam, ze nie ma w tym nic złego. mamy czas na wspólne śniadania i kolacje,
      wieczorne zabawy i całe weekendy. a maluch jest pod dobra opieką.
      nie wyobrażam sobie niepracowania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka