Dodaj do ulubionych

Gazetowe porady

07.01.04, 21:57
Jestem ciekawa Waszego zdania na temat różnych porad zamieszczanych w
czasopismach dla młodych matek, jak np. "Dziecko" czy "Mamo to ja". Z
rozmysłem napisałam dla młodych matek, bo według mnie to my, mamy, jesteśmy
ich głównymi adresatkami.
Sama jestem mamą dwójki dzieci: 4,5 letniego synka i 14 miesięcznej córki i
przez ponad dwa lata regularnie kupowałam "Mamo to ja" (konkurencja - wiem),
a okazjonalnie inne tego typu gazety. Od pół roku nie wydałam na ten cel ani
grosza i zdania nie zmienię. Dlaczego? Bo mam dosyć poczucia winy, jakie we
mnie rodzi się po takiej lekturze: jestem złą, ba, wręcz beznadziejną matką!!!
Dlaczego? Bo jako matka mam obowiązek dbać o rozwój emocjonalny dziecka, o
jego rozwój intelektualny (logiczne myślenie, muzyka, plasyka itp, itd),
gotować urozmaicone, kolorowe i smaczne, a przede wszystkim zdrowe posiłki,
chodzic na conajmniej 2 godzinne spcery w każdą pogodę, bawić się. W tym
wszystkim powinnam też znaleźć czas dla siebie, żeby mieć dobre samopoczucie
tak ważne dla bycia dobrą matką. A wieczorem przygotować kolację przy
świecach, założyć seksowna bieliznę i oddać się stosownym przyjemnością, bo
przecież trzeba też dbać o dobre relacje z partnerem.
A ja co? Syn nie je mięsa, bo mu nie pachnie (dopiero miesiąc temu zjadł w
przedzkolu kotleta schabowego - do tej pory mięso przemycałam mu zmiksowane w
zupach), o warzywach mowy nie ma, z owoców tylko jabłko, ewentualnie
banan...Córa zup wcale nie chce jadać, a pochłania w ogromnych ilościach
kiełbasę czosnkową wyrobu teścia. Obydwoje uwielbiają naleśniki (smazone i te
puste kalorie!!!), więc w tym roku jedli je już dwa razy...
A ten rozwój intelektualny...Myślę nieskromnie,że moje dzieci głupie nie są,
ale czy to na pewno moja zasługa? Synek ludzika nie potrafi narysować,
kolorowania nienawidzi; córcia narazie bazgrze zawzięcie mazakami po kartce,
więc moze z niej będzie Picasso? Basen? - ciągle któreś chore. Dodatkowe
zajęcia z rytmiki? - ten sam problem. Syn jest nieśmiały, powinien przebywać
dużo z dziećmi, ale ciągle jestem z dwójką sama i jak to zorganizować.
A gdzie ojcowie? Owszem pojawiają się, ale to my dźwigamy cały ten ciężar i
odpowiedzialność za wychowanie dzieci. To my siedzimy z nimi w domu, tak
długo jak każda może lub chce, a nie oni.
Właśnie: bycie w domu z dzieckiem do ukończenia przez nie 3 lat urosło do
rangi obowiązku matki, bo ono tego potrzebuje, bo tak jest dla niego
najlepiej...A przecież nie każda matka może sobie na to pozwolić z różnych
względów, nie każda po prostu chce, nie każda wytrzyma to
psychicznie...Przecież na litość Boską w przeszłości matki nie siedziały same
w domach z dziećmi, były inne układy rodzinne i sąsiedzkie. To nasza obecna
cywilizacja stworzyła taką schizofreniczną sytuację: 12 albo i więcej godzin
z dziećmi samej w domu: ewentualnie spacer lub odwiedziny u innej mamy. A jak
dziecko chore to już w ogóle kanał...
Śmiech pusty mnie ogarnął po lekturze w jednym z czasopism (tytuł litościwie
pominę)artykułu pt."Dzień z noworodkiem". Kurcze, to dziecię cały czas
spało!!! A moje jakoś nie chciały i miały coś takiego jak kolki; syn to nawet
przez pół roku...
Kocham moje dzieci, życia sobie bez nich nie wyobrażam, sama zdecydowałam się
na urlop wychowawczy i jestem w domu już drugi rok. Ale pomimo tego,że jestem
matką, mam też chyba jakieś prawa, a o tym ani słowa!!! O depresji
poporodowej też pisze się jakoś rzadko i półgębkiem: że się zdarza, że
będziesz zmęczona, płaczliwa, ale po dwóch tygodniach od porodu przejdzie,
czasami trwa dłużej...i tyle.
Szanowne redakcje tychże czasopism: mniejcie odwagę pisać, że bycie mamą jest
nie tylko cudowne i wspaniałe, ale że jest i trudne, wyczerpujące. Większość
z nas nie może liczyć na dużą pomoc pracujących mężów, z mamami i teściowymi
też jest różnie. Przeważnie jesteśmy zdane tylko na siebie, często zmęczone i
to bardzo i sfrustrowane, że nie jesteśmy tak cudownymi rodzicielkami, jak te
z Waszych artykułów.
Uff, nieco przydługie, ale samo mi tak jakoś wyszło.
Pozdrawiam emamy i odpowiednie redakcje,
Gocha z Bartoszem i Olgą.
Obserwuj wątek
    • madzia.b2 Re: Gazetowe porady 08.01.04, 09:06
      podpisuję sie pod tym co napisałaś!!! To właśnie dzięki takim artukułom nt. jak
      pięknie byc mamą miałam koszmarna deprechę bo "nie tak miało być". I qrcze,
      ponieważ pracuję też nie dbam o rozwój emocjonalny itp mojego dziecka!. wypada
      sobie palnąć w głowę. Pozdrawiam serdecznie.
    • miola Re: Gazetowe porady 08.01.04, 09:12
      Bo to są porady dla właścicielek Baby Born - lalka zawsze zachowuje się
      przewidywalnie a opieka nad nią to tylko zabawawink
      Przed urodzeniem pierwszego dziecka kupowałam WSZYSTKIE czasopisma, potem
      zostało mi Dziecko, głównie ze względu na felietony o Julce, teraz nie kupuję
      żadnego. Jak wrócę z pracy, to oglądam z dziećmi Reksia bo tego potrzebujemy -
      posiedzieć przytuleni przez pół godziny a nie kreatywnych zabaw, gotuję to co
      lubią i nie są to zwykle potrawy z książek pt. "Dzieci to lubią". Tak więc
      zatruwam moje dzieci parówkami, mlekiem krowim i czekoladowymi kulkami do
      mleka, nie przemawiam do nich wg scenariuszy wyjętych z amrekykańskich
      poradników tylko romawiam itd. I myślę, ze dla tego pisma te są kierowane do
      amtek małych dzieci ( pierwsze 3 lata - np. Dziecko, bo większa szansa na
      naiwność odbiorcy - przeważnie są młode i mają tylko jedno dziecko, mniej
      doświadczone i mniej "wyluzowane" niz mamy dzieci starszych i nie jedynych,
      więc bardziej podatne na indoktrynacje.
    • ppjw Re: Gazetowe porady 08.01.04, 09:48
      He, He... Ja to sobie myślę, że to jest tak, jak z poradami kosmetycznymi -
      kobieta powinna być piękna, zadbana, seksowna - według wszelkich pism temu
      poświęconych powinnam poświęcać na swoje ciało 24 godz. dziennie, a nie jestem
      pewna, czy i to by wystarczyło sad. A ja mam przy dobrym układzie 3 minuty rano
      na "zaklepanie" twarzy...
      A wracając do cudownych rad z czasopism dziecięcych - raz rzuciło mi się na
      główkę i zrobiłam Jackowi kanapeczkę z buźką, oczkami, wąsikami - no cudo smile
      Moje dziecko z niesmakiem stwierdziło: nie będę jadł, bo to ma oczy! -
      szybciutko sprowadziło mnie to na ziemię wink.
      Wobec tego bądźmy realistkami i to bez poczucia winy, niektóre rady oczywiście
      są przydatne, ale większość nawet już nie denerwuje, ale po prostu wywołuje
      uśmiech na twarzy, bo nie przystają nijak do realnego życia.
      pozdrawiam, Paulina

    • aniask_mama Re: Gazetowe porady 08.01.04, 10:33
      Przyznam, że ja zawsze z duzym entuzjazmem czytam dziecięce gazety, choć
      mój "mały" ma już 3,5roku. Czytam je z przyjemnością, ale traktuję jak
      inspirację (zwłaszcza jeśli chodzi o porady nt. rozwoju intelektualnego,
      muzycznego itp), czasem korzystam, czasem nie... Stanowią dla mnie
      raczej "bazę", z której mogę skorzystać, ale NIe MUSZĘ, a czasem wręcz NIE
      CHCĘ! Moje dziecko to nie książka/gazeta, a ja to nie idealna matka i do ideału
      nie dążę wink. Nota bene czasem te porady są dla mnie co najmniej dziwne...
    • dorisk Re: Gazetowe porady 08.01.04, 10:54
      To tak jak ze wszystkimi poradnikami dla kobiet w ciązy. na poczatku czytałam i
      zaczęłam się załamywac, ze moje dziecko pewnie bedzie chore itd bo wszystko
      robie xle. chodzi głównie o wyżywienie, wg porad to własciwie powinnam jeśc 24
      godziny na dobe w przerwach popijajaąc wszelkiego rodzaju soki. Jakbym się do
      tego stosowała już dawno bym chyba pękła. Owszem jem troszkę więcej niż
      wczesniej, pochałaniam dużo owoców , warzyw i w ogóle urozmaicone posiłki ale
      nie przesadzajmy.......
    • mumin_ek Re: Gazetowe porady 08.01.04, 10:57
      To i ja sie dolacze. Ostatnie Dziecko kupilam tylko ze wzgledu na kalendarz z
      Mysia. Po artykule 'Nie ma jak matka' odmawiam kupowania tego pseudo-
      psychologicznego pseudoprzyjaznego mamom i dzieciom pisma. Jedynie dobre
      przepisy (czasem) moga zaproponowac, ale w tej kwestii zakupilam odpowiednia
      ksiazke kucharska no i jest Internet, wiec moge sobie to 'super' pisemko
      odpuscic.

      Jestem mama prracujaca, na ktora mamy siedzace w domu oraz niektore elementy w
      rodzinie zrobily niezla nagonke, bo dziecko potrzebuje matki w domu. Hmm, 12-14
      godzin sam na sam z kolkujacym noworodkiem, bo maz byl zajety zalatwianiem
      roznych spraw ktore zalatwic trzeba bylo, to nie jest moj ideal macierzynstwa.
      Ale nie zaluje, bylam z Muminkiem. Wrocilam do prracy bo ja lubie i nie
      wytrzymalabym zamkniecia w 4 scianach. Poza tym, nie mam dosc czasu i silnej
      woli by sie doksztalcac samodzielnie itd. To mrzonki. Przy raczkujacym
      szkrabie, niewykonalne, a wieczorem padam na nos. Tak przynajmniej w prracy mam
      kontakt z ludzmi, doksztalcam sie prraccujac i jestem mniej nerwowa, mam wiecej
      cierpliwosci.

      A co do rozwijajacych zabaw - kazde dziecko jest inne. Ja wiem, co mnie omija
      jak jestem w biurrze. Pewnie szkoda mi tego, ale tez szkoda mi mojego dziecka
      na moje nerwy i potencjalna depreche. Czasem o tym zapominam i sie rozmarzam,
      co by bylo gdyby. Ale ja naprawde chce prracowac, musze tez, bo sam chlebek to
      malo, potrzebne i maselko. Ja sie do mojego Muminka przytulam i tak sie tulimy
      zamiast prowadzic sztuczne dialogi.

      Aha ja jestem bardzo malomowna osoba (bardzo rozpisana - taki paradox) i nie
      czuje potrzeby gadania w domu non stop do dziecka, jak radza w tych gazetkach.
      Bawic sie nie umiem, no nie umiem, probowalam, ale nie potrafie. Bawimy sie jak
      potrafimy i jest smiesznie. Wole sie usmiac z moim 14-miesieczniakiem niz
      fundowac mu na sile jakies pseudoedukacyjne zabawy. Niech ma szczesliwe
      dziecinstwo i usmiechnietych rodzicow, ktorzy wiedza do bolu, co traca
      wychodzac rano do prracy. Ale takie zycie...

      Poza tym, to nie jakis rzadki okaz kwiatu, zeby go hodowac, to moje dziecko -
      osoba b wazna dla mnie, ale chce go wychowac na normalnego czlowieka, ktory nie
      bedzie sie uwazal za pepek swiata, tzn, ma znac swoja wartosc. CHyba wiecie o
      co chodzi. Wychowac w szacunku do samego siebie i swiata, zeby byl szczesliwy i
      zeby inni byli szczesliwi z nim. Zeby wiedzial, ze rodzice to tez ludzie.

      Pozdrawiam,
      Matka - Desperatka Muminka zreszta wink
    • monika.zdz Re: Gazetowe porady 08.01.04, 13:15
      Wiesz co,nie stresuj się tak tymi poradami gazetowymi.Intuicja matki najlepiej
      podpowie ci jak postępować z własnym dzieckiem. W tych gazetach wypisują takie
      różne rzeczy bo inaczej nie było by gazety.To są takie "książkowe modele" ,nie
      ma to nic wspólnego z realnym życiem.W każdym razie niewiele. Bycie matką jest
      i piękne i męczące.Jest cudowne,wspaniałe i trudne i wyczerpujace.Masz rację.Ja
      bym zwariowała siedząc w domu przez trzy lata z moim urwisem.Na szczęście
      chodzi on do żłobka,ja pracuję i mogę liczyć na męża tak jak on może liczyć na
      mnie.Bo jesteśmy rodzicami oboje i nie wyobrażam sobie ,że on miałby sie
      relaksować ,a ja zajmować się całym domem.
      • fra_mauro Re: Gazetowe porady 09.01.04, 20:39
        Troche krzywdzace sa Wasze niepochlebne recenzje , zwlaszcza
        czasopisma "Dziecko". Tak jak zauwazyla ktoras z poprzedniczek, nalezy
        traktowac je jako inspiracje, podpowiedz, czasem pocieszenie, a nie zbior
        idealnych, gotowych przepisow na rozwoj dziecka, zabawy, udany sex, czas wolny,
        urode mamusi etc. "Dziecko" jest miesiecznikiem dosc delikatnym i taktownym
        jesli chodzi o radzenie, czesto podkresla sie w nim indywidualnosc kazdego
        dziecka i ...mamy takze ! Nie ma powodu, aby po takiej lekturze popadac w
        depresje i przygnebienie tylko dlatego,ze nasze metody wychowawcze, przepisy
        kulinarne i sytuacja zyciowa jest odmienna od tych opisywanych czy
        proponowanych. Chociaz... jestem w stanie troche zrozumiec te odczucia. Ja sama
        mialam podobne po felietonach Magdy Szczypiorskiej-Mutor o jej wychuchanych
        ciazach i dzieciach "hodowanych z linijka w reku"-przeslodzone, czesto
        nierealne, przeladowane natretna dydaktyka. I te opowiesci o idealnym mezu,
        ktory zawsze w krytycznych momentach mogl "wziac kilka dni urlopu", aby zajac
        sie ciezarna zonka czy latoroslami. OK. to moglo nieco irytowac. Ale co macie
        preciwko np. opowiesciom pana Kuleczki, poradom lekarzy expertow, prawnikow etc?
        Wszystkie zestresowane mamy namawiam: wyluzujcie troche i nie traktujcie tych
        pism jako wyroczni ostatecznych ale przee wszystkim jako pozyteczna rozrywke i
        zrodlo czesto sensownych porad.
    • kassik Re: Gazetowe porady 09.01.04, 20:57
      Czytałam óżna czasopisma dla mam. Zostałam przy Dziecku chyba ze względu na
      Julkę i Jasia, Pitulka no i artykuły dłuższe niż 10 zdań. Drażnią mnie
      czasopisma, w których artykuły (?) mają długość anonsów. Lubię sobie poczytać
      coś dłuższego. Nie korzystam ze wszystkich porad, nie wszystko mi się podoba
      ale jednak takie czasopisma się przydają, np porady lekarskie (uspokoiły mnie
      informacje o szmerach w sercu u malucha, bałam się, że to coś bardzo
      poważnego). Nie można dać się zwariować. Ja zawsze kieruję się swoim rozumem i
      intuicją i jak na razie dobrze na tym wychodzę a czasopisma są dla złapania
      oddechu po dniu z maluchem i po to żeby mi czasem podrzucić jakiś pomysł.
    • bazylea1 Re: Gazetowe porady 09.01.04, 21:12
      Gocha71, święta racja!!! też przestałam kupować te pisma. miałam ciężką 3-
      miesięczną depresję poporodową a w nich napisane było ze baby blues trwa kilka
      dni... a potem człowiek patrzy na dzieciątko z zachwytem i rozpływa się ze
      szczęścia. rady podane w tych pismach są sprzeczne ze sobą. tak dla przykładu,
      w kwestii baby blues, radzi sie by matka zajęła sie sobą, wyszła na troche...
      ciekawe jak to zrobić skoro dziecko chce ssać 24h na dobę a z artykułów o
      karmieniu piersią wynika że tak ma być przez najbliższy rok, nie wolno podać
      smoczka ani butelki z odciągnietym mlekiem bo dziecko odrzuci piers.

      a co do "dnia z noworodkiem", jak siedziałam z moim noworodkiem to wykopałam
      ten artykuł i nie mogłam uwierzyć że modelowe dziecko je co 3 godziny, o
      stałych porach, ma stałe pory drzemek. sądziłam że to ja jestem beznadziejną
      matką skoro u nas tak nie jest. uspokoiłam się dopiero koło 6 m-ca kiedy
      dziecko rzeczywiście zaczęło mieć stałe pory jedzenia i spania.

      ale tak w ogóle jest z kolorowymi czasopismami: prezentują proste rady na
      trudne problemy, wyidealizowaną wizję świata. dlatego jeśli już (rzadko) kupię
      takie pismo, to raczej oglądam w nim obrazki.

      z rzadka trafiają się dobre artykuły, najlepszy jaki pamiętam to było "nie
      hodujmy narcyzów". ten tekst odpowiada mojemu podejściu do macierzyństwa.
    • gocha71 Re: Gazetowe porady 09.01.04, 21:50
      Hmm, nie do konca przez wszystkich zostałam zrozumiana, ale to prawda stara jak
      świat, że wszystkich zadowolicćnie miżna i bardzo dobrze. Podtrzymuje moją
      opinię z pierwwszego postu i już!!! Chce tylko zaznaczyć, że nie stresuję się
      radami z tychże czasopism, jak to sugerują niektóre emamy i nie potępiam
      wszystkich artykułów jak leci. Sporo z nich jest ciekawych, zwłaszcz tych
      życiowych (prawo, urlopy, zdrowie). Nie przejmuje się teraz, mając własne
      doświadczenia i drugie dziecko, ale przy pierwszy synu, gdy byłam zdana tylko
      na siebie nie było tak różowo, jak w tych gazetach i był to dla mnie stres, nie
      powiem ...
      Nie podoba mi się po prostu ogólny obraz macierzyństwa, jaki kreują te
      czasopisma: cukierkowy, słodki, przesłodzony aż do obrzydliwości.
      A co do depresji poporodowej: mnie dopadła ze starszym synem, gdy ten miał 5
      miesięcy i dopiero w "Wysokich obcasach" dorwałam obszerny i wyczrepujący
      artykuł na ten temat. I z niego dowiedziałam się, że to, co mnie spotkalo, jest
      częstym zjawiskiem. Był rok 2000, a w tych czaopismach dla mam ani słowa o tym..
      I to mnir po prostu irytuje.
      Gocha71
      • alinaw1 Re: Gazetowe porady 10.01.04, 22:28
        Mam zdrowe podejście do pism dla rodziców, bo sama pracowałam w gazecie
        (obecnie mam urlop wychowawczy... A ja odniosłam inne wrażenie: w tych
        magazynach kreuje się model mamy pracującej zawodowo, robiącej karierę itd.
        Czytając to czuję się jak totalny zacofaniec!). Trzeba pamiętać, że sporo
        tekstów pisze się na zamówienie reklamodawcy (albo "pod niego"- "Dzień dobry,
        zamieścicie państwo reklamę waszego leku? Właśnie piszemy tekst o katarze u
        dzieci"). Ja leczę dziecko i siebie tylko naturalnie, nigdy w życiu nie
        stosowalam antykoncepcji, więc te wszystkie zachwyty nad lekami, antybiotykami,
        szczepionkami i nowymi tabletkami hormonalnymi trochę mnie załamują.
        Już denerwująca jest moda na drukowanie listów od mam zachwyconych treścią
        magazynów (owo wychwalanie opłaca się - zawsze jest jakaś nagroda!). W ten
        sposób pokazuje się, że ów magazyn jest jedyną wyrocznią. Przeraziło mnie, gdy
        przeczytałam liścik od pani, która miała jakiś konflikt z rodziną (już nie
        pamiętam czego dotyczył). Nagle znalazła się odpowiedź w magazynie. Pani na
        głos to przeczytała, a słowo pisane to słowo święte, więc wygrała spór, bo
        przecież w "Mamo to ja", czy innym tak napisali, więc tak być musi! Siła mediów
        jest ogromna. Często pisma te zaprzeczają sobie. W czasie ciąży szukałam rad
        dot. ziołowych naparów i herbat. Przetrząsnęłam kilkanaście wydań. W dwóch
        numerach tego samego magazynu znalazłam dwie diametralnie różne opinie na temat
        mięty (raz była napitkiem wspomagającym, następnym razem bardzo
        niebezpiecznym). Podobnie było z maliną i innymi. Dlatego należy spokojnie z
        rozwagą podchodzić do wszelkiego rodzaju magazynów (i nie tylko), wsłuchiwać
        się w siebie, radzić się innych.
        • dru.ga Re: Gazetowe porady 11.01.04, 00:47
          A ja chyba muszę wygrzebać archiwalne numery "Dziecka" i porozdawać koleżankom
          i siostrze bo tak zadziałałam na nie antykoncepcyjnie ,że nawet słyszec o
          dziecku nie chcą.Moje macierzyństwo to :popękane brodawki, nieprzespane noce,
          wielogodzinny płacz dziecka, niepewność postępowania,stany depresyjne - tego
          sie biedne dziewczyny naoglądały w moim wydaniu i teraz za nic na świecie nie
          chcą uwierzyć,że dziecko to jest najpiękniejszy cud jaki sie może przydarzyć
          kobieciesmile)))))A jak sobie pooglądaja w gazecie uśmiechniętą mamę z
          uśmiechniętym,różowiutkim bobaskiem to może jednak sie zdecydująwink))
          • alinaw1 Re: Gazetowe porady 11.01.04, 08:51
            Drug.a, masz rację to podziała! Zauważyłyście z jaką konsekwencją "Mamy
            dziecko" (kiedyś "Mam dziecko") drukuje na stronie tytułowej piękne modelki (z
            niemieckich agencji) z bobasami? Nienaganny makijaż, najnowsza fryzura, uśmiech
            (zresztą uważam, że to pismo to odpowiednik "Kiepskich" i dla Kiepskich).
            Powracam do tego tematu ze względu na wspomnienia z porodu. W czasie ciąży
            czytałam wszystko o porodzie. Wynikało z nich, że mimo dolegliwości i trudu to
            piękne przeżycie, a ból można zniwelować (moja połóżna powiedziała mi potem, że
            ludzi z tak niskim progiem bólu jest ok. 5% i środki znieczulające nIGDY NIE
            ZLIKWIDUJĄ BÓLU u takich typów!). Znałam na pamięć wszystkie rady, chodziłam z
            nmężem do szkoły rodzenia, codziennie ćwiczyłam, zdrowo się odżywiałam (choć do
            tej pory nie wiem, czy herbaty miętowe są zdrowe dla ciężarnych), byłam
            pozytywnie nastawiona do tego wydarzenia, miałam swoją położną i pokój do
            dyspozycji. I co? Nie czas tu na opisywanie gehenny, która trwała całą dobą. W
            każdym razie poród był dla mnie traumą, która zostawiła nie tylko ślad cielesny
            ale głównie psychiczny (15 miesięcy po porodzie zdcydowałam się dopiero na
            wznowienie współżycia). Potem czytałam o opiece nad maluszkiem, o karmieniu,
            spaniu, różnych dolegliwościach i widziałam, jak to wszystko nie o mnie, nie o
            moim dziecku.
            Rehabilitowałam synka pół roku. Dziecko od urodzenia mało spało, a po
            skończeniu 6 miesięcy zaczął się dramat: w nocy kilkanaście pobudek, wstawanie
            skoro świt. Gdy miał 10 miesięcy potrafił nie spać w dzień przez 7 dni z
            rzędu , a w nocy budzić się co kwadrans. Słaniałam się na nogach, czułam, że
            zwariuję, gdy tymczasem czytałam kolejne rady jak utulić dziecko do snu,
            oglądałam zdjęcia słodko śpiących istotek i z płaczem przeglądałam tabele ze
            średnią ilością snu w różnych okresach życia dziecka. Tam, gdzie było np. 16
            godzin - mój mały przesypiał- i to z trudem - 8! Taka sytuacja trwa do dziś (to
            już temat na inny post). Ostatnio przeczytałam w "Mamo toja", że dzieciom w
            wieku 5-12 lat zdarza się lunatykować, a mój nie ma jeszcze 2 lat i mam z nim
            tego typu doświadczenia od roku. Nigdy nie przeczytałam w żadnych z pism z czym
            może wiązać się karmienie piersią (pisano ew. o pierwszych niepowodzeniach albo
            popękanych brodawkach), dlatego zaskoczył mnie fakt, że przez dwa lata nie
            miałam choć jednej przespanej nocy. Zdaję sobie sprawę, że moje dziecko
            znacznie odbiega od standardu (choćby ze spaniem- od roku jego średnia to 7-8
            godzin na dobę i to z przerwami na cyca, sok, krzyk!). Trzeba przyznać, że
            teksty w 4 miesięcznikach są dobrze redagowane ale niestety nie zawsze dla
            mnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka