thana203
17.03.10, 09:46
Przeprowadziliśmy się. Dziecko idzie w tym roku do szkoły, więc chciałam
złożyć deklarację. Ale tam trzeba wpisać, czy szkoła jest właściwa ze względu
na miejsce zameldowania. No to trzeba się przemeldować.
Najpierw pojechał do urzędu mąż - żeby się wymeldować. Okazało się, że może
wymeldować tylko siebie, a córki już nie. Nikt nie potrafi powiedzieć
dlaczego, skoro ma takie same prawa do opieki nad córką, jak ja. Ale według
pań z urzędu tylko matka może wymeldować dziecko i mam przyjechać osobiście.
Wzięłam wolne z pracy, mąż zawiadomił swojego szefa, że się spóźni i został z
dzieckiem, ja pojechałam. I dowiedziałam się, że dzisiaj nic nie załatwię, bo
akurat właśnie system komputerowy nie działa. Nie pierwszy raz zresztą. Ile to
potrwa? Może pół godziny, może cztery... może sobie pani poczekać... - rzekła
pani urzędniczka, konsumując drugie śniadanie. No nie mogę, bo mąż musi do
pracy, a dziecko bez opieki nie zostanie.
Dziecko nadal nie przemeldowane, deklaracji złożyć nie mogę, dwie godziny
jazdy na drugi koniec miasta i z powrotem po nic. Nawet "przepraszam" nie
usłyszałam. Zła jestem jak osa. Jutro znów mnie czeka ta sama trasa. Ciekawe,
ile moich zwolnień mój, a mężowych spóźnień jego szef będzie w stanie tolerować?