Ofiary strachu i bezsilności

06.05.10, 09:21
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7848009,Zmarl_5_latek__ktory_zazyl_leki_psychotropowe.html
Niech w końcu rząd stanie po stronie ofiar, a przemocowcom da kopa w
d... nawet z ich mieszkania. Opieka społeczna zamiast straszyć
odebraniem dzieci i odbierać, niech da wędkę dzięki której będzie
można przeżyć zamiast marnej ryby.
    • volta2 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:01
      straszna historia i faktycznie jak gdzieś już czytałam, mocno
      podobna do tej z "placu zbawiciela", tylko że tam był względny happy
      end.

      no i tu matka była jednak leczona psychiatrycznie, czyli może nie do
      końca wiedziała co robi, może to jakaś forma samobójstwa
      rozszerzonego? może sama też zamierzała się wynieść z tego świata?
      głęboko wierzę, że zrobiła to z (chorej)miłości.

    • figrut Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:05
      Nie wiem ile w tym prawdy, bo wiedza tylko z mediów, ale matka nie
      chciała leczyć depresji w obawie przez odebraniem jej dzieci.
      • gabi683 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:07
        figrut napisała:

        > Nie wiem ile w tym prawdy, bo wiedza tylko z mediów, ale matka nie
        > chciała leczyć depresji w obawie przez odebraniem jej dzieci.


        I tu jest problem nikt jej nie pomógł
      • czar_bajry Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:18
        Tu zawiódł system, przecież wkoło niej byli psycholodzy jak i pracownicy
        socjalni i co nikt nic nie widział? nie widział ze ma depresję?
        Najlepiej to dzieci zabierać w majestacie prawa.
    • martishia7 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:09
      > Niech w końcu rząd stanie po stronie ofiar, a przemocowcom da kopa w
      > d... nawet z ich mieszkania.

      Ale dlaczego? Jeżeli mieszkanie jest wspólne - jestem za. Natomiast jeżeli
      mieszkanie jest tylko i wyłącznie własnością dopuszczającego się przemocy, to
      nie widzę najmniejszego uzasadnienia. Pani tam przyszła ze swoimi rzeczami -
      jeśli jej się przestaje podobać, to z tymi rzeczami wychodzi.
      • czar_bajry Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:15
        martishia7 napisała:

        Ale dlaczego? Jeżeli mieszkanie jest wspólne - jestem za. Natomiast jeżeli
        > mieszkanie jest tylko i wyłącznie własnością dopuszczającego się przemocy, to
        > nie widzę najmniejszego uzasadnienia. Pani tam przyszła ze swoimi rzeczami -
        > jeśli jej się przestaje podobać, to z tymi rzeczami wychodzi.


        Kurde mordobicie przestało jej się podobać, foch normalnie.
        Kobito zastanów się czasem zanim myśli na papier przelejesz.
        • gabi683 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:42
          Kurde mordobicie przestało jej się podobać, foch normalnie.
          Kobito zastanów się czasem zanim myśli na papier przelejesz.


          a Ty nie wiesz że papier przyjmie wszystko wink
      • figrut Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:15
        Pani tam przyszła ze swoimi rzeczami -
        > jeśli jej się przestaje podobać, to z tymi rzeczami wychodzi.
        Taaak, z rzeczami i dziećmi - różnicy nie widzisz ? Winny powinien
        ponieść surową karę. Tym bardziej surową, że przez jego działanie
        dochodzi do dramatu nie tylko jednej dorosłej osoby, ale i dzieci.
        • martishia7 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:29
          To Wy się zastanówcie, jak w Waszym mniemaniu, to by miało wyglądać. Pani
          zostaje przysądzona nawiązka w postaci własności mieszkania? I idzie się wpisać
          w księdze wieczystej? Przecież to rozbój w biały dzień i w majestacie prawa. Pan
          zostaje właścicielem, ale nie ma prawa tam przebywać?To ja się pytam jak długo.
          I co w takim razie ze zobowiązaniami wynikającymi z własności?
          Ja tam fachurą w prawie karnym nie jestem, ale kara naprawdę rzadko polegać może
          na uszczerbku majątkowym. Jest to uzasadnione kiedy mamy do czynienia z
          przedmiotami pochodzącymi z przestępstwa, lub które służyły do popełnienia
          przestępstwa. Można żądać na prawienia szkody na zasadach prawa cywilnego, można
          żądać zapłaty nawiązki (ale nie na rzecz pokrzywdzonej!). Natomiast ofiara nie
          może się wzbogacić na przestępstwie.
          Problem jest taki, że państwo jest niewydolne, bo nie jest w stanie zapewnić
          takim kobietom lokali komunalnych/mieszkań socjalnych, których jest jak na
          lekarstwo. Więc co chce zrobić? Sięgnąć do kieszeni prywatnych oczywiście. W
          końcu mordotłucznia nikt nie pożałuje. A niech mu zabiorą, należy mu się.
          • figrut Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 11:33
            > To Wy się zastanówcie, jak w Waszym mniemaniu, to by miało
            wyglądać. Pani
            > zostaje przysądzona nawiązka w postaci własności mieszkania? I
            idzie się wpisać
            > w księdze wieczystej? Przecież to rozbój w biały dzień i w
            majestacie prawa. Pa
            > n
            > zostaje właścicielem, ale nie ma prawa tam przebywać?To ja się
            pytam jak długo.
            Pani nie staje się właścicielem mieszkania, ale ma prawo w nim
            mieszkać maksymalnie do lat dziesięciu. To tak na marginesie ustawy
            która miała wejść w życie.
            Na chwilę obecną przemocowcy dostają śmiesznie niskie kary i odsiadkę
            zwykle w zawieszeniu w zamian za zrujnowane życie kobiety, a PRZEDE
            WSZYSTKIM dzieci.
            • martishia7 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 12:17
              A czy ktoś pomyślał w tym znakomitym projekcie, którego nie znam, czy np. do
              ofiary której przyznano mieszkanie może się wprowadzić nowy
              towarzysz/towarzyszka?– bo to piękne pole do nadużyć. Kto ponosi koszty -
              czynsz, media? Tu też mogą być cyrki. Bo to ofiara będzie zadłużać mieszkanie, a
              komornik przyjdzie do właściciela. Więc jaka to miałaby być forma władania tym
              mieszkaniem? Chyba osobista służebność mieszkania na czas oznaczony wchodziłaby
              w grę. Czy taki przepis działa tylko gdy ofiara nie ma "dokąd pójść"?
              Zmierzam do tego, że to jest regulacja, która w sposób bardzo istotny godzi w
              prawo własności, które przypominam jest prawem gwarantowanym przez konstytucję.
              I wątpię, żeby nasz paplament potrafił tak złożone zagadnienie uregulować w taki
              sposób, żeby się to nie skończyło w TK albo w Starsburgu smile
              • crises Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 15:34
                Poza tym tego rodzaju pomysły stwarzają ogromne pole do nadużyć.
                Zapewne osób, które widząc szansę na przejęcie mieszkania, obiją
                sobie same facjatę albo dźgną się jakimś widelcem, a potem popędzą
                na obdukcję, będzie niemało...

                Sama znam jedną domniemaną historię przemocy domowej, która jest co
                najmniej wątpliwa i na kilometr pachnie wrabianiem faceta przez
                cwaną panienkę, która go oszukiwała i zdradzała.
                • figrut Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 15:46
                  > Poza tym tego rodzaju pomysły stwarzają ogromne pole do nadużyć.
                  > Zapewne osób, które widząc szansę na przejęcie mieszkania, obiją
                  > sobie same facjatę albo dźgną się jakimś widelcem, a potem popędzą
                  > na obdukcję, będzie niemało...
                  Nie masz zielonego pojęcia o tym, jak ciężko jest udowodnić przemoc w
                  rodzinie. Tobie się zdaje, że wystarczy polecieć do lekarza po trzy
                  papierki i już masz wróbla w garści ?
                  • crises Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 15:52
                    Owszem, w znanej mi sytuacji dokładnie tak było, panna poleciała do
                    lekarza z paroma niekonkretnymi siniakami i panu założono niebieską
                    kartę.
                    • figrut Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 16:00
                      Śmiem twierdzić, że "znaną sytuację" znasz tylko z opowiadań.
                      Rzeczywistość jest bardziej zawiła niż Ci się wydaje.
                      • crises Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 16:13
                        No, nie miałam nieprzyjemności bycia ani tą panną, ani domniemanym
                        przemocowcem, ale miałam nieprzyjemność babrać się niejako w
                        rozwodzie tych państwa, kiedy to cała sprawa została przemielona i
                        omówiona na dziesiątą stronę. Pani się plątała w zeznaniach aż miło,
                        pod koniec to już sama nie wiedziała, kiedy to jakoby rzekomo pan ją
                        bił, za co i w co. Istnienie zaświadczenia z obdukcji oraz rzeczonej
                        niebieskiej karty jest zaś całkiowicie namacalnym faktem.
                    • mgla_jedwabna Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 00:42
                      Od zalożenia karty do wyroku za przemoc (i to nie "w zawiasach") droga długa i daleka.
                      • crises Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 12:48
                        Zapewne, ale zdesperowani ludzie z wizją nabycia prawa do dobra
                        luksusowego, a dla nich nieosiągalnego, jakim jest mieszkanie, mogą
                        robić naprawdę różne dziwne rzeczy.

                        Za 120 m2 w dobrym miejscu sama się chętnie raz na czas dźgnę
                        widelcem, a co.
                        • figrut Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 13:00
                          > Za 120 m2 w dobrym miejscu sama się chętnie raz na czas dźgnę
                          > widelcem, a co.
                          Do tego musisz to jeszcze udowodnić i nie spalić na zeznaniach na co
                          najmniej kilku rozprawach sądowych. Po tym w zależności od wagi winy
                          wyeksmitują właściciela od trzech miesięcy do MAX 10 lat. Wiesz co to
                          jest max ? To jak wydanie wyroku za przewinienie co do którego grozi
                          DO 10 lat pozbawienia wolności, a w praktyce dostaje się rok w
                          zawieszeniu lub rok w więzieniu, bo okoliczności łagodzące itp. Warto
                          się poobijać dla roku, dwóch lat i walczyć o to przez minimum rok ?
                          • crises Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 13:21
                            Dla osiągnięcia korzyści majątkowej lub innej albo odegrania się na
                            byłym partnerze ludzie potrafią robić jeszcze dziwniejsze, bardziej
                            absurdalne i bardziej czaso- i energochłonne rzeczy.

                            W znanym mi przypadku pani się puszczała (przed ślubem, po ślubie,
                            przed dzieckiem, po dziecku - pan był durny jak mój lewy but, że się
                            z nią ożenił, ale się zakochał, a widać mit "przejdzie po ślubie"
                            nie jest domeną wyłącznie kobiet), po paru latach pan się wreszcie
                            wkurzył notorycznie przyprawianymi rogami i chciał się rozwodzić,
                            najchętniej z winy pani. I nagle się okazało, że "on ją bije". Po
                            iluś rozprawach z biciem piany i plątaniem się pani w zeznaniach w
                            końcu miał dość i odpuścił, rozwód się odbył za porozumieniem stron.
                            Kto wygrał na tej aferze?
              • nangaparbat3 martishia 07.05.10, 10:00
                Skupiasz się na prawie własnosci, całkowicie lekceważąc prawa dziecka.
                To odrażające.
                • martishia7 Re: martishia 07.05.10, 10:19
                  Odrażające jest to, że państwo jest niewydolne, więc "rozwiąże" swoje problemy
                  rękami (i majątkiem) swoich obywateli. I robi to przy poklasku reszty obywateli,
                  no bo przecież jak ktoś jest przestępcą, albo chociaż podejrzanym, to w zasadzie
                  można go już opluć i okraść, bo to przecież taki pół-człowiek jest.
                  Prawa ofiary (nieważne czy dorosłego, czy dziecka) są jakie są. Taka jest natura
                  tego typu zdarzeń, że najczęściej NIC już nie będzie w stanie poniesionych
                  krzywd wynagrodzić. Mało tego - od tego jest państwo, żeby poszukiwanie
                  sprawiedliwości nie było zwykłą zemstą. Z "oko za oko" już jakiś czas temu
                  wyrośliśmy.
                  Nadto jeszcze zauważ, że w ten sposób różnicuje się sytuację podmiotów podobnych
                  - jeżeli masz dwie kobiety, które z tzw. "niczym" przychodzą do mieszkania swego
                  małżonka, rodzą się dzieci. Pierwsza [po jakimś czasie postanawia się rozstać z
                  uwagi na "różnicę charakterów". Nie zostaje jej nic jak tylko spakować się i
                  odejść, niewiadomo dokąd. Druga doznaje przemocy domowej, dostaje mieszkanko na
                  czas bliżej nieokreślony. Jest w sytuacji nieporównywalnie lepszej niż jej
                  koleżanka, która tego nie doświadczyła. Fair?
                  • nangaparbat3 Re: martishia 07.05.10, 15:57
                    > Prawa ofiary (nieważne czy dorosłego, czy dziecka) są jakie są.

                    Nieprawda. Przemoc (takze psychiczna) wobec dziecka skutkuje zmianami struktury
                    mozgu. Powoduje, ze ono samo, kiedy dorosnie, ma wielkie szanse odtworzyc tę
                    przmoc na wlasnych dzieciach.

                    Taka jest natur
                    > a
                    > tego typu zdarzeń, że najczęściej NIC już nie będzie w stanie poniesionych
                    > krzywd wynagrodzić.

                    Tu nie chodzi o zadne "wynagrodzenie" ani o zemste, tylko o zapewnienie
                    podstawowego prawa: fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa.
                    różnicuje się sytuację podmiotów podobnyc
                    > h
                    > - jeżeli masz dwie kobiety, które z tzw. "niczym" przychodzą do mieszkania sweg
                    > o
                    > małżonka, rodzą się dzieci. Pierwsza [po jakimś czasie postanawia się rozstać z
                    > uwagi na "różnicę charakterów". Nie zostaje jej nic jak tylko spakować się i
                    > odejść, niewiadomo dokąd. Druga doznaje przemocy domowej, dostaje mieszkanko na
                    > czas bliżej nieokreślony. Jest w sytuacji nieporównywalnie lepszej niż jej
                    > koleżanka, która tego nie doświadczyła. Fair?

                    Dzialanie przemocy nie kończy sie w momencie, kiedy ustaje. I tego nie
                    wynagrodzi zadne "mieszkanko".
                    • martishia7 Re: martishia 07.05.10, 16:32
                      Widzę, że się nie rozumiemy. Jeszcze raz.

                      > Tu nie chodzi o zadne "wynagrodzenie" ani o zemste, tylko o zapewnienie
                      > podstawowego prawa: fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa.

                      To fizyczne i psychiczne bezpieczeństwo da się zapewnić na kilka innych
                      sposobów, które nie będą w żaden sposób ingerować w prawa sprawcy. Skoro
                      państwo takie łaskawe, to niechaj zapewni pani lokal socjalny. W postępowaniu
                      zaś sąd może zasądzić mu nawiązkę na rzecz organizacji wspierającej samotne
                      matki. Moralnie gra? Natomiast bezpośredniemu przepływowi korzyści majątkowej od
                      sprawcy do ofiary mówię nie.

                      I pytanie. W jaki sposób prawo do zamieszkiwania w mieszkaniu sprawcy chroni
                      ofiary bardziej, niż zamieszkiwanie w lokalu komunalnym lub domu pomocy? Nie
                      chroni bardziej, jest tylko bardziej komfortowe. A podobno rozmawiamy o
                      podstawowych prawach, koniecznych i niezbędnych, podstawowych, a nie o wygodzie.
                      • nangaparbat3 Re: martishia 07.05.10, 19:54
                        Zgadzam się, ze mieszkanie w lokalu sprawcy nie jest najlepszym wyjsciem -
                        jednak sytuacja, kiedy to kobieta z dziecmi ucieka do schroniska, jest chora.
                        Nawet jesli nie jest włascicielką domu/mieszkania, jest to takze jej i jej
                        dzieci dom. Pan decydujac się zamieszkac z nia i jej dziecmi, a zwlaszcza majac
                        z nią dzieci, wziąl na siebie jakies zobowiazania wzgledem ich wszystkich.
                        Owszem, jesli ona nie ma zadnej innej mozliwosci znalezienia lokum, powinna
                        otrzymac lokal socjalny. Ale do tego czasu to sprawca przemocy powinien byc
                        usuniety z domu, a nie ofiary.

                        Natomiast oprocz przemocowcow-wlascicieli sa jeszcze
                        przemocowcy-wspołwlasciciele i przemocowcy mieszkajacy w domach/mieszkaniach
                        bedących wlasnością ofiar przemocy. I nie ma wielkiej roznicy - wszystko jedno
                        czyja wlasnosc, tuła się ofiara.
                        • martishia7 Re: martishia 07.05.10, 23:29
                          No i zaczynamy do czegoś dochodzić wink
                          Tak, zgadzam się z Tobą, że gdy "nie ma się gdzie podziać" etc. etc., ale musimy
                          sobie jasno powiedzieć, że to jest coś nadzwyczajnego, wyjątkowego i bardzo,
                          bardzo tymczasowego, a nie coś co z rozdzielnika "się należy". A ustawodawca o
                          to nie zadbał, nie wskazał specjalnych wytycznych dla stosowania takiej
                          możliwości, pozostawiając to uznaniu sądu. Może to dobrze, może źle, praktyka
                          pokaże.

                          >Pan decydujac się zamieszkac z nia i jej dziecmi, a zwlaszcza majac
                          > z nią dzieci, wziąl na siebie jakies zobowiazania wzgledem ich wszystkich.

                          No właśnie, że nigdy w życiu. Zobowiązania jakieś wobec pani, to pan bierze się
                          z nią żeniwszy, a wobec dzieci - dokonując przysposobienia. Wobec swoich dzieci
                          - owszem, siłą spłodzenia bierze na siebie obowiązki wobec nich. Konkubinaty pod
                          tym względem (a ze statystyk wynika, że to w nich przemoc jest częstsza) nie
                          mają z małżeństwem nic wspólnego i jeszcze długo mieć nie będą.
                • crises Re: martishia 07.05.10, 12:51
                  Serio uważasz, że dbanie o jedno prawo poprzez łamanie innego to
                  taka supersprawa?
                  • nangaparbat3 Re: martishia 07.05.10, 16:12
                    Serio uwazam, ze prawo wlasnosci jest - kategoriach etycznych - podrzedne w
                    stosunku do prawa dziecka do "ochrony przed wszelkimi formami przemocy"
                    (Konwencja o prawach dziecka, zaproponowana przez Polske, podpisana przez nia i
                    ratyfikowana w roku 1991).
                    A jeśli w naszym prawie nie jest podrzędne, trzeba to prawo zmienic.
          • mgla_jedwabna Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 01:02
            Dlaczego, jeśli idzie o obronę praw ofiar, które są kobietami, zawsze podnosi się chór obrońców sprawców, zamaskowanych pod płaszczykiem "obrońców przed cwaniakami podszywającymi się pod ofiary"?

            Ciekawe, że nikt nie broni w ten sposób sprawców przestępstw, których ofiarami są zarowno kobiety jak i mężczyźni.

            Mówimy o karach dla sprawców gwałtu - ktoś się odzywa, że nie, bo zaraz zjawi się jakaś zolza skłonna do konfabulacji. Mówimy o eksmisji dla sprawcy przemocy - odzywają się obrońcy "cwanych bab, które chcą się wzbogacić na przestępstwie".

            Ale gdyby była mowa o ściganiu sprawców pobicia, to nikt by nie protestował, że "ktoś będzie chciał wrobić nielubianego kumpla i poleci na policję z siniakami". Jeśli mowa o karaniu pijanych kierowców, nikt nie mówi, że nie, "bo jak ktoś będzie chciał wrobić kumpla, to mu ukradkiem doleje wódki do herbaty z miodem tuż przed wyjściem". Jeśli mowa o karaniu sprawców kradzieży, też nikt nie protestuje, bo "zaraz się znajdzie ktoś, kto będzie chciał sie zemścic i podrzuci cenną rzecz, a potem oskarży o o kradzież". Wszystkie tego typu zarzuty byłyby wyśmiane jako absurdalne. Sprawców pobić np. na dyskotece, pijanych kierowców, złodziei należy karać i nikt nie protestuje, mimo, ze można kogoś fałszywie oskarżyć o kradzież, pobicie itd. Dlaczego więc tylko jeśli chodzi o przestępstwa, w których ofiarami są kobiety (mężczyźni-ofiary przemocy domowej to margines), odzywa się cały chór przeciwny skutecznym rozwiązaniom podnoszac argument ewentualnych fałszywych oskarżeń?

            "Pan zostaje właścicielem, ale nie ma prawa tam przebywać?To ja się pytam jak długo."

            Równie dobrze mogłabyś protestować, że jak mozna zabierać samochód właścicielowi, którego policja po raz kolejny łapie pijanego za kierownicą i odbiera mu prawo jazdy, a samochód odholowuje. Odpowiedź brzmi: tak długo, jak jest konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo osobom zagrożonym przez sprawcę. Nikt nie chce przecież pozbawiać sprawcy prawa własności mieszkania.

            Poza tym, jeśli ktoś jest sprawcą przemocy domowej, to prędzej czy poxniej powinien trafić do więzienia. Słusznie byłoby, gdyby wtedy w mieszkaniu pzostała żona z dziećmi, a nie np. wprowadził się lokator, który będzie płacił za wynajem właścicielowi-sprawcy. Wtedy bowiem to sprawca wzbogaciłby się na przestępstwie. To cię, Martishia, nie przeraża?
            • figrut Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 01:18
              Do Twojej wypowiedzi dodam tylko, że eksmisja według prawa mogłaby
              stać się tu poważnym hamulcem dla przemocowców. Bardzo trudno jest
              udowodnić przemoc w rodzinie, bo pomijając brak świadków (sąsiedzi
              najczęściej "nic nie widzą, nic nie słyszą"), to ofiara często
              wycofuje zeznania właśnie ze względu na to, że nie ma się gdzie
              podziać z dziećmi i przemocowcy o tym wiedzą. To jest ta smycz z
              której najtrudniej się zerwać, więc robią swoje dalej czując się
              bezkarnie.
              Do Małgosiek - jeśli wierzyć mediom, matka nie leczyła depresji w
              obawie przed utratą dzieci. Znajomo brzmi, prawda ? Nie tak dawno
              było głośno o tym, że interweniowano bo matka miała depresję.
              Nie ma się na papierku udowodnionej depresji do czasu, aż nie pójdzie
              się do psychiatry i ten nie zapisze choroby w karcie - o to chodzi.
              Nie ma udowodnionej depresji, to z matką wszystko OK., nikt jej
              dzieci pod pretekstem że ona nie zdolna do opieki nie zabierze, bo
              nie ma podstaw na dokumencie.
      • nangaparbat3 Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 09:55
        martishia7 napisała:

        > Ale dlaczego? Jeżeli mieszkanie jest wspólne - jestem za. Natomiast jeżeli
        > mieszkanie jest tylko i wyłącznie własnością dopuszczającego się przemocy, to
        > nie widzę najmniejszego uzasadnienia.
        > jeśli jej się przestaje podobać, to z tymi rzeczami wychodzi.

        Na razie w naszym Miłujacym Dzieci Kraju jest tak: nawet jesli to kobieta jest
        jedyną właścicielką domu/mieszkania, to ona i dzieci się wyprowadzają.
        Dopiero co byłam swiadkiem takiej sytuacji: matka ucieka z córką do schroniska,
        w domu zostaje były mąż. Matka jest jedyną właścicielką domu, który
        odziedziczyła po swojej matce, już po rozwodzie.
        • triss_merigold6 Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 16:52
          To dlaczego opuściła dom? Naprawdę jest aż taką frajerką, że nie ma żadnego
          faceta w otoczeniu/nie potrafi nikomu zapłacić, który by przemocowca nastraszył.
          Były mąż? Eksmisja.
          Qrde jakoś nie miałam problemów z wyprowadzaniem panów z własnego mieszkania.
          • nangaparbat3 Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 20:15
            > To dlaczego opuściła dom?

            Nie mogła wytrzymac? Corka nie wytrzymywala?

            Naprawdę jest aż taką frajerką, że nie ma żadnego
            > faceta w otoczeniu/nie potrafi nikomu zapłacić, który by przemocowca nastraszył

            A nie wiem. Jej były mąż zapewnial, ze wlasnie to zrobila, i dlatego on sie boi
            zamieszkac samotnie w mieszkaniu, ktore odziedziczył - bo "jej znajomi go
            skrzywdzą".
            Ta pani to bardzo dzielna kobieta i poradzila sobie. Ale spedziła z dzieckiem
            poł roku w schronisku dla matek - o poł roku za długo.

            I jeszcze smaczek - "środowisko" (male miasteczko) nie bylo jej przychylne:

            policja - "a tak, znamy, ciagle nas wzywa (z wyraźnym zniecierpliwieniem), ona
            to sobie umie poradzic, nie waha sie nas wzywac (z przyganą)."
            MOPS - "Ale widziala pani, jak ona sie ubiera? Moze by jej ograniczyc prawa
            rodzicielskie?"
          • wieczna-gosia Re: Ofiary strachu i bezsilności 07.05.10, 21:20
            wlasnie dlatego Triss nie jestes ofiara przemocy- masz poczucie
            wlasnej wartosci, masz wkolo ludzi, ktorzy ci pomoga. Warto czasami
            wyjsc poza wlasny swiatek gdzie wszystko cacy i zrozumiec ze osoby,
            ktore sa prane po pyskach przeszly droga wlasnego upokorzenia i
            ponizenia i naprawde sa wdeptane w bloto i g.owno.

            I ja sie z toba zgadzam- ja tez dalabym sobie rade z bylym mezem i
            tez nie jestem dobrym zadatkiem na ofiare. I nie dla mnie wydolnosc
            opieki, ja mam rodzine, mam przyjaciol jesli cos sie zacznie dziac
            jestem w stanie otoczyc sie kokonem ludzkiej milosci i zyczliwosci. I
            mam kolezanki po askudnych rozwodach czy poczatkach przemocy domowej
            i wiem jak to dziala- tak jak ja stanelam za nimi, tak wiem ze one za
            mna stana i tak jak ja umialam stanac gosciowi przed twarza i
            wywrzeszczec ze moze jeszcze mnie rabnie- wiem ze one tez to zrobia.
            Ale nie kazdy ma nawet tyle szczescia.
    • elza78 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 10:34
      gdzie byla obsluga psychologiczna osrodka? nikt takiego stanu psychicznego
      kobiety nie zauwazyl? jak moglo dojsc do tego typu tragedii w takiej placowce?
      nie rozumiem tego, to co piszesz figrut to fiasko tego idiotycznego systemu
      ktory katom daje wolna droge do szczesliwego zycia a karze ofiary, bo kiedy w
      bezsilnosci decyduja sie na tak dramatyczne kroki to cos jest chyba nie tak.
      mocno nie tak...
      a gnoj malzonek pewnie sobei siedzi w czystym mieszkanku i sie w kulak smieje.
      tak analogicznie kibity ktore rozwiedzione z mezem przemocowcem dalej mieszkaja
      bo sad nie ma prawa gnoja eksmitowac w koncu chwytaja za noz i w nocy dziada
      pozbawiaja zycia - laduja w zakladzie karnym zabojstwo z premedytacja... nasz
      system prawny rowniez bierze w tym udzial, to przestepstwo zaniechania, przeciez
      logicznym jest ze rozwod gowno rozwiazuje gdy ofiara zostaje z katem ze predzej
      czy pozniej dojdzie do tragedii.
      co za swiat.
    • gazeta_mi_placi Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 15:52
      Koszmar.
      Najbardziej żal mi tego syna co znalazł rodzeństwo.Trauma do końca życia sad
    • joanna35 Re: Ofiary strachu i bezsilności 06.05.10, 16:15
      Z wypowiedzi dyrektora MOPR wynika, że psycholodzy zrobili to co do
      nich należało, ale oczywiście teraz należy poszukać winnych i
      najlepiej, żeby to byli ONI. Nawet najlepszy psycholog/psychiatra
      nie pomoże gdy pacjentka nie chce się zaangażować w terapię.
      Zaprzeczył też(dyrektor) jakoby ktoś zamierzał odebrać kobiecie
      dzieci.
      • malgosiek2 Re: Joanna35 masz rację 07.05.10, 00:25
        Współpracuję z Mopr-em jak mam trudne rodziny w przychodni-jetsem
        położną środowiskową.
        Jeśli idę na wizytę i widzę niepokojące sytuacje dzwonię do Mopr-u
        daję info i proszę o wizytę.
        Wiele razy też wspólnie z paniami z mopru+pedagog składaliśmy wizyty
        wspólnie.
        A jak trzeba to dostaje wezwania do sądu rodzinnego jako świadek.
        Zabieram wtedy dokumentację z wizyt.
        W sumie byłam 3 razy na sprawach i w 2 przypadkach odebrano dziecko z
        czego za rok ta sama pani urodziła kolejne,ale już nie oddali dziecka
        tylko na wniosek sądu i kuratora zabrano do pogotowia opiekuńczego.
        Więc nie piszcie farmazonów,że nikt nie pomógł i nie interesował się.
        Nie można kogoś zmusić,aby sie podjął leczenia psychiatrycznego,bo
        tylko sąd może nakazać leczenie.
        Delikwent musi się zgodzić sam i to dobrowolnie.
        Bez zgody nic nie zrobią.
        A dzieci powinni ew.odebrać wtedy jeśli matka nie zgadzała sie na
        terapię,a nie odwrotnie,bo mogła zagrażac ich życiu.
        Po drugie mopr ma ajakiś wyznaczony rejon kilkanaście domów do
        odwiedzenia.Poza tym ludzi ci przeważnie dobrze się kamuflują i nie
        zawsze od razu coś wyjdzie nie tak.
        Trzeba nieraz dłuższego czasu obserwacji i odwiedzin,aby sprawę
        wykryc i skierowac na własciwy tor.
        Raz bałam się iść na patronaż,bo przyszedł facet do przychodni z
        pretensjami,że nikt nie przyszedł do "żony"jak urodziła i wręcz
        wrzeszczał i rzucał sie do bicia koleżanki i gdyby go nie
        powstrzymali pacjenci to nie wiem jakby się to skończyło.
        A szpital najzwyczajniej nie powiadomił o narodzinach takiego dziecka
        u tych państwa.
        Zadzwoniłam na drugi dzień do mopru z wyjaśnieniem co to za
        rodzina,co wiedzą o jej sytaucji i czy na wizyte mogę iść z
        pracownikiem z mopru,bo się po prostu bałam sama iść.
        Więc jak ktoś nie zna tej "branży" to przynajmniej nie wiesza psów na
        wszystkich instytucjach tego typu i jego pracownikach.
        • nangaparbat3 piszącą zdradza język 07.05.10, 10:09
          Małgosiek, piszesz o ludziach chorych "delikwent", "kamuflują się".
          Gdybym była Twoją podopieczną, nigdy bym Ci nie zaufała, nie posłuchała Twojej
          rady - uważałabym, że czujesz do mnie niechęc i pogardę.
          • triss_merigold6 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 11:18
            Nie bądź taka świętojeb...., podopieczni opieki społecznej są bardzo
            często zdemoralizowani od pokoleń i zwyczajnie oszukują albo nie
            stosują się do najprostszych zaleceń.
            • nangaparbat3 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 16:12
              Pocałuj mnie w d.
          • crises Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 12:58
            Taaa, bo znakomita większość klientów MOPR-ów, MOPS-ów lub
            kompatybilnych to tacy zwyczajlni, mili, uczciwi ludzie, którym
            chwilowo w życiu coś się nie udało.
            • triss_merigold6 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 13:04
              Oczywiście. Są znakomicie wykształceni, IQ mają powyżej średniej,
              prezentują wysoką kulturę osobistą, są chętni do współpracy, z
              zaangażowaniem podchodzą do terapii, racjonalnie gospodarują
              pieniędzmi przekazanymi przez PODATNIKA, starannie zajmują się
              dziećmi. Ideały, których zły los skazał na chwilową pomoc państwa.

              Jako podatnik oczekuję, że KAŻDY korzystający z MOPS będzie ściśle
              monitorowany, tak samo oczekuję, że ściśle monitorowane będą rodziny
              Z DZIEĆMI w których występuje przemoc.
            • figrut Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 13:04
              > Za 120 m2 w dobrym miejscu sama się chętnie raz na czas dźgnę
              > widelcem, a co.
              Kto tu o klientach mówi ? Kobieta była ofiarą przemocy i dlatego była
              w tym domu. Ofiarą przemocy była również ciotka mojego faceta, bo jej
              mąż schizofrenik nie chciał się leczyć i długi czas nie mogli mu
              udowodnić choroby. On z bardzo wysokim ilorazem inteligencji
              zafrabiający bardzo dobrze, ona właścicielka pewnego zakładu. Gdyby
              nie miała matki mieszkającej obok mnie, pewnie wylądowałaby na pewien
              czas w takim domu samotnej matki czy innym cudzie, albo ukrywałaby
              przez całe życie sytuację rodzinną.
              • triss_merigold6 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 13:27
                Och, rozwód i podział majątku nie przyszedł jej do głowy?
            • nangaparbat3 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 16:13
              Tutaj rozpatrujemy przypadek osoby z depresją.
              • malgosiek2 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 16:16
                nangaparbat3 napisała:

                > Tutaj rozpatrujemy przypadek osoby z depresją.

                Akurat nie miałam na myśli osoby z depresją,a ogólnie podopiecznych z
                mopru.
                NAwet osoby z depresją potrafią robic dobra minę do złej gry i nie
                zawsze jestes w stanie wybadać na czas.
                • nangaparbat3 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 20:22
                  malgosiek2 napisała:

                  > NAwet osoby z depresją potrafią robic dobra minę do złej gry i nie
                  > zawsze jestes w stanie wybadać na czas.

                  Oczywiscie. Dlatego nie atakuję nikogo, ze na czas nie zorientowano się w sytuacji.
          • malgosiek2 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 16:13
            nangaparbat3 napisała:

            > Małgosiek, piszesz o ludziach chorych "delikwent", "kamuflują się".
            > Gdybym była Twoją podopieczną, nigdy bym Ci nie zaufała, nie
            posłuchała Twojej rady - uważałabym, że czujesz do mnie niechęc i
            pogardę.

            Nosz qrcze,ale mnie rozgryłaśwink
            Jestem wredna,zimny babsztyl,nie umiejąca współczuć,wczuć sie w
            sytuację,nie życzliwa.
            Nie musisz mi ufać i komuś innemu też.Przykazu nie ma.
            No i dobrze,że nie chcesz w takim razie skorzystać ew.i być
            potencjalnie moją podopieczną i nie umiejąca zaufać,ale to nic
            szczególnego.Udzielam się jako wolontariuszka w schronisku dla rodzin
            w sytuacji kryzysowej,a tam to czasami głowa boli od róznych sytuacji
            z jakimi człowiek może się spotkać.
            Ponad połowa przebywających tam rodzin ma problemy z prawem albo
            kuratora nad sobą,albo sa bezdomni z 4 dzieci albo problem
            alkoholowy.Kieruje ich tam mopr akurat,a to taka
            "bezduszna"instytucja przecież.
            Przebywają tam nawet rok w wyjątkowych sytuacjach nawet 2 lata.
            W sumie do momentu,aż nie będą mieli swego lokum np.mieszkania od
            miasta.Pomaga się rodzinom w załatwianiu papierkowych formalności do
            urzędów,pomaga w znalezieniu pracy(choć 80 % miga się od pracy jak
            może i woli pup)Załatwiam np.mleko modyfikowane,bo wolą 3
            mies.dziecku podac mleko z kartonu z kaszą manną,bo tak wszyscy
            robią,albo dziecko nie najada się zwykłym mmbig_grin
            • nangaparbat3 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 16:20
              Po co byc wolontariuszką pracującą z ludźmi, wobec ktorych ma się tyle zlosci?
              Chyba trzeba odpocząc.
              • triss_merigold6 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 16:48
                Odróżniasz złość od poczucia bezsilności? W sumie dlaczego lenistwa nie nazwać
                wprost lenistwem?
                • nangaparbat3 Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 20:31
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Odróżniasz złość od poczucia bezsilności?
                  Jak najbardziej. Jestem przekonana, że złosc jest bardzo często pochodną
                  bezsilności. Niestety ona tylko wzmaga opor osoby, wobec ktorej czujemy sie
                  bezsilni, niezaleznie od naszych intencji.

                  W sumie dlaczego lenistwa nie nazwać
                  > wprost lenistwem?

                  Ja nie wierzę w "lenistwo". To etykieta, paradoksalnie najwygodniejsza dla
                  samych "leniwych", bo zwalnia z odpowiedzialnosci za wlasne zycie. "Jestem
                  leniwy i nic na to nie poradzę" - bzdura.
                  • asocial Re: piszącą zdradza język 07.05.10, 22:54
                    pfff ,nie znosze ludzi, ktorzy nie rozumieja, ze nie sa jedyni na
                    tym swiecie.
                    ze sa ludzie slabsi, ktorym okolicznosci nie sprzyjaja (ofiary
                    przemocy), kotrzy maja po prostu inny charakter. nie kazdy jest
                    super hiper duper. zreszta bardzo latwo dawac zlote rady (to nawet
                    nie sa rady, a walenie po pysku lezacego) przez internet, a w
                    miedzyczasie ryczec w kacie bo ukochana przyjaciolka zerwala kontakt.

                    w internecie fajnie jest zgrywac super panne z kijem od mopa w
                    dupie, ktora ma swietna prace, swietnego faceta i jeszcze
                    swietniejsze dziecko. fajnie jest byc osoba pewna siebie i swiadoma
                    wlasnej wartosci: bo tacy ludziee naprawde wygrywaja. tylko czy
                    takie osoby naprawde czuja potrzebe wypowiadac sie w kazdym watku i
                    zmiatac z powierzchni ziemi jakakolwiek osobe z problemami?
                    oczywiscie ´´wolnosc slowa itp/ nie podoba ci sie to nie czytaj¨´.
                    mnie sie bardzo podoba..
Pełna wersja