pesteczka5
21.03.04, 12:39
Nie cierpię tego, że każdy piękny spacer poprzedzony jest dramatycznym
WIELKIM WYCHODZENIEM, że starszy synek marudzi, ze w ogóle nie chce się
ubierać, że te spodnie, a potem jednak, ze tamte. Że chce ściągnąć bluzę,gdy
już szczesliwie wszystko ma na sobie. Że musimy się pośpieszyć, bo młodszy
się spoci. Że zawsze w ostatniej chwili pies porwie czapkę i gdzieś ją
zawlecze, albo mały wrzuci przygotowane klucze do toalety! Jeśli to klucze z
pilotem do auta, trzeba szukać zapasowych, bo mokre nie zadziałają. Jest mi
gorąco, gorąco jest również dzieciom. Jazgocze pies. No, wszystko
ogarnięte... Mamo, Kuba ma kupę, bo śmierdzi!!!
Jeśli jest mąż, pozornie ma być łatwiej. W ogólnym rozproszeniu kompetencji
Kuba oblewa się sosem z sardynek... Kto zostawił tą puszkę!!!!!!!!!!!!!!!!!
Słysząc to truchleję i... rozpadam się.
Tyle jest sytuacji, które muszę dyplomatycznie rozegrać, podejść,
przewidzieć, machnąć ręką, opanować, stłumić w zarodku, rozbroić, nie dać sie
wyprowadzić z równowagi, być ponad, zrozumieć...
Nienawidzę tego! Nie jestem doskonała! Nienawidzę dźwigania wózka, toreb i
dzieci, nienawidzę, że muszę zdążyć w tyle miejsc, nienawidzę, że muszę
zostawiać w domu płaczące dzieci i z błotem na butach jeszcze ze stadniny
pędzić do pracy, doprowadzać się z grubsza do ładu na czerwonym świetle, mieć
tyle rzeczy na głowie! Nie mam kiedy kupić sobie wiosennych butów!
Czy Wy też tak macie?