Dodaj do ulubionych

Nienawidzę!

21.03.04, 12:39
Nie cierpię tego, że każdy piękny spacer poprzedzony jest dramatycznym
WIELKIM WYCHODZENIEM, że starszy synek marudzi, ze w ogóle nie chce się
ubierać, że te spodnie, a potem jednak, ze tamte. Że chce ściągnąć bluzę,gdy
już szczesliwie wszystko ma na sobie. Że musimy się pośpieszyć, bo młodszy
się spoci. Że zawsze w ostatniej chwili pies porwie czapkę i gdzieś ją
zawlecze, albo mały wrzuci przygotowane klucze do toalety! Jeśli to klucze z
pilotem do auta, trzeba szukać zapasowych, bo mokre nie zadziałają. Jest mi
gorąco, gorąco jest również dzieciom. Jazgocze pies. No, wszystko
ogarnięte... Mamo, Kuba ma kupę, bo śmierdzi!!!

Jeśli jest mąż, pozornie ma być łatwiej. W ogólnym rozproszeniu kompetencji
Kuba oblewa się sosem z sardynek... Kto zostawił tą puszkę!!!!!!!!!!!!!!!!!
Słysząc to truchleję i... rozpadam się.

Tyle jest sytuacji, które muszę dyplomatycznie rozegrać, podejść,
przewidzieć, machnąć ręką, opanować, stłumić w zarodku, rozbroić, nie dać sie
wyprowadzić z równowagi, być ponad, zrozumieć...

Nienawidzę tego! Nie jestem doskonała! Nienawidzę dźwigania wózka, toreb i
dzieci, nienawidzę, że muszę zdążyć w tyle miejsc, nienawidzę, że muszę
zostawiać w domu płaczące dzieci i z błotem na butach jeszcze ze stadniny
pędzić do pracy, doprowadzać się z grubsza do ładu na czerwonym świetle, mieć
tyle rzeczy na głowie! Nie mam kiedy kupić sobie wiosennych butów!

Czy Wy też tak macie?
Obserwuj wątek
    • aga173 Re: Nie jest tak źle:) 21.03.04, 12:53
      Pesteczka nie łam się,widzę że zły humor Ci dziś dopisuje.ja też miewam takie
      dni ale jakos wytrzymuję(nie mam psa,haha)Tak to juz jest w dorosłym zyciu nie
      ma luzów.Jako dziecko marzyłam żeby być dorosła ale teraz co ja bym dała aby
      pójść do przedszkola albo żeby mnie ktoś pobujał w wózeczkusmile

      Mam nadzieję że Cię trochę rozweseliłamsmile
      Mój nr GG 6107286 pisz to pogadamysmile

      Pozdrawiam Aga
    • aga173 Re: Nadchodzi wiosna:) nie bedzie tyle ubierania:) 21.03.04, 12:54

    • gosiola Re: Nienawidzę! 21.03.04, 13:35
      Nie mam psa, mam tylko/aż jedno, 17. m-czne dziecko, nie szukam zapasowych
      kluczyków do auta, bo sie nim na codzien nie poruszam. Mam za to świetny wózek:
      pusty to zaledwie 16 kg, do tego jego 11. kg Pasażerka i zakupy....hm...i
      dziwię sie , że mi rehabilitacja i fizykoterapia na kręgosłup nic nie
      pomogła!!!!........ale poza tym to wszystko mam tak samo jak Ty.No prawie tak
      samo!!!!
      Glowa do góry!
      Co nas nie zabije, to nas wzmocni!!!
    • flo5 Re: Nienawidzę! 21.03.04, 13:46
      Ja mam podobnie, z tym że dziecko jedno ale za to dwa psy. Tęsknię już do lata
      bo wtedy ubierania jest faktycznie mniej, a często wcale nie ma. A jak na
      spacer idzie też i mąż to wcale nie jest łatwiej bo oprócz dziecka trzeba też
      ubrać i męża smile)
      Pozdrawiam
    • edytka73 Re: Nienawidzę! 21.03.04, 14:18
      Pesteczka, ja Cię podziwiam, ze Ty w ogóle wychodzisz z tą zgrają! wink)
      Mam jednego dwulatka i każde wyjście, no, może co drugie, doprowadza mnie do
      białej gorączki, a jak jest mąż - to zawsze jest gorzej, bo nawzajem sobie
      przeszkadzamy i odreagowujemy na sobie co na Małym nie można, atmosfera się
      zagęszcza i... dlatego nie lubię weekendów. dziś na szczęście pada i wieje i
      wychodzenie można sobie podarować. Co za szzcęście!

      Na pocieszenie:
      - wiosna już pachnie - juz nie trzeba tych nieszczęsnych rajtek ubierać;
      - tyle razy dałaś już sobie radę - może być tylko lepiej
      - jak już się uporasz z tym Wielkim Wychodzeniem - czujesz sie troszkę dumna z
      siebie, prawda? W każdym bądź razie - ja z Ciebie TAk

      Pozdr.
      Ed
    • anatemka Re: Nienawidzę! 21.03.04, 21:44
      Żabko, ale dlaczego ty masz być ponad to? Dla mnie dyplomatycznie to znaczy
      powiedzieć mężowi: nie dam rady, albo mi pomożesz albo tego nie zrobię. Musisz
      dźwigać torby i robić zakupy? Nie wiem jak pracuje twój mąż, bo może faktycznie
      nie ma go cały dzień w domu. Ja wychodzę tylko z jednym dzieckiem, to mam o 50%
      łatwiej. Zresztą wychodzenie wychodzeniem, najgorsze są powroty: synu, idziemy
      do domu. Nie! Nie! Nie!. I ja jestem bardzo opanowana, nie daję sie wyprowadzić
      z równowagi, staram się rozładowac sytuację i piękny spacer kończy się tym, że
      cała gotuję się ze złości. Pesteczka, to pewnie przesilenie wiosennesmile Co pani
      doktór poleca ?smile
      • kapy1 Re:Anatemko, mnie pytasz? 21.03.04, 22:34
        Bo jak mnie, to nie wiem. Doktór nie daje rad matce co wraca z pracy, oblatuje
        urzędy, robi zakupy, zabiera Starszego od dziadków ze szkolnym majdanem, pomyka
        po Młodą do opiekunki (pa,pa ciociu, pa,pa babusiu, Maju, piesku, gorzej jak
        więcej domowników niani jest przy pożegnaniu obecnych), pakuje ją z plecaczkiem
        do samochodu i wraca do domu. I tu właściwie kończyłaby się rola pani dokór, bo
        rad na dalszy ciąg nie potrzeba...
        A jednak: 1. wypakować dwoje dzieci z samochodu, objuczyć młodego jego
        ekwipunkiem + jedna torba zakupów, plecak Małej na plecy a ona pod pachę, w
        drugą dłoń własna teczka i siaty 2. otworzyć drzwi antywłamaniowe na
        dwa "grube" zamki i resztę 3. skok do centralki - rozbroić alarm. 4. jak się da
        to wtłoczyć Małą w krzesełko i prosić Starszego, żeby ją zabawił 5. Wypad na
        zewnątrz - auto pod wiatę, zebrać ewentualne pozostałe tłumoki. 6. w domu
        uspokoić drącą się w krzesełku dwulatkę i błagać jedenastolatka, żeby się
        jednak chciał rozkulbaczyć. 7. Ubrać córeńce zdjętą w międzyczasie czapeczkę i
        buciki, przepakować do wózka i JUŻ MOŻEMY IŚĆ NA SPACEREK.
        Żywić nadzieję, że pozostawiony w domu starszy jednak odrobi najpierw ułamek
        lekcji, zanim zasiądzie (pomimo zakazu) do kompa...
        A po godzinie czy dwóch wrócić do domku jako matka dotleniona, wypoczęta i
        szczęśliwa (kto ma dwulatka wie, jak wygląda spacer krajoznawczy).

        Ps.Jak ja lubię deszcz o 16.30 w dni powszednie...
        • mamaadama4 Re:Anatemko, mnie pytasz? 21.03.04, 22:42
          To ja się wyłamie - u nas wyjście na spacer przebiega błyskawicznie. Natomiast
          horrorem jest powrót do domu. Siłą nie da się zaciągnąć - zakupy wylatuja mi z
          ręki, szukam kluczy, samochód zamkne albo i nie. Ostatnio z tego wszystkiego
          kluczyki zostały w środku - całe szczęście, że blok jest ogrodzony. A ja staram
          się moje dziecko zaciągnąc do domu. Jak poczuł wiosenna pogodę, to na nic
          prośby, groxby...
          danka
          • grzalka Nienawidzę! 22.03.04, 13:56
            Ja tez mam o połowę mniej dzieci i nie mam psa, ale każde wyjście z domu to
            dramat. Najlepiej nam wychodzą te wyjścia, kiedy mamy duuuuuuuużo czasu na
            wybranie się, i możemy sobie tak, lellum pollelum, tu jeden bucik, tam
            rękawiczka, przez godzinę albo dłużej (znacie ten wierszyk- chyba Danuta
            Wawiłow?). Jak mamy okreslony czas na wyjście to jest bardzo źle. A najlepszy
            jest w tym wszystkim mój mąż- gdy już uporam sie z Ania i z sobą zazwyczaj
            najpierw koniecznie musi umyc zęby, a potem patrzy na mnie bezradnie "co ja mam
            ubrać". I potem sie mówi, ze ja jestem choleryczka!
    • jagienka.harrison Re: Nienawidzę! 22.03.04, 14:44
      He he nie zazdroszczę Ci...ale nie przejmuj się zostało Ci tylko 15 lat dopóki
      dzieci się nie wyprowadząsmile
      Ja pamiętam jak nienawidziłam wychodzić z Dominikiem jak miał kilka
      tygodni/miesięcy, urodził się w pierwszy dzień zimy... i to całe
      ubieranie,najpierw swoje, potem jego, pot leci z czoła, dziecko wali
      kupę,telefon, potem próba włożenia do skafandra...a potem dwa kółeczka dookoła
      bloku w śniegu i z powrotem.
      A teraz jest lepiej, ale za to nienawidzę gdy zostawiam Dominika z opiekunką na
      godzinkę i w tym czasie mogę iść do miasta. Nienawidzę że muszę się spieszyć i
      spoglądać cały czas na zegarek!
      • mrufkaa Re: Nienawidzę! 22.03.04, 16:09
        Hihismile
        Moja mala sypia o 14, wiec tak sobie zlokalizowalam spacer, ze do 14 jestesmy
        na placu zabaw, a potem Julka dostaje butle z piciem w wozku i zanim dotre do
        sklepu juz spi. W ten sposob spokojnie robie zakupy i wracam do domu w dobrym
        humorku, z jeszcze mi czasu dla mnie samej zostalo... mieszkam na parterze,
        wiec sie wtarabaniam z wozkiem bezkolizyjnie, wozek stawiam w sypialni przy
        otwartym oknie, a sama ide cos przkasic przed komputerkiem...Julka spi zykle 2
        godziny, wiec luzik...
        z wychodzeniem jak na razie jeszce nie jest zle ( 14 m-cy), domyslam sie, ze
        najgorsze przede mna... Mamy tylko rytual uciekania na widok kurtki i
        czapeczki, ale po krotkiej gonitwie jest duzo smiechu i w koncu ogarnieta Julka
        laduje w wozku, a ja moge zaczac klepac sie po kieszeniach czy wszystko mam:
        klucze, telefon, pieniadze...
      • galia29 Re: Nienawidzę! 22.03.04, 16:27
        Ja mam jednego piętnastomiesięczniaka i dwa króliki,których jednak na spacer
        nie zabieram ( raz zabrałam na smyczy ale i one i sąsiedzi patrzyli na mnie jak
        na debila więc zrezygnowałam)i od paru tygodni domek z ogródkiem a i mąż dość
        rozgarnięty-ubrać potrafi się sam.No więc niby luzik.Ale...nie miała baba
        kłopotu więc zrobiła sobie oczko wodne -oczywiście płyciutkie,bezpieczne-ot
        taka kałuża.Ale oczywiście jest to najbardziej porządane przez Kubę miejcse,
        zapałał do oczka gwałtowną namiętnoiścią i teraz nasze spacery to próba
        powstrzymania mego wodno-błotnego stwora przed kąpielą w lodowatej kałuży
    • madelaine6 Re: Nienawidzę! 22.03.04, 20:34
      Pesteczka-u mnie prawie tak samo z ta roznica,ze ja mam jednego Kubusia, a psa wywiozlam "na wczasy" do tesciow...Moje dziecko jak poczuje czapke na glowie,dostaje drgawek,ktore moze ukoic jedynie blyskawiczne wyjscie z domu.Zsynchronizowac to wszystko w czasie (moje ubranie sie,wyrzucenie smieci,zamkniecie mieszkania i jeszcze setka drobiazgow)....Pot splywa mi po plecach...
      > Tyle jest sytuacji, które muszę dyplomatycznie rozegrać, podejść,
      > przewidzieć, machnąć ręką, opanować, stłumić w zarodku, rozbroić, nie dać sie
      > wyprowadzić z równowagi, być ponad, zrozumieć..

      Ja tez i jak mam juz dosyc,to zostawiam Kube z jego tata smile i uciekam na dwie godzinki na zakupy...I nawet maly swiezo nabyty drobiazg poprawia mi humor.
      Ale juz wiosna i bedzie coraz lepiej...Bedziemy sie pocic bez ubran wink
      Pozdrawiam cieplo.
    • mimix Re: Nienawidzę! 23.03.04, 08:51
      Skąd ja to znam !!! smile Dopóki miałam jedno dziecko to był cód miód, miałam dużo
      cierpliwości , czasu i spacerki to była czysta przyjemność. Ale już przy dwójce
      maluchów, kiedy wróciłam do pracy to był istny KOSZMAR ! Wychodzenie o 6:30 rano
      z dwójką maluchów w zimie (2,5 i 5 miesięcy), odwożenie ich na drugi koniec
      miasta do opiekunki, sprint do pracy, oby się tylko nie spóźnić..... ech...
      szkoda gadać. Najlepsze były te momenty kiedy jeszcze zamki zamarzały w
      samochodzie smile A po pracy powtórka z rozrywki. Psa brak , ale za to mąż był
      obecny tylko w weekendy. Ale przeżyłam !!! big_grin A teraz już wiosna, opiekunka
      przychodzi do domu - ale mam fajnie smile Głowa do góry - będzie lepiej , dzieci
      rosną...
    • agadd02 Re: Nienawidzę! 24.03.04, 10:08
      super uwielbiam takie wątki, od razu mam lepszy humor, nie żebym sie cieszyła,
      że wam jest ciężko ale przynajmniej mnie pociesza że nie tylko ja tak mam.
      Najbardziej "lubię" wtorki i czwartki kiedy to musimy sie udać do przychodni na
      ćwiczenia: pobudka o 6:00 trzeba wykopać męża z wyrka bo sam nie wstanie surprised)
      mały radośnie się budzi i zaczyna się : butla - nie chce jeść, gotownie - zupka
      kompot sok z marchewki (wrzask bo czemu nie można robić soku w sokowirówce
      przez cały dzień ???) otwarcie wszystkich możliwych szafek i wyjmowanie
      zawartości (z upodobaniem drzwiczek od kubła na śmieci), karmienie - nie chce
      jeść bo umiera ze zmęczenia, kładę do łóżka nagle siły odzyskał i już wesoło
      podskakuje w łóżeczku, to nic że powinien się zdrzemnąć bo na ćwiczeniach
      będzie marudził ze zmęczenia, w międzyczasie prasuję szybko pranie, trudno jest
      już 9:30 szybkie ubieranie, wychodzimy ja spocona jeszcze nic nie jadłam w
      windzie zaczyna mi przeraźliwie burczeć w brzuchu, wybiegamy z bloku i pędzimy
      przez pół miasta do przychodni, mały nie śpi bo nie ma czasu za to tworzy
      namiętnie mostki w wózku - widocznie poduszka dziś gryzie, wpadamy do poradni
      jeszcze tylko mała wspinaczka po schodach na 1 piętro oczywiście z wózkiem, bo
      na dole mogą ukraść, skaładanie wózka, wspinaczka i już jesteśmy, temperatura w
      przychodni 35 stopni, a my naubierani bo przeciez na dworze zimno, mały zaczyna
      sie nerwowo szamotać chce zerwać czapkę z głowy, szybkie rozbieranie, na salę i
      ćwiczymy, mały co chwile marudzi a ja biegam nad nim z grzechotkami wyprawiając
      cuda na kiju żeby nie płakał, oczywiście zaczyna trzeć oczy bo właśnie teraz
      jest śpiący, po godzinie wychodzimy, mały marudzi przy ubieraniu, jeszcze tylko
      po schodach na dół z wózkiem i już jesteśmy na dworze, mały zasypia, ja głodna
      jak wilk, już mi się robi słabo, biegnę do domu po drodze zakupy, mały śpi
      (niestety), wchodzimy do domu , mały śpi stawiam wózek w kątku otwieram okno,
      żeby nie było mu ciepło, chcę coś zjeść biegnę do kuchni kroję chleb, ale cóż
      juz słysze jak mój szkrab wierci sie nerwowo w wózku - koniec spania, czas na
      zupę, miksujemy razem zupę, jemy - 3 łyżki i potem walka (juz się najadł) , po
      karmieniu sadzam go na podłodze znowu pędzi do szafek, a ja robię obiad, aha
      mama wyciągnęła ziemniaki to znak że można już biec do kosza i wyciągać
      obierki, obiad nastawiony, mały marudzi - godz. 14:00 kładę go do łóżeczka
      zasypia słodko, mam chwilę żeby powkładać znów wszystko do szafek, wywiesić
      pranie, zjeć w końcu kromkę i siadam do kompa , o 15:00 wraca z pracy mój mąż -
      jak fajnie siedzisz sobie w domu i masz spokój surprised)

      humor na razie mi jednak dopisuje, ostatni uśmialiśmy się z mężem , mały w
      weekend wstawał o 5:30, poniedziałek a mały śpi jest 6:30, mówię męzowi patrz
      dziś jak trzeba wstać to mała gadzina śpi wychodzimy z sypialni i nagle
      słyszymy przerażliwe rżenie konika, bo "super-grająca-zabawka" się włączyła
      dopadam jej, niestety wyciągam spośród zabawek razem z zabawką lokomowywą,
      która oczywiście już konikowi wtóruje "fufufufu", sekunda zastanowienia który
      przycisk najciszej brzmi i nakrócej wkońcu wybieram, niestety to nie to to
      lokomotywa jeszcze głosniej gra a mały już woła z pokoiku, czas zacząć dzień -
      a już się cieszyłam że sobie dłużej pośpię

      na razie przeraża mnie wizja powrotu do pracy i odstawiania małego do żłobka to
      dopiero będzie organizacja

      na szczęście mąż mnie docenia i to mnie cieszy

      pozdrawiam
      Daga i Sebastian (09.05.2003)
      • agatasara Re: Nienawidzę! 24.03.04, 14:57
        "o 15:00 wraca z pracy mój mąż - jak fajnie siedzisz sobie w domu i masz
        spokój surprised)"
        ohhhhh skad ja to znam :o) - dokladnie to samo, czlowiek z jezorem lata aby ze
        wszystkim zdazyc, a tu tak nas doceniaja :o). Ostatnio wypomnialam swojemu
        szanownemu malzonkowi, ze od czasu urodzenia coreczki ( 27.05.03) jeszcze z nia
        sam na spacerze nie byl, czasami kupuje calkiem inne mleko modyfikowane (nie ma
        zielonego pojecia co mala pije, a jak juz ma je przygotowac.....) Butelki moze
        umyl 5 razy. Fakt - karmi Sare, ale wyglada to w ten sposob - kochanie podaj mi
        pilota (bo nie mam jak go wziac, przeciez karmie), kochanie podaj mi cos do
        picia (bo nie mam jak wziac....), kochanie pomoz mi sciagnac buty (!!! - bo nie
        mam jak.....). Ja przy karmieniu obsluguje sie sprawnie pilotem, odbieram
        telefon, otwieram drzwi, sciagam buty, itp.
        Kolejny rozdzial to ubieranie malej - rajstopki tyl na przod, spiochy tyl na
        przod, nie wspominajac polaczen kolorystycznych :o)
        Ale ogolnie jest bardzo dobrym tatusiem - przynajmniej sie stara :o)

        Buziaczki dla wszystkich "towarzyszy niedoli"

        Agata - mama Sary
    • lukasia1 Re: Nienawidzę! 26.03.04, 13:49
      Hi, hi,!! Mnie też takie wątki zawsze poprawiają humor wink)) I też nie dlatego,
      zebym byłam złośliwa - wiesz Pesteczko Droga, że podziwiam Cię szczerze !
      Ale ja tez tak mam. Nie zabieram ze sobą psa, bo już w domu mam ochotę uciąć mu
      przynajmniej głowę ( jest wielki i posłanie ma w przedpokoju obok drzwi ...)
      Ale reszta tak samo. A z mężem jeszcze gorzej, bo zazwyczaj na moje pytanie czy
      zabrał : pieluchy/plecak/picie/klucze/pieniądze odpowiada słodkim zdziwieniem.
      Nie, ja tez nie lubię WYCHODZIĆ z nimi wszystkimi wink)
    • neta-b Re: Nienawidzę! 26.03.04, 14:48
      Strasznie poprawił mi humor ten wątek. Oczywiście u mnie wszystko wygląda
      podobnie. No, może troszkę lepiej...
      Małym (3 lata) opiekuje się babcia. Mam ten komfort, że rano spokojnie wychodzę
      do pracy gdy moi chłopcy jeszcze śpią. Oczywiście przed wyjściem muszę
      uszykować kanapki dla tatusia, ubranka dla małego i wszystko co ma zabrac do
      babci. Mojemu mężowi jakos udaje się rano wybrać z małym i jeszcze przy okazji
      wypuścić psa na dwór. Mój koszmar zaczyna się po 15.00. Do babci po dziecko i
      biegiem do domu. żeby drugi raz się nie ubierać od razu bierzeny psa na dwór.
      Zanim ja zamknę drzwi oni już są na dworzu. Synek chce bardzo prowadzac psa na
      smyczy, a pies nie chce bo zawsze biega luzem. Walka w przeciaganie na smyczy
      zawsze kończy sie porażką małego (i praniem!!!!!) bo pies jest wielki. jak już
      uda mi sie zaciągnąć do domu wyciągam odkurzacz bo pies ma długą siersć i
      trzeba codziennie odkurzyć i umyć podłogi . Na szczęście pozbyłam się dywan.ów,
      bo przed urodzeniem małego musiałam je szczotkować, żeby usunąć kudły. Zaraz
      potem obiad. Na szczęście mój małżonek prowadzi własną firmę wiec nie wraca
      przed 20.00 i nie muszę wszystkiego robic na wariata. Ale jak to zwykle bywa z
      naszymi pociechami gdy mama jest czymś zajeta to jest najlepsza chwila na
      zabawę.
      Pomyśl sobie pesteczko i wszystkie inne zabiegane mamusie, że przynajmniej nie
      musicie dziś tak jak ja szorować łazienki która wczoraj mój synek chcąć mi
      pomóc wyszorował.............pastą do zębów. Na szczęście wysoko nie sięga.
      A ja się cieszyłam głupia,że przez chwilę jest spokój.
      Co do mężów to mój śpi codziennie do 9.00 bo taka ma pracę i sobie moze
      pozwolić. Ja codZiennie wstaję o 5.30. w niedziele oczywiście mały wyrywa z
      łóżka o 7.00 a tatus prosi żeby dać mu pospać bo on jest zmęczony i tylko w
      niedzielę może się wyspać. A ja? Teraz planujemy drugie dziecko a ja z
      przerażeniem mysle o Adusiowym przedszkolu od września...
      • sugar_mama_danielcia Re: Nienawidzę! 26.03.04, 20:57
        No Pesteczka, ale mnie pocieszylas wink Za pare miesiecy tez mnie beda takie
        batalie z dwojka czekaly. Obecnie jestem na etapie czytania ksiazki o podwojnym
        macierzynstwie - 'Trzy skarpetki, jeden but i zero szczotki do wlosow'...
        Drogie podwojne mamy - czy to prawda, ze tak wlasnie bedzie????????????????

        POdzrawiam
        Sugar

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka