tosterowa
21.02.11, 11:51
Wie ktoś, dlaczego osoby młode (25-30), głównie młode małżeństwa, pchają się w kredyty 30 letnie, kupując mieszkanie 40-50 metrowe? Serio, nie jestem w stanie tego pojąć, a obserwuję u moich znajomych tendencję do płynięcia z prądem. Wiem, nie moja kasa i decyzje, ale...
Rozumiem, że mieszkać gdzieś trzeba i że lepiej samodzielnie, niż z teściową. Ale przecież można wynająć. Niektórzy twierdzą, że wynajmować się nie opłaca, bo wtedy spłacasz komuś kredyt, a możesz sobie. No dobra, ale dla mnie to jest żaden argument, bo nikt nie powiedział, że trzeba mieszkać w wynajętym przez następne 30 lat. Przecież wynajem jest zwykle tańszy niż rata kredytu, a dodatkową kasę można oszczędzać i odkładać na lokacie. Nie jestem ekonomistką, ale czy to nie jest bardziej opłacalne (nawet nie w perspektywie 30 lat, ale kilku, po których decyduje się na zakup z wkładem własnym)?
Druga sprawa, to czy nie jest tak, że osoby młode kupujące te 40 metrowe klity za ogromne pieniądze, po prostu nie myślą perspektywicznie? W tak małym mieszkaniu ciężko decydować się na model rodziny inny niż 2+1 (najwyżej!), a niektórzy, mimo, że planują większe rodziny, kupują te 2 pokojowe, malutkie mieszkanie. Można sprzedać w przyszłości, ale to chyba produkuje dodatkowe koszty (wie ktoś, jak to jest z tymi kosztami?). Oprócz wielkości planowanej rodziny, przed zakupem mieszkania warto (a może trzeba?) wziąć pod uwagę, co w ciągu tych 30 lat się może wydarzyć - jak za 10 lat będziemy zarabiali (może dużo więcej?), czy pomogą rodzice, czy mamy jakieś awaryjne środki i czy w ogóle wyobrażamy sobie z tym partnerem dalsze życie (a on z nami).
Mam wrażenie, że media też robią swoje i naganiają młodych ludzi na zakup mieszkania, vide dzisiejszy artykuł z gazety:
krakow.gazeta.pl/krakow/1,35820,9138816,Przyspieszaja_slub__aby_zdobyc_kredyt_przed_zmianami.html
Rozumiem, że ktoś kupuje małe mieszkanie, jak wie, ze na większe go nie stać i nie będzie go stać. Ale na co to osobom, które mają dopiero pierwszą czy drugą pracę, zarabiają po 2000 na rękę, nie mają dzieci, i nie wiedzą nawet, co będzie za 5 lat, a co dopiero za 15 ? Nie lepiej poczekać (na wynajętym) kilka lat, poobserwować rynek, określić swoje potrzeby i dopiero decydować?
A może bardziej się opłaca jak najwcześniej ciułać na swoje, konkretne, materialne, to, co już mamy? Zapraszam do dyskusji.