Aborcja czy adopcja

11.03.11, 21:44
Czytam sobie wątki o aborcjach, nastoletnich ciążach, skrajnie trudnych wyborach i nie rozumiem, dlaczego adopcja to takie zło. Wiele osób stawia niemal znak równości pomiędzy adopcją i aborcją. Zawsze pojawia się myśl, że dziecko pójdzie do domu dziecka, będzie wykorzenione, skrzywione, porzucone itd. A przecież tak nie jest. Nikt nie oddaje dziecka zboczeńcom pedofilom, kierownikowi gangu pobierającego organy. Trafia do pełnej rodziny, małżeństwa z jakimś stażem, ludzi bliskich sobie, nie rozstali się z powodu niepłodności i wszystkich smutków z tym związanych, dziecko ma dalszą rodzinę, dziadków, ciocie, wujków. Jest bardzo kochane. Może być szczęśliwe. Wcale nie myśli ciągle o tym, że „mama go nie chciała”. Myślę, że to jest problem polskiej mentalności, dziecko może być głodne i zaniedbane, ale za nic nie pozwolę mu na normalne życie z innymi „obcymi” ludźmi. Bo liczy się tylko moje „złamane serce”.

    • verdana Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 21:53
      Trafi do pełnej rodziny, ale nie kazda pełna rodzina jest dobra. Nie zawsze będzie kochane. Część z nich zostanie oddane po raz drugi (sama znam dwa takie przypadki). Częś na zawsze zostanie w DD, z powodu stanu zdrowia.
      Masz wyjątkowo idealistyczne wyobrazenie o adopcji. Często jest udana, nie przeczę. Ale sporo dzieci rodziców nie znajduje, a część rodziców nie jest dla tych dzieci dobra.
      Niestety, problemy rodzin adopcyjnych sa powazniejsze, niz się wydaje.
      Nie bierzesz też pod uwagę sytuacji, gdy w ciążę zachodzi nie mloda dziewczyna, a matka. Jak myślisz , czy dzieci, które widza jak matka oddaje obcym ludziom braciszka - będą miały jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa?
      • krapheika Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 21:44
        Jak dla mnie adopcja ma mnostwo minusow, zbyt powaznych , by byla przeze mnie rozwazana.
    • czarnaalineczka Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 21:55
      masz strasznie cukierkowa wizje adopcji
      owszem zdarza sie tak jak mowisz ale tez zdarza sie ze dziecko jest zaniedbywane emocjonalnie , nie spelnia oczekiwan , jest oddawane do domu dziecka
      a z wizja kochajacych cioc babc i wujkow bym nie przesadzala , czesto dalsza rodzina daje odczuc dziecku ze " nie jest swoj"

      ps rodziny biologicznej raczej nie oddaja dzieci z powodu zlych stopni , rodzice adopcyjni tak

      a co do wychowywania przez "obcych" to po smierci rodzicow sad czesciej powierzy opieke samotnej kobiecie ze srednia sytuacja finansowa ale ktora jest zwiazana z dzieckiem ( ciocia , przyjaciolka , kuzynka ) niz nawet najlepszemu malzenstwu z super domem i zarobkami ale "obcych"
      myslisz ze sad nie kieruje sie tu dobrem dziecka ?
      • crises Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:05
        > ps rodziny biologicznej raczej nie oddaja dzieci z powodu zlych stopni , rodzice adopcyjni tak

        To jest kolejny problem, z którego założycielka najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy - nieudane adopcje. Następny temat tabu, o którym się prawie nie mówi.
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:25
        czarnaalineczka napisała:

        > ps rodziny biologicznej raczej nie oddaja dzieci z powodu zlych stopni , rodzice adopcyjni tak
        Powtarzasz jakieś bzdury. Mam doczynienia z rodzinami adopcyjnymi. Owszem problemy bywają szczególnie gdy adoptuje się dzieci starsze /a tu mowa a oddaniu maleństwa do adopcji/ ale nikt dzieci nie oddaje z powodu złych stopni. Rodzice adopcyjnie to zawsze ludzie świadomi, przygotowani na problemy, poszukujący fachowej pomocy skuteczniej niż niejedna rodzina biologiczna.
        Niejeden rodzic biologiczny mógłby się wiele nauczyć!
        • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:34
          > Rodzice a
          > dopcyjnie to zawsze ludzie świadomi, przygotowani na problemy, poszukujący fach
          > owej pomocy skuteczniej niż niejedna rodzina biologiczna.

          Zawsze? Nie zartuj. Znam przypadek rodziny adopcyjnej, gdzie rodzice sie tak nie popisali, ze ich adoptowana corke przez "oddaniem" uchronilo tylko to, ze byla juz nastolatka i do czasu uzyskania pelnoletnosci nieoficjalnie przejela ja adoptowana ciotka, ktora ja bardzo polubila. Rodzice klocili sie i robili w domu pieklo z rekoczynami, ja kompletnie ignorowali, dziewczyna zahaczyla o nerwice.
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:10
            Ci których znam to naprawdę wspaniali ludzie, a nerwicę to mają ludzie i bez adopcji, z rozmaitych przyczyn.
            • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:13
              Bardzo mozliwe, po prostu odradzalabym uzywanie okreslenia "zawsze", gdy tak naprawde masz na mysli swoich znajomych.
              • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:20
                cherry.coke napisała:

                > Bardzo mozliwe, po prostu odradzalabym uzywanie okreslenia "zawsze", gdy tak na
                > prawde masz na mysli swoich znajomych.

                Ok, nigdy nie mów "nigdy" i nigdy nie mów "zawsze" bo bywają wyjątki wink
              • szyszunia11 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:21
                z tym "zawsze" bym uważała. W zyciu nie ma nic "zawsze" i na nic nie ma 100% gwarancji. Ani na rodzinę biologiczną, ani adopcyjną.
          • kawka74 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:24
            Te kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu adopcja była czymś zupełnie innym, niż jest teraz. Trudno to porównywać.
            Nie twierdzę, że nieudane adopcje się teraz nie zdarzają, ale jest ich mniej m.in. dlatego, że rodziny, którym dwadzieścia lat temu bez mrugnięcia okiem dano by dziecko, w tej chwili nie mieliby najmniejszej szansy.
        • echtom Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:40
          > Niejeden rodzic biologiczny mógłby się wiele nauczyć!

          To czemu dzieci adoptowane przez wspaniałych ludzi chcą potem odszukać i poznać tych beznadziejnych biologicznych rodziców?
          • kawka74 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:02
            Bo są ciekawi korzeni. Bo chcą się dowiedzieć, dlaczego matka ich nie chciała. Chcą ich zobaczyć.
            A rodzice ado pozostają wspaniali, to wewnętrzna, niezależna od nich potrzeba dziecka adoptowanego.
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:07
            Nie kazdy chce to po pierwsze, po drugie poznają i przeważnie na tym sie kończy.....
    • crises Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 21:59
      > Wcale nie myśli ciągle o tym, że „mama go nie chciała”.

      Niestety, myśli. Odrzucenie przez własną matkę to jedna z najgorszych traum, jakich człowiek może doznać. Odsetek zaburzeń psychicznych i samobójstw wśród osób adoptowanych jest wyższy niż w ogóle populacji, po prostu tak już jesteśmy psychicznie skonstruowani i żadne ckliwe bajeczki o zajączkach przygarniających jeżyka (i żyli długo i szczęśliwie) tego nie zmienią.
      • andaba Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:20
        W pewnym sensie aborcja jest dla mnie gorsza od adopcji - dziecko wyskrobane idzie do Nieba, dziecko oddane do adopcji - cholera wie gdzie.

        Żeby nie było, jestem przeciwniczką aborcji, ale takie lekkie gadanie o adopcji mnie strasznie wkurza, tez znam różne przypadki...
        • verdana Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:24
          Chyba adopcja od aborcji - i jeśli tak, to dawno nie słyszałam tak mądrego zdania.
          • andaba Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:24
            A no tak, napisałam odwrotnie.
            • el-an Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:42
              Nie mam idealnego wyobrażenia o adopcjach. W naszym kraju do adopcji trafiają zwykle dzieci bardzo trudne, tzn. już na starcie bardzo obciążone. Czyli ojciec alkoholik lub narkoman, matka chora psychicznie. Lub na odwrót. I jak pojawia się taki noworodek w szpitalu, to jest dokładnie przebadany i mówi się rodzicom adopcyjnym, że dziecię jest całkowicie zdrowe. Fizycznie – pewnie tak. Ale dzieci są zdecydowanie bardziej podobne do rodziców biologicznych niż do adopcyjnych. I stąd – tyle nieudanych adopcji. Myślę o dziecku pary 16-latków, zupełnie zwyczajnych, którzy zaliczyli wpadkę i problem spada na ich rodziców, a ściślej – na matkę dziewczyny. Pomysł – nie usuwaj, (pomijam, że to nielegalne), inni ludzie wychowają to dziecko lepiej, więc oddaj, jest nie do przyjęcia. Czemu?
              • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:47
                Mysle, ze strasznie upraszczasz. Pomijasz bardzo wazny czynnik w nieudanych adopcjach - to, ze w razie trudnosci (a dzieci sprawiaja trudnosci, nie musza byc do tego obciazone) rodzic adopcyjny moze wlasnie myslec "po co go/ja bralismy", wzglednie "czemu wzielismy akurat ja/jego". I pojawia sie szczelina.
                • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:12
                  Wiesz, rodzice biologiczni czasem tez mysla sobie: Za jakie grzechy? lub: Po kim on/ona jest taki?
                  • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:26
                    Pewnie, ze moga myslec. Odnosze sie do naiwnego przekonania, ze nieudane adopcje to wynik li i jedynie "genow z marginesu".
                    • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:33
                      Należy sie w ogóle zastanowić co onacza ten termin "nieudana adopcja"? że problemy się pojawiają? W wielu rodzinach jest mnóstwo problemów między rodzicami i dziećmi, między małżonkami.....
                      • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:35
                        Oznacza na przyklad to, ze adoptowana corke sie ignoruje, a w koncu zamierza "oddac z powrotem", i gdyby nie interwencja dalszej rodziny, oddaloby sie.
                        • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:39
                          cherry.coke napisała:

                          > Oznacza na przyklad to, ze adoptowana corke sie ignoruje, a w koncu zamierza "o
                          > ddac z powrotem", i gdyby nie interwencja dalszej rodziny, oddaloby sie.

                          A jak nazwiesz zatem ignorowanie lub nienawiśc do biologicznej córki czy syna albo znęcanie się nad biologicznym dzieckiem? Nie zdarza się?
                          • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:58
                            Oczywiscie, ze sie zdarza. To sa po prostu kontrprzyklady na stwierdzenia, ze adopcje dziela sie na slodkorozowe oraz na nieudane z powodu dzieci narkomanow.
                            • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:17
                              cherry.coke napisała:

                              > Oczywiscie, ze sie zdarza.

                              I jak to nazwać? nieudanym czym? Bo termin "nieudana adopcja" tak łatwo wszystkim przychodzi na myśl.
              • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:48
                Myślę o dziecku pary 16-latkó
                > w, zupełnie zwyczajnych, którzy zaliczyli wpadkę i problem spada na ich rodzicó
                > w, a ściślej – na matkę dziewczyny. Pomysł – nie usuwaj, (pomijam,
                > że to nielegalne), inni ludzie wychowają to dziecko lepiej, więc oddaj, jest ni
                > e do przyjęcia. Czemu?

                Temu, że jeśli mogę zachęcać ją do porzucenia własnego dziecka, to jakbym i ją porzucała. Temu, ze rodząc dziecko byłam jego częścią i trwało to jeszcze parę miesięcy - i że nie wyobrażam sobie wtedy większej traumy niż oderwanie nas od siebie. Że nigdy bym swojego dziecka na cos takiego nie naraziła.
              • czarnaalineczka Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:52
                > Czyli ojciec
                > alkoholik lub narkoman, matka chora psychicznie.

                >Al
                > e dzieci są zdecydowanie bardziej podobne do rodziców biologicznych niż do adop
                > cyjnych. I stąd – tyle nieudanych adopcji.

                nie!!!!
                to nie wina dzieci ze adopcje sie nie udaja tylko wina takiego wlasnie myslenia !!!!!
                Wiara w "złe geny" tym bardziej pokazuje jak to słodko jest z aborcja
                RA zawsze mogą zwalic na zle geny zamiast na wlasne bledy wychowawcze
                a potem placze taka B.P.( o ile nie pomylilam inicjalow) , ze ona to byla dobra tylko te dzieci maja "kure**** i zlodziejstwo " w genach

                >Pomysł – nie usuwaj, (pomijam,
                > że to nielegalne), inni ludzie wychowają to dziecko lepiej, więc oddaj, jest ni
                > e do przyjęcia. Czemu?

                bo bardzi prawdopodobne ze nie wychowaja lepiej i po adopcji dziecko i bilogicznej matki i dziecka bedzie koszmarem nie do odwrocenia
                • czarnaalineczka Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:02
                  > Wiara w "złe geny" tym bardziej pokazuje jak to słodko jest z aborcja
                  z adopcja mialo byc
              • czarnaalineczka Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:27
                " inni ludzie wychowają to dziecko lepiej"

                serio nie wiesz czemu powiedzenie matce ze inni lepiej wychowaja jej dziecko jest nie da przyjacia? To gorzej niz chore uncertain
                a wizja że nastolatki powinny oddawac dzieci do adopcji zeby mozna bylo adoptowac dzieci "lepszego gatunku" niz dzieci pijakow ,narkomanek i wariatek brzmi jak z jakiegos horroru , z opowiescia podrecznej mi sie kojarzy
                uncertain rzeczywiscie swiat sie konczy uncertain
                • mgla_jedwabna Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 02:23
                  Tylko, że nastolatce stojącej przed dylematem "usunąć czy oddać do adopcji" może ułatwić wybór świadomość, że jej dziecko ma wszelkie szanse być zdrowe, ponieważ:

                  a) nie jest ona narkomanką, alkoholiczką etc.
                  b) dziecko nie jest w grupie podwyższonego ryzyka z racji wieku matki wink
                  c) dziecko nie będzie miało FAS, ponieważ ww. nastolatka nie będzie w ciąży piła
                  d) wady wrodzone to problem zaledwie 2% dzieci, wiele z nich daje się "naprawić" (operacja w przyapdku wad serca), wiele z nich to wady genetyczne, które można wykluczyć znając historię własnej rodziny

                  A więc rodząc zdrowe dziecko i zrzekając się go w miarę szybko, nastolatka może mieć całkiem realną nadzieję, że trafi ono do sensownego bezdzietnego małżeństwa, ponieważ tacy z reguły "dostają" zdrowe niemowlęta. A kwestia "lepiej wychowają" to również czynniki, których nawet przewrażliwiona dziewczyna nie potraktuje jako ataku na własną zdolność do wychowania dziecka. To takie czynniki, jak:

                  a) zdolność zapewnienia dziecku pełnej rodziny (stawiam dolary przeciwko orzechom, że większość ojców dzieci nastolatek nie pali się do odpowiedzialności)
                  b) inne priorytety życiowe - np. matka adopcyjna może być skłonna "wyciąć sobie dwa lata z życiorysu" poświęcając je na opiekę nad dzieckiem, nastolatka nie może tego zrobić, choćby chciała
                  c) last but not least - lepsze warunki materialne, co, wbrew powszechnemu wyobrażeniu, nie oznacza jedynie lepszych zabawek i zagranicznych wakacji, lecz przede wszystkim lepszą opiekę zdrowotną, dostęp do edukacji, możliwość rozwijania zainteresowań itp.

                  Biorąc to wszystko pod uwagę, przypuszczam, że świadomość "daję mojemu dziecku szansę na lepsze życie" może być dla niejednej nastolatki ratunkiem przed myśleniem "jestem szmatą, bo porzuciłam własne dziecko". Bo porzuca się na śmietniku, a nie w kierunku perspektyw jak wyżej.

                  Wydaje mi się też, że trauma z powodu porzucenia, mimo że występuje również u osób adoptowanych jako niemowlęta, dotyczy przede wszystkim dzieci odebranych rodzicom biologicznym w późniejszym wieku. Dzieje się tak z powodu więzi emocjonalnej, jaką te dzieci mają z rodzicami bio. Nagłe przerwanie tej więzi, mimo że konieczne, powoduje traumę. Natomiast jeśli dziecko niejako od początku, od noworodka/niemowlaka jest kochane przez rodziców adopcyjnych i nie doświadczyło nigdy innej sytuacji, z pewnością nie będzie przeżywać uczucia odrzucenia tak silnie. Dobrze by było, gdyby to była prawda, jeśli ktoś mu powie "twoja mama chciała dla ciebie jak najlepiej, dlatego cię oddała".

                  Szkoda, że u nas nie ma adopcji ze wskazaniem, to by skróciło czas oczekiwania dziecka w szpitalu/domu małego dziecka do zera, matce pozwoliło żyć bez poczucia winy, a społeczeństwu zamknęło pyski. Bo jak na razie to u nas kobieta oddająca dziecko do adopcji jest "suką, która się puszczała, a dziecko oddała jak śmiecia", za to kobieta, która usunęła ciążę, jest nadal szanowaną współpracownicą, sąsiadką, krewną etc. - bo nikt się nie dowie.

                  Żeby było wszystko jasne - jestem za prawem kobiety do wyboru i jeśli ktoś absolutnie chce usunąć, to powinien mieć do tego prawo. Ale jeśli ktoś chce oddać do adopcji to również powinien mieć do tego prawo, tzn. nie powinno się to wiązać z sankcjami w postaci opinii jak wyżej. A przede wszystkim prawo do wyboru oznacza możliwość świadomego wyboru, tzn. opartego na realnych perspektywach, a nie na obiegowych opiniach i stereotypach podsycanych fanatyzmem religijnym.
                  • baltycki adopcje [b]ze[/b] wskazaniem - ok 1000 rocznie! 12.03.11, 08:59
                    mgla_jedwabna napisała:

                    > Szkoda, że u nas nie ma adopcji ze wskazaniem, to by skróciło czas oczekiwania
                    > dziecka w szpitalu/domu małego dziecka do zera, matce pozwoliło żyć bez poczuci
                    > a winy, a społeczeństwu zamknęło pyski.

                    W Polsce biologiczna matka ma prawo sama znaleźć rodziców dla dziecka, którego nie może i nie chce wychowywać. To adopcja ze wskazaniem.

                    Według szacunków organizacji adopcyjnych, przysposobienie ze wskazaniem wybiera w Polsce mniej więcej tysiąc rodzin rocznie – co trzecia adoptująca dziś dzieci. Ta formuła, dopuszczalna w wielu systemach prawnych, także w polskim, nie ma jednoznacznie dobrej opinii. Chodzi o podejrzenie, że w grze zawsze mogą być pieniądze. Mówiąc wprost – handel dzieckiem.

                    Więcej pod adresem
                    www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1505896,1,adopcja-ze-wskazaniem--handel-dziecmi.read#ixzz1GN05VJbZ

                    • mgla_jedwabna Re: adopcje [b]ze[/b] wskazaniem - ok 1000 roczni 12.03.11, 22:57
                      Coś mi tu nie gra:

                      Już po porodzie ktoś znajomy – wolą nie zdradzać szczegółów – skontaktował jednak z nimi pewną parę czekającą na adopcję dziecka. Sprawdzili, okazało się, że można legalnie oddać córkę konkretnej rodzinie. Nazywa się to adopcja ze wskazaniem. Przegadali z tamtą parą przez telefon dwie noce, opowiedzieli sobie życie. Poszli razem do sądu, który od razu przyznał opiekę nowym rodzicom.

                      Powszechnie wiadomo, że chętni do zaadoptowania dziecka czekają na takowe miesiącami. Muszą też przejść gęste sito selekcji w ośrodku adopcyjnym. A tu sąd tak od ręki przyznaje prawa rodzicielskie ludziom, o których nic nie wiadomo?

                      Jeśli tak wygląda adopcja ze wskazaniem w wersji polskiej, to ręce opadają. Please, Bałtycki, przekonaj mnie, że jest lepiej, to mi poprawisz humor na weekend.
            • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:44
              andaba napisała:

              > A no tak, napisałam odwrotnie.

              A ja myślałam, że to taki tekst typu Ogolonejajka.
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:28
        crises napisała:


        > Niestety, myśli. Odrzucenie przez własną matkę to jedna z najgorszych traum, ja
        > kich człowiek może doznać.

        Własna matka nie odrzuciła tylko biologiczna. Własna matka podjęłą się pomóc stawić czoła temu problemowi!
        • crises Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 06:49
          Własna to właśnie biologiczna. A adopcyjna - cóż, to równie dobrze może być ktoś, kto adoptował wyłącznie po to, żeby zaspokoić jakieś własne potrzeby. Nie wszyscy i nie zawsze adoptują tylko dlatego, że mają "serce pojemne jak średniowieczna wanna".
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 07:56
            crises napisała:

            >A adopcyjna - cóż, to równie dobrze może być ktoś, kto adoptował wyłącznie po to, żeby zaspokoić jakieś własne potrzeby.

            Tak, potrzebę serca smile
            W przypadku adopcji matka biologiczna to całkiem obca osoba a nie "własna"
    • claudel6 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:33
      nie chodzi o to, że w rodzinie adopcyjnej będzie dziecko źle, tylko o to, ze zmuszanie kobiety do oddania dziecka do adopcji jest nieludzkie, dla wielu kobiet 100 razy łatwiejsza - choć również ciężka - jest aborcja.
      co innego matka, ktora chce oddac dziecko do adopcji - jeśli jest na tyle zdeterminowana i integralna psychicznie, ze po urodzeniu sobie z tym poradzi - to super, wszyscy szczęśliwi. ale takie sytuacje jak z "Juno" to..głównie jednak w filmach.
      • claudel6 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:36
        i prawdę mówiąc z okrucieństwa i potwornosci tego braku wyboru, jaki mamy tu w kraju - adopcja zamiast aborcji - zdałam sobie sprawę dopiero jak urodziłam dziecko.
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:22
        claudel6 napisała:

        > nie chodzi o to, że w rodzinie adopcyjnej będzie dziecko źle, tylko o to, ze zm
        > uszanie kobiety do oddania dziecka do adopcji jest nieludzkie
        Zmuszanie do czegokolwiek jest nieludzkie w takiej sytuacji, także do zatrzymania dziecka.
      • mgla_jedwabna Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 02:50
        Juno nie miała na karku wizji matki Polki poświęcającej się dla dziecka ani też rodzicielskiej histerii "co sąsiedzi o nas powiedzą". Prolajfowa koleżanka wolała coś o paznokciach, a nie o morderczyniach. Nie widać było, żeby potem ścigała naszą bohaterkę po szkole, jak ksiądz Podstawka pewną nastolatkę z Lublina. Nawet, kiedy Juno spytała "a nie mogę go po prostu oddac tak, jakbym wsadziła do mojżeszowego koszyka i puściła na wodę" nikt jej nie zapuścił tekstu o wyrodności i porzucaniu.

        W tych warunkach oddanie dziecka do adopcji bez wielkiej traumy, acz nie bez pewnych dylematów, jest możliwe. Trzeba do tego:

        a) rodziców, dla których opinia sąsiadów nie jest wyrocznią
        b) możliwości świadomego wyboru - ciekawe, czy z gabinetu w bloku znalezionego via "wywoływanie miesiączki" w ogłoszeniach drobnych nasza Juno wyszłaby równie łatwo? Czy raczej ktoś by na nią warknął "no już smarkulo, kładź się i nie pitol, że boli"? A ona nie zdążyłaby nawet pomyśleć o jakichś paznokciach, jak już byłoby po wszystkim.
        c) braku potępienia moralnego w polskim stylu - nikt nie uważa tam adopcji za porzucenie
        d) możliwości adopcji ze wskazaniem - to pozwala mieć poczucie kontroli nad sytuacją zamiast pesymistycznych wyobrażeń i to w obie strony - rodzice widzą, że dziecko nie pochodzi z patologii (albo świadomie podejmują decyzję o wychowaniu dziecka z takim właśnie pochodzeniem, wraz z dobrodziejstwem inwentarza), a matka nie musi karmić się wyobrażeniami dziecka, którego nie ma komu przytulić

        Zauważcie, że są to warunki spełnione w każdym cywilizowanym kraju (z wyjątkiem d, bo z tym bywa różnie), tylko nie w Polsce. Nawet to z rodzicami - gdzie indziej nie ma takiej zawiści i defaultowego krytykowania cudzych decyzji życiowych. To widać nawet na zagranicznych forach - jeśli panna rozmiar 42 zamieści na portalu społecznościowym zdjęcie z Grecji z bikini, ludzie piszą "wow,your vacation must have been great fun". U nas piszą "ale wieloryb, nie chwal się, że cię stać na Grecję". U nas z góry zakłada się czyjąś złą wolę, podłość, egoizm i świństwo. Czy to będzie kwestia wakacji, czy to kupna samochodu, czy wreszcie decyzji, co zrobić z własną ciążą.
    • echtom Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:33
      > i nie rozumiem, dlaczego adopcja to takie zło

      Jest przeciwna naturze. Jeżeli matka oddaje dziecko, to albo ma zaburzenia, albo stoi pod ścianą.
    • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:40
      W biologicznej rodzinie dzieciom często trudno wytrzymać, co dopiero w adopcyjnej, gdzie obie strony przy byle problemie wyobrażają sobie: gdyby to był nasz prawdziwy syn..., gdyby to byli moi prawdziwi rodzice...
      Nie wiem jakie są statystyki - słyszałam, że kiepskie. Z tego co widze wokół siebie, lepiej chyba sprawdzają się rodziny mające własne dzieci i adoptujące kolejne, niż bezdzietne. Ale oczywiście reguł nie ma.
      Ostatnia znana mi osobiście historia rodzinna: małżeństwo adoptuje dziewczynke, potem mają jeszcze dwoje biologicznych dzieci. Rodzina ma problemy, to sie na najstarszej, nastoletniej córce mocno odbija, dziewczyna wchodzi w konflikt z matką, i wtedy słyszy: Po co ja ciebie brałam!
      I ja wiem na pewno, że ta matka ją kocha - ale jednak cos takiego mówi. I potem juz jest tylko gorzej i gorzej.

      Ale w kwestii oddawania własnego dziecka chodzi jeszcze o coś innego - ja bym nie oddala dziecka (czy wnuka) z jakichs przyczyn atawistycznych, najczystszych i najgłębszych emocji, takich pierwotnych, decyzja się odbywa na poziomie zupełnie podstawowym, wspólnym z małpami.
      • el-an Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:48
        Wiesz, matki „normalne” też potrafią dziecku powiedzieć, „ dlaczego ja ciebie nie wyskrobałam, już byłam umówiona u ginekologa”. I między rodzicami a dziećmi też jest czasem bardzo nieciekawie. Więc to nie jest argument.
      • 3-mamuska Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:50
        nangaparbat3 napisała
        > atką, i wtedy słyszy: Po co ja ciebie brałam!
        > I ja wiem na pewno, że ta matka ją kocha - ale jednak cos takiego mówi.

        Tak? To samo mozna uslyszec od biologicznych rodzicow, a wlasciwie od matki z tym ze zamiast uslyszec " Po co ciebie bralam" mozna uslyszec " czemu cie nie wyskrobalam"
        Tak Jak ja slyszalam wiele razy.I tez niby kocha.
        • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 22:55
          Ale co to ma do rzeczy?
          Napisałam, że w biologicznych rodzinach trudno dzieciom nieraz wytrzymać.
          I owszem, uważam że - jakkolwiek koszmarne i nie do usprawiedliwienia w żaden sposób ( i niestety częstsze niż można sądzić) - "czemu cię nie wyskrobałam" jest jednak łatwiejsze do zniesienia niz żal, że się przygarnęło.
          • szyszunia11 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:26
            nangaparbat3 napisała:

            > I owszem, uważam że - jakkolwiek koszmarne i nie do usprawiedliwienia w żaden s
            > posób ( i niestety częstsze niż można sądzić) - "czemu cię nie wyskrobałam" jes
            > t jednak łatwiejsze do zniesienia niz żal, że się przygarnęło.

            jakże jednak ludzie mają różnorodną wrażliwość... Ja na ten przykład uważam odwrotnie.
            Choć to porównywanie dżumy i cholery...
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:36
            nangaparbat3 napisała:

            > I owszem, uważam że - jakkolwiek koszmarne i nie do usprawiedliwienia w żaden s
            > posób ( i niestety częstsze niż można sądzić) - "czemu cię nie wyskrobałam" jes
            > t jednak łatwiejsze do zniesienia niz żal, że się przygarnęło.

            Ja myślę akurat odwrotnie!
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:25
        nangaparbat3 napisała:

        > Ale w kwestii oddawania własnego dziecka chodzi jeszcze o coś innego - ja bym n
        > ie oddala dziecka (czy wnuka) z jakichs przyczyn atawistycznych, najczystszych
        > i najgłębszych emocji, takich pierwotnych, decyzja się odbywa na poziomie zupeł
        > nie podstawowym, wspólnym z małpami.

        Niektórzy ludzie jednak potrafią być ponad małpami i stąd pomysł o adopcji.
        • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:32
          > Niektórzy ludzie jednak potrafią być ponad małpami i stąd pomysł o adopcji.

          Pytanie jeszcze, na ile potrafi nie byc malpami ich otoczenie. Bo ilez pietnujacych tutaj aborcje bez mrugniecia okiem napietnowaloby rowniez znana sobie matke oddajaca dziecko do adopcji. I iluz aborcji dokonuje sie wlasnie dlatego - bo to dyskretnie i po cichu, a o adopcji ludzie sie dowiedza. Przeciez jak sie bedzie chodzic w ciazy, ktora zniknie, to co powie rodzina, szef, wspolpracownicy. Ilez kobiet zamowilo po prostu pokatna wizyte u tego samego ginekologa, co mu w szpitalu sumienie nie pozwalalo.
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:41
            cherry.coke napisała:

            > I iluz aborcji dokonuje sie wlasnie dlatego - bo
            > to dyskretnie i po cichu, a o adopcji ludzie sie dowiedza.

            A to jest właśnie paradoks i szczyt hipokryzji.
            • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:56
              mama303 napisała:

              > A to jest właśnie paradoks i szczyt hipokryzji.

              Tylko czy to hipokryzja matki, czy tez oceniajacych?
              Bo wyobraz sobie na ematce watek "kolezanka z ksiegowosci oddala dziecko do adopcji!!!" i to potepienie wyrodnej matki na trzysta postow minimum. A forum to i tak przynajmniej za plecami.
              • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:02
                cherry.coke napisała:


                > Tylko czy to hipokryzja matki, czy tez oceniajacych?
                Oceniających i matki która podejmie decyzję kierujac sie jedynie tą oceną a nie własnym sumieniem.

                • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:10
                  > Oceniających i matki która podejmie decyzję kierujac sie jedynie tą oceną a nie
                  > własnym sumieniem.

                  Wiesz, czlowiek nie zyje w prozni, a szczegolnie delikatnie moze czuc sie czlowiek, ktory ma przejsc ciaze ze wszystkimi jej urokami i urodzic. Wyobraz sobie taka kobiete, ktora ma w rodzinie echtom i nangaparbat3, a w pracy przekroj spoleczny forum Gazeta.pl suspicious
                  • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:13
                    cherry.coke napisała:


                    > Wiesz, czlowiek nie zyje w prozni, a szczegolnie delikatnie moze czuc sie czlow
                    > iek, ktory ma przejsc ciaze ze wszystkimi jej urokami i urodzic.

                    Tym bardziej doceniam MB, które mimo wszystko decydują się ciążę donosić i urodzić.
                  • echtom Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:49
                    > Wyobraz sobie taka kobiete, ktora ma w rodzinie echtom i nangaparbat3, a w pracy przekroj spoleczny forum Gazeta.pl suspicious

                    ?
                    • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 12:50
                      Mialam na mysli wypowiedz o przeciwnym naturze, ale rozumiem, ze to byl persyflaz smile
                      • echtom Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 13:36
                        Ne, ja zupełnie poważnie o tym pisałam. Naturalne jest chyba, że matka rodzi i wychowuje swoje dziecko. Przeczytaj uważnie, co pisałam o przyczynach decyzji odwrotnych. Rozwinę, że moim zdaniem druga z nich występuje znacznie częściej, bo jednak instynkt macierzyński jest wdrukowany hormonalnie. Sądzę, że większość kobiet oddających dzieci radykalnie go tłumi lub wręcz nie dopuszcza, by zakiełkował. A ta druga przyczyna to po prostu smutna diagnoza kondycji społeczeństwa, w którym dziecko tak często nie jest wartością, lecz wstydem i ciężarem, którego trzeba się pozbyć, bo jego wychowanie matki nie nobilituje, tylko degraduje.
                        • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 13:48
                          Naturalne to jest, ze matka lub ojciec pozera niechciane mlode, ale ogolnie nie postulowalabym promocji takich zachowan smile W cywilizacji wypracowalismy rozwiazania alternatywne smile
                          • echtom Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 13:55
                            > Naturalne to jest, ze matka lub ojciec pozera niechciane mlode,

                            Pożera, jak nie ma go czym wyżywić, czyli opcja 2. I to chyba nie działa u roślinożerców wink
                            • czarnaalineczka Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 14:00
                              tez dziala
                            • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 21:08
                              Nie, niekoniecznie. Bywa tez tak, ze np. matka ma nowego partnera i kasuje (ona albo on) dzieci starego. Czasem pozera dzieci, ktore sa slabiej rozwiniete niz inne. Czasem pozera tak po prostu.

                              Sama natura smile
        • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:06
          >
          > Niektórzy ludzie jednak potrafią być ponad małpami i stąd pomysł o adopcji.


          Nie ponad - pod.
          Zdolność porzucenia własnego dziecka łatwiejsza jest na niższych poziomach.
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:20
            nangaparbat3 napisała:

            > Zdolność porzucenia własnego dziecka łatwiejsza jest na niższych poziomach.
            Porzucenie to jest zostawienie noworodka w śmietniku, oddanie do adopcji to nie jest porzucenie.
            • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:27
              Słusznie.
              To nawet może być akt najwyższego heroizmu.
              Mnie by na taki heroizm nie było stac.
            • szyszunia11 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 01:24
              mama303 napisała:

              > nangaparbat3 napisała:
              >
              > > Zdolność porzucenia własnego dziecka łatwiejsza jest na niższych poziomac
              > h.
              > Porzucenie to jest zostawienie noworodka w śmietniku, oddanie do adopcji to nie
              > jest porzucenie.


              też tak uważam. Nie powinno się nazywać tego porzuceniem. To ekstremalnie trudna decyzja, która może być przejawem heroizmu i najdojrzalszej miłości. Ja własnie tak wyobrażam sobie kobietę oddającą swoje dziecko do adopcji. Niestety są w życiu tak trudne sytuacje, że kobieta nie jest w stanie wychowywać swojego dziecka i dać mu wystarczająco dobre warunki (może brak jej ku temu dyspozycji psychicznej, zdrowotnej, materialnej, rodzinnej - różnie może być...).
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:29
        nangaparbat3 napisała:
        > Rodzina ma problemy, to sie na
        > najstarszej, nastoletniej córce mocno odbija, dziewczyna wchodzi w konflikt z m
        > atką, i wtedy słyszy: Po co ja ciebie brałam!
        Nie przesadzaj że to taki koniec świata. Ludzie klepią w nerwach rozmaite przykre rzeczy najbliższym bo tu są silne emocje. Ale jak się kochają to sobie wybaczą smile
        • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:18
          Ja znam dalsze losy tej dziewczyny, jej zerwanie z rodziną, kolejne porażki. A to jest bardzo inteligentna, wrażliwa, mądra dziewczyna.
          Nie chcę nawoływać by nie adoptować - na odwrót. Ale żeby nie opowiadać słodkich dyrdymałow na temat adopcji, bo tylko robią ludziom wodę z mózgu i utrudniają coś, co i tak jest bardzo trudne.
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:24
            Słodkich dydymałów opowiadac nie należy, nie nalezy tez straszyć ludzi i dodawać pikanterii. O smutnych losach ludzi którzy mieli rodziców biologicznych nie słyszałaś?
            • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:30
              mama303 napisała:


              Jakiej niby pikanterii?
              > O smutnych losach ludzi którzy mieli rodziców biologicznych nie s
              > łyszałaś?

              forum.gazeta.pl/forum/w,567,123134271,123136389,Re_Aborcja_czy_adopcja.html
              • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:45
                nangaparbat3 napisała:

                > Jakiej niby pikanterii?

                No takiej, że doszukujesz się związku problemów rodzinnych z faktem że diecko adoptowane i masz juz swoją teorię na temat adopcji w ogóle. Gdybyś np. nie wiedziała że dziewczyna adoptowana to bys innych przyczyn problemów pewnie szukała.
                • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:57
                  Mówię dokładnie na odwrót: że rodzice adopcyjni często tlumaczą sobie wszystkie problemy z dzieckiem jego "obcymi" genami. A dziecko idealizuje obraz biologicznego rodzica i wyobraża sobie, że ten nigdy by go nie ochrzanił, nigdy nie byl niesprawiedliwy etc.
    • kawka74 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:21
      Nie chodzi o to, że adopcja jest zła, tylko o to, że zmuszanie kobiety, aby dziewięć miesięcy chodziła w ciąży, urodziła, a potem zostawiła, jest nieludzkie.
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:44
        A zmuszenie do aborcji lub do urodzenia i zostawienia przy sobie jest ludzkie?
        • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:15
          mama303 napisała:

          > A zmuszenie do aborcji lub do urodzenia i zostawienia przy sobie jest ludzkie?

          Jest. Stad idea wyboru nalezacego do kobiety.
          • cherry.coke Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:18
            Nie jest nie jest mialo byc oczywiscie.
            • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:25
              herry.coke napisała:

              > Nie jest nie jest mialo byc oczywiscie.
              No - bo już się zdenerwowałam.
              I tak przy okazji - mieszasz wątki. I Echtom i ja wojujemy przeciw zmuszaniu do oddania dziecka do adopcji.
              To nie znaczy, że potępiałybyśmy kobietę która z jakichś powodów to robi - no, ja bym nie potępiała, współczułabym, sądziłabym, że jest w jakiejś bardzo trudnej sytuacji - zewnętrznej czy psychologicznej. Ale zupełnie czym innym jest matka zmuszająca czy nakłaniająca (czy chocby nawet wyobrażająca sobie, że to robi) - własną córkę do oddania dziecka.
              • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:28
                nangaparbat3 napisała:

                > I tak przy okazji - mieszasz wątki. I Echtom i ja wojujemy przeciw zmuszaniu
                >
                do oddania dziecka do adopcji.
                A kto tu jest za zmuszaniem?
                • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:32
                  Pośrednio Ty. Zaczynasz od nawiązania do innych wątków a w tym najdłuższym i najbardziej aktualnym właśnie o tym jest. Siłą rzeczy sie zlewają dwa wątki w jeden.
                  • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:37
                    Wątki sa w zasadzie o tym samym. Nigdzie na nawołuję do zmuszania kogokolwiek do oddawania dziecka do adopcji, ani zreszta do aborcji.
                    • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:59
                      mama303 napisała:

                      > Wątki sa w zasadzie o tym samym. Nigdzie na nawołuję do zmuszania kogokolwiek d
                      > o oddawania dziecka do adopcji, ani zreszta do aborcji.

                      Nie rozumiem.
                      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:13
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Nie rozumiem.

                        Czego nie rozumiesz? Jestem przeciwna namawianiu kogokolwiek w tak trudnej sytuacji do czegokolwiek, więc nie zarzucaj mi że namawiam kogoś do oddawania dziecka do adopcji, choćby i pośrednio. Jestem natomiast za tym bardzo aby przedstawić kobiecie różne wyjścia z sytuacji i nie zapominać o takim rozwiązaniu jakim jest oddanie dziecka do adopcji. Dla niejednej kobiety stojącej przed dylematem niechcianej ciąży może to być deska ratunku.
                        • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 11:00
                          Nie rozumiem ktore wątki są "o tym samym".
                        • gazeta_mi_placi Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 22:23
                          >Dla niejednej kobiety stojącej przed dylematem
                          > niechcianej ciąży może to być deska ratunku.

                          Czyli opcja adopcji robi nagle z niechcianej ciąży chcianą czy o co chodzi?
                          Mało logiczna Twoja wypowiedź.
              • szyszunia11 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:47
                nangaparbat3 napisała:


                > ja bym nie potępiała, współczułabym, sądziłabym, że jest w jakiejś bardzo trudn
                > ej sytuacji - zewnętrznej czy psychologicznej.

                o, to zupełnie tak jak ja.
              • princess_yo_yo Re: Aborcja czy adopcja 13.03.11, 18:45
                a mi sie wydawalo ze wojujecie o zmuszanie nastoletnich corek do urodzenia dziecka z wpadki i zajmowania sie tym dzieckiem nawet jesli nie samemu to przy aktywnej pomocy babc i reszty rodziny. a opcja aborcji i adopcji w takiej sytuacji jest uznawana za cos na co ematka pozwolic nie moze, a ostatnia osoba ktorej przyznaje sie prawo decyzji w tej kwestii jest ciezarna nastolatka.
          • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:26
            cherry.coke napisała:


            > Jest. Stad idea wyboru nalezacego do kobiety.

            Zmuszanie wyklucza wybór.
        • kawka74 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:19
          Wątek dotyczy adopcji, więc w tym temacie się wypowiadam.
      • szyszunia11 Re: Aborcja czy adopcja 11.03.11, 23:51
        kawka74 napisała:

        > Nie chodzi o to, że adopcja jest zła, tylko o to, że zmuszanie kobiety, aby dzi
        > ewięć miesięcy chodziła w ciąży, urodziła, a potem zostawiła, jest nieludzkie.

        pozostaje pytanie co jest dla takiej kobiety alternatywą. Oraz czy patrzymy tylko z punktu widzenia kobiety czy przyjmujemy do wiadomości ze jest jeszcze jedna osoba dramatu - dziecko. Jeżeli nie (zlepek komórek, tkanka itd.) to najprościej usunąć zbędne komórki z organizmu kobiety. Jezeli uważamy, że to człowiek - musimy spojrzec na sprawę inaczej.
        • kawka74 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:18
          Szyszuniu, ja się już z prolajfowcami nawojowałam, nie każ mi tego powtarzać.
          • szyszunia11 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 12:02
            kawka74 napisała:

            > Szyszuniu, ja się już z prolajfowcami nawojowałam, nie każ mi tego powtarzać.

            po tym, co dowiedziałam się z wielu waszych wypowiedzi na temat "prolajfowóc", wiem że sama się do nich nie zaliczam. To dość specyficzny typ człowieka: zmusza, potępia, ocenia, piętnuję, demonstruje, szczuje, wmawia i jeszcze ma to do siebie że dzieci narodzone ma w głębokim poważaniu. Ni chciałabym mieć nic wspólnego z takimi ludźmi.
            • kawka74 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 12:26
              Prolajfowcyw swojej znakomitej większości to stado bezrefleksyjnych baranów i faktycznie lepiej się do nich nie zaliczać, ale argumenty są w zasadzie podobne - zawsze chodzi o wybór 'mniejszego zła' i tutaj nie ma możliwości dojścia do porozumienia.
              • szyszunia11 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 12:39
                kawka74 napisała:

                > Prolajfowcyw swojej znakomitej większości to stado bezrefleksyjnych baranów i f
                > aktycznie lepiej się do nich nie zaliczać, ale argumenty są w zasadzie podobne
                > - zawsze chodzi o wybór 'mniejszego zła' i tutaj nie ma możliwości dojścia do p
                > orozumienia.

                być może z prolajfowcami łączy mnie definicja początku ludzkiego zycia. Całkowicie odcinam się od teorii "mniejszego zła", wręcz przeciwnie - uważam, że jest to wybór między dobrem a złem. I zgadzam się - z osobami o innym światopoglądzie jak i definicja życia ludzkiego - nie ma możliwości dojścia do porozumienia. Dlatego nikogo nie przekonuję, przedstawiam jedynie WŁASNY punkt widzenia.
      • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:12
        kawka74 napisała:

        > Nie chodzi o to, że adopcja jest zła, tylko o to, że zmuszanie kobiety, aby dzi
        > ewięć miesięcy chodziła w ciąży, urodziła, a potem zostawiła, jest nieludzkie.

        Dokładnie.
    • nangaparbat3 mydlenie oczu 12.03.11, 00:09
      Temat tutaj to mydlenie oczu - i słowo "adopcja" nabrało jakiegoś sensu dokładnie odwrotnego. "Adoptować" dziecko to uznać je za własne, a nie oddać Bóg raczy wiedzieć komu.
      Tutaj by należało zadać pytanie: aborcja czy oddanie dziecka (wersja lajtowa), a w wersji uczciwszej: aborcja czy porzucenie?
      • mama303 Re: mydlenie oczu 12.03.11, 00:34
        nangaparbat3 napisała:

        > a w wersji uczciwszej: aborcja czy porzucenie?
        To nie jest wersja uczciwsza tylko przejasrawiona na niekorzyść drugiej opcji. Równie nieuczciwie zabrzmi: zabić czy pozwolić żyć?
        To się nazywa manipulacja wink
        • nangaparbat3 Re: mydlenie oczu 12.03.11, 01:03
          OK - więc zostańmy przy wersji : aborcja czy oddanie.
          Ale z tym porzuceniem to nie taka znowu manipulacja - czytałam o ludziach, którzy zyli z syndromem porzuconego dziecka, przepelnieni żalem do rodziców, którzy podczas wojny oddali ich - żeby im uratować życie. Ci ludzie na poziomie myślenia wiedzieli, jak było - na poziomie emocji czuli się porzuconymi dziećmi.
          • mama303 Re: mydlenie oczu 12.03.11, 08:22
            nangaparbat3 napisała:

            >Ci ludzie na poziomie myśle
            > nia wiedzieli, jak było - na poziomie emocji czuli się porzuconymi dziećmi.

            No ale żyli, ktos im to umożliwił, mieli szanse przeżycia i ułożenia sobie własnego życia. Ludzie borykaja się z rozmaitymi problemami emocjonalnymi, często to im wzbogaca wewnętrznie.
            • czarnaalineczka Re: mydlenie oczu 12.03.11, 08:24
              >Ludzie borykaja się z rozmaitymi problemami emocjonalnymi, często t
              > o im wzbogaca wewnętrznie.

              taaa cierpienie uszlachetnia uncertain
              • mama303 Re: mydlenie oczu 12.03.11, 08:27
                czarnaalineczka napisała:

                > taaa cierpienie uszlachetnia uncertain

                a żebyś wiedziała. Życie ludzkiem nie jest pozbawione problemów i także cierpienia.
                • czarnaalineczka Re: mydlenie oczu 12.03.11, 08:37
                  to ja juz rozumiem matke szymona toz ona go uszlachetnia
                  a ja myslalm ze sie zneca uncertain
                  • gazeta_mi_placi Re: mydlenie oczu 12.03.11, 22:14
                    >to ja juz rozumiem matke szymona toz ona go uszlachetnia
                    a ja myslalm ze sie zneca.

                    No widzisz smile
    • xxx-25 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 00:37
      Odnośnie już wspomnianej sytuacji przeze mnie bardzo wiele myśli miałam na ten temat. I dochodzę do wniosku że dla dziecka a potem dla dorosłego mimo wszystko to trauma. Życie ze świadomością że kiedyś ktoś podjął decyzję że mnie nie chce, życie z pytaniem gdzieś z tyłu - kim była moja matka, co nią kierowało. Nie oszukujmy się wiele porzuconych dzieci idealizuje biologicznych rodziców, wyobraża ich sobie jako wspaniałych ludzi niejako zapominając że ich zostawili(nie ważne z jakich przyczyn). Znam kilkoro dzieci już dorosłych, którzy wychowali się w wioskach dziecięcych i RDD i mimo że ich dzieciństwo było szczęśliwe, wciąż myślą o biologicznych rodzicach, niektórzy marzą by ich poznać.
      Pamiętam jak jako wolontariuszka uczyłam dzieciaki w szkole, była dziewczynka z wioski dziecięcej, pierwszą rzeczą jaką się dowiedziałam o grupie było właśnie to, dzieciaki żyją z pewnym piętnem, tego się nie ukryje, a dzieciaki są bardzo okrutne wobec siebie i nie dają zapomnieć... Adopcja to fajna sprawa i każdej rodzinie przyklasnę jeżeli się na coś takiego zdecyduje, jednak także z obserwacji widzę że wiele ludzi tworzących czy to RZ czy RDD są w jakiś sposób „zwichrowani”, to nie jest normalny dom, często są mocno wierzący innym razem mocno oczekujący. Oczywiście są i wspaniali rodzice którzy nie traktują adopcji jako misji, ale zdecydowana większość przypadków to właśnie misja coś na zasadzie bycia księdzem.
      Nie wiem kto dobiera ludzi którzy mogą być rodzicami adopcyjnymi, mam wrażenie że w naszym kraju osoba mocno wierząca jest postrzegana jako lepszy rodzic, a jest to totalną bzdurą, często Ci ludzie nie radzą sobie właśnie w momencie buntu, negacji, czyli typowe zachowania nastolatka, który poszukuje swojej drogi, a tym bardziej nastolatka który chce się odnaleźć w życiu, szuka, ale ma także piętno osoby raz porzuconej i niechcianej.
      Widzisz autorko wątku, miało być różowo, myślisz że jest różowo, a rzeczywistość jest jednak brutalna i bolesna.
    • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 01:11
      Mnie się zdaje, że my tu rozmawiamy jednym tchem o najróżniejszych sytuacjach, i stad straszne zamieszanie. Czym innym jest sytuacja kobiety, która jest w ciąży, musi urodzić, a z jakiegoś powodu nie może wychować dziecka - dla niej i dla jej dziecka możliwość oddania do adopcji jest wybawieniem. Ale zupełnie czym innym jest namawianie do donoszenia ciąży i oddania potem dziecka kobiety, która chciałaby dokonać aborcji - bo parotygodniowy embrion nie jest dla niej tym samym co urodzone dziecko. I jeszcze czym innym jest matka, która swoją młodziutką corkę nakłania do oddania dziecka.
      Wg mnie każdą z tych sytuacji trzeba by rozważać zupełnie oddzielnie.
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:25
        nangaparbat3 napisała:

        > I jeszcze czym innym jest matka, która swoją młodziut
        > ką corkę nakłania do oddania dziecka.
        A czemu nie podajesz przykładu namawiania młodziutkiej córki do aborcji? Całkiem częsta sytuacja i do tego powszechnie usprawiedliwiana.
        • gazeta_mi_placi Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 22:08
          A jak młodziutka córka jak i Mama chce aborcji i pod tym względem obie są zgodne (bez nacisku jednej na drugą)? Też się zdarza.
          • czarnaalineczka Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 22:11
            wtedy wysyla sie delegacje z ksiedzem na czele ktora bedzie chodzic za dziewczyna od szpitala do szpitala
            • gazeta_mi_placi Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 22:34
              I szczuje się ją się potem na necie jak mimo to wybierze inaczej.
              Niektóre szczekaczki z pewnego katolickiego forum jeszcze z rok po całej akcji wynalazły jakieś aktualne zdjęcia gdzie dziewczyna wygląda na zadowoloną z życia i bardzo się tym bulwersowały, jak tak można, zabiła dzieciątko a cieszy się, bawi, chodzi na imprezy. No jak tak można...
    • zawszeolga111 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 01:23
      ABORCJA CZY ADOPCJA .
      no a gdzie o tej aborcji.
      dla nastoletniej dziewczyny aborcja wydaje sie mniejszym zlem,jest to szybkie pozbycie sie problemu,jak sie postara to pewnie oprocz paru osob nikt sie nie dowie,zeby oddac do adopcji trzeba taka ciaze donosic i urodzic,czyli wszyscy wiedza ,ze byla w ciazy nie ma dziecka czyli oddala.
      wiem czasy sie zmienily dzisiaj nikt nie linczuje mlodej dziewczny za ciaze,ale one czesto sie tego wstydza,
      jeszcze czesciej problemem sa rodzice malolaty bo dla nich to obciach podwojny.
      przede wszystkim to oni mysla kategoriami typu-co ludzie powiedza.
      oddane do adopcji dziecko nie zawsze spotyka droga uslana rozami.
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:29
        zawszeolga111 napisała:


        > oddane do adopcji dziecko nie zawsze spotyka droga uslana rozami.

        A wszystkich innych - tak?
    • nutka07 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 01:41
      W takiej sytuacji chyba najlepszym 'wyjsciem' byloby samoistne poronienie.
      • mama303 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:30
        nutka07 napisała:

        > W takiej sytuacji chyba najlepszym 'wyjsciem' byloby samoistne poronienie.

        Czasem człowiek usilnie pcha sie na ten świat, choćby go nie chciano......
        • gazeta_mi_placi Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 22:02
          Jak intruz.
    • franczii Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:37
      Ja nie stawiam znaku rownosci. Dla mnie oddanie dziecka jest znacznie gorsze niz usuniecie ciazy. Ale ja to rozpatruje tylko i wylacznie z mojej prespektywy a nie z perspektywy kilkutygodniowego plodu. Jest to celowe i zamierzone, nie potrafie sie rozczulic nad plodem zeby brac pod uwage jego perspektywe. W warunkach ekstremalnych jakiejs kleski humanitarnej czy wojny zeby uratowac moje dzieci bylabym sklonna powierzyc je innym ludziom. Bylby to z mojej stron akt maksymalnego poswiecenia, do ktorego bylabym zdolna tylko dlatego ze bardzo kocham moje dzieci. Poniewaz w sosunku do plodu uczucia milosci nigdy nie zaznalam to i na poswiecenie takie bym sie nie zdobyla. Swiadomosc, ze plod staje sie dzieckiem to za malo zeby sie poswiecic, trzeba mi czegos wiecej.
      • verdana Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 08:58
        Naiwna wiara.
        Do adopcji bardzo mało matek oddaje "z miłosci". Doddaje albo dlatego, ze nie ma ochoty na wychowywanie niechcianego dziecka, wtedy oddaje z braku milosci. Albo oddaje, bo nie ma żadnego wsparcia rodziny, oddaje dlatego, ze nie moze go wychować. Bo matki ktos nie kocha dostatecznie.
        W tym drugim wypadku jest to być moze ocalenie życia dziecka, kosztem zdrowia psychicznego matki i jej całej przyszłosci.
        • nangaparbat3 Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 11:07
          verdana napisała:
          > Do adopcji bardzo mało matek oddaje "z miłosci". Oddaje albo dlatego, ze nie m
          > a ochoty na wychowywanie niechcianego dziecka, wtedy oddaje z braku milosci. Al
          > bo oddaje, bo nie ma żadnego wsparcia rodziny, oddaje dlatego, ze nie moze go w
          > ychować. Bo matki ktos nie kocha dostatecznie.

          I już. Właściwie nic więcej tu się nie da powiedzieć.
          • konwalka Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 11:15

            > Wcale nie myśli ciągle o tym, że „mama go nie chciała

            a czasami myśli
            i to cały czas
            i na pytanie lekarza w IP w szpitalu:"czy w rodzinie wystepowały choroby nerek?" schyla głowę i mówi:nie wiem i raczej nie mam szans sie dowiedzieć
            nie mówiąc o tym, że od rodziny adopcyjnej ucieka na długi czas, a zamaist wdzięczności ma tylko ogromną nienawiść
            często nie znaczy zawsze
            a piekło zgotowane "czasami" ciągle jest piekłem
            • franczii Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 11:30
              No co ty, przeciez dzieki temu ma bogatsze niz wiekszosc zycie wewnetrznesuspicious
            • echtom Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 11:32
              > i na pytanie lekarza w IP w szpitalu:"czy w rodzinie wystepowały choroby nerek?
              > " schyla głowę i mówi:nie wiem i raczej nie mam szans sie dowiedzieć

              Myślę też o kwestii poczucia tożsamości. Znałam kogoś, kto pochodził z bardzo biednej, wielodzietnej rodziny. Rodzice nie dawali rady utrzymać 10 dzieci i 3 najmłodszych oddali do domu dziecka. Stamtąd trafiły do zagranicznej adopcji, mój znajomy miał wtedy 3 lata. Można powiedzieć, że bajkowy scenariusz. Szybko się zidentyfikował z nową narodowością i językiem (pierwszego w ogóle nie znał). Jako dorosły wrócił do nazwiska swoich biologicznych rodziców i przez całe lata zmagał się z decyzją, czy pojechać do kraju swego urodzenia i ich odnaleźć.
        • gazeta_mi_placi Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 22:03
          >Bo matki ktos nie kocha dostatecznie.
          W tym drugim wypadku jest to być moze ocalenie życia dziecka, kosztem zdrowia psychicznego matki i jej całej przyszłosci.

          E...
          To tylko przy aborcji występuje, adopcja wszak jest cacy...
    • gazeta_mi_placi Re: Aborcja czy adopcja 12.03.11, 21:53
      >Nikt nie oddaje dziecka zboczeńcom pedofilom.

      Pewności nie ma nigdy, ani w biologicznej rodzinie ani w adopcyjnej.Niektórzy pedofile potrafią dobrze maskować swoje skłonności.

      >dlaczego adopcja to takie zło.

      Nie jest aż takim dobrem (zwłaszcza dla matki, matka też człowiek) jak się ją przedstawia, kobiety które oddają dzieci do adopcji zapewne często tęsknią całymi latami i cierpią, ale w mediach pisze się tylko o ujemnych skutkach u kobiety aborcji (syndrom aborcyjny), nigdy o ujemnych skutkach adopcji, jakby w ogóle nie istniały, hipokryzja...

      >Trafia do pełnej rodziny.

      Pełna rodzina nie jest gwarantem szczęścia i braku patologii, poza tym w dzisiejszych czasach co czwarta para się rozwodzi, dotyczy to także par rodziców adopcyjnych.
Pełna wersja