flikflak
01.08.11, 18:53
Dziewczyny pisuję tu czasem, raczej rzadko ale czytam często bardzo. Zmagam się z pewnym problemem od jakiegoś czasu i nie mam komu się za bardzo zwierzyć a chciałabym bardzo usłyszeć opinii innych. Nick teraz mam jednorazowy z wiadomych względów.
Nie będę się bardzo szczegółowo rozpisywać bo sporo musiałabym tu pisać.
Chodzi o zdradę. Ja zdradziłam. Jestem mężatką od kilkunastu lat, mam 2 dzieci i ogólnie wszystko w życiu poukładane. Z mężem w miarę dobrze nam było, lekkie sprzeczki, ale on raczej taki typ, że nie lubi się kłócić. Jedynie na co mogłabym narzekać to że nie lubi towarzystwa (najchętniej by z nikim się nie spotykał), trochę taki niezorganizowany. Ja jestem głową rodziny, muszę decydować o wszystkim. W łóżku tak średnio nam się układało, nudno było. Jeszcze przed zdradą miałam silne przekonanie, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła a jednak stało się. Facet tak silnie na mnie działał, okręcił mnie wokół palca, można powiedzieć że robiłam co chciał. Taki typ. Zadziałał jak magnes. Najpierw seks, ale ja bardzo szybko się zakochałam. On się bronił na początku przed miłością bo wiedział, że jestem mężatką, zresztą on taki trochę wolny ptak i chyba wiązać się nie chciał (jest po rozwodzie). Potem jego też dopadło. Spotykaliśmy się ok pół roku. Były wzloty i upadki, ale wiem, że facet odpowiada mi w 100%. Co ciekawe jest przeciwieństwem mojego męża. Cały czas jednak miałam w świadomości to że mam dzieci i nie mogę ich skrzywdzić. Podjęłam w końcu decyzję, że nie mogę się już z nim spotykać, że nie zrobię tego dzieciom. Nie chciałam tez tamtemu robić nadziei. Facet jak się dowiedział przechodził różne fazy. Najpierw zwariował, łącznie z tym, że mnie zaczął szantażować. Potem była obojętność, potem skrucha, teraz cisza, ale czuję, że zaraz uderzy znowu. Mąż nic nie wie, albo domyśla się i nic nie mówi. Najgorsze jest to, że ja się kończę. Kocham tamtego. Chciałabym męża, ale nie potrafię, mimo, że on dla mnie jest bardzo dobry i mnie kocha. Tamten pokazał mi jaki może być facet, jak może myśleć, działać i zmienił mój pogląd na męża. Z drugiej strony mam ogromne poczucie winy, że tamtego krzywdzę, że nie podjęłam tej decyzji na początku póki jeszcze nie kochaliśmy się. Mam wewnętrzne poczucie odpowiedzialności ale myślałam, że on i tak mnie zostawi i samo się jakoś rozwiąże. Tak się nie stało. Każdy tydzień powodował, że on się coraz bardziej wkręcał. Teraz nie może się pozbierać, dołączyły się jeszcze problemy innego typu a mnie sumienie męczy. W pewnym momencie wiedziałam, że kogoś skrzywdzę, ale było już za późno i czekałam, że może samo się jakoś rozwiąże. Decyzję już podjęłam i nie chcę jej zmieniać, ale chciałabym mieć chociaż cień nadziei, że przestanę tamtego kiedyś kochać. Wiem, że czas leczy rany, ale ja nie potrafię o niczym innym myśleć. Już nie spotykamy się kilka miesięcy (mamy tylko kontakt smsowy) a mi nie przechodzi. Ile to będzie trwać? Czy mam szanse być kiedyś szczęśliwa z mężem? Podjęłam decyzję, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie będę mieć kontaktu z tamtym chociażby mailowego. Chcę wiedzieć co u niego, jak sobie radzi, chcę mu pomóc jakoś w życiu. Ogólnie poczułabym ulgę jakby sobie kogoś znalazł i byłby szczęśliwy. Czy ktoś był w podobnej sytuacji, czy to tylko teraz tak wygląda bo rana jest świeża, czy będę w stanie myśleć o nim kiedyś bez emocji. Teraz nie potrafię