Dodaj do ulubionych

martwię się... długie

09.08.11, 17:54
Chodzi o moją małą bratanicę, która za 2 miesiące skończy 3 lata.
Jest spokojnym, pogodnym i w zasadzie bezproblemowym dzieckiem. Narazie jedynaczka, za prawie pół roku będzie miała rodzeństwo. Jej rodzice dużo pracują, na codzień zajmuje się nią babcia.

Od dłuższego czasu niepokoi mnie to jak mój brat i jego żona traktują małą. Zwłaszcza mój brat. Już pomijam metody wychowawcze, które koniec końców nie powinny być moją sprawą. Ale w tym jak brat traktuje Małą ja widzę często po prostu agresję.

Młoda niewiele je. Choć jak porównuję do innych znajomych dzieci nie jest aż takim niejadkiem. Je różnorodnie, ale mało. Obiad z tatusiem w ich wykonaniu czasem wygląda jak horror. Młoda zje pół przygotowanej porcji, a potem siedzi prawie godzinę nad talerzem. Brat nie krzyczy na nią, tylko ostrym nie znoszącym sprzeciwu tonem każe jeść. Patrzy takim wzrokiem którego sama się bałam gdy byłam mała. Dziecko chlipie po cichu, czasem pakuje kolejne łyżki do buzi, ale nie połknie, tylko tak mieli to 30 minut, godzinę. Aż brat się nad nią zlituje i pozwoli odejść.

Nie wiem, czy rozumiecie o jaki rodzaj agresji chodzi. Brat nie bije dziecka, nawet nie krzyczy. Tylko mówi suchym i ostrym tonem, jak rozkazy: jedz, ubieraj się, zostaw itd. Kiedyś wydało mi się że kocha dzieci. Gdy mała była niemowlakiem, był dla niej bardzo czuły. Ale zmienił się. Nie wiem, może się boi że dziecko nie będzie posłuchane, że ją rozpuści. Ale małej daleko do rozpuszczenia.

I sytuacja z ostatnich dni, która mnie martwi najbardziej.
Nagle od dwóch dni Młoda jest inna, osowiała, smutna, przygaszona. Nie chce jeść już nic, w ogóle. Nawet cukierków które uwielbiała. Brat wmusił dziś w nią dosłownie dwie łyżki obiadu, ale okupione to było dwoma godzinami cichego płaczu nad talerzem.
Myśleliśmy że może mała jest chora, no ale nic innego na to nie wskazuje.
Druga sprawa - od dwóch dni mała nie chce się myć. Co zawsze robiła bardzo chętnie. Teraz nagle jest płacz, rozpacz. Nie chce nawet usiąść w wannie - mama z babcią myły ją wczoraj na szybko na stojąco.

Nic nie wskazuje by coś młodą blało, by była na coś chora. Jeszcze brak apetytu mógłby może na coś wskazywać, ale ta nagla niechęc do kąpieli? Młoda nie chce iść do taty. Kiedy może to ucieka do pokoju babci. Tata niestety jej trudnych chwil nie ułatwia. Nie przytuli jej, żadnej czułości, tylko ją strofuje.

Nie wiem co o tym myśleć. To moja chrześnica, moje oczkow głowie, bo nie mam własnych dzieci. Intuicja mi mówi że dzieje się coś złego.
Czy Wasze dzieci czasem tak się zachowują? Skąd to się mogło wziąć? Jak dojść do tego co jest grane, jesli dziecko jest na tyle małe ze wiele samo nie wytłumaczy?
Ehh sad
Obserwuj wątek
    • peggy_su Re: martwię się... długie 09.08.11, 17:57
      Aha i jeszcze jeden niepokojący objaw - od dwóch dni mała jest bardzo strachliwa, podczas gdy zawsze była odwaznym dzieckiem. Boi sie przejezdzajacych obok samochodów, psów.
      Wszyscy domownicy twierdza ze nie wydarzylo sie ostatnio nic nadzwyczajnego co mogłoby spowodowac dziwne zachowania.
      • bacha1979 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:04
        Smutne, że ojciec jest taki nieczuły.
        Próbowałaś z nim o tym porozmawiać???
        Odnośnie leku i niechęci przed kapaniem- chyba większość dzieci przez to przechodzi to normalne (mija tak samo jak przychodzi). Odnośnie ogólnego lęku- przychodzą mi do głowy głupie myśli. Może napiszę Ci na priv???
        • jamesonwhiskey Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:08
          jak dziecko nie chce sie myc wiedz ze cos sie dzieje

          gdy dziecko boi sie samochodu wiedz ze cos sie dzieje


          to proste szatan ja opental
          • rosapulchra-0 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:46
            Na pewno opentał, bo przecież nie opętał, prawda? suspicious
            • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 21:01
              On po prostu prowokuje na każdym poziomie.
        • sofi84 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:08
          bacha sad chyba mamy te same myśli sad tylko jak to dyskretnie sprawdzić?
          • rosapulchra-0 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:49
            Jakie macie myśli? Że dziecko zostało zgwałcone? Przez kogo? Przez pana w samochodzie? A skąd ten pan? Wujek? Tata? Dziadek? Kuźwa, mroczne tajemnice? shock

            Z dzieckiem ktoś rozmawia w ogóle? Przytula? Bawi się? Czy tylko życie tej dziewczynki opiera się na zakazach i nakazach?
            • lafiorka2 Re: martwię się... długie 11.08.11, 12:33
              rosapulchra-0 napisała:

              >
              > Z dzieckiem ktoś rozmawia w ogóle? Przytula? Bawi się? Czy tylko życie tej dzie
              > wczynki opiera się na zakazach i nakazach?

              Moze jak ojciec w ten sposób odzywa się do dziecka to ona po prostu nie chce do niego podchodzić?Bo i po co? skoro nie przytlula,nie powie miłego słowa?
              Współczuje małej,jak za niedługoi czas pojawi się nowe dziecko do przytulania i zabawy tatuś na bank starszą zleje.
              A jeżeli podejrzewasz to o czym ja myślę,to zastanów sie czy była mozliwośc wydarzenia się takiej sytuacji?
        • viewiorka Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:09
          bacha, chyba myślimy o tym samym...
          trzymałabym małą z dala od tatusia...
          • bacha1979 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:15
            Sam brak apetytu nie świadczy o niczym poważnym (nie zawsze). Dzieciaki miewają fazy na jedzenie czegoś bądź minimalne ilość jedzenia. Ale taka nagła utrata apetytu plus nieuzasadniony lęk- mi się nasuwa jedno. Nie piszę celowo by nie wyjść na przewrażliwioną. Niemniej jednak wolałabym na Twoim miejscu to sprawdzić, choć będzie to bardzo trudne.
        • peggy_su Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:10
          I ja i moja siostra i mama próbowałysmy cos mu powiedziec, pogadac. Ale brat posłucha, posłucha i i tak robi swoje. Nawet dzis mama mu przypominała, ze jego w dziecinstwie nikt do niczego nie zmuszał, ani do jedzenia, ani do czegokolwiek.

          Nie znam sie na dzieciach jakos bardzo. WIem tyle ze dzieci maja rozne fazy, raz cos lubia, raz nie. Tu dziwne jest to ze sie wszystko skumulowało w jednym czasie i niejedzenie i niechec do mycia i ten dziwny nastroj małej.

          Ja też mam głupie mysli, az sie sama strofuje ze moze przesadzam. Napisz.
          • bacha1979 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:16
            Widzę, że nie ja jedna pomyślałam o tym co Małej mogło się stać. Tym bardziej przemyśl to.y
          • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:18
            Ja też o tym myślę co dziewczyny,ale na forum takie podejrzenia są niemile widziane.
            Trzymanie dziecka z dala od tatusia może niewiele daćsad
            Psycholog?
          • bacha1979 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:20
            Poszło na gazetowego.
    • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:16
      a kto małą kąpie? coś mi przyszło na myśl ale aż strach pomyśleć, że to mogłaby być prawda
      co do tego wymuszania jedzenia - to jakiś horror, sory ale ten twój brat to hmmm psychopata?
      • peggy_su Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:23
        Kąpią ją na zmiane raz mama, raz tata, raz babcia.
        A mój brat... zawsze wydawał mi sie takim spoko gosciem, w stosunku do kobiet takim troche mientkim bolkie, pantoflarzem. Długo był sam i bardzo chciał kogoś miec, bardzo chciał załozyc rodzine. Jak mała sie urodziła to ja uwielbiał, duzo sie z nia bawił, zajmował, był czuły. No ale mała rosła a jemu sie jakos zmieniao uncertain
        Kiepskie jest to ze bratowa tez jest dosc oschła dla małej. Mowi ze nie hce dziecka rozpiescic...
        • imasumak Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:28
          peggy_su napisała:
          Kiepskie jest to ze bratowa tez jest dosc oschła dla małej. Mowi ze nie hce dziecka rozpiescic...

          Dziecka czułością się nie rozpieści. Warto to uświadomić i bratowej, i bratu. Mam wrażenie, że brat się tak zmienił pod wpływem zachowania żony - może ona mu kładła do głowy, że pieszczoty i czułość psują dziecko?
        • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:30
          peggy_su napisała:

          > Kiepskie jest to ze bratowa tez jest dosc oschła dla małej. Mowi ze nie hce dzi
          > ecka rozpiescic...

          To szczęście, że mała ma taką fajną ciocię. Mieszkacie wszyscy razem?
          A kto miał ją kąpać kiedy urządziła tę aferę?
          BYłabym ostrożna co do hipotez, moja własna córka lubiła mycie głowy, potem zaczęła podczas mycia zachowywać się tak, jakby ją ktoś przy tym obdzierał ze skóry, wrzaski były na całe miasto.
          • peggy_su Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:44
            Mieszkają razem: młoda z rodziami, moja siostra i moja mama.
            Ja prszyjeżdzam tylko w odwiedziny od czasu do czasu, głównie do mojej mamy.

            Generalnie cała sprawa zaczęła sie w niedziele. Brak apetytu, marudzenie, smutek itd, Wieczorem bratowa myła młodą i wtedy zaczą sie płacz. Ale taki cyrk na maksa, szloch i rozpacz był dopiero wczoraj. Mnie dzis już niestety nie ma na miejscu wiec ciąg dalszy znam tylko z relacji.

            • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:10
              Oschła mamuśka też potrafi skrzywdzić dziecko, zły dotyk to nie tylko seks i bicie, wiadomo że małe dzieci po rodzaju dotyku rozpoznają, jakie jest nastawienie emocjonalne dotykających je osób, taki maluszek pewnie też. Mam mogła źle się czuć, być zmęczona, rozdrażniona i dziecko odebrało to wyjątkowo przykro.
              Dowiedz się, czy nie wyszła na jaw jakaś choroba (ja mam trochę osbesje i poleciałabym z moczem do badania, zwłaszcza jeśli jej zakładacie pieluchę na noc, ale nie tylko - kosztuje 10 zł a warto dmuchać na zimne), czy babcia kąpała i jak się wtedy mała zachowuje.
    • imasumak Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:17
      A może to nie jest niechęć do mycia, a do dotyku?
    • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:23
      Patrzy takim wzrokiem którego sama się bałam gdy byłam mała.

      A kto na Ciebie tak patrzył? Może brat naśladuje tę osobę?

      Jeśli dziewczynka zjada połowę porcji, to może za duże porcje jej nakładacie? Cały dowcip w tym, że dorosłi uważają, że dziecko powinno zjeść wszystko, co nałożą. Dogadaj się z Twoją Mamą i Bratową żebyście to Wy nakładały Małej jedzenie, i żeby to były malutkie porcje, najlepiej nieco mniejsze niż to co dotąd zjadała bez problemu.

      Czy brat kąpał dotąd coreczkę?
      Mogło się coś wydarzyć, a może to być taki okres bania się, co to przychodzą na wiele dzieci nie wiadomo skąd, i mijają (zazwyczaj). Ale że długo smutna - to niepokojące. Może zaczyna na coś chorować. Jesli jednak ten smutek bedzie się przedlużać i wyraźnie widać, że coś się zmieniło, że dawniej była inna, to po paru tygodniach warto skonsultować ze specjalistą. No ale to ewentualnie i w przyszłości.

      Co na to wszystko mama dziewczynki?
      Wasz ojciec?
      Moze ojciec miałby większy autorytet i mógł wpłynac na brata?
      • peggy_su Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:37
        Własnie ten brat patrzyła na mnie tak kdy byłąm mała. Bo ja wiem jak? Groźnie. Jest starszy ode mnie o 9 lat, więc gdy ja miałam 5-6 lat on miał 14-15 i właściwie nie musiał wiele robić bym się go wtedy bała. Wbijał we mnie wzrok i gapił sie tak długo aż np nie wyszłam z pokoju, czy tam czegoś mu nie przyniosłam. Gdy dorośliśmy, byliśmy w dobrych stosunkach. Ale teraz widzę, że on jest taki właśnie dla małej. I teraz ona się go boi. Tylko że to jej tata i to nie jest wesołe.

        Mam nadzieję, że małej to minie, że to coś chwilowego. Co nie zmienia faktu, że brat nie traktuje dziecka dobrze.

        > Co na to wszystko mama dziewczynki?
        > Wasz ojciec?
        > Moze ojciec miałby większy autorytet i mógł wpłynac na brata?

        Mama młodej - jak już pisłąm sama nie jest zbyt czuła. Bo ja wiem, niektorych rzeczy moze nie chce widzieć. Może sie cieszy ze ma takie zdyscyplinowane dziecko...

        Nasz tata niestety juz nie żyje.
        • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:26
          Wiele osób nie potrafi sprostać przenikliwemu, beznamiętnemu i "drapieżnemu" spojrzeniu psychopatów. (...) psychpanci wpatruja nam się w oczy (...) z chęci uzyskania przewagi i samozadowolenia.
          Niektórzy przyjmują to spojrzenie z ogromną przykrością (...). Inni czują się przytłoczeni i zastraszeni, nie bardzo rozumiejąc, co się z nimi dzieje. (...) nie ulega wątpliwości, że intensywny kontakt wzrokowy jest dla psychopatow cenną pomocą w manipulowaniu i dominowaniu nad innymi.


          To z tej książki:
          www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,385,tytul,Psychopaci%20s%C4%85%20w%C5%9Br%C3%B3d%20nas
          Nie przerażaj się opisem, to pod publiczkę, tylko niewielka część psychopatow w jakikolwiek sposób łamie prawo, a wielu jest szanowanymi członkami społeczeństwa.

          Przeczytaj tę książkę, jest napisana przez naukowca przez wiele lat pracującego z psychopatami. Spokojnie przemyśl. Zobaczysz, do jakich wniosków dojdziesz sama.
    • lelija05 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:27
      Abstrahując od podejrzeń, które wszystkim się cisną, przyczyna lęków może być banalna - dla dorosłych oczywiście, dziewczynka mogła się wystraszyć np.bajki, albo tatuś chlapnął w nerwach, że ją w wannie utopi, lub coś równie głupiego.
      Masz możliwość zabrania małej na kilka dni do siebie?
      • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:31
        to była pierwsza myśl, która mi przyszła, druga to jakieś szarpanie, bicie...ale generalizując jak popatrzę na swego syna, który jakby mógł, to cały dzień lepiłby się do taty, to jednak tu mam wrażenie, że coś na rzeczy być musi uncertain
        • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:36
          To powinno się dać zaobserwować: czy unika taty, czy kąpieli.
      • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:35
        Corka miała już z pięć lat kiedy mąż powiedział: No to idziemy popatrzeć na powódź. (Rzeka wtedy wezbrała, ale to było jeszcze przed 1997, więc nikt "powodzi" nie traktował poważnie)
        A potem prośba do córki, żeby się ubrała, bo idziemy na spacer nad rzekę. Ta podniosła wrzask, że nie idzie, mowy nie ma, nigdzie nie pójdzie, sami sobie idźcie, jak zaczęliśmy naciskać ryknęła: Ja się nie chcę utopić!!!!!!!!!!
        • lelija05 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:28
          No właśnie. Coś, co nam się wydaje zwyczajne i normalne, dziecko może przestraszyć i spowodować traumę.
          Ja się bałam jako małe dziecko zasnąć, po tym jak moja dowcipna mama sobie zażartowała, że termit z bajki przyjdzie i zje mi meble.
          • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:33
            Okropnie się uśmiałam.
            • lelija05 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:37
              Mnie to teraz też śmieszy, ale wtedy jak sobie przypomnę, mama dołożyła do tego jeszcze efekty dźwiękowe - bezbezbez, łaskotki i łachacha, jakie to śmieszne, a ja w nocy tylko nasłuchiwałam z której strony ten wredny potwór przybędzie.
              • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:49
                Wiem, wiem, nawet mi troche głupio, że się tak śmiałam. Ale to głównie dlatego, że poszło o meble, nie że Tobie zrobi coś złego, tylko meblom.
                • lelija05 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:00
                  Nie powinno Ci być głupio big_grin
                  Ja się bałam, że mi się te meble rozlecą identycznie jak w bajce big_grin
              • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:54
                faktycznie była kiedyś taka bajka o termicie co to robił "bezbezbez" big_grin
          • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:53
            miałam podobnie big_grin
            z tym, że u mnie akurat było straszenie kornikiem big_grin tzn nie bez powodu, bo w domu stały przez krótki okres czasu drewniane, surowe ławy, w których naprawdę siedział kornik big_grin
            I mama żartobliwie kiedyś do mnie rzuciła, że jak ten kornik skończy jeść tę ławę, to się zabierze za drewniane części wersalki, na której spałam big_grin
            o matko, jakie ja strachy wtedy miałam po tym, w nocy się budziłam i czekałam aż ten kornik zacznie jeść wersalkę big_grin
    • tosterowa Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:28
      2 godziny wmuszania jedzenia?
      nie dziwne, że nie chce jeść.
      • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:33
        tosterowa napisała:

        > 2 godziny wmuszania jedzenia?
        > nie dziwne, że nie chce jeść.

        no, no, to prawie jak tortury, szczególnie dla małego dziecka uncertain
        wychodzę z założenia, że jak dziecko jest głodne, to samo przyjdzie i poprosi o jedzenie ale coś takiego???uncertain
        • verdana Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:45
          Niechęć do kapieli jest w tym wieku raczej bardzo typowa. natomiast strach przedojcem i niechęć do niego wydaje się zupełnie zrozumiala - dziecko boi się ojca, ktory je terroryzuje.
          Natomiast podejrzenia o molestowanie trzylatki wydaja się być jednak efektem medialnym. Facet, molestujący własne trzyletnie dziecko jest bardzo, bardzo odosobnionym przypadkiem. kazirodztwo tego typu wystepuje niezwykle rzadko. W tym wypadku lęk dziecka ma swoje podstawy, nie trzeba doszukiwac się we wszyskikm straszliwych zboczeń.
          Obawiam się, ze te podejrzenia mogą błyskawicznie zniszczyć rodzinę. Brat popelnia wystarczająco duzo błedów wychowawczych, zeby jeszcze mu dopisywać gebę koszmarnego zboczeńca. Bratu trzeba wytłumaczyć, ze swoim zachowaniem niszczy dziecko, bratowej - ze ma dziecka za wszelką cenę bronić.
          • tosterowa Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:48
            no pan wydaje się być raczej klasycznym neurotykiem.
          • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:49
            verdana napisała:

            kazirodztwo tego typu wystepuje niezwykle rzadko. W tym w
            > ypadku lęk dziecka ma swoje podstawy, nie trzeba doszukiwac się we wszyskikm st
            > raszliwych zboczeń.

            Ale można wziąć dziecko do psychologa dziecięcego.

            > Obawiam się, ze te podejrzenia mogą błyskawicznie zniszczyć rodzinę. Brat popel
            > nia wystarczająco duzo błedów wychowawczych, zeby jeszcze mu dopisywać gebę kos
            > zmarnego zboczeńca.

            Sens twojej wypowiedzi jest mniej więcej taki: jak ktoś popełnia błędy wychowawcze, to nie można go podejrzewać, że jest pedofilem. Chyba nie o to ci chodziłowink
            • verdana Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:55
              Jesli ktoś popełnia błędy wychowawcze, które tłumaczą zachowanie dziecka bez odwoływania się do podejrzeń, ze ojciec jest pedofilem - nie ma po co szukać skomplikowanych wyjaśnień.
              Zareczam Ci, zę rozmowa trzylatka z psychologiem, gdy w tle jest podejrzenie o molestowanie pozostawia na dziecku bardzo bolesne ślady. Moja przyjaciółka jest psychologiem, biegłym sadowym w sprawach o molestowanie, wystepuje w najbardziej znanych procesach. I ona właśnie tlumaczyla mi, ze sprawa jest o wiele trudniejsza niż się laikom wydaje - takie badanie dziecka powoduje często, ze dziecko faktycznie zostaje molestowane - przez przesluchania i psychologów.
              • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:03
                verdana napisała:

                I ona właśnie tlumaczyla mi, ze sprawa jest o wiele trudn
                > iejsza niż się laikom wydaje - takie badanie dziecka powoduje często, ze dzieck
                > o faktycznie zostaje molestowane - przez przesluchania i psychologów.

                Tak, pamiętam sprawę Litwina-Mściela, który nagrywał swoją córkę opowiadającą jak była molestowana. Psycholodzy bili na alarma, że takie przesłuchiwanie mogło być bardziej traumatyczne niż sam fakt molestowania. Ale z drugiej strony - jak podejrzenia są uzasadnione, ale nikt nie złapał pedofila na gorącym uczynku?
                • verdana Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:05
                  Jak są uzasadnione - to trudno, trzeba. Tyle, ze te nie są...
                  • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:11
                    verdana napisała:

                    > Jak są uzasadnione - to trudno, trzeba. Tyle, ze te nie są...
                    Potrafisz stwierdzić to po kilku linijakch wątku?Hmmm.
                    • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:52
                      Ale tym bardziej po kilku linijkach nie można wyrokować w drugą stronę.
          • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:53
            znając życie brat powie, że to JEGO dziecko i on będzie decydował jak ma je wychowywać uncertain
            i może jeszcze dodać, że jak siostra będzie miała własne, to wtedy może dać im wejść na głowę a teraz jak nie jest dzieciata, to niech się nie wtrąca uncertain
          • martinkowa Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:54
            verdana napisała:

            > Niechęć do kapieli jest w tym wieku raczej bardzo typowa. natomiast strach prz
            > edojcem i niechęć do niego wydaje się zupełnie zrozumiala - dziecko boi się ojc
            > a, ktory je terroryzuje.
            > Natomiast podejrzenia o molestowanie trzylatki wydaja się być jednak efektem me
            > dialnym. Facet, molestujący własne trzyletnie dziecko jest bardzo, bardzo odoso
            > bnionym przypadkiem. kazirodztwo tego typu wystepuje niezwykle rzadko. W tym w
            > ypadku lęk dziecka ma swoje podstawy, nie trzeba doszukiwac się we wszyskikm st
            > raszliwych zboczeń.
            > Obawiam się, ze te podejrzenia mogą błyskawicznie zniszczyć rodzinę. Brat popel
            > nia wystarczająco duzo błedów wychowawczych, zeby jeszcze mu dopisywać gebę kos
            > zmarnego zboczeńca. Bratu trzeba wytłumaczyć, ze swoim zachowaniem niszczy dzi
            > ecko, bratowej - ze ma dziecka za wszelką cenę bronić.

            Zawsze "podobały" mi się Twoje rady. Są konkretne ale też dosadne.Lubię czytać Twoje posty.

            Uważam, że posądzanie o molestowanie może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Może podczas kąpieli zrobił coś (niechcący) albo powiedział coś co jemu wydawało się zabawne ale dziecku już niekoniecznie?
          • peggy_su Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:58
            Wiesz, każda z tych rzeczy może być typowa i naturalna. Dziwi wystąpienie wszystkich naraz, . odjednego dnia.
            Mam nadzieję, że to molestowanie przyszło mi do głowy z kosmosu. I nie będę się dzielić z nikim tym pomysłem.
            Natomiast sytuacja jest wystarczająco smutna i trudna, by się nią zmartwić. Gdy wyjeżdzzałam dzis od nich to obiad z tatusiem trwał juz ok 30 minut. Bardzo smutny widok. A wiem że trwał potem jeszcze póltorej godziny.

            POgadać z bratową, bratem? Owszem próbowałam, ale ja jako bezdzietna nie jestem dla nich żadnym autorytetem czy partnerem do rozmowy na ten temat. Słyszę "jak będziesz miała swoje to pogadamy".
          • bi_scotti Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:59
            Z tego, co piszesz to i brat, i bratowa sa ogolnie "szorstcy w obejsciu", czy dla siebie wzajemnie tez? Wiekszosc ludzi potrzebuje czulosci, dotyku, delikatnosci. Rowniez ci, ktorzy sami dla innych sa oschli. Dluga to droga ale mozna czlowieka "przerobic" na czulszego bedac wobec niego takim tylko malo komu najczesciej sie chce. Twoja mama, ktora rozumiem z nimi mieszka, pewnie moglaby najwiecej zrobic okazujac serdecznosc i czulosc Twojemu bratu i jego zonie.
            O jedzeniu z bratem powinniscie porozmawiac powaznie. Nie ma zadnego powodu zeby dziewczynke dreczyc wmuszaniem wymyslonych porcji. A jesli jego denerwuje jej powolnosc w jedzeniu, zaplanujcie tak miedzy soba posilki zeby Mala jadla przy Tobie, przy babci, przy swojej mamie ale nie z tata-cerberem liczacym kazdy kasek. No i zdecydowanie nakladajcie jej jak najmniejsze porcje - jak jej bedzie malo, zawsze mozna dolozyc i jeszcze przy okazji pochwalic, ze tak ladnie je.
            3-latke czasem sie da przekonac do kapieli kupujac jakies zabawki kapielowe albo piane o fajnym zapachu i kolorze. Mozna sie bawic w basen, w plaze, we wzburzone morze - to jest jeszcze na tyle mala dziewczynka, ze duzo mozna zrobic wlaczajac troche kreatywnosci w zabawe w mycie.
            Brat chyba w ogole potrzebuje sie zrelaxowac. Moze "ofiaruj" bratu i bratowej jakies 2-3 wieczory zeby sobie poszli gdzies we dwoje a Ty zostaniesz z Mala i bedziecie miec czas na zabawe w wodzie i i nie tylko smile
            • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:40
              nie wiem ile średnio powinien trwać posiłek 3-latka, my w domu jemy na raty, coby właśnie nie trwało to zbyt długo - obiad to wpierw zupa a jakiś czas później dopiero drugie danie - jedzenie zupy to max 10 minut, uważam, że juz po 15-stu moje dziecko zaczęłoby wariować przy stole. Dla takiego dziecka siedzenie w jednym miejscu zbyt długo to naprawdę duża kara uncertain Nawet jeśli to "tylko" jedzenie. Później zacznie sobie li i jedynie te posiłki kojarzyć jako cos na max złego, jako karę, jako coś, co może zacząć śnić się po nocach uncertain
              • iwi.k1 Re: martwię się... długie 10.08.11, 09:27
                Przede wszystkim warto rodzicom małej uświadomić, że takie zmuszanie dziecka do jedzenia może zaoowocować problemami z jedzeniem w dorosłym życiu: przeróżne zaburzenia jedzenia, anoreksja, bulimia, itp. Chcą tego dla swojego dziecka??

                Z doświadczenia wiem (mam 8-mio i 6-cio letnie dzieciaki) że dzieci nie dokarmiane słodyczami i nie zmuszane do jedzenia, zdrowe, zje tyle ile potrzebuje. Nie chcesz jeść całego obiadu? nie szkodzi, czekasz do kolacji. Kolacja znika wtedy w całości wink
                • verdana Re: martwię się... długie 10.08.11, 10:23
                  Z doswiadczenia wiem, ze kolacja nie zniknie, w ogóle nie zostanie zaczęta.
                  Tyle, ze i tak nie ma się czym przejmować.
          • rosapulchra-0 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:59
            Brat popelnia wystarczająco duzo błedów wychowawczych, zeby jeszcze mu dopisywać gebę koszmarnego zboczeńca. Bratu trzeba wytłumaczyć, ze swoim zachowaniem niszczy dziecko, bratowej - ze ma dziecka za wszelką cenę bronić
            Zgadzam się w całej rozciągłości, długości i szerokości.
        • ata99 Re: martwię się... długie 10.08.11, 20:46
          Zmuszanie dziecka do jedzenia to przemoc. Taka sama jak lanie, czy inne tortury.
    • peggy_su Słuchajcie 09.08.11, 18:50
      Już pomijając te wszystkie podejrzenia, które przychodzą do głowy - mam nadzieję, że są na wyrost. Tak czy siak widze jak moj brat traktuje dziecko. Widze ze mała się go boi i że nie ma oparcia w mamie. Oczywiście że lgnie do rodziców, ale moim zdaniem brakuje je czułości, bliskości. Z tatusiem ma reżim jak w wojsku.
      Ma na miejscu babcię, ale babcia nie jest z tych co to ustawi kogoś do pionu, nie zwróci uwagi jakoś dobitniej.

      Ja na miejscu nie mieszkam. Żal mi małej. NIe wiem jak mogłabym jej pomóc.
    • prawdziwy_necik Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:51
      Widzę ze w tobie nadzieja bys pomogła temu dziecku...
      Zdobądz zaufanie tej małej,wspólne lody,plac zabaw,basen...itp
      Trzylatki to dzieci które nie potrafią klamac ew.są przypadki które lubią fantazję...tak czy inaczej dziecko jest w takim wieku ze jestes w stanie w dyskretny sposob dowiedziec sie wszystkiego...najlepiej podczas zabawy...dziecko bawiąc sie potrafi sie skupic na konkretnej odpowiedzi.
      To ze nie chce jesc ja bym pewnie sie tym za bardzo nie przejęła bo w tym wieku dzieci sie buntują jesli chodzi o posilki...natomiast te ucieczki do babci do pokoju i lęk przed samochodami...oj daje mi do myslenia.
      Cokolwiek sie dowiesz cokolwiek odkryjesz ...nie pozostawiaj tego bez echa.
      Równie dobrze moze byc tez tak ze dziecku nic sie nie dzieje jesli chodzi...o mysli dziewczyn tu na forum...tylko poprzez ciągłe odpychanie przez ojca jego stanowczosc i te rozkazy popadło w depresje?Bywa to prawdziwe...i tu potrzebna interwencja niekoniecznie lekarza tylko rodzicow by dali tyle czułosci ile potzrzebuje to dziecko.
    • mamula_to_ja Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:52
      Co do podejrzeń wszystkich.
      Sądzicie że tata molestuje swoją córkę?
      Ja tam bym była daleka od takich wniosków...

      A tak na marginesie-uruchomienie całej procedury jest proste i szybkie.

      A co do jedzenia i generalnie wszelakich obserwacji.
      Czy Wy mieszkacie razem?
      W sensie,że w zasadzie cały dzień obserwujesz jaki Mała spędza z Tatą/Rodzicami?

      Bo co do metod nad talerzem-ok nie popieram ale nie ukrywam że i mi się zdarzało wkurzać.
      Tak wiem-dziecko się samo nie zagłodzi...bla bla bla....to frustracja rodziców bla bla bla...I co z tego ze wiem. Zdarzają się takie chwile. Jak starsza miała ok. 3 lat przechodziła taki bunt że myślałam że nie coś trafi. Szlag najpewniej uncertain Nie trafił co prawda ale ciężko było. A jakby mi się jeszcze cała rodzina do tego na ręce patrzyła to już w ogóle cud miód by był. Nie ma co uncertain

      Tak czy siak.
      Jak są jakieś poważne podejrzenia i dowody-trzeba zgłaszać.

      Ale tak po prostu bym się nie wtrącała dlatego,że ktoś jest surowy wobec dziecka....
      • verdana Re: martwię się... długie 09.08.11, 18:57
        Otóż to. Uruchomienie procedury jest proste, tylko jej zatrzymanie - nie.
        Po takiej procedurze, nawet jesli podejrzenia się nie potwierdzą, rodzina juz nie istnieje, a dziecko na ogół bywa bardzo skrzywdzone.
        • mamula_to_ja Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:02
          Tak. Potwierdzam i całkowicie się zgadzam.
        • bacha1979 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:07
          verdano ja nie napisałam, że on molestuje dziecko. Ale tak to przyszło mi na myśl.
          Z tego co piszesz wynika, że w ogóle spraw związanych z molestowaniem nie należy "tykać". Bo przesłuchania krzywdzą dziecko. A co jeśli (tfu, tfu!!) podejrzenia autorki (też) mają podstawy.
          • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:43
            tego typu sprawy jak najbardziej trzeba "tykać". A to co później się dzieje, czyli przesłuchania itd, powinny być tak prowadzone aby jak najmniej dziecku kojarzyły się z tymi złymi przeżyciami
            • asia_i_p Re: martwię się... długie 18.08.11, 08:34
              Ty opisujesz stan idealny. Verdana opisuje stan faktyczny. Dziecko będzie miało do czynienia ze stanem faktycznym, a nie idealnym, i to z tym faktycznym stanem trzeba się liczyć.
      • mamula_to_ja Jeszcze jedno... 09.08.11, 19:05
        Ludzie są różni.
        Sam jeśli są z natury oschli i surowi nie można oczekiwać że nagle staną się inni.
        Tak już jest.
        Czy się to nam podoba czy nie.
        • verdana Re: Jeszcze jedno... 09.08.11, 19:07
          Mozna być oschłym i surowym, ale do jedzenia zmuszać nie wolno. To są dwie różne rzeczy.
          • mamula_to_ja Re: Jeszcze jedno... 09.08.11, 19:13
            Nie wolno ale też nie do końca wiemy jak jest na prawdę.
            Znamy sytuację bez jej kontekstu.
            Nie widzimy co i jak.

            Jak pisałam i mi się zdarzało być surową i oschłą i rozkazywać i wmuszać obiad z wrzaskiem. Nikt nie jest doskonały. Nie popieram. Autorka wątku może zwrócić uwagę bratu. I to chyba jedyne co może zrobić.
            • iwi.k1 Re: Jeszcze jedno... 10.08.11, 09:34
              jeśli autorka zaobserwowała kilka razy sytuację ze zmuszaniem dziecka do jedzenia to już to chyba nie jest normalne? raz czy dwa rozumiem, ale prawie każdy posiłek taki? nie dziwię się, że to dziecko nie chce jeść.
              • iwi.k1 Re: Jeszcze jedno... 10.08.11, 09:34
                iwi.k1 napisała:

                > jeśli autorka zaobserwowała kilka razy sytuację ze zmuszaniem dziecka do jedzen
                > ia to już to chyba nie jest normalne? raz czy dwa rozumiem, ale prawie każdy po
                > siłek taki? nie dziwię się, że to dziecko nie chce jeść.

                i jeszcze jedno: takie zmuszanie dziecka do jedzenia to PRZEMOC.
          • bi_scotti Re: Jeszcze jedno... 09.08.11, 19:13
            verdana napisała:

            > Mozna być oschłym i surowym, ale do jedzenia zmuszać nie wolno. To są dwie różn
            > e rzeczy.

            A no - exactly. Jednoczesnie jednak bycie oschlym, surowym i zmuszajacym do jedzenia nie jest rownoznaczne z molestowaniem sexualnym swojej 3-letniej corki! Zanim sie faceta oskarzy o takie dzialania nalezy podjac kroki zmierzajace do ulagodzania ogolnej sytuacji w domu - jak wynika z opisu (moze przesadzonego?), sytuacja jest czesto nerwowa i napieta tak z zalozenia. To nie jest fajna atmosfera dla nikogo, ani dla 3-latki, ani dla innych czlonkow rodziny. Czy tam sa jeszcze jakies inne problemy uzasadniajace taki ogolny stres? Trudna ciaza bratowej? Klopoty finansowe? Zawodowe? Malo miejsca w domu? Zdrowie? Bo tak teoretycznie to mloda rodzina z 3-letnia coreczka czekajaca na nastepne dziecko powinna raczej pozytywnie i optymistycznie patrzec na swiat ...
            • el_jot Re: Jeszcze jedno... 09.08.11, 19:17
              bi_scotti napisała:

              >>
              Jednoczesnie jednak bycie oschlym, surowym i zmuszajacym do jed
              > zenia nie jest rownoznaczne z molestowaniem sexualnym swojej 3-letniej corki!

              Oj Biscotti, chyba nie przeczytałaś do końca wątku autorkiwink
            • peggy_su Re: Jeszcze jedno... 09.08.11, 19:25
              bi_scotti - tu nie ma rozumowania - zmuszanie do jedzenia --> molestowanie.
              Mysl o molestowaniu to mam nadzieje głupi pomysł którym nie zamierzam się z nikim dzielić.
              Ale sądzę że problem i tak jest.
        • nangaparbat3 Re: Jeszcze jedno... 09.08.11, 19:38
          Ale znęcać się nad dzieckiem nie mają prawa. A to co ojciec wyczynia przy jedzeniu to znecanie się, dla mnie gwałt, mniej poważny niż seksualny, ale gwałt. Tyle tylko że powszechnie praktykowany.
      • peggy_su Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:11
        Nie mieszkam z nimi na co dzień. Spedzam u nich część urlopu,święta, przyjezdzam czasem na weekendy. Wiem jaka Mała jest na codzień. Właśnie chodzi o to że ona się nie buntuje, nie babrze jedzeniem, nie rzuca sztućcami, jest grzeczna i spokojna (w odróznieniu zreszta od innych dzieci w rodzinie). Wiem że dziecko czasem potraqfi doprowadzac do szału. Ale ten maluch z buzia pełną od jedzenia, który siedzi cicho itylko łzy mu płyną po policzkac - raczej nie.
        • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:14
          peggy_su napisała:

          >. Ale ten maluch z buzia pełną od jedzenia, k
          > tóry siedzi cicho itylko łzy mu płyną po policzkac - raczej nie.

          Biedny dzieciak.
        • mamula_to_ja Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:16
          Jakbym widziała moją Hankę.
          Też nie rzucała sztućcami.
          Też była spokojna i chlipała z buzią pełną jedzenia memłanego przez 30 minut.

          I dalej twierdzę że doskonale rozumiem frustrację brata.
          Nie uważam że jest ok.
          Ale rozumiem.
          • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:43
            Ale to że rozumiesz ojca dziecku nie pomoże.
          • kawka74 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:54
            Ja nie rozumiem, za cholerę nie rozumiem.
            Czemu ma służyć zmuszanie do jedzenia? Po co to siłowanie się? Z jakiego powodu frustracja?
            Jeśli dziecko jest autentycznym niejadkiem (nie "wydaje-mi-się-że-mało-je-i-powinno-zjadać-do-końca"), to się szuka pomocy u lekarza. Jeśli nie - to po co cały ten cyrk? Żeby udowodnić, kto tu rządzi? Nie rozumiem tego.
            • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:59
              kawka74 napisała:

              Jeśli nie - to po co cał
              > y ten cyrk? Żeby udowodnić, kto tu rządzi?

              Dokładnie po to.
              • kawka74 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:03
                O rany...
                Dorosły siłuje się na jedzenie z trzylatkiem??? Przecież to absurd.
                • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:10
                  Absurd.
                  Wydaje mi się, że o jedzenie z dzieckiem walczą ludzie określonego typu. Tacy co to zawsze najmniejszą próbie buntu dziecka, traktują jak zamach na swój autorytet. Bo nie będzie mi tu gó...arz mówił co będzie jadł, skoro ja tu rządzę. Tak mniej więcej.
                  • kawka74 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:26
                    W kontekście tego, co piszesz, wydaje mi się, że brat autorki wątku wraz z bratową postanowili dziecko 'wychować' na posłuszne i ciche, być może wierząc, że w ten sposób, pruskim drylem i opacznie rozumianym nierozpieszczaniem, oszczędzą sobie kłopotów w przyszłości. Mała ma od początku znać swoje miejsce, wiedzieć, że tatuś ma zawsze rację, że wie, co dla niej dobre, więc ma go słuchać zawsze i wszędzie. A dzieciak intuicyjnie próbuje wywalczyć dla siebie choćby skrawek autonomii korzystając z tego, co ma pod ręką - czyli choćby jedzenia albo odmowy kąpieli.
                    A może też i tak być, że brat autorki wątku to po prostu typ, który musi mieć ostatnie słowo, musi wygrywać, musi postawić na swoim, czy to w kolejce w supermarkecie, czy to w kwestii obiadu córki.
                  • bi_scotti Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:40
                    el_jot napisała:

                    > Wydaje mi się, że o jedzenie z dzieckiem walczą ludzie określonego typu. Tacy
                    > co to zawsze najmniejszą próbie buntu dziecka, traktują jak zamach na swój aut
                    > orytet. Bo nie będzie mi tu gó...arz mówił co będzie jadł, skoro ja tu rządzę.
                    > Tak mniej więcej.

                    Ja mam 3 niejadkow, z ktorymi NIE WALCZYLISMY ale gdy dzieci byly male i liczylismy kazdego centa mimo, ze u nas jedzenie tanie, wewnetrznie diabli mnie brali nie raz i nie sto gdy potwory nie chcialy czegos, co nam bylo tak trudno wlaczyc w budzet. Wiec ja moge sobie wyobrazic, ze jesli ktos ma np. klopoty finansowe i widzi jak znowu talerz czegos tam stoi nietkniety to moze byc mocno wsciekly. Co, oczywiscie, nie usprawiedliwia terrozywania malolata. Tak tylko chcialam zaznaczyc, ze powody nie zawsze sa tylko wewnetrzne wynikajace z personality.
                    Tak czy inaczej, naprawde najlepiej jest sie nauczyc proponowac dziecku zeby samo sobie nalozylo i sugerowac zawsze mniej niz wiecej. To bardzo uspokaja obie strony.
                    • iwi.k1 Re: martwię się... długie 10.08.11, 09:55
                      zastanawiam się, co było pierwsze: kłopoty z jedzeniem czy oschłość rodziców. Bo kłopoty z jedzeniem mogą być jedynie reakcją na brak czułości i miłości.
                      • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 13:09
                        Ale jakie kłopoty? Dziecko połowę zjada bez problemu.
                  • asia_i_p Re: martwię się... długie 18.08.11, 08:45
                    Oraz tacy, którym wmówiono kiedyś, że jeśli dziecko nie wchłonie określonej ilości składników odżywczych każdego dnia, umrze natychmiast, a przynajmniej dostanie szkorbutu.
                    Nigdy specjalnie nie walczyłam z moim dzieckiem o jedzenie, ale raz stoczyłam z nią małą wojnę - kiedy miała trzy miesiące i po sześciu tygodniach karmienia mieszanego doszła do wniosku, że koniec z butelką. A ja miałam wizję, że jeśli pierś nie starczała wcześniej, to nie starcza i teraz i dziecko się zagłodzi.
            • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:29
              kawka74 napisała:

              > . Jeśli nie - to po co cał
              > y ten cyrk? Żeby udowodnić, kto tu rządzi? Nie rozumiem tego.

              Właśnie rozumiesz. Żeby udowodnić, kto rządzi.
              • kawka74 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:56
                Dorosły facet czy dorosła kobieta vs trzylatek.
                Obłęd.
                • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 21:00
                  Jako nastolatek wprawiał się na młodszej siostrze. Jest mieczakiem, więc wyżywa się na dzieciach. Może przesadzam, ale z tego co pisze Peggy taki obraz niewątpliwie sie wylania.
                  • mamula_to_ja Re: martwię się... długie 10.08.11, 18:10
                    A jaki nastolatek nie ma czasem dosyć młodszego rodzeństwa?
                    • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 19:00
                      Oczywiście, wiem coś o tym. Jako starsza siostra. Ale Peggy pisze o czymś zupełnie innym.
          • mamaly Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:32
            mamula_to_ja napisała:

            > Jakbym widziała moją Hankę.
            > Też nie rzucała sztućcami.
            > Też była spokojna i chlipała z buzią pełną jedzenia memłanego przez 30 minut.
            >
            > I dalej twierdzę że doskonale rozumiem frustrację brata.
            > Nie uważam że jest ok.
            > Ale rozumiem.

            A ja nijak nie rozumiem. Właściwie po co zmuszać dziecko do jedzenia ???? Szczególnie , że już zjadło , tyle ile chciało/potrzebowało ?????

          • imasumak Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:55
            A robiłaś coś z tym? Czy tylko tłumaczyłaś samą siebie? Z takimi zachowaniami trzeba walczyć.
        • lelija05 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:39
          O kurde, chyba bym się też popłakała.
        • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:42
          peggy_su napisała:

          > . Ale ten maluch z buzia pełną od jedzenia, k
          > tóry siedzi cicho itylko łzy mu płyną po policzkac - raczej nie.
          Też się poryczałam.
          Mnie nie zmuszali, ale widziałam kuzyna zmuszanego, widziała, będąc dzieckiem parę lat starszym, awantury, jakie mu robili - to były jedne z najgorszych przeżyc mego dzieciństwa.
          Moj były maz też był zmuszany - zacząl wreszcie wymiotowac przy jedzeniu, nie miał innego sposobu, żeby się bronić.
          • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:52
            nangaparbat3 napisała:

            >> Moj były maz też był zmuszany - zacząl wreszcie wymiotowac przy jedzeniu, nie m
            > iał innego sposobu, żeby się bronić.
            >
            Mój mąż twierdzi, że jak dziecko nie chce jeść to znaczy, że w ten sposób walczy z rodzicami, że próbuje postawić na swoim. I że jedzenie jest do tego najlepsze. Niekiedy próbuje zmuszać moją córkę do jedzenia, mimo, że apetyt ma za dwóch, tyle, że jak każdy, nie wszystko lubi i nie wszystko jej smakuje. Jak tatuś ma zły humor, to na przykład potrafi powiedzieć, że nic do końca dnia już nie dostanie nic do jedzenia, albo próbuje zmuszać córkę, żeby jadła to na co on ma ochotę. Jeżeli na moim miejscu była by matka, co to we wszystkim się z mężem zgadza, to dziecko ciężko by miało, tak jak ta mała Peggy Sue.
            • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:34
              Uważam, że Twój mąż ma rację - że jedzenie to dla małego dziecka zasadniczy obszar samostanowienia. Ale na tym oczywiście zgoda się kończy - według mnie dziecko od urodzenia ma prawo do stawiania rodzicom granic.
              Dobrze, że sobie z nim poradziłaś smile
              • el_jot Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:44
                Dobrze, że sobie z nim poradziłaś smile

                Nie poradziłam, lepiej napisać: jakoś sobie radzęwink
                • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:58
                  Też dobrze smile
            • jowita771 Re: martwię się... długie 11.08.11, 13:40
              > Mój mąż twierdzi, że jak dziecko nie chce jeść to znaczy, że w ten sposób walcz
              > y z rodzicami, że próbuje postawić na swoim.

              Dziecko, jak każdy człowiek, coś lubi, coś innego mu może nie smakować. To chyba normalne, nie mieści mi się w głowie, że ktoś może tego nie rozumieć. Mój mąż np. nie lubi flaków i do głowy by mi nie przyszło, że mogę go zmusić do ich zjedzenia ani on by się nie pozwolił zmusić. A dziecko wolno zmuszać, bo mamy nad nim władzę?
              Ja byłam jako dziecko zmuszana do jedzenia. Byłam strasznym niejadkiem, nie raz siedziałam nad talerzem i chlipałam i nie raz jeszcze dostałam przy tym w twarz od mamy, bo za długo przeżuwałam.
              Moja córka też jest wybredna i jak sobie o niej myślę, to pewnie byłoby z nią podobnie, jak ze mną, tylko, że nigdy jej nie zmuszam. Pytam, na co ma ochotę. Jak cały dzień chce tylko kanapki, to je kanapki. Zamrażam dla niej sporo zupy pomidorowej, bo lubi i czasami przez tydzień je na obiad tylko pomidorową.
        • attiya Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:45
          rodzic, który nie reaguje na płacz własnego dziecka to coś potwornego, to czasem gorsze, niż wyrzucenie z siebie emocji, nawet w wyjątkowych sytuacjach krzyk.
          Żal mi tego dziecka sad
    • el_jot Hmmm, twój brat bardzo przypomina mi mojego męża 09.08.11, 19:10
      Nie będę się rozpisywać, bo nie o moim męzu jest ten wątek. Na szczęście moja córka ma charakterek i mnie. SZkoda, że chrześnica córka nie ma oparcia w matce. Jak kiedyś pisałam o moim męzu dziewczyny radziły jemu/nam warsztaty dla rodziców, nie wiem czy takie warsztaty potrafią nauczyć czułości dla dziecka, to się chyba z domu wynosi, tak mi się wydaje.
      Chciałam jeszcze napisać, że mimo, że mój mąż jest dla córki oschły, wręcz czasami chamski, nierozumiejący, to nigdy nie było takiej sytuacji, żeby się go tak bała,jak twoja chrześnica. Dlatego ta twoja sytuacja mnie tak zaniepokoiła.
      • peggy_su Re: Hmmm, twój brat bardzo przypomina mi mojego m 09.08.11, 19:17
        Brat z bratową okazują sobie normalnie uczucia. Na początku nawet mnie dziwiło ich przytulanie czy całowanie przy całejrodzinie, bo u nas raczej dorosli nie okazywali sobie nadmiernej czułosci. Choc dzieciom zawsze okazywało jej sie sporo. Tez jak mała sie urodziłą mój brat był dla niej fantastyczny - nosił, tulił, całował, czule przemawiał itd. Z czasem się to zmieniło.

        Myślę jeszcze o tym że niedługo będzie drugie dziecko u nich. Dawniej sobie myślałąm, że fajnie jeśli będą mieli druge, może troche wyluzują z tym reżimem. Teraz się boję - co będzie jeśli młoda wreszcie zacznie być niegrzeczna, np z zazdrości.
    • mamula_to_ja Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dziewczyn 09.08.11, 19:23
      Przy mojej mamie.
      Jestem okropna.
      Wkurzam się, krzyczę.

      Tylko przy niej.
      Pewnie wynika to z tego że ona ocenia mnie i moje metody wychowawcze, dogaduje co ona by zrobiła, jak by zrobiła...itp...Że ja robię coś źle.

      I ja jestem tak spięta ogólnie że wyładowuję się na babach.
      Jakbym miała z nią mieszkać to byłby jakiś koszmar...

      I wiem że tak jest, i nic nie jestem w stanie z tym zrobić poza tym aby dłuższych odwiedzin czy wyjazdów wspólnych nie było...

      Może jakaś analogia do sytuacji z zachowaniem brata tu jest?
      • peggy_su Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 09.08.11, 19:30
        Hmm bratu raczej nikt na ręce nie patrzy jak się małą zajmuje. Moja mama to już w ogóle wychodzi do swojego pokoju i rzadko coś powie żey nie było ze sie wtrąca. Moim zdaniem przegina w drugą stronę bo czasem mogłaby sie wtrącić.
        A też opisywana sprawa nie dotyczy tylko jedzenia, to tylko jeden z przykładów. Dotyczy w ogóle traktowania małej.
        No i wybór brata że z mamą mieszka.
        • anais_66 Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 11.08.11, 02:27
          peggy_su napisała:

          > Moja mama to już w ogóle wychodzi do swojego pokoju i rzadko coś powie żeby nie było ze sie wtrąca.

          Oni mieszkają w domu Twojej Mamy?
          • peggy_su Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 17.08.11, 16:49
            tak
        • bacha1979 peggy jak Maleńka?? 22.08.11, 10:26

      • el_jot Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 09.08.11, 19:34
        Terapia by się przydała.
      • imasumak Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 09.08.11, 21:06
        mamula_to_ja napisała:

        I wiem że tak jest, i nic nie jestem w stanie z tym zrobić poza tym aby dłuższych odwiedzin czy wyjazdów wspólnych nie było...


        Ależ można coś z tym zrobić. Iść na terapię i pracować nad sobą.
        • mamula_to_ja Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 10.08.11, 10:53
          Tak-można by.
          Ale nie mam czasu/chęci/kasy.
          I tak się z mamą często nie widuję smile

          Nie widzę takiej potrzeby.
          • imasumak Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 10.08.11, 21:24
            Skoro nie widzisz potrzeby, gnęb nadal swoje dzieci. Pewnie ci za to podziękują w przyszłości.
            • mamula_to_ja Re: Wiecie kiedy jestem najgorsza dla swoich dzie 10.08.11, 22:44
              Będę gnębić ile wlezie.
              I katować, o tak!
              I ....masakra...będę także patrzeć strasznym wzrokiem.
              I wmuszę kalafiora!!
              YES!
              suspicious
    • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:47
      Cóż, na razie dobrze, że mieszkają z babcią, że - mam nadzieję - dziecko wie, że są jacyś dorośli po jego stronie. Że babcia utuli. Że można do niej uciec.
    • rosapulchra-0 Re: martwię się... długie 09.08.11, 19:56
      Chcesz sprawdzić, co się dzieckiem dzieje?
      Zainstaluj kamerę w jej pokoju. Najlepiej we wszystkich jej w domu ulubionych miejscach. W ciągu kilku dni sprawa się wyjaśni. Oczywiście, jeśli uprzedzisz domowników o tym fakcie, to niczego się nie dowiesz. Takie jest moje zdanie.
      • kajak75 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:14
        A czy twój brat ma psa lub kota?bo Zachowuje się tak, jakby ograniczał czułości i zainteresowanie córka, aby po urodzeniu drugiego dziecka mala była przyzwyczajona do mniejszego zainteresowania nią.
      • pysiaczek1234 Re: martwię się... długie 09.08.11, 21:23
        Hmmmm znam taki typ facetra. Czuły, chętny do zabawy a przy jedzeni dostaje jakiegoś świra sad fakt moje dziecko ma 7 i pół roku 20 kg wagi wzrost 122cm , no mała jest, jest alergiczką, mleka nienawidziła od małego, kłopoty były z karmieniem ale teraz już umie wspomnieć , że jest głodna albo , że ma dość i ja to rozumiem, wychodzę z założenia , że dziecko się nie da zagłodzić. Mąż tego nie rozumie i młoda musi zjadać to co ma na talerzu czy to lubi czy nie sad No nie ma przemocy ale często są między nimi kłótnie, często Ola je obiad godzinę czasu a mnie się serce kraje. Reaguje owszem, tłumacze,że może nie mieć ochoty, nie lubić tego ale nie ma zjeść sad Tez nie mogę ciągle zabierać jej talerza i oddawać psu smile bo to nie wporządku wobec męża, mamy układ wspieramy się w swoich decyzjach, nie raz już próbowałam tłumaczyć niestety nic nie pomaga sad Walka o jedzenie trwa a Ola na prawdę wiele rzeczy polubiła jak ja ją uczyłam próbowania nowych smaków, ale niektóre porcje są dla niej za duże no i niektóre rzeczy jej nie smakują jak nam dorosłym to chyba normalne. No mam kurdupelka ale jest cudowna i kochana i z jedzeniem jak nie ma taty nie mamy problemów dochodzimy do kompromisów smile
        Ja też byłam karmiona przez mame ciągle czymś czego nienawidziłam, chuda byłam jak patyyk a jedzenie lądowało za łóżkiem, kanapki na grzejniku ususzone a wędlina za szafkami taki był skutek wmuszania jedzenia we mnie smile A teraz mam 174 cm i wagę w sam raz smile Nie za mała ani nie za duża smile i dlatego sama rozumiem moje dziecko ale walki z mężem toczyć też nie mam już siły i Ola chyba też już zakumała na szczęście smile
        Dziecko się nie zagłodzi.

        A z tą kąpielą nie dramatyzujcie bo mogło być faktycznie tak, że ktoś coś przy dziecku powiedział ono pokojarzyło fakty i powstał wielki widziany oczyma dziecka problem.

        Mam w rodzinie 5 latkę, która uwielbia jak jej się czyta ksiązki o przyrodzie i zwierzętach. Kiedyć miałą czytaną książkę o żmiji , że żyje w naszych lasach. W momencie gdy jej tato zaproponował wyprawę do lasu po grzyby mała dostała niesamowitej histerii i nikt nie wiedział czemu drze się , że do żadnego lasu nie pójdzie. Po chwili przyniosła książkę i pokazała , że w lesie są żmije i że ona do żadnego lasu nie idzie bo ją zabiją!
        I co ktoś by mógł wymyśleć od razu teorie , że małej ktoś w lesie coś zrobił. Dziecięca wyobraźnia jest niesamowita i czasami niechcący coś powiemy a u dziecka przeobraża się to w ogromny problem.

        Mókj syn, 5 lat nie chce jeździć w góry bo tam są wilki. Płacz na samo wspomnienie okropny a to tylko ktoś oglądał z nim film przyrodniczy o wilkach żyjących w górach.
        • anais_66 Re: martwię się... długie 11.08.11, 02:33
          pysiaczek1234 napisała:

          > Tez nie mogę ciągle zabierać jej talerza i oddawać psu smile bo to nie wporządku wobec męża, mamy układ wspieramy się w swoich decyzjach, nie raz już próbowałam tłumaczyć niestety nic nie pomaga sad

          Żałosne. Smutne. Żal dziecka.
      • majenkir Re: 09.08.11, 21:32
        rosapulchra-0 napisała:
        > Zainstaluj kamerę w jej pokoju.(...)Oczywiście, jeśli uprzedzisz domowników o tym fakcie, to niczego się nie dowiesz.



        Haha, tak, najlepiej komus podglad zalozyc. W jego wlasnym domu. Masz jeszcze jakies "cudowne" pomysly?
        • rosapulchra-0 Re: 10.08.11, 15:24
          To nie jest cudowny pomysł. Jeśli dziewczyna podejrzewa swojego brata, że molestuje swoją córkę, to daj lepszy sposób na udowodnienie lub rozwianie tych wątpliwości?
          • nangaparbat3 Re: 10.08.11, 16:53
            Rosa, poczekaj, ona zna go lepiej niz my wszystkie razem, i od lat. Przemyśli wszystko, co do tej pory przeczytała, przypomni sobie, co się działo, może z kimś pogada. Ale nawet gdyby doszła do wniosku, że rzeczywiście zachodzi takie prawdopodobieństwo, chyba po prostu nie wolno instalować kamer w cudzym domu, to jest przestępstwo.
            • rosapulchra-0 Re: 10.08.11, 19:08
              Good point!
              Ja mam wielką nadzieję, że więcej wyobraźni jest w tym poście niż prawdy. Naprawdę.
              I mam nadzieję, że ta wyobraźnia nie ma przełożenia w rzeczywistości.
              • nangaparbat3 Re: 10.08.11, 19:22
                W postach Peggy to wydaje mi się sam realizm. Te straszne pomysły to nasze wnioski.
                • rosapulchra-0 Re: 10.08.11, 19:32
                  Pisząc "w poście" miałam na myśli cały wątek. Moja wina za brak sprecyzowania.
    • polifonia1983 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:48
      Przeczytałam tylko ten post, bez odpowiedzi, więc jeśli już ktoś to napisał, to przepraszam za powtórzenie.
      Przeczytaj te artykuły, nie są najlepsze, ale może pomogą.
      tekst 1
      tekst 2
      U małych objawia się także zmianą zachowań, fobiami (siadanie w wannie), brakiem apetytu, byciem osowiałą,zmęczoną, płaczliwą, drażliwą.
      • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 09.08.11, 21:07
        Też myślałam o depresji, ale dwa czy trzy dni smutku, przygnębienia i lękow to jednak za krótko. Wydaje mi się, że jeśli w ciągu jakichś trzech- czterech tygodni nic sie nie zmieni, przydałaby się konsultacja psychiatry dziecięcego. A potem terapia rodziców.
    • falka32 Re: martwię się... długie 09.08.11, 20:57
      Ponieważ najbardziej popularne tropy zostały już omówione, to ja dorzucę jeszcze z innej beczki.
      U moich dzieci takie nagle pojawiające się objawy jak:
      - nagła zmiana nawyków i preferencji, np. dotyczących kąpieli, zabaw, zachowania, ubierania (nie chce czegoś założyć, bo go drapie, swędzi)
      - zmiana nawyków jedzeniowych, np. nagłe przerzucenie się na jedzenie maleńkich ale częstych porcji, nagły wzrost apetytu, częste picie, niechęć do wcześniej lubianych potraw i odwrotnie
      - pojawiający się nagle lęk przed hałasem, np wiertarki, szczekania psa
      - marznięcie w ciepłym pomieszczeniu
      - nadwrażliwość i płaczliwość bez wyraźnego powodu

      pojawia się jako efekt uboczny przy podawaniu niektórych leków homeopatycznych. I jest to efekt powtarzalny, czyli zawsze przy tych lekach się pojawia to zachowanie, po czym samo znika po kilku godzinach lub kilku dniach. Jest to mechanizm znany w homeo, nieszkodliwy, chociaż może wyglądać niepokojąco. Moje dzieci są po prostu megawrażliwe na leki homeo i u nich taki efekt widać bardzo spektakularnie. Więc jeżeli nie potwierdzi się teoria o molestowaniu seksualnym, psychopatii ojca albo efekcie zaniedbań wychowawczych, który pojawił się nagle dwa dni temu, to ja bym sprawdziła dla spokoju, czy mała nie dostawała jakichś nowych leków (choćby zwykły syropek Stodal). Lub inne tropy zdrowotne. Jest też trop pt. skok rozwojowy (czytaj: dziecko rośnie i "układ nerwowy je chwilowo boli"), chyba zaniedbywany w tej dyskusji smile
      -
      • verdana Re: martwię się... długie 09.08.11, 21:23
        Dla mnie dwa- trzy dni innego zachowania to jeszcze za krotko, aby się zastanawiać.
        Co mnie jednak dziwi - w domu, oprócz brata, jest jeszcze dwoje doroslych. Dlaczego nie bronią dziecka? Czy uwazają metody brata za wlasciwe - a wtedy dziecko ma trzech nadzorców i żadnego schronienia, czy też także boją się brata?
        • falka32 Re: martwię się... długie 09.08.11, 21:44
          > Dla mnie dwa- trzy dni innego zachowania to jeszcze za krotko, aby się zastanaw
          > iać.

          Dla mnie w ogóle 2-3 dni NAGŁEJ zmiany zachowania w wielu aspektach kompletnie nie pasuje do przyczyn w rodzaju "zaowocowały błędy wychowawcze".

          Ja w opisie zachowań brata nie widzę traumatogennego psychola, przed którym dziecko musi się chronić i uciekać, tylko dość zamkniętego w sobie i surowego pana o tradycyjnym podejściu - w naszym pokoleniu, jak byliśmy dziećmi, połowa jak nie więcej ojców było takich. Tacy byli wszyscy moi wujowie, z którymi mieszkaliśmy w moim dzieciństwie na kupie i nie pamiętam, żebym przed nimi uciekała, chociaż też przy stole nie wolno było beknąć, pierdnąć, zjadać trzeba było wszystko pod karą śmierci a jednym spojrzeniem potrafili usadzić nawet mnie (z ADHD i wieczną delirką psychoruchową) na tyłku w miejscu. Owszem, respekt czułam, ale miałam z nimi bliską więź i z tymi, którzy jeszcze żyją, nadal mam.
          • mamula_to_ja Re: martwię się... długie 10.08.11, 10:57
            O no właśnie.
            Zgadzam się.
          • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 13:17
            Nie widzisz, bo przyzwyczajono Cie do tego od urodzenia, taka była norma. Ale chyba trzylatka, która przez pół godziny siedzi nieruchomo przy stole z pełną buzi,ą, a po policzkach płyną jej łzy, to już nie jest norma?
            • falka32 Re: martwię się... długie 10.08.11, 14:49
              > Nie widzisz, bo przyzwyczajono Cie do tego od urodzenia, taka była norma.

              No przepraszam, ale w swojej psychoanalizie posunęłaś się chyba za daleko, zapominając, że nie mam od dosyć dawna już 3 lat i jestem w stanie odróżnić niewydolnego wychowawczo, zamkniętego w sobie faceta od brutalnego psychola, a także odróżnić dziecko naprawdę maltretowane psychicznie od dziecka zmuszanego do jedzenia przez kogoś, kto sobie po prostu nie radzi. Tzn tutaj nie widzę ich, ale zdaje sobię sprawę, że taka różnica ISTNIEJE i wnioskuję z opisu, że do czynienia mam z tym a nie z tamtym przypadkiem. Tak, wiem, w dzisiejszych czasach to zmuszanie do jedzenia to też zbrodnia, jakkolwiek mam nadzieję, że za to nie odbiorą temu ojcu praw rodzicielskich, lub z powodu łez na policzkach, które moje dzieci potrafią mieć przez godzinę (w sensie, zanosić się nieukojonym szlochem) z powodu odmowy słodyczy - czy to norma czy nie?
              • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 14:54
                Ależ nie ma w tym żadnej psychoanalizy. Po prostu każdy z nas uważa za normalne i słuszne to, do czego przywykł od dziecka.
                I tak, szloch trwający przez godzine uznałabym za nienormalny, zwłaszcza z błahego powodu. Uważałabym, ze prawdziwy powód jest inny.
                • falka32 Re: martwię się... długie 10.08.11, 15:48
                  > Ależ nie ma w tym żadnej psychoanalizy. Po prostu każdy z nas uważa za normalne
                  > i słuszne to, do czego przywykł od dziecka.

                  Ależ to jest właśnie tak zwana chałupnicza psychoanaliza, która niewiele ma wspólnego z realem.

                  > I tak, szloch trwający przez godzine uznałabym za nienormalny, zwłaszcza z błah
                  > ego powodu. Uważałabym, ze prawdziwy powód jest inny.

                  A przyjmujesz istnienie czegoś takiego jak intuicja rodzicielska, która mówi że ryk wniebogłosy trwający godzinę jest normalny i należy go zignorować, zaś buzia w podkówkę w innej sytuacji jest alarmem? Czy musisz mieć zegarek do mierzenia czasu focha, żeby wiedzieć, z jakiego powodu twoje rodzone dziecko wyje i czy jego wycie jest normą, czy też już patologią?
                  • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 16:48
                    Nie bardzo rozumiem, o co się kłócisz - sama piszesz, że tacy jak opisany ojciec byli Twoi wujkowie, że w związku z tym nie widzisz niczego szczególnie złego w jego postępowaniu.
                    Co do intuicji -
                    niestety sądzę, że jeśli dziecko wyje z błahego powodu przez więcej niż kilka-kilkanascie minut (myślę o małym, kilkuletnim dziecku, bo to oczywiście działa odwrotnie proporcjonalnie do wieku) i nie uspokaja się, a rodzic uznaje to za coś "normalnego", to intuicja w tym punkcie nawala.
                    I nie twierdze, że trzeba się doszukiwać jakichś szczegolnie głębokich przyczyn tego płaczu - dziecko może być choćby bardzo zmęczone albo chore (ale objawy się jeszcze nie rozwinęły i rodzice nie wie).
                    • falka32 Re: martwię się... długie 10.08.11, 18:54
                      > Nie bardzo rozumiem, o co się kłócisz - sama piszesz, że tacy jak opisany ojcie
                      > c byli Twoi wujkowie, że w związku z tym nie widzisz niczego szczególnie złego
                      > w jego postępowaniu.

                      Nie, nanga. Nie to napisałam. Napisałam, że byli tacy i pomimo tego miałam i mam nadal z nimi WIĘŹ pełną ciepła i (dopiero teraz idzie "w związku z tym") nie widzę niczego katastrofalnego w tym zachowaniu. Oraz, że w naszym pokoleniu wielu rodziców takich było i nie uczyniło to z nas masowo kalek psychicznych. W tym zachowaniu nie ma niczego, co samo w sobie miałoby być przyczyną NAGŁEJ, z dnia na dzień, zmiany zachowania, apetytu, poziomu lęku (czyli zmian, które mogą mieć tło zarówno psychiczne jaki i czysto fizyczne).

                      > niestety sądzę, że jeśli dziecko wyje z błahego powodu przez więcej niż kilka-k
                      > ilkanascie minut (myślę o małym, kilkuletnim dziecku, bo to oczywiście działa o
                      > dwrotnie proporcjonalnie do wieku) i nie uspokaja się, a rodzic uznaje to za co
                      > ś "normalnego", to intuicja w tym punkcie nawala.

                      A jaką masz definicję "błahego powodu" i kto ocenia jego błahość i stosowny do błahości czas wycia? Ty czy dziecko decyduje, jaki powód jest dla niego błahy i ile powinien płakać?
                      • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 19:02
                        Daj spokój. Odmowa cukierków to błahy powód, śmierć zwierzęcia czy zgubienie przytulanki - poważny.
                      • verdana Re: martwię się... długie 10.08.11, 19:05
                        Jest zasadnicza róznica pomiędzy dzieckiem,które w głos ryczy, bo czegos chce. Ryczy, bo jest złe, bo jest smutne, a w dodatku głośno rycząc ma nadzieję na wynegocjowanie tego, czego niedostało. OK. Tak sobie może ryczeć bez strat własnych.
                        Dziecko, trzyletnie, ktore placze bezgłosnie, bo nie jest w stanie spełnić wymagań doroslych, to zupełnie inna bajka. To pierwsze dziecko protestuje - to drugie już protestować się oduczyło. To pierwsze nie dostanie i już, to drugie jest zmuszane do zjedzenia czegoś, czego jeść nie jest w stanie, czyli do gwałcie na własnym organizmie. Pierwszemu nie dzieje sie krzywda, drugiemu - zdecydowanie tak.
                        Obrazowo - cóz, czym innym jest pacz dziewczyny, z którą chlopak nie miał ochoty się przespać, a czym innym placz tej, którą chłopak wykorzystuje, mimo, ze ona nie chce. I to jest drastyczne, ale własciwe porównanie.
                        • falka32 Re: martwię się... długie 10.08.11, 22:55
                          > Dziecko, trzyletnie, ktore placze bezgłosnie, bo nie jest w stanie spełnić wyma
                          > gań doroslych, to zupełnie inna bajka. To pierwsze dziecko protestuje - to drug
                          > ie już protestować się oduczyło.

                          A to jest tylko twoją interpretacja, żeby nie powiedzieć projekcja. Różnica między dzieckiem, które urządza rodzicom godzinny negocjacyjny ryk a dzieckiem, które jako jedyny protest bezgłośnie łyka łzy w kąciku, może leżeć tylko w różnym temperamencie i osobowości, a nie w tym, że to drugie zostało brutalnie oduczone protestowania. Dzieci SĄ RÓŻNE a ta dziewczynka, jak opisuje ją autorka wątku, jest raczej mało wojowniczym egzemplarzem i taka była od początku.

                          To pierwsze nie dostanie i już, to drugie jest
                          > zmuszane do zjedzenia czegoś, czego jeść nie jest w stanie, czyli do gwałcie n
                          > a własnym organizmie. Pierwszemu nie dzieje sie krzywda, drugiemu - zdecydowani
                          > e tak.

                          Też się nie zgadzam. Gwałt na organizmie brzmi bardzo efektownie, ale życie dziecka i dorosłego jest pełne takich gwałtów i niestety trzeba się do nich przyzwyczaić - dzieci dostają ohydne, pawiopędne lekarstwa (z punktu widzenia dziecka nie różni się to absolutnie niczym od wmuszania szpinaku), zastrzyki, wrażliwcom sensorycznym obcina się paznokcie, od czego dostają spazmów, małe dzieci ubiera się wbrew ich woli, bo trzeba wyjść, albo przewija czy kąpie pomimo ich dezaprobaty. Są szczypane i tarmoszone przez rodzeństwo i tłuką się z rówieśnikami. To wszystko są naturalne, normalne koleje dzieciństwa, przed którymi dziecka nie da się uchronić i nie ma powodu, żeby go chronić, bo potem będzie totalnie bezbronny w starciu z rzeczywistością. Robienie wielkiego halo i nazywanie gwałtem, krzywdą wmuszania zupki czy każdego działania rodzicielskiego, które spotyka się z dezaprobatą dziecka i przekroczeniem jego granic fizycznych jest moim zdaniem przegięciem. Znam osobę, która żeby nie gwałcić dziecka przemocą fizyczną przy ubieraniu, spóźnia się do pracy regularnie po półtorej godziny i niedługo tę pracę po prostu straci. Ona jest rozdarta, bo wyczerpała już wszystkie znane nieprzemocowe metody, zaś dziecko jest zachwycone, bo rządzi rozkładem jazdy i zajęć mamy.
                          Żeby było jasne, bardzo cenię sobie granice fizyczne i nie zaniedbuję ich znaczenia. Ale porównanie do dziewczyny i chłopaka jest o tyle złe, że w relacji rodzic - dziecko jest inny układ, strony nie są równorzędne i ich prawa/przywileje/obowiązki są z definicji różne, choćby nie wiem ile razy użyć słowa "partnerstwo".
                          • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 23:38
                            Ale dlaczego Ty tak bronisz wmuszania jedzenia?
                            • falka32 Re: martwię się... długie 11.08.11, 11:29
                              > Ale dlaczego Ty tak bronisz wmuszania jedzenia?

                              Widzę tutaj pewną nadzieję, że odpowiem "bo mi wmuszano w dzieciństwie i uważam to za normę" big_grin big_grin big_grin

                              Nie bronię wmuszania jedzenia, ale wnioskowanie, że ktoś wmuszający jedzenie i niezbyt czuły to pewnie kryptopedofil i przemocowiec, wydaje mi się nadgorliwością typową dla pewnego rodzaju nowoczesnych rodziców.
                              • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 11.08.11, 12:16
                                falka32 napisała:

                                > > Ale dlaczego Ty tak bronisz wmuszania jedzenia?
                                >
                                > Widzę tutaj pewną nadzieję, że odpowiem "bo mi wmuszano w dzieciństwie i uważam
                                > to za normę" big_grin big_grin big_grin
                                >

                                Masz bujną (albo właśnie ograniczoną ) wyobraźnię.

                                > wnioskowanie, że ktoś wmuszający jedzenie i
                                > niezbyt czuły to pewnie kryptopedofil i przemocowiec, wydaje mi się nadgorliwoś
                                > cią typową dla pewnego rodzaju nowoczesnych rodziców.

                                Poczytaj uważnie posty Peggy.
                                W jednym z nich pisze wyraźnie, że jedzenie jest tylko przykładem.
                                Poza tym - tu bedę seksistowska - nie widziałam w życiu ojca, który aż tak przejmowałby się jedzeniem trzyletniego dziecka. Wmuszanie jedzenia to tradycyjna rola polskich matek i babć.
                                • falka32 Re: martwię się... długie 11.08.11, 13:03
                                  >
                                  > Masz bujną (albo właśnie ograniczoną ) wyobraźnię.

                                  Droczę się tylko smile

                                  > Poczytaj uważnie posty Peggy.
                                  > W jednym z nich pisze wyraźnie, że jedzenie jest tylko przykładem.

                                  Czytałam uważnie od samego początku, przed sformułowaniem swojego zdania.
                                • malila Re: martwię się... długie 12.08.11, 09:10
                                  nangaparbat3 napisała:
                                  > Poza tym - tu bedę seksistowska - nie widziałam w życiu ojca, który aż tak prze
                                  > jmowałby się jedzeniem trzyletniego dziecka.

                                  A ja widziałam i znam.

                                  Poza tym ja także odnoszę wrażenie, że nie tyle dyskutujesz z Falką, co usiłujesz ją zdiagnozować.
                                  • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 18.08.11, 00:16
                                    A cóż to niby za diagnoza, że za normalne uważamy to, jak było w naszej rodzinie?
                          • ciociacesia znaczy co? 12.08.11, 02:03
                            fakt ze dziecinstwo i zycie jest pełne przykrosci i przemocy nieuniknionej tlumaczy dodatkowe nieuzasadnione przykrosci fundowane dziecku bo tak? niech sie przyzwyczaja?
                            • falka32 Re: znaczy co? 12.08.11, 18:11
                              > fakt ze dziecinstwo i zycie jest pełne przykrosci i przemocy nieuniknionej tlum
                              > aczy dodatkowe nieuzasadnione przykrosci fundowane dziecku bo tak? niech sie pr
                              > zyzwyczaja?

                              Nie. Chodzi o to, że dzieci wychowywane w duchu nie-AP też na ogół żyją, mają się dobrze i nie mają zespołu ciężkich traum po dzieciństwie, więc robienie zbrodniarzy z rodziców, którzy postępują wg tzw starej szkoły a nie wg nowej to moim zdaniem nadgorliwość gorsza od faszyzmu i może strasznie krzywdzić ludzi i pośrednio dzieci też, bo dzięki takimi nagonkom dzisiaj mało który rodzic może się czuć kompetentny i pewny siebie, a niepewny siebie rodzic nie jest dobrym rodzicem, choćby wypełniał wszystkie przykazania AP punkt po punkcie, z podręcznikiem w ręku - patrz pani z mojej powyżej zamieszczonej anegdotki o ubieraniu dziecka. Są rzeczy, za które naprawdę należy piętnować, ale mam wrażenie, że w tej chwili wmuszanie zupki stawia się na równi z molestowaniem seksualnym, jako przestępstwo wobec dziecka o takim samym ciężarze gatunkowym i z taką samą zaciętością się piętnuje. Nie wiem, czy ktoś pamięta jeszcze w ogóle, że więź z rodzicami tworzy się na podkładzie z uczucia (rodzic wmuszający zupkę na ogół kocha dziecko i dziecko o tym wie, dlatego tylu z nas nadal kocha i szanuje rodziców, chociaż kazali nam pić mleko z kożuchem) a nie na ścisłym wypełnianiu przykazań jakichś guru od wychowania, którzy dzisiaj są na topie a jutro będą skompromitowani. A już na pewno jakość naszego rodzicielstwa nie zależy od tego, ilu rodziców nieprzestrzegających tych zasad uda się nam zglanować.
                              • mariolka55 Re: znaczy co? 17.08.11, 21:49
                                więc robienie zbro
                                > dniarzy z rodziców, którzy postępują wg tzw starej szkoły a nie wg nowej to moi
                                > m zdaniem nadgorliwość gorsza od faszyzmu i może strasznie krzywdzić ludzi i po
                                > średnio dzieci też, bo dzięki takimi nagonkom dzisiaj mało który rodzic może si
                                > ę czuć kompetentny i pewny siebie, a niepewny siebie rodzic nie jest dobrym rod
                                > zicem, choćby wypełniał wszystkie przykazania AP punkt po punkcie, z podręcznik
                                > iem w ręku - patrz pani z mojej powyżej zamieszczonej anegdotki o ubieraniu dzi
                                > ecka. Są rzeczy, za które naprawdę należy piętnować, ale mam wrażenie, że w tej
                                > chwili wmuszanie zupki stawia się na równi z molestowaniem seksualnym, jako pr
                                > zestępstwo wobec dziecka o takim samym ciężarze gatunkowym i z taką samą zacięt
                                > ością się piętnuje. Nie wiem, czy ktoś pamięta jeszcze w ogóle, że więź z rodzi
                                > cami tworzy się na podkładzie z uczucia (rodzic wmuszający zupkę na ogół kocha
                                > dziecko i dziecko o tym wie, dlatego tylu z nas nadal kocha i szanuje rodziców,
                                > chociaż kazali nam pić mleko z kożuchem) a nie na ścisłym wypełnianiu przykaza
                                > ń jakichś guru od wychowania, którzy dzisiaj są na topie a jutro będą skompromi
                                > towani.


                                podpisuje się
                              • nangaparbat3 Re: znaczy co? 18.08.11, 00:24
                                I właśnie w tym problem, że osoba, która kocha dziecko, i którą to dziecko kocha, wmusza w nie jedzenie. Nie pozwala odmowić. Nie pozwala decydować o najbardziej osobistej sprawie. Gdyby nie było więzi, nie byłoby to takie złe.
                                Dlaczego tak wiele małolatów próbuje alkoholu, narkotyków? Bo nie umieja odmówić. Robi im się potem śmieszne "treningi odmawiania", usiłując nauczyć czegoś, czego mogli byli nauczyć rodzice 15 lat wcześniej.
                                Potem sie opowiada o "presji rówieśniczej".
                                • falka32 Re: znaczy co? 18.08.11, 22:48
                                  > I właśnie w tym problem, że osoba, która kocha dziecko, i którą to dziecko koc
                                  > ha, wmusza w nie jedzenie. Nie pozwala odmowić. Nie pozwala decydować o najbard
                                  > ziej osobistej sprawie. Gdyby nie było więzi, nie byłoby to takie złe.

                                  Widzisz, tylko że ta wmuszająca osoba robi to na ogół powodowana troską o dziecko, jego dzisiejsze i przyszłe zdrowie, a nie dlatego, że lubi się poznęcać. Nawet, jeżeli jej wiedza na temat żywienia i psychiki dziecka pozostawia wiele do życzenia, to intencje na ogół są dobre i dotyczą dobra dziecka. I dzieci na ogół to rozumieją - jak nie dziś, to rozumieją później, jak dorosną. Właśnie dlatego ta więź jest.

                                  Aha, no ja na przykład nie uważam jedzenia za najbardziej osobistą sprawę, w której decydowanie jest niezbędne mi do poczucia tożsamości. Znam ważniejsze. Na wakacjach z powodzeniem jem to, o czym zadecydował kierownik stołówki, w wyznaczonych przez niego godzinach i nie powoduje to u mnie złego samopoczucia.

                                  > Dlaczego tak wiele małolatów próbuje alkoholu, narkotyków? Bo nie umieja odmówi
                                  > ć.

                                  Poczekaj, aż dorośnie pokolenie dzieci, którym nie wmuszano zupki i zobaczymy, czy są tacy odporni na presję równieśniczą smile)))
                                  Presja rówieśnicza i jej uleganie jest znacznie starsze, niż moda na wmuszanie zupek.
                                  • nangaparbat3 Re: znaczy co? 18.08.11, 23:31
                                    > Widzisz, tylko że ta wmuszająca osoba robi to na ogół powodowana troską o dziec
                                    > ko, jego dzisiejsze i przyszłe zdrowie, a nie dlatego, że lubi się poznęcać. Na
                                    > wet, jeżeli jej wiedza na temat żywienia i psychiki dziecka pozostawia wiele do
                                    > życzenia, to intencje na ogół są dobre i dotyczą dobra dziecka. I dzieci na og
                                    > ół to rozumieją - jak nie dziś, to rozumieją później, jak dorosną. Właśnie dlat
                                    > ego ta więź jest

                                    Dokładnie to samo mowią rodzice, którzy bija dzieci. Wierzą w to - i ja im wierzę. Ale to nie znaczy przecież, że bicie jest OK.

                                    > Aha, no ja na przykład nie uważam jedzenia za najbardziej osobistą sprawę, w kt
                                    > órej decydowanie jest niezbędne mi do poczucia tożsamości. Znam ważniejsze.

                                    Ale jesteś trochę starsza od czterolatka, czy nie? I nikt nie wmusza w Ciebie jedzenia.

                                    Na
                                    > wakacjach z powodzeniem jem to, o czym zadecydował kierownik stołówki, w wyznac
                                    > zonych przez niego godzinach i nie powoduje to u mnie złego samopoczucia.

                                    A gdyby ten kierownik stał nad Tobą i nie pozwalal Ci wstac od stołu, dopóki nie zjesz wszystkiego, co Ci nałożył?

                                    > Presja rówieśnicza i jej uleganie jest znacznie starsze, niż moda na wmuszanie
                                    > zupek.
                                    O - a skąd wiesz?
                                    W każdym razie radzę zajrzeć do książeczki Eichelbergera "Ciałko". Jest tam cały rozdział o zmuszaniu do jedzenia i ewentualnych konsekwencjach.
                                    • falka32 Re: znaczy co? 18.08.11, 23:56
                                      > Dokładnie to samo mowią rodzice, którzy bija dzieci. Wierzą w to - i ja im wier
                                      > zę. Ale to nie znaczy przecież, że bicie jest OK.

                                      Mleko z piersi też jest lepsze niż modyfikowane i nikt temu nie zaprzecza, a pomimo to wiele dzieci żyje na nim i nie odróżnisz ich o tych, które wyrosly na piersi - chociaż nie dostały od rodziców "tego, co najlepsze". Być może "to, co najlepsze" wcale nie jest aż tak niezbędne dla prawidłowego rozwoju dziecka.

                                      > A gdyby ten kierownik stał nad Tobą i nie pozwalal Ci wstac od stołu, dopóki ni
                                      > e zjesz wszystkiego, co Ci nałożył?

                                      A widzisz, to zależy, dlaczego by stał. Ja jestem dorosła, pełnoletnia i mam prawo głosowania, zarabiam na siebie, kierownik nie odpowiada za moje zdrowie i życie, więc biedny musi to uwzględnić. Tak czy inaczej, mam opanowaną sztukę jedzenia tego, co mi nie smakuje i niekoniecznie wtedy, kiedy jestem bardzo głodna - i nie uważam tego za coś, co mi uwłacza. Dzięki temu mam dobre układy z teściową tongue_out

                                      > > Presja rówieśnicza i jej uleganie jest znacznie starsze, niż moda na wmus
                                      > zanie
                                      > > zupek.
                                      > O - a skąd wiesz?

                                      Uczyłam się o tym na studiach. A ty skąd wiesz, że nie? Od wujcia Eichelbergera?
                                      • nangaparbat3 Re: znaczy co? 19.08.11, 00:05
                                        Wiesz co, mnie to już nuży.
                                        Ja zazdroszczę mojej córce, że nie zje jednego kęsa więcej, niż naprawdę chce - a nie Tobie, że będziesz jadła nie chcąc, żeby nie urazić teściowej. Nie sądzę, żebysmy sie dogadały.

                                        _________---
                                        "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
                                        • falka32 Re: znaczy co? 19.08.11, 00:23
                                          Być może się nie dogadamy. Chociaż ja to "zmuszanie się dla nieurażania teściowej" nazywam raczej sztuką kompromisu. Bo wiesz, moja teściowa, oprócz tego, że zmusza innych do jedzenia i tutaj ma pie.dolca, ma wiele innych zalet, jest miłą, uczciwą, lojalną, sympatyczną i uczuciową kobietą, jej dzieci ją kochają i ja ją lubię. Dziwne, co? Czy to syndrom sztokholmski a nie żadna miłość?
                                          • nangaparbat3 Re: znaczy co? 19.08.11, 00:33
                                            Ale co to ma do rzeczy? Jestem miłą, ciepłą, uczciwą, lojalną i sympatyczną osoba, kocham moje dziecko nad życie, a niejeden raz jej robiłam rzeczy, których robic nie powinnam. Na szczęscie ona nauczyła się mówić: mamo, nie rób tak. A ja nauczyłam się przyjmować do wiadomości i nie uważać, że jesli protestuje, to mnie nie kocha, nie szanuje, nie docenia. Stawia granice i ma do tego prawo - a nawet obowiązek.
                                            To własnie o to chodzi - żeby mieć prawo odmówić osobie miłej, dobrej, kochającej. I żeby ta osoba potrafiła naszą odmowę zaakceptowac.
                                            Już tu pisałam - mój były mąż był karmionym na siłę dzieckiem, do tego stopnia, że przy jedzeniu zdarzało mu sie wymiotować. Jako dorosły człowiek do dzisiaj ma problemy z odmawianiem - i z proszeniem. Bardzo powazne problemy. Poza tym to uroczy, inteligentny, utalentowany, uczciwy, lojalny facet. Ale nawet sobie nie wyobrażasz, jak trudno mu życ.
                                            • falka32 Re: znaczy co? 19.08.11, 15:39
                                              A ja
                                              > nauczyłam się przyjmować do wiadomości i nie uważać, że jesli protestuje, to m
                                              > nie nie kocha, nie szanuje, nie docenia. Stawia granice i ma do tego prawo - a
                                              > nawet obowiązek.
                                              > To własnie o to chodzi - żeby mieć prawo odmówić osobie miłej, dobrej, kochając
                                              > ej. I żeby ta osoba potrafiła naszą odmowę zaakceptowac.

                                              Nanga, ale helou, my nie żyjemy w amerykańskim filmie familijnym, tylko tutaj, na Ziemi. Pretensje możesz mieć do Bozi, że nie jest tak, jak być "powinno" a w dodatku nie masz raczej w ręku kontraktu, podpisanego przez wszystkich zainteresowanych, który by wiążąco określał twoje prawa do relacji z ludźmi wyłącznie wyedukowanymi psychologicznie i świadomie pracującymi nad sobą, oraz określał, że ci niewyedukowani i nieświadomi nie "powinni" być albo mają obowiązek dorównać twoim standardom. Ludzie są różni, mają różne charaktery, różne obciążenia i zalety wyniesione z domu, pochodzą z różnych środowisk i opowiadanie "ja potrafię, więc jeżeli ktoś nie potrafi, to oznacza jego złą wolę" jest kompletnie bez sensu. Tak samo - twój mąż ma problem z odmawianiem a tysiące innych ludzi nie mają takiego problemu pomimo tych zupek - czego to dowodzi? Że ludzie różnie reagują na podobne doświadczenia i nie ma tutaj jednego schematu "wmusisz. Rodzicami stają się też różni ludzie i nie oznacza to, że automatycznie każdy rodzic MUSI zmienić się i odrzucić "siebie" w momencie posiadania dziecka i stać się kopią ciebie lub jakiegoś "rodzica optymalnego" wyciętego z podręcznika, który nagle nie ma już prawa być sobą. Teściowa również MA PRAWO nie rozumieć naszej odmowy i nie umieć jej zaakceptować a my mamy prawo nie skorzystać z własnego prawa do odmawiania.
                                              • nangaparbat3 Re: znaczy co? 19.08.11, 16:50
                                                Nie. Zazwyczaj nie chcę ludziom sprawiać przykrości i jesli tylko mogę, unikam. Ale jedzenie jest zbyt poważną sprawą. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana. Zmuszanie do jedzenia narusza cielesną integralność.
                                                Przykład mego byłego męża jest skrajny. Rzadko się zdarza, żeby dziecko było zmuszone do bronienia się przed karmieniem wymiotami. Jego siostra była otyła, koło dwudziestki przeszła przez okres niejedzenia i wychudzenia na granicy anoreksji. Też ma problemy z odmawianiem, i z proszeniem (to dwie strony tego samego medalu - jeśli panicznie boisz się odmawiać, nie chcesz stawiać innych w tak przykrej sytuacji).
                                                W Polsce powszechne jest zmuszanie dzieci do jedzenia, i powszechne są problemy z odmawianiem, chronieniem (nieagresywnym!) własnych granic, etc. A przecież karmienie jest własnie w najbardziej dosłownym znaczeniu przekraczaniem ich - równie dosłowne są chyba tylko seksualna penetracja i zabiegi medyczne.
                                                • falka32 Re: znaczy co? 19.08.11, 17:24
                                                  No widzisz - a w moim odczuciu jedzenie nie jest wcale poważną sprawą.

                                                  Jedyna osoba, którą znam (na dziesiątki innych, zmuszanych w dzieciństwie do zupek i szpinaku) która ma zaburzenia związane z odżywianiem i asertywnością, jest pozornie w typie idealnie ilustrującym twoją teorię, czyli niegdyś chorowita chudzina i niejadek, zmuszana do jedzenia nawet jako nastolatka. Ale tylko pozornie, ponieważ jeżeli zajrzysz głębiej w jej rodzinę i psychikę, znajdziesz wystarczająco dużo powodów do wystąpienia tych zaburzeń, gdzie wmuszanie jedzenia w ogóle nie jest potrzebne, żeby wystąpiły. To zmuszanie może być tylko wisienką na torcie, dzięki której ma akurat zaburzenia odżywiania a nie lęk wysokości czy przed pająkami.
                                                  Tak samo jak sam klaps nie wystarczy, żeby stworzyć dziecko o objawach maltretowanego, tak samo nie wystarczy wmuszanie zupek, żeby stworzyć zaburzenia odżywiania. To jest teoria, którą świetnie się sprzedaje naiwnym rodzicom i zbiera się oklaski jako guru (w dodatku jest prosta, jednoczynnikowa, łatwa do zapamiętania i łatwa do powtarzania innym rodzicom w trakcie pouczania, można nią łatwo zabłysnąć), ale niestety (albo stety) psychika ludzka nie jest aż tak prosta.
                  • mamula_to_ja Re: martwię się... długie 10.08.11, 16:54
                    Falka...
                    Jak ja się cieszę że się odezwałaś w tym wątku.
                    Bo już autentycznie zaczynałam się bać...
                    • imasumak Re: martwię się... długie 10.08.11, 21:54
                      Tak, tłumacz sobie swoją patologię anomaliami u innych. Dzieci tylko szkoda.
                      • mamula_to_ja Re: martwię się... długie 10.08.11, 22:42
                        Myhy smile
                        CMOK
    • pali-kotka Re: martwię się... długie 09.08.11, 21:59
      A co mówi o zachowaniu dziecka Twoja mama? Mieszkają razem, zajmuje się nią, co mówi o zachowaniu syna? Pytałaś?
    • szanowna_pani Re: martwię się... długie 09.08.11, 22:02
      Nie wiem, co Ci poradzić. Jeśli jesteś ze Śląska to mogę Ci polecić bardzo rozsądną psycholog dziecięcą.
      • azile.oli Re: martwię się... długie 10.08.11, 17:58
        Jeśli chodzi o bieżącą sytuację, to zrobiłabym, jak ktoś już radził, badanie moczu.
        Moja córka była niejadkiem, ale całkowita odmowa jedzenia w połączeniu z niechęcią do siadania w wannie skłoniłaby mnie przede wszystkim do wykluczenia najprostszej przyczyny, czyli choroby.
        Moim skromnym zdaniem ojca mocno wkurza, że dziecko nie chce jeść, ja coś wiem o tym, bo się po prostu bałam o zdrowie córki. Na szczęście odpuściłam , ale nie raz musiałam się powstrzymywać, żeby nie reagować agresywnie na przetrzymywane w buzi jedzenie.
        Wydaje mi się, że rodzina powinna mieszkać oddzielnie, bez babci, która , siłą rzeczy, wyrazi dezaprobatę wobec metod wychowawczych rodziców. Nawet w ten sposób, że wyjdzie do swojego pokoju, żeby nie patrzeć. No, niestety, ale poziom agresji mi się podnosił, jeśli chciałam coś od dziecka uzyskać, a babcie/ciocie wyrażały milczącą dezaprobatę. Na szczęście byłam zła na nie, a nie na dziecko.
        • nangaparbat3 Re: martwię się... długie 10.08.11, 19:07
          To ja sugerowałam badanie moczu.
          Co do reszty to proszę Cię, przeczytaj jeszcze raz wypowiedzi Peggy, a potem napisz, jakie bedzie życie tej małej, kiedy ojciec bedzie miał nowego noworodka, a ona zacznie walczyć (Jak?) o jego uwagę i zyczliwość.
          • azile.oli Re: martwię się... długie 10.08.11, 19:29
            Owszem, facet ma ewidentnie problem, ale nie wiadomo, z czego on wynika. Bratowa trzyma z nim jeden front, bo albo się boi, albo widzi coś czego autorka wątku nie widzi, bo jest tam tylko gościem. Absolutnie nie powinno się to jednak odbijać na dziecku. A wydaje mi się, że oni chcą bardzo zaakcentować, że to ich rodzina, do nich należy ostatnie słowo. Nie zdają sobie jednak sprawy, jaką krzywdę wyrządzają dziecku. Ingerencja osób trzecich nie przyniesie raczej nic dobrego, ale małą trzeba ratować . Tylko dużo finezji tu trzeba, bo naprawdę nikt nie lubi, gdy ktoś krytykuje jego metody wychowawcze i snuje teorie, dlaczego dziecko jest smutne.
            Rodzic zazwyczaj się domyśla przyczyny, chyba, że jest zimnym draniem i wtedy trzeba reagować radykalnie.
            Może rozmowa z bratową przyniosłaby lepszy skutek. A może bratu trzeba wygarnąć.
    • nangaparbat3 dziewczyny, spokojnie 10.08.11, 13:01
      Książka jest dobra i ciekawa, ale napisał ją naukowiec zajmujący się przestępcami. Niestety niewiele w niej o osobach z rysem psychopatycznym, ktore nie łamią prawa.
      Przejrzałam ją dzisiaj dokładnie, nie mam pojecia, czy zasadnie ją tu przywolałam, chociaż szczególnemu, przerażającemu spojrzeniu autor poświęca zaskakująco dużo miejsca (s. 260-263).
    • titta Re: martwię się... długie 10.08.11, 19:09
      Nie umiesz bratu wygarnac, ze kosztem swojego ego wychowuje czlowieka z zaburzeniami psychicznymi, ktore albo bedzie anorektyczka albo bedzie sie ciac? Nie masz przykladow z wlasnego dziecinstwa? Zapytaj brata dlaczego to jedzenie takie wazne dla niego? Chcial by aby go ktos traktowal tak jak on traktuje mala?
      Powiedz, ze jak ty nie jestes autorytetem, to moze kurator sadowy bedzie?
      Postaw sie kobieto!
      • a.z.i.l.l.o Re: martwię się... długie 10.08.11, 19:45
        Podpiszę się pod tittą.
        Postaw się!!
        Czy Wy tam wszyscy boicie się tego gościa? Jak można nie reagować, kiedy ktoś znęca się nad dzieckiem??!!!!
    • damajah niechęć do kąpieli 10.08.11, 19:54
      Moja mała z dnia na dzień bez powodu zaczęła strasznie się bać kąpieli. Tzn bez widocznego dla nas powodu. Trwało kilka tygodni zanim sobie z tym poradziła, najpierw myłam ją ściereczką, potem kąpaliśmy pod bieżącą wodą w brodziku prysznicowym, potem nalewaliśmy malutko wody do małej wanienki (wróciliśmy do małej wanienki mimo że przestaliśmy już sporo wcześniej jej używać. I tam małymi kroczkami i zabawami (kupiliśmy gąbki, gumowe zabawki, kubeczki z dziurkami do kąpieli) doszliśmy do normalnej kąpieli.

      Mała miewała też okresy kiedy była smutna, zła, płaczliwa. Rok temu (jak miała właśnie 2 latka) w ten sposób zaczęła się wtedy niezidentyfikowana choroba - dzisiaj wiem że to silne uczulenie na komary - wtedy kilka rozdrapanych ran+alergia+osłabienie wywołało bardzo poważną chorobę ale skończyło się szczęśliwie. Dzisiaj już wiem że zanim mała zacznie chorować to przez kilka dni płacze, nie chce jeść itp.

      Co do brata to nie umiem doradzić, fatalna sprawa. Znając siebie dosadnie bym bratu powiedziała co myślę i nie odpuściłabym długo - zapewne drogą pisemną bo z doświadczenia wiem że w bardzo trudnych sprawach to działa (u mnie - z moim mężem) Co do bratowej to mam takie wrażenie że może być to wpływ Twojego brata niestety. Ona się go boi/chce robić tak aby był zadowolony. Znam to z autopsji. Ja się obudziłam i miałam to szczęście że mój mąż widział swoje wady i w końcu zwalczył wiele strasznych nawyków - moim zdaniem niemal przemoc psychiczną. Ale ja się postawiłam w końcu ostro.

      Myślę że prawdziwy problem to przemoc psychiczna wobec małej i brak czułości i to się niestety pogorszy pewnie jak się urodzi małe. Chyba pomóc może specjalista (jeśli to naprawdę tak źle wygląda jak piszesz - też się zastanów bo jeśli nie masz dzieci to niektóre rzeczy możesz widzieć inaczej - np ja do mojej młodszej córki muszę używać cholernie stanowczego i mocnego tonu żeby mnie od razu posłuchała kiedy to jest konieczne. Oczywiście kwestia jedzenia to jakiś idiotyzm, mała powinna jeść tyle ile potrzebuje a nie tyle ile sobie wyobrażają rodzice, z głodu nie umrze w domu pełnym jedzenia...)
    • czar_bajry Re: martwię się... długie 10.08.11, 23:41
      ale ta nagla niechęc do kąpieli? Młoda nie chce iść do taty. Kiedy może to ucieka do pokoju babci. Tata niestety jej trudnych chwil nie ułatwia. Nie przytuli jej, żadnej czułości, tylko ją strofuje.

      Może masz brata pedofila?
      • tobisia13 Re: martwię się... długie 11.08.11, 13:54
        Jesli masz taka mozliwosc zabierz siostrzenice na dzien lub dwa do siebie jesli jej rodzice sie zgodza.Moze dowiesz sie w czym problem bo jesli u ciebie bedzie sie inaczej zachowywac,to znaczy,ze w domu czegos lub kogos sie boi.A jak zachowuje sie po za domem gdy nie ma taty?Lub gdy nie ma go w domu?Jesli widzisz,ze wina jest po stronie brata spowodowana "tresura" to odwaz sie cos powiedziec.A mame nie pokoi takie zachowanie corki?
        • kasia123_dwa Re: martwię się... długie 12.08.11, 08:48
          Oglądałam program Doroty Z. na tvn style i tam mamusia karmiła dziewczynkę na siłe, potem Dorota zrobiłą to samo z mamuśką, efekt matce bużka opadła jak czuło sie jej dziecko. Naszykuj to czego twój brat nie cierpi załóż starą ścierę jako śliniak i karm łyżka za łyżką tak szybko by nie nadążył połykać, myślę że dziecko panicznie się boi ojca i strach ją paraliżuje. Zabierz ją do siebie na wakacje 1-3 dni i zobaczysz jak się zachowuje, a tatuś może stęskni się za córka?
          Czy rodzeństwem będzie syn czy druga córka?Może woli syna i powoli odsuwa się od córki.
          Może molestuje ?
          Mogę gdybać, trzymaj rękę na pulsie i staraj się mieć jak najlepszy kontakt z małą. A co na to matka? Ich na siłę ktoś karmił. przetrzymać by dziecko zgłodniało i samo się upomni, Zresztą dzieci maja mniejsze żołądki i potrzebują 1/3 tego co my lub mniej/więcej w zależności od dziecka.
    • peggy_su Niestety 17.08.11, 16:26
      To trwa już 10 dni. Przez jakiś czas myśleliśmy że może młodej wychodza ostatnie zęby. Nie znam się, ponoć to jest czas w którym wychodza. Młoda nie chciała pokazać buźki, więc nie dało się sprawdzić. Przy kąpieli w każdym razie już nie płacze. Bratowa mówi że odkąd nie musi myć zębów.
      Mała bawi się już normalnie i jesli tylko nikt nie każe jej jeść to jest w porządku.

      Niestey nie je nadal. Patrzy łapczywie na jedzenie, widać że jest głodna, bawi się jedzeniem, bierze jakieś ciastka do ręki, ale do ust nie włoży nawet okruszka. Przez ten ostatni tydzień zjadała na dzień kilka łyżeczek serka homogenizowanego, łyżeczkę potartego na papkę jabłka, trochę mleka wieczorem i tyle. Teraz nie chce juz nawet tego.

      Moja mama była z nią dziś u lekarza. Wzieli krew, mocz do badania, ale na pierwszy rzut oka lekarka stwierdziła ze młoda jest zdrowa. Zęby wyszły już dawno, z dziąsłami jest wszystko w porzadku więc to nie ten trop. Została wizyta u psychologa. Mam nadzieję, że mojej mamie uda się małą zaprowadzić.
      Ehh
      • lelija05 Re: Niestety 17.08.11, 16:34
        No to niedobrze. Ale dobrze, że mała była u lekarza i będzie wizyta u psychologa, to już jest plus, bo nie tylko Ty widzisz problem.
        A czy mała pójdzie do przedszkola od września?
        • peggy_su Re: Niestety 17.08.11, 16:42
          Nie dostała sie do przedszkola, będzie siedzieć nadal z moja mama. A za pół roku urodzi się rodzeństwo.
          • lelija05 Re: Niestety 17.08.11, 16:50
            Kurde, znowu szkoda, bo może jakby przebywała między innymi dziećmi, to może problem by znikł samoistnie (zależy oczywiście co nim jest)
            Ciekawa jestem co powie psycholog, czy diagnozą będzie to, że mała czuje się odtrącona ze względu na przyszłe rodzeństwo i zimny chów rodziców. Chociaż o tym, to chyba nikt nie wspomni?
            • peggy_su Re: Niestety 17.08.11, 17:00
              Wydaje mi sie ze młoda jeszcze srednio rozumie o co chodzi z tym rodzenstwem. Pewnie zrozumie dopiero jak sie pojawi.

              Wydaje mi sie, że najwiekszym problemem jest zachowanie mojego brata i to ze Mała od dawna była zmuszana do jedzenia. Juz jakis czas doszło do tego, że aby zjadła obiad, nie wolno było używać słowa "obiad", tylko np "deserek". Mimo że były ziemniaki i sałatka. Teraz po prostu czara się przelała. Może nawet bez jednego konkretnego zdarzenia. Tak myślę.
              No a z każdym dniem młodej jest trudniej wrócić do normalności. Teraz już dostaje histerii i do niczego nie da się jej przekonać.

              Najgorsze jest to że brat i bratowa nie widzą że coś robią źle i nie dają się przekonać.
              • lelija05 Re: Niestety 17.08.11, 17:05
                Aha.
                No to tym bardziej by było lepiej by dziewczynka zmieniła środowisko i nawyki.
                Napisałaś, że mama pójdzie z nią do psychologa, a może Ty też byś z nimi poszła?
                Skończy się na tym, że dziecko w szpitalu wyląduje gdy zasłabnie z niedożywienia.
              • imasumak Re: Niestety 17.08.11, 17:06
                peggy_su napisała:

                Najgorsze jest to że brat i bratowa nie widzą że coś robią źle i nie dają się przekonać.

                No to im też się przyda psycholog. Jest szansa, żeby oni też poszli?
      • asia_i_p Re: Niestety 18.08.11, 08:53
        A u dentysty byli? Bo może skupiali się na szukaniu nowych zębów, a dziecko któreś ze starych boli? To naprawdę potrafi dać w kość.
    • asia_i_p Re: martwię się... długie 18.08.11, 08:25
      A jaki był brat w dzieciństwie i w młodości? Miał skłonności do przemocy?
      I jakie masz z bratem układy, możesz z nim pogadać szczerze? Bo może on też wpuścił się w kanał i nie wie, jak to przerwać - wyżywa się psychicznie na dziecku, więc czuje się okropnym ojcem, więc napięcie narasta, więc się wyżywa, itd. To go nie usprawiedliwia, ale może gdyby z kimś mógł pogadać, zobaczyłby wszystko w innej perspektywie. Zobaczyłby, że to nie upór i bierna agresja ze strony dziecka, tylko lęk - może on potrzebuje takiej rozmowy.
      Co do obaw przed kąpielą, tym bym się chyba nie przejmowała - dziecku w tym wieku czasem, przeparaszam za określenie, odbije, i znienacka nie chce robić czegoś, co wcześniej lubiło - a trzylatek jak nie chce, to nie chce i nie pogadasz. Ale jedzenie ani kontakty z ojcem nie powinny tak wyglądać.
    • margarita81 Re: martwię się... długie 18.08.11, 10:45
      Smutna historia tej małej, aż mi się łezka zakręciła. Nigdy nie zrozumiem rodziców, którym wydaje się, że szczęście i zdrowie dziecka wynika, z tego, ile to dziecko zje. Gdy byłam mała też ciągle słyszałam: jedz, jedz, jedz. Było straszenie, że przyjadą po mnie cygani, jak nie zjem całego obiadu, albo psy mnie pogryzą, bo lubią kości, a ja to chodzące kości. Fakt, pączek to ja nie byłam. Jednak jak patrzę na zdjęcia z dzieciństwa, to widzę normalne szczupłe, nie chude dziecko. Do tej pory jestem szczupła, do tej pory mało jem. Wystarcza mi, mam wolną przemianę materii. Z dzieciństwa pamiętam zimne posiłki, lub żucie w nieskończoność jednego kawałka mięsa. I te nerwy mojej mamy przy jedzeniu. Porozmawiaj o tym z bratem. Uświadom mu, że te metody są złe i nic nie dają. Chyba sam widzi, że nic nie dają. Mogą co najwyżej zniechęcić do jedzenia i wogóle do wspólnych posiłków, które powinny być radością. Porozmawiaj z nim poważnie, bez świadków, żeby rozmowa nie przerodziła się w kłotnię rodzinną. Piszesz, że kiedyś był czuły dla małej. Zapytaj go gdzie podziała się ta czułość, wygasła w nim? Zrób małej zdjęcie teraz, jak jest taka przygaszona, z ukrycia jak się bawi. Pokaż bratu to zdjęcie i zdjęcie małej z okresu, gdy wszystko było ok. Wstrząśnij nim! W Tobie nadzieja. Powodzenia. A chrześnicę zabierz na jakiś z domu rodzinnego. Jak możesz to na kilka dni, jak nie to na kilka godzin. Ciekawe jak będzie się zachowywać przy Tobie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka