Chodzi o moją małą bratanicę, która za 2 miesiące skończy 3 lata.
Jest spokojnym, pogodnym i w zasadzie bezproblemowym dzieckiem. Narazie jedynaczka, za prawie pół roku będzie miała rodzeństwo. Jej rodzice dużo pracują, na codzień zajmuje się nią babcia.
Od dłuższego czasu niepokoi mnie to jak mój brat i jego żona traktują małą. Zwłaszcza mój brat. Już pomijam metody wychowawcze, które koniec końców nie powinny być moją sprawą. Ale w tym jak brat traktuje Małą ja widzę często po prostu agresję.
Młoda niewiele je. Choć jak porównuję do innych znajomych dzieci nie jest aż takim niejadkiem. Je różnorodnie, ale mało. Obiad z tatusiem w ich wykonaniu czasem wygląda jak horror. Młoda zje pół przygotowanej porcji, a potem siedzi prawie godzinę nad talerzem. Brat nie krzyczy na nią, tylko ostrym nie znoszącym sprzeciwu tonem każe jeść. Patrzy takim wzrokiem którego sama się bałam gdy byłam mała. Dziecko chlipie po cichu, czasem pakuje kolejne łyżki do buzi, ale nie połknie, tylko tak mieli to 30 minut, godzinę. Aż brat się nad nią zlituje i pozwoli odejść.
Nie wiem, czy rozumiecie o jaki rodzaj agresji chodzi. Brat nie bije dziecka, nawet nie krzyczy. Tylko mówi suchym i ostrym tonem, jak rozkazy: jedz, ubieraj się, zostaw itd. Kiedyś wydało mi się że kocha dzieci. Gdy mała była niemowlakiem, był dla niej bardzo czuły. Ale zmienił się. Nie wiem, może się boi że dziecko nie będzie posłuchane, że ją rozpuści. Ale małej daleko do rozpuszczenia.
I sytuacja z ostatnich dni, która mnie martwi najbardziej.
Nagle od dwóch dni Młoda jest inna, osowiała, smutna, przygaszona. Nie chce jeść już nic, w ogóle. Nawet cukierków które uwielbiała. Brat wmusił dziś w nią dosłownie dwie łyżki obiadu, ale okupione to było dwoma godzinami cichego płaczu nad talerzem.
Myśleliśmy że może mała jest chora, no ale nic innego na to nie wskazuje.
Druga sprawa - od dwóch dni mała nie chce się myć. Co zawsze robiła bardzo chętnie. Teraz nagle jest płacz, rozpacz. Nie chce nawet usiąść w wannie - mama z babcią myły ją wczoraj na szybko na stojąco.
Nic nie wskazuje by coś młodą blało, by była na coś chora. Jeszcze brak apetytu mógłby może na coś wskazywać, ale ta nagla niechęc do kąpieli? Młoda nie chce iść do taty. Kiedy może to ucieka do pokoju babci. Tata niestety jej trudnych chwil nie ułatwia. Nie przytuli jej, żadnej czułości, tylko ją strofuje.
Nie wiem co o tym myśleć. To moja chrześnica, moje oczkow głowie, bo nie mam własnych dzieci. Intuicja mi mówi że dzieje się coś złego.
Czy Wasze dzieci czasem tak się zachowują? Skąd to się mogło wziąć? Jak dojść do tego co jest grane, jesli dziecko jest na tyle małe ze wiele samo nie wytłumaczy?
Ehh