hellulah
10.01.12, 19:02
Tak mi się przypomniało pod wpływem wątku patronki.slonka.
Niedawno rozmawiałam z kimś o człowieku, które dość dobrze, niestety, zdarzyło mi się poznać. Na pewno nie na wylot - ale o tyle, o ile weszłam w nim w bardzo nieprzyjemne interakcje. Byłam od tego człowieka przez pewien czas powiedzmy że zależna, co skwapliwie wykorzystywał, bawiąc się jak kot z myszą, no coś a la skacz, jak strzelam batem, byle żwawiej, rób jak ja tobie dyktuję. (Drobny szczegół: u kota to amoralny instynkt i praktyczny trening przed polowaniem, u człowieka to jest dno moralne i parszywy charakter.)
Ów facet miał żonę i się rozwiódł. Tę kobietę i jej zdanie na temat pana też znam, nie odbiega od moich obserwacji. I teraz zdanie tego kogoś wspomnianego na początku: "Ach, jaki to dobry mąż był, jaki dobry człowiek, ja nie przypominam sobie, żeby on chociaż raz głos podniósł!".
Nie musiał.