Dodaj do ulubionych

a o tym się nie mówi

02.02.12, 16:31
W innym wątku Kamelia napisała:
Ten syndrom poaborcyjny jest czysta imaginacja ruchów ultrakonsterwatywnych. Może wystepuje u kobiet, które nie były pewne do końca, które uległy namowom, czy [b]młode kobiety, którym kochajacy rodzice złozyli "oferte nie do odrzucenia". [/b]

Pracuję od prawie 20 lat w liceum, i w tym czasie pamietam 4 (słownie: cztery) dziewczyny w ciąży (co roku do szkoły chodzi około 450 nastolatek). Nie wierzę, po prostu nie wydaje mi się w żaden sposób możliwe, by te trzy dziewczyny były jedynymi, jakie zaszły w ciąże podczas nauki u nas. Ile z tych, które zaszły w ciąże i usunęły, zostało do tego zmuszonych przez rodziców? Czy zmuszenie do aborcji (też przez odmowę pomocy) nie jest co najmniej równie okrutne jak odmowa prawa do aborcji?
Obserwuj wątek
    • eliszka25 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 16:50
      no mnie tez sie nie chce wierzyc, ze w takiej masie dziewczat ledwie 4 zaszly w ciaze. jak ja bylam w klasie maturalnej, to bylo nas 24 dziewczyny z czego 2 do matury zdazyly urodzic, a trzecia byla wysoko w ciazy.

      znam to tez z wlasnego, ze tak powiem, podworka, bo moja siostra zaszla w ciaze "za panny", jak to sie kiedys mowilo. bylo to juz ponad 20 lat temu, mieszkalismy na wsi, wiec "wstyd" dla rodziny. jak bardzo zyskali wtedy w moich oczach moi rodzice, ktorzy wprawdzie najpierw sie wsciekli, ale pomogli mojej siostrze. nie tylko na zasadzie "no dobra, mozesz u nas zostac, jak juz musisz", ale odstapili mojej siostrze sypialnie, zeby zmiescilo sie lozeczko, poczynili odpowiednie zakupy, a jak moj siostrzeniec mial niespelna rok i siostra dostala ze swojego zakladu pracy cynk, zeby wrocila, bo po wychowawczym mozliwe, ze nie bedzie miala po co, uslyszala tylko "idz, o dziecko sie nie martw".

      ja sobie nie wyobrazam, co musialoby sie stac, zebym przestala kochac i chronic swoje dziecko. mam co prawda dwoch chlopakow, wiec zaden mi z brzuchem nie przyjdzie, ale jak przyjdzie i powie, ze jego kolezanka jest z nim w ciazy, to przeciez tez nie pogonie. ja rozumiem, ze mozna sie w danej chwili wsciec i ja bym sie pewnie w pierwszym odruchu wsciekla, no ale pozniej emocje opadaja i zaczyna sie dzialas rozumem. znam jednak rodzine, gdzie ojciec wyrzucil z domu corke, ktora zaszla w ciaze ze swoim chlopakiem. na szczescie chlopak znalazl mieszkanie, wzial dziewczyne do siebie i radza sobie.
    • triss_merigold6 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 16:52
      Chyba nie jest dla nikogo tajemnicą, że wśród uczennic częściej rodziły dziewczyny z zawodówek i techników, a nie licealistki. Co nie znaczy, że te ostatnie nie podejmowały współżycia do ślubu.
      • eliszka25 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 16:58
        no widzisz, a ja bylam w liceum i do matury byly 3 ciezarowki w klasie
      • dorota.alex Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 10:09
        No właśnie, a co to znaczy? Że rzadziej zachodziły, czy że częściej usuwały?
        • triss_merigold6 Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 10:16
          To znaczy, że i częściej dbały o antykoncepcję i - w razie wpadki - częściej usuwały ciąże.
    • ally Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 16:54
      > Czy zmuszenie do a
      > borcji (też przez odmowę pomocy) nie jest co najmniej równie okrutne jak odmowa
      > prawa do aborcji?

      Oczywiście, że jest. Dlatego frakcja pro-choice nazywa się pro-choice, a nie pro-abortion.
      • jjod Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 17:01
        Mnie inna rzecz zastanawia: dlaczego te ciężarne nastolatki się nie zabezpieczyły wcześniej?
        I ile by się nie mówiło o wizycie u lekarza, o róznorodnych metodach anty., choćby nawet tej prezerwatywie, i tak niektóre idą do łóżka bez niczego.
        • gulcia77 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 17:09
          A to już temat na inną dyskusję, podejrzewam równie gorącą.
          Ja wiem tylko, że ginekolodzy dość mocno promują wśród młodych dziewczyn antykoncepcję hormonalną, a w młodym organizmie zachodzą: 1) zmiany 2) odpowiedzialne pamiętanie o pillach to nie jest cecha każdej nastolatki smile Chyba lepiej by było wdrukować, że bez gumki się "tego" nie robi.
        • policjawkrainieczarow Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:20
          jjod napisał:

          > Mnie inna rzecz zastanawia: dlaczego te ciężarne nastolatki się nie zabezpieczy
          > ły wcześniej?
          > I ile by się nie mówiło o wizycie u lekarza, o róznorodnych metodach anty., cho
          > ćby nawet tej prezerwatywie,

          A mnie jeszcze inna: kiedy ludzie sie naucza liczyc?
          W Polsce jest ok. 10 000 000 kobiet w wieku reprodukcyjnym.
          Liczbe aborcji szacuje sie na 200 000 rocznie.
          To jest jedna aborcja na 50 kobiet.
          2%.
          Zadne srodki anty nie sa 100% pewne, nawet sterylizacja daje mozliwosc srednio 1 ciazy na 10 lat wspolzycia.
          Wiekszosc srodkow, dostepnych dla mlodych paniem (kwestie finansowe, zdrowotne itp) nie ma 99 procentowej skutecznosci.
          Ergo, nawet, gdyby wszystkie szly do lozka z prezerwatywa, statystyki aborcyjne sie nie zmniejszylyby za bałdzo.
          • anorektycznazdzira Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:30
            Jeśli rozumiem co liczysz, to 1/50 rocznie? Przez, okrągło licząc, 25 lat płodności daje to: co druga zrobiła aborcję. Nawet zakładając, ze niektóre rekordzistki zrobiły 5 czy 6- nie wierzę w szacunki.
            • policjawkrainieczarow Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 23:03
              anorektycznazdzira napisała:

              > Jeśli rozumiem co liczysz, to 1/50 rocznie? Przez, okrągło licząc, 25 lat płodn
              > ości daje to: co druga zrobiła aborcję.

              Polskie szacunki sa z oczywistych wzgledow oparte na domniemaniach. Ale np. amerykanskie, oparte na normalnych danych pochodzacych z legalnych klinik mowia, ze co trzecia kobieta w USA miala lub bedzie miec aborcje.
              • iwoniaw To szokująco dużo 03.02.12, 17:08
                Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, że przecież nie każda "kobieta w wieku reprodukcyjnym" podejmuje współżycie lub/i jest w ogóle zdolna zajść w ciążę...
                • policjawkrainieczarow Re: To szokująco dużo 03.02.12, 18:59
                  Nie, to szokujaco malo, jesli to policzysz. Statystycznie jedna na 300 kobiet z podwiazanymi jajowodami i tak zajdzie w ciaze. Albo inaczej - kobieta z podwiazanymi jajowodami ma i tak szanse na jedna ciaze na dziesiec lat. Pozostale srodki daja mniejsze zabezpieczenie, zwlaszcza takie, ktore ze wzgl. na cene sa dostepne dla mlodych panien, wiec naprawde pokrzykiwania "mogly se gume zalozyc" sa, na tle statystyk, zalosnei glupie.
    • mary_lu Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 17:04
      W mojej klasie licealnej (końcówka lat dziewięćdziesiątych), było 20 dziewczyn i ani jednej ciąży. Imprezowałysmy niemal wszystkie, ponad połowa miała stałych chłopaków, ale tylko gdzieś 1/4 współżyła i akurat wszystkie z tej grupy powaznie podchodziły do antykoncepcji.
      • gulcia77 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 17:11
        W mojej klasie w technikum było nas 24 dziewczyny i trzech chłopaków i wiem, że przynajmniej 60% miało całkiem udane i częste życie erotyczne. Ciężarówka zdarzyła się jedna, w maturalnej. Ale ona to akurat chciała. Ja sama miałam 18,5 roku jak zaczęłam, z tym, że ja z tych co bojące i bez gumki i wtedy jeszcze pill nie było mowy smile.
      • estelka1 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 18:01
        Być może tak było, być może po prostu nie wiesz. Spośród dziewczyn z mojej klasy licealnej teoretycznie też żadna nie była w ciąży. Po latach w różnych wspominkowych gadkach wyszło, że prawda jest nieco inna. Zresztą oczy tak naprawdę otworzyły mi się podczas praktyk na ginekologii w szkole położniczej, którą robiłam na początku lat 90-tych, kiedy aborcja jeszcze była dozwolona. Ilość kobiet w bardzo różnych wieku, które usuwały ciążę była zatrważająca. W tym gronie nastolatek również było bardzo dużo. Nawiasem mówiąc zakaz usuwania ciąży wprowadzono chyba bardzo krótko po moich praktykach. Pamiętam swoją pierwszą pracę w szpitalu w 1993 r. - jakieś potajemne zabiegi na nocnych dyżurach, na ogół w weekendy. Oficjalnie nikt nic nie wiedział, o niczym nie mówił. Rzecz jasna głowy uciąć sobie nie dam, że to na pewno były aborcje, ale jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy.
        • mary_lu Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 18:50
          Bardzo niewielka jest szansa, że tak by było. Akurat te aktywne seksualnie były moimi dobrymi koleżankami i wiedziałyśmy o kazdym spóźniającym się okresie, do ginekologów sobie chadzałyśmy parami. Rodzice mogli nie wiedzieć, my - raczej tak. U nas po prostu regułą było branie tabletek antykoncepcyjnych pół roku przed współżyciem i noszenie prezerwatyw w każdej kieszeni. To takie dziwne? Zdawało mi się, że wielu nastolatkom odbija w tym kierunku.
          • estelka1 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:48
            Dziwne, czy nie dziwne, faktem jest, że 20 lat temu branie tabletek i noszenie prezerwatyw w kieszenie wśród nastolatek nie było jednak regułą
            • verdana Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 19:06
              Było.
    • attiya Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 17:17
      dorosłej, zarabiającej dobrze kobiety raczej nikt nie "zmusi" do aborcji ewentualnie nie zakaże jej
      co do tzw małolat o ile są w stanie same podołać obowiązkom rodzicielskim, to nie widzę problemu aby i je "zmuszać" do aborcji, gorzej, że one będąc bez zawodu, pracy, kasy, męża, partnera, mieszkania, mogą liczyć na dobrą wolę rodziców jeśli chodzi o utrzymanie siebie i dziecka w takim wypadku
    • princess_yo_yo Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 18:38
      oczywiscie ze jest, chyba nikt tego nie kwestionuje, oba przypadki to jawne pogwalcenie czyjegos prawa do samostanowienia. tylko ze ci ktorzy postuluja zakaz aborcji bardzo nie lubia takiego porownania, nie rozumiem dlaczego.
    • kropkaa Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:07
      W czasie mojej edukacji w liceum, nikt nie był w ciąży. 4 lata, każdy rocznik po 8 klas. O innych klasach nie wiem, u nas nikt w ciąży i po ciąży nie był.
      • nangaparbat3 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 22:17
        Też uważałam, że w mojej klasie nikt nie był. Do czasu jak jedna z koleżanek sama mi opowiedziała - nawiasem była to najbardziej przez rodziców pilnowana dziewczyna jaką znałam. Ale mi to opowiedziała 10 lat po maturze i dlatego, żeśmy się nagle bardzo do siebie zbliżyły.
    • gazeta_mi_placi Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:14
      A myślisz, że nastolatka, zwłaszcza taka co ma powodzenie u chłopców, masę planów na przyszłość i lubi imprezy (nawiasem mówiąc w tym wieku moim zdaniem nic złego) będzie się paliła do utrzymania niechcianej ciąży? Wątpię...
      • nangaparbat3 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 22:19
        Gazeta - o tym tu nie mówie. Oczywiście, na pewno często tak jest. Ale nie sądzę, że zawsze.
    • anorektycznazdzira Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:26
      Ależ oczywiście! Tak, jak nigdy bym nie piętnowała córki, która z różnych względów zdecydowałaby się na aborcję, tak tak samo albo i bardziej nie potrafiłabym spojrzeć na siebie w lustrze, gdybym własna córkę namówiła, lub zaszczuła doprowadzając do aborcji.
    • gaja78 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:48
      Ze swojej szkoły średniej (jedyne liceum ogólnokształcące w miasteczku) pamiętam:
      - 3 ciąże usunięte, o których wiedziałam,
      - 1 ciążę niechcianą, ale zakończoną urodzeniem dziecka,
      - 1 ciążę planowaną, chcianą, zakończoną sukcesem (koleżanka z klasy urodziła zaraz po maturze),
      - 1 ciążę niechcianą, gdzie rodzice nie zgodzili się na aborcję. Dziewczyna głodziła się, urodziła martwe dziecko w 6 miesiącu. Długo psychicznie dochodziła do siebie.
    • nabakier Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 19:55
      Uważam wczesne macierzyństwo za ogromną krzywdę dla dziewczyny i dla dziecka, znacznie większą, niż aborcja. I tak powinny być wychowywane dziewczyny, by to wiedziały- to byłby najbardziej optymalny scenariusz. Nie ma co nawet tego uzasadniać. To, co się dziś dzieje z wmawianiem sławetnego syndromu to zbrodnia na psychice tych młodych kobiet.
      Jeśli się natomiast tak zdarzy, że dziewczynie zostało namieszane w głowie (ultra-konserwatywne wychowanie czy przedziwnej koncepcje "wyższości macierzyństwa nad czymkolwiek", i sama dziewczyna skłaniałaby się w sposób wolny ku urodzeniu- niech urodzi.
      Oby to się zdarzało jak najrzadziej (i takie ciąże, i takie "pranie mózgów").
      • hellulah Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 20:02
        > Nie ma co nawet tego uzasadniać.

        Takiego gadania nie lubię.
        • nabakier Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 20:30
          Trudno. Nie chce rozpętywać debaty na arię operetkową i debatę parlamentarną. Argumenty oou stron są po proste znane i nic do nich nie dodam.
          • hellulah Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 21:49
            Ok. Z tym, że ja nie widzę tu "obu stron". To według mnie bardziej skomplikowane i zmienne.
            • nabakier Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 22:02
              Yenna, zawsze są argumenty obu stron. Nawet te najbardziej skomplikowane i zmienne (w czasie).
              • hellulah Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 16:20
                > Yenna [...]

                hellulah wink

                No może źle doczytałam, ale ja zrozumiałam twoją wypowiedź tak: są tacy, co to świętość życia i cudnie mieć dzieci, i oni są pro-life i wprost zachęcają nastolatki do macierzyństwa, no generalnie jak to ujęłaś pranie mózgów, i jest druga strona, która po prostu wie, że "wczesne macierzyństwo [to] ogromn[a] krzywdę dla dziewczyny i dla dziecka, znacznie większ[a], niż aborcja".

                A ja uważam, że zawsze mamy do czynienia z sytuacją indywidualną, jednostkową, owszem - są pewne prawidłowości, ale zawsze jednak chodzi o konkretną dziewczynę i jej sytuację, dlatego nie pokuszę się o generalizowanie w takim stylu, że coś zawsze, że to oczywiste. Nie zgodzę się, że macierzyństwo w młodym wieku to zawsze zło, albo zawsze wynik prania mózgu. Albo że każda aborcja jest dobra, dla każdej kobiety, bo może nie być dobra nawet dla kogoś, kto generalnie nie miał pranego mózgu. W tym sensie nie ma dla mnie jednej i drugiej strony, tylko taki postmodernistyczny misz-masz postaw. Jestem jednocześnie pro-choice i pro-life, nie wyrokuję w oderwaniu od konkretu. A poza tym, to nie tyle opcja - jedna lub druga strona, to raczej wybór mniejszego zła / większego dobra, IMHO.
                • nabakier Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 17:27
                  Przepraszam Yennę i Ciebie za pomyłkę smile (wynikała ona z dobrego skojarzenia Was obu, a z Yenną ostatnio trochę konwersowałam to i mi się "podstawiła").
                  Oczywiście, że te poglądy mogą się krzyżować, napisałam to wcześniej- że dziewczynie przekonanie o słuszności urodzenia nie należy tego wybijać z głowy, i odwrotnie również. Ale i tak ostatecznie, rzecz się redukuje do jednego poglądu: po odrzuceniu wszelkich naleciałości ideologicznych do 0-1. Rzecz w tym, że o to trudno, i to jest problem.
                  • hellulah Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 17:43
                    No tak. Zgadza się.



    • alexa0000 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 22:20
      Ja jeszcze pamietam swoje myśli na temat ciąży z lat szczenięcych. Te opowieści koleżanek, coś dzies tam usłyszane, coś gdzieś przeczytane w ksiązkach itp. Pamietam ten strach przed tym, co to by było, gdyby. Czy pogonią z domu, czy też sie ucieszą, jak to byłoby dalej?Pamietam ,że najgorszym scenariuszem był ten, w ktorym rodzice nakazują aborcję, a najlepszym ten, w którym matka mówi "córuś, bedzie wspaniale, nie martw się".
      Tak naprawde nie wiem, czy ten ostatni jest najlepszy. Oczywiście teraz, z perspektywy czasu. Ja dojrzałam będąc po trzydziestce, teraz sobie myslę, że namowa (może nie namowa,ale...)do aborcji byłaby wtedy dobrym pomyslem, ale mysle to sobie teoretycznie.


      Trudny temat.
      • tobisia13 Re: a o tym się nie mówi 02.02.12, 23:26
        Ja podobnie jak alexa.Mialam panike na sama mysl,ze moglabym zajsc przed 18-stka.Umarlabym ze wstydu/strachu przed mama.Na sama mysl jak mialabym jej,to powiedziec odechciewalo mi sie wszystkiego wlacznie z seksemwink Wystarczylo,ze raz przed wyjazdem pod namioty dala mi w zartach do zrozumienia abym na siebie uwazala i czasem u brzuchem nie wrocila i to byla najlepsza antykoncepcjawink
    • kalarepka83 Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 10:21
      Osobiście nie wierzę w syndrom poaborcyjny. Żadna z moich koleżanek nigdy nie przyznała się do aborcji, ale może w dzisiejszych czasach "nie wypada" lub też to zasługa skutecznej antykoncepcji. Natomiast kiedyś rozmawiałam na ten temat z mamą i dwoma babciami. One znają/znały mnóstwo kobiet, które usuwały ciąże, a tylko jedna z nich miała traumę, ale to dlatego, ze została postawiona pod murem. Chłopak żenić się nie chciał, a rodzice (potencjalni dziadkowie), nieślubnego nieakceptowali. Co więcej, jedna z babć opowiadała mi jeszcze historię o pewnej akuszerce (chyba tak to się nazywa), która na wsi, wiele lat temu w warunkach domowych wykonywała takie zabiegi. Niestety śmiertelność była po nich dość wysoka. Kobiety nie myślały wtedy o żadnej traumie, tylko o kolejnym dziecku, któremu nie mają co dać jeść. To były mniej więcej lata 40, babcia była jeszcze wtedy dzieckiem. Usuwanie ciąży kiedyś było traktowane jak teraz wyrywanie zęba, owszem strach jest, ból jest, ale po kilku dniach przechodzi.
    • kamelia04.08.2007 Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 11:22
      u mnie w liceum nic mi nie było wiadomo o ciążach czy o aborcjach. Za to 2 koleżanki z podstawówki (ale jako 17-18 latki) zaszły w ciążę.
      O jednej wiedzialam tyle, ze babcia, która ja wychowywała, kazała jej usunąć ciążę (wtedy aborcja na zyczenie była już nielegalna), dziewczyna sie nie zgodzila, potem ulozyla sobie zycie.

      Tez spotkałam sie z inna nastolatka (nie bezposrednio) i na poczatku tez jej rodzice złozyli propozycje aborcji. Dziewczyna miała oddac dziecko do adpocji, ale sie potem w szpitalu rozmysliła (rodzice łaskawie zgodzili sie zostac zastepczymi).

      Wiem o przypadku dziewczyny, która usuneła ciąże będąc nastolatka, razem z matka pojechały do Warszawy i usunęły. Dziewczyne spotyklalam osobiscie i nie mozna było nic powiedziec o jakimkolwiek syndromie post-.


      Widac wiec, że ci rodzice nie sa zawsze tacy "no, stało sie, ale sie nie marwt, wspólnymi siłami sie wszystko ulozy".

      Gdyby w przeszlosci mi sie przytrafiło zajscie w ciąże z chłopakiem, a bym była na łasce rozdiców, to biedny mój los. Oczywiscie bym musiała urodzic (aborcja w glowie im sie nie mieści), ale by mi tak zycie obrzydzili, że chyba wolalabym usunac dla swietego spokoju, niz zeby słuchac ich wypominań oraz tego jakie to oni klopoty przeze mnie maja i ILE ich to kosztuje, bo oni mnie teraz z dzieckiem musza utrzymywac. Potem zycie spieprzone, z dzieckiem na ich garnuszku, bez mozliwosci uwolnienia sie od nich. Powiedzmy sobie szczerze, samotna młoda matka (młoda wiekiem i stażem) ma niewielkie szanse na usamodzielnienie sie i uniezależnienie od rodziców.
    • fajnykotek Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 12:37
      Nie czytałam wszystkich wpisów, ale napiszę co JA bym zrobiła. Będąc właśnie w liceum też lubiłam czasem zaszaleć. Wiedziałam jednak skąd się biorą dzieci wink i zabezpieczaliśmy się z chłopakiem. Zawsze. Ale wiedziałam, że jeśli jednak okazałoby się, że w tej ciąży jestem - to ją usunę. I miałam zamiar to zrobić bez wiedzy rodziców. Na szczęście nie zaszłam.
      Ale mój kolega "zrobił dziecko" pannie z którą nie miał zamiaru się wiązać, zapłacił jej zabieg na Słowacji. Zawiózł ją tam osobiście.
    • czarnaalineczka Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 17:15
      u mnie w klasie zadna dziewczyna nie byla w ciazy ( przynajmniej nic o tym nie wiem)
      jeden chlopak zostal ojcem

      w podstawowce jedna dziewczyna z klasy
      • verdana Re: a o tym się nie mówi 03.02.12, 19:11
        W szkole mojej córki rodzice zmusili dziewczyne do aborcji. Ona to jakoś przezyła, ale jej chłopak kompletnie się załamał.
        W pokoleniu moich rodziców ciąże w szkole - sadzac z opowiesci mojej mamy - rzadkością nie byly, choć zadna dziewczyna nie rodzila - usuwano ciężarne ze szkoły. Rekordzistka miała ze 4 aborcje.
        No i znana jest mi historia juz niezyjącej znanej póxniej pani profesor. Byla bardzo zdolna uczennicą, do matury podchodziła w 7 miesiącu. Caa szkoła udawała,z ę ciąży nie widzi, inaczej musieli by ją wyrzucić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka