alfa36
06.04.12, 23:23
Póltora roku tem mój mąz miał zabieg operacyjny na kolanie (osteotomia korekcyjna). Prawie 5 miesiecy z życiorysu i sporo, jak dla nas, pieniędzy. Niestety, do dzis nie odczuwa jakiejs szczególnej poprawy (a zapewniano, że będzie lepiej), a lekarz prowadzący twierdzi, ze wszystko jest oki, poza tym w lipcu M ma miec kolejny zabieg, tym razem wyjęcia tego, co mu tam wlozyli (tytanowa płytka). No i celem konsultacji pojechalismy do innego lekarza. Ten przedstawil nam wizję nieco mniej optymistyczną. Oki, pewnie zbyt optymistyczny perwszy lekarz spowodował nasze optymistyczne podejscie i niestety zawiedlismy się (fakt nie wiadomo, co by bylo, jakby zabiegu nie bylo). Ale do czego zmierzam, otóż tak z głupia frant zapytalam o tą blache w kolanie i dowiedzialam się, ze wlasciwie takich tytanowych to się nie wyjmuje, ze zdania w świecie na ten temat są podzielone, ale w każdym razie robi to sie rzadko. I tak sobie myślę, dlaczego w takim razie w innym ośrodku wyjmuje się? Przy czym pamiętam naszą przedoperacyjną wizytę, kiedy lekarz (ten pierwszy) też mowil, że można ale nie trzeba wyjmowac. Potem zdanie zmienil, bo na moje pytanie, ze przecież mowil wczesniej, ze nie trzeba odpowiedzial mi pytaniem "chcialaby pani chodzic w blachą w kolanie". Właściwie to mam mętlik w głowie, ale jakos nie może mi wyjść z tej głowy, ze w ten sposób lekarz sam sobie robi klientelę (prywatna klinika, ale sam zabieg refundowany). Zabieg wyjęcia nie jest skomplikowany, a pacjent na wizytę przyjedzie i to nie raz. Co sądzicie? Spokaliscie się z takim podejściem?