szkrabydwa
03.05.12, 20:49
nie wiem, czy dobrze trafiłam, ale potrzebuję wsparcia...mamy dwoje dzieci: 7 lat i 3 lata...małżeństwo ze stażem: 8 lat(choć to chyba mało ważne) i noszę się z zamiarem złożenia papierów rozwodowych, ale mam cykora, niewiele zarabiam, hipoteka i...dzieci...jednak im dłużej o tym myślę, to bardziej chcę (rozwodu)...krótki opis: od kilku lat kłócimy się (dzień bez kłótni to święto) nie jestem łatwa w pożyciu, wkurza mnie każda pierdoła(wychowałam się w dość rygorystycznych zasadach) ale to nie o tym pisac chciałam...od dwóch lat mąż jeździ na ryby (odkrył w sobie tą pasję jak to nazywa) każdą wolną chwilę spędza na wędkowaniu, a ja?...sama...w domu z dziećmi, wieczory "puste" nieraz i noce i całe dnie, do domu wpada się wyspać...nic go nie obchodzi, wiecznie wisi na telefonie z kumplem i pie... o przynętach i wedziskach i takich tam...jak sobie zaplanowałam wieczór ostatnio (bo ostatni raz "wyszłam" z domu m-c temu) to "buchnął" na mnie, że on sie umówił wiec ja nigdzie nie wyjdę, jak mogę dziś wyjść skoro wczoraj on nie był na rybach...taka była jego obrona...wkurzyłam sie powiedziałam co myślę i i tak wyszłam...kiedyś bym się nie odezwała tylko przepłakała cały wieczór że znów sama, że nie mam się do kogo nawet odezwać, że on woli ryby bardziej niż mnie...ale kurcze, są dzieci do cholery, ja już zmęczona jestem i żadne, powtarzam żadne rozmowy lub nakazy nie daja rezultatu bo on to tłumaczy sobie, ze to jego pasja i z niej nie zrezygnuje, że pić nie chodzi, na mecze też nie, że złoty chłop z niego i drugiego takiego nie znajde(szczerze: nie chce nawet szukać) bo mam dość jego i wszystkich facetów, leniwych, wycackanych przez mamusie i takie tam, nawet zarzucił mi, że czemu ja nie mam żadnej pasji, odpowiedziałam, że pasją sa teraz dzieci, bo skoro ktoś decyduje sie na rodzine i dzieci to sorry ale pasja mogła sobie być za kawalera lub w umiarkowanym stopniu, a on to już na leczenie się nadaje...dzień w dzień, nawet jak wraca nie mamy sobie nic do powiedzenia, ewentualnie kłócimy się...dziś tez siedze sama, byliśmy na działeczce na grilu, on sie spił bo przecież ma wolne, zladowali na koniec znajomi jak juz mielismy sie zberac, bo dzieci do kompania, oznajmil ze jak mi nie pasuje to mam sobie jechac i dodał, że rano mam po niego przyjechać(no tak mi ciśnienie podniósł)nie wytrzymałam, spakowalam rzeczy, dzieci do auta i jestem w domu (sama) i nie zamierzam jutro jechać, rzygać mi sie na to wszystko chce, wczoraj ryby, przedwczoraj ryby, mieliśmy gości a on usypial przy stole, bo niewyspany) wyciągnął bratanka (14lat) wczoraj wieczorem pojechali-wrócili bylo grubo po 22, potem na kompie urzędowali, a o 4 rano znów pojechali-powrót 10 rano