mleczna.z.orzechami
10.08.12, 11:34
Dziewczyny.. mam taką wątpliwość, że się tak wyrażę.
Wstęp jest taki:
Jechałam sobie w poniedziałek samochodem po mieście o nagle STOP, auto siadło. Czekam zatem na koleżankę, ma mnie zaholować. Gdzie? Przypomniałam sobie, że koło mojego bloku jest Auto-Naprawa, dzwonię do pana (nr tel z Internetu na szybko ściągnięty): "Tak, może pani przywieźć". Super. Zawiozłam.
Historia właściwa:
We wtorek dzwoni Pan do mnie wieczorem, że to prawdopodobnie palec i kopułka siadły (?!), zamówił części, będą jutro rano, i że koszt taki-a-taki. Ma zadzwonić jak wkręci. OK. Dzwoni w środę rano, że zamontował i kopułkę, i palec, ale coś stuka w silniku i ogółem on jeździć nie poleca, i najlepiej żebym przyszła i posłuchała. Poszłam. Stuka, a wprost wali coś rzeczywiście. Ponieważ totalnie się na mechanice samochodowej nie znam, a samochód stary, ale 15 lipca był na przeglądzie(!), dzwonię do ojca, żeby on pogadał z Panem Mechanikiem. Wspólnie uzgodnili, że auto - szrot, na złom z nim. Troche mi przykro, bo auto lubię, ale cóż... życie. Grzecznie za kopułkę, palec i Pana robociznę zapłaciłam i Pana pytam, czy auto może u niego na podwórku zostać do soboty, a ja będę kombinować lawetę. "Może pani".
No i co? No i koleś dzisiaj do mnie dzwoni, że on sobie to wszystko przemyślał i to może rozrząd padł. I on to chętnie sprawdzi, ale to się wiąże z kosztami. I mi ręce opadły.
I nie wiem co robić: zgadzać się, żeby lookał w ten rozrząd i wymieniał go (a jeśli to nie rozrząd to kolejne pieniądze idą mi w błoto ?) czy pozwolić w sobotę autko zezłomować. Bardziej się przychylam ku tej drugiej opcji, ale... może skąpa jestem?
W ogóle to mnie trochę drażni postawa Pana: ja zajrzę czy to nie to, ale to koszty. Nosz! Przywiozłam samochód, żeby go Pan naprawił (jeśli się da), a nie sprawdzał wszystko po kolei aż dojdziesz pan do tego, nie zdzierając za sprawdzanie każdej częsci kolejnej kasy.
Bardzo dziwna jestem?