Wkrótce jednak połowa sali świeciła pustką. Bo opuściła ją młodzież z jednej ze szkół ponaglana głośnym "wychodzimy" przez katechetkę, do której przyłączyły się wkrótce pozostałe nauczycielki.
wyborcza.pl/1,75248,12782699,Sceny_seksu_w_spektaklu__Katechetka_wyprowadzila_mlodziez.html
Świeckie nauczycielki pod wpływem świętego oburzenia katechetki opuściły przedstawienie. Mała miejscowość, autorytet religijny i racjonalizm umarł, samodzielne myślenie poszło w las. Najpierw wstała pierwsza, najsłabsza psychicznie, co spowodowało wyklucie się wątpliwości w umyśle kolejnej. I lawina ruszyła. Nieważne zatwierdzenie spektaklu przez ministerstwo, pedagogów. Ile w tym faktycznej drastyczności przedstawienia, a ile strachu nauczycielek przed krytyczną opinią...? Jakoś w innych miastach nie było takich reakcji, a sztuka ta sama.
Rada dla trupy teatralnej - w małych miejscowościach grać gorzej, mniej realistycznie. Należy wzorować się na aktorach z "plebanii"