maggi9 Re: mój konkubin 25.02.13, 18:42 No dobra konkubent mi się też źle kojarzy. Tylko jak nazywać własnego faceta, z którym się mieszka, żyje ogólnie ale bez ślubu czy narzeczeństwa? Chłopak?Gimnazjalnie.Poza tym jakoś głupio na faceta po 30 czy 40 wołać "chłopak". Przyjaciel?Ja z przyjaciółmi nie żyję i nie sypiam.Oraz generalnie brzmi to jakoś...dziwnie. Mój facet, mężczyzna?Niby ok ale przy okazjach mniej oficjalnych.Ale jakoś nie wyobrażam sobie, żeby przedstawiać mojego faceta na jakimś weselu czy świętach gdzie się rodzinka zbiera mówiąc " to mój facet".To jest jakieś zbyt...wyzwolone Mąż czy narzeczony.De facto nim nie jest ale czasem używamy takiej formy. Odpowiedz Link Zgłoś
josef_to_ja Tak mówią wąsate menelki. 25.02.13, 18:52 Brzmi jak z patologii, rynsztoku i nizin społecznych. Chyba, że ktoś używa takich określeń ironicznie i dla żartu, natomiast jeśli nieświadomie to musi być strasznie prosty i nieokrzesany. Poziom facetów, którzy mówią poszłem i wyszłem. Odpowiedz Link Zgłoś
j_a_ch Re: mój konkubin 25.02.13, 19:21 Faktycznie jakoś brak dobrego określenia, niby jest pełno ale z każdym coś nie teges. Osobiście nie lubię też określenia "mój/moja" stosowanego dla ślubnych i nieślubnych. Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re: mój konkubin 25.02.13, 19:25 Konkubin kojarzy m > i się wyłącznie z patologią, i poza salą sądową jest dla mnie nie do przyjęcia. > > Jak słyszę "mój konkubin poszedł po zakupy" to mam ochotę zapytać "a ile flasze > k przyniesie?" ale to jest wyłącznie twój problem. Odpowiedz Link Zgłoś
nabakier Re: mój konkubin 25.02.13, 19:31 Mój mężczyzna, moja kobieta. Ew. współspacz, współspaczka Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: mój konkubin 25.02.13, 19:38 nabakier napisała: > Ew. współspacz, współspaczka Przeczytalam "wspolspacz", "WSPINACZKA" ... dr. Freud, eh ... Odpowiedz Link Zgłoś
sarling Re: mój konkubin 25.02.13, 20:49 To określenie brzmi mi jednakowo głupawo jak "mój partner". Szczególnie w odniesieniu do relacji damsko-męskich, nie męsko-męskich. Zawsze mam ochotę zapytać do czego ten partner - do debla w tenisie czy na akcję policyjną. Odpowiedz Link Zgłoś
araceli Re: mój konkubin 26.02.13, 08:43 sarling napisała: > Zawsze mam ochotę zapytać do czego ten partner - do debla w tenisie czy na > jakcę policyjną. Partner do życia. Mąż niekoniecznie musi nim być Odpowiedz Link Zgłoś
amy.28 Re: mój konkubin 26.02.13, 07:53 to słowo tak media kreują. wystarczy zmienić fakt np. wykonywania czynności i wprowadzić konkubenta i mamy od razu dwie różne interpretacje przykłądowo kiedy matka prasowałą w drugim pokoju a jej partner oglądał telewizor - mały Krzyś wypadł z okna ona spała, jej konkubent oglądał telewizor a mały Krzyś wypadł z okna. pierwsze zakrawa na nieszczęśliwy wypadek, drugie zajeżdza patologią a tak niewiele się zmienia. Odpowiedz Link Zgłoś
sandra1301 Re: mój konkubin 26.02.13, 08:07 Jak dla mnie słowo konkubent, konkubina jasno i precyzyjnie określa "status" związku. I mało mnie obchodzi, że komuś się pejoratywnie kojarzy. Niech i tak będzie. Wkurza mnie natomiast określanie kogoś słowami Mąż, Żona w sytuacji kiedy nie ma małżeństwa. Nie można sobie zawłaszczać przywilejów wynikających z małżeństwa, w momencie, kiedy go nie ma. Jak ktoś żyje z kimś bez ślubu, to jest w konkubinacie, no sorry... Odpowiedz Link Zgłoś
nabakier Re: mój konkubin 26.02.13, 08:35 A dla mnie samo sformułowanie: "jak ktoś z kimś żyje bez ślubu, to..." jest już pewną presupozycją. Mianowicie suponuje, że istnieje dobre życie ze ślubem i złe bez. Dyskurs zideologizowany, od którego czas już odejść. Odpowiedz Link Zgłoś
araceli Re: mój konkubin 26.02.13, 08:41 sandra1301 napisała: > Nie można sobie zawłaszczać przywilejów wynikających z małżeństwa, > w momencie, kiedy go nie m A jak ktoś weźmie ślub w Kościele Latającego Potwora Spagetti (bez cywilnego) to już może korzystać z tego arcyważnego 'przywileju' nazywania siebie mąż/żona? A jak dwoje ludzi nawzajem udzieli sobie ślubu? Odpowiedz Link Zgłoś
wuika Re: mój konkubin 26.02.13, 08:46 Przecież kościelny (w domyślne: katolicki, nie wiem, jak inne religie mają to obcykane, pewnie podobnie) sakrament małżeństwa to sakrament, którego udzielają SOBIE przyszli (w momencie udzielenia już obecni) współmałżonkowie. Ksiądz jest dla ozdoby / formalności / wygłaszania kazań nie on im udziela ślubu. Każdy 'typowy' ślub to ślub udzielony mężowi przez żonę i żonie przez męża Odpowiedz Link Zgłoś
araceli Re: mój konkubin 26.02.13, 08:51 wuika napisała: > Każdy 'typowy' ślub to ślub udzielony mężowi przez żonę i żonie przez męża No właśnie... czyli jak sobie staną w kuchni i powiedzą 'Ty mąż, ja żona' to są małżeństwem i już I nic nikomu do tego, że siebie tak nazywają Odpowiedz Link Zgłoś
sarling Re: mój konkubin 26.02.13, 08:54 Nie, oni składają sobie przysięgę, sakramentu udziela ksiądz. Jak chcesz się wymądrzać, to miej ku temu podstawy, bo z samą złośliwością robisz durnowate wrażenie. Odpowiedz Link Zgłoś
araceli Re: mój konkubin 26.02.13, 09:02 sarling napisała: > Nie, oni składają sobie przysięgę, sakramentu udziela ksiądz. > Jak chcesz się wymądrzać, to miej ku temu podstawy, bo z samą złośliwością robi > sz durnowate wrażenie No to żeś się pani teraz ośmieszyła: pl.wikipedia.org/wiki/Szafarz_sakramentu Odpowiedz Link Zgłoś
sarling Re: mój konkubin 26.02.13, 10:19 Przepraszam Cię, wuiko, za tekst o durnowatości. Sama okazałam się durnowata. Odpowiedz Link Zgłoś
wuika Re: mój konkubin 26.02.13, 10:25 Ja znalazłam takie coś (Katechizm na stronie opoki): "1623 Według tradycji łacińskiej sami małżonkowie jako szafarze łaski Chrystusa udzielają sobie nawzajem sakramentu małżeństwa, wypowiadając wobec Kościoła swoją zgodę." Oraz innymi słowami (z wikipedii): "Małżeństwo: Ochrzczeni udzielają sobie sakramentu małżeństwa w obecności przedstawiciela Kościoła - prezbitera lub diakona, albo świeckiego delegowanego przez biskupa miejsca, który ich związek małżeński potwierdza i błogosławi (z wyj. świeckiego) w obecności co najmniej dwóch świadków." Odpowiedz Link Zgłoś
kerri31 Re: mój konkubin 26.02.13, 09:01 Tobie może się kojarzyć, innym nie musi.... Odpowiedz Link Zgłoś
default Re: mój konkubin 26.02.13, 09:12 W konkubinacie pozostawałam przez 20 lat i faktycznie określenia "konkubent/konkubin" nie używałam w ogóle - chyba że żartem Nie dlatego że jakoś szczególnie patologicznie mi się kojarzy, ale po prostu "nie czuję" tego określenia, nie kojarzy mi się, nie wiążę go z relacją, jaką miałam/mam z mężem. Nazywaliśmy się, mówiliśmy o sobie "mąż/żona", a w sytuacjach urzędowo-oficjalnych ... hmm, nie przypominam sobie przypadku, który wymagałby podania rodzaju relacji między nami. W wielu sytuacjach zdarzało się, że po prostu zakładano, że jesteśmy małżeństwem i nie było potrzeby tego prostować. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: mój konkubin 26.02.13, 15:20 Ja bardzo często tak określałam mojego huhuhu konkubenta. Przy czym kto wiedział, ten wiedział - że to celowo tak mówię/piszę, dla funu li i jedynie ) Nie znam nikogo, kto by tak mówił na poważnie Nie mówiąc o tym, że jedna taka forumka, nie powiem która (tak, tak, Morgen_stern, wstań jak do ciebie mówię), wytykała mi tego konkubenta i w ogóle całą moją wielodzietną patologiczność wielokrotnie, o niedobra. A teraz już nie może wytykać, sesese PP Odpowiedz Link Zgłoś
sea.sea Re: mój konkubin 18.02.14, 23:17 > Ja bardzo często tak określałam mojego huhuhu konkubenta. Przy czym kto wiedział, ten > wiedział - że to celowo tak mówię/piszę, dla funu li i jedynie) > Nie znam nikogo, kto by tak mówił na poważnie Jw. U mnie w rodzinie funkcjonuje piękne określenie "pełniący obowiązki męża" lub w skrócie, jak przy stole sami swoi i zorientowani w slangu wewnątrzrodzinnym: "p.o. męża" Odpowiedz Link Zgłoś
lykaena Re: mój konkubin 18.02.14, 23:26 Ja i mój konkubin używamy w żartach. Najchętniej na odbieranych nawzajem przesyłkach, gdzie listonosz domaga się wpisania pokrewieństwa. Zawsze zastanawia mnie reakcja osób, które dostają potwierdzenie Ale też tak oficjalnie wśród znajomych, w żartach. Do obcych mówimy wobec siebie po imieniu. Odpowiedz Link Zgłoś
czar_bajry Re: mój konkubin 19.02.14, 00:04 konkubin to faktycznie patologia, konkubent brzmi lepiej Odpowiedz Link Zgłoś
misterni Re: mój konkubin 19.02.14, 00:20 No właśnie konkubent to patologia (funkcjonuje głównie w języku prawniczym i dziennikarskim przy okazji przestępstw z udziałem), matomiast konkubin to określenie mężczyzny żyjącego w konkubinacie Odpowiedz Link Zgłoś
joanna29 Re: mój konkubin 19.02.14, 13:41 Kiedy jedyna sluszna droga bylo malzenstwo, konkubinat byl tylko na sali sadowej i wsrod patoloki. Czasy sie zmienili. Polowa dzieci rodzi sie w konkubinatach. Narzeczony to przed slubem, a jak slubu nikt nie planuje. Partner to w biznesie i sporcie, mozna miec wiecej niz jednego. Przyjaciel to mniej niz konkubent, chciaz moze czasem wiecej, ale inny zakres relacji. Konkubent to ten jeden wybrany, oddany, wierny i na naj najdluzej, ale bez wizyty w USC lub kosciele. Odpowiedz Link Zgłoś
mrs.petronela Re: mój konkubin 19.02.14, 13:56 Ja nie mam z tym słowem problemu, to mój obecnie już mąż go nie znosi. Gdy w czasach, gdy żyliśmy w wolnym związku, przy ludziach mówił o mnie per narzeczona, żona lub dziewczyna (buhaha) to spokojnie i uprzejmie go poprawiałam, że ani mi się nie oświadczał, ani nie jesteśmy po ślubie, a na dziewczynę to chyba za stara jestem. Niezłą miał minę Odpowiedz Link Zgłoś
to_ja_tola Re: mój konkubin 19.02.14, 14:01 Nie mam nikogo w takim zwiazku wiec nie slysze ze ktos ma konkubenta czy konkubine.Znam to tylko z ti vi Odpowiedz Link Zgłoś