Dodaj do ulubionych

niespodziewany cios

02.03.13, 18:36
Do dziś nasza rodzina -my i czterolatka zdawała się być szczęśliwa i kochająca.Spokojne, dość dostatnie życie,dobre relacje z mężem ,zero kłótni.Dziś weekend tylko dla nas, zarezerwowany stolik w restauracji, plany na wieczór.Mąż wrócił z kursu i stwierdził,że musimy pogadać.Dowiedziałam się,że on zrozumiał,że mnie nie kocha, właściwie nigdy nie kochał, tylko sobie to wmawiał, ale dojrzał, jest mądrzejszy i już wie. Nie chce mnie dłużej oszukiwać, nie jest szczęśliwy itp. Twierdzi,że nikogo nie ma, nie wierzę. Jestem w szoku, nie mogę sobie znaleźć miejsca, mam wrażenie,że to tylko zły sen.W jednej chwili rozsypało się całe życie.Córka szaleje za nim, dla niej bedzie to niesamowity cios. Nie potrafię się pozbierać, nie wiem co dalej.
Obserwuj wątek
    • ella_nl Re: niespodziewany cios 02.03.13, 18:44
      Kosa - bardzo mi przykro. Dziwne jest zachowanie męża. Tak nagle mu się odwidziało.
      Przytulam.
    • kosmitka06 Re: niespodziewany cios 02.03.13, 18:52
      Nie daj sobie wmówić że nic się za tym nie kryje. Facet od tak nie porzuca żony i dziecka.
      Jak dla mnie coś/ktoś jest na rzeczy.
      Spróbuj z nim porozmawiać, może nawet go sprawdź chociaż wiem że to dziecinne. Myślę że przeżyliście sporo cudownych chwil i jakieś słowa wyjaśnienia Ci się należą.
      Trzymaj się smile
    • imasumak Re: niespodziewany cios 02.03.13, 19:07
      Też nie wierzę, że nikt za tym się nie kryje.
      Facet chce się wycofać rakiem ze związku, żeby rozpocząć nowy.
      Przykro mi uncertain
    • imasumak Naprawdę nie zauważyłaś ostatnio żadnej zmiany 02.03.13, 19:09
      w jego zachowaniu? Piszesz o jakimś kursie, od kiedy na niego uczęszcza i czy mógł tam kogoś poznać?
      • kosa.bar Re: Naprawdę nie zauważyłaś ostatnio żadnej zmian 02.03.13, 19:54
        Od kilku miesięcy chodzi na kurs informatyczny, tak jestem przekonana ,że albo tam kogoś poznał, albo tego kursu w ogóle nie było.
    • hanna_sty Re: niespodziewany cios 02.03.13, 19:39
      Kosa,
      Nie ma znaczenia czy mąż ma kogoś czy przestał kochać, bo mu się odwidziało, czy dojrzał czy zdziecinniał.
      Pamiętaj - nic na siłe, na siłę go nie zatrzymasz- bez względu na powód, na siłę nie utrzymasz małżeństwa, nie zmusisz go, żeby Cię pokochał.
      Zwykle nic nie dzieje się nagle są jakieś sygnały, ale mogłaś ich nie zauważać.
      Moja rada: żadnych pochopnych kroków, żadnych słów, których potem będziesz żałowała. Nie śledź, nie przeszukuj kieszeni, nie upokarzaj się. To nic nie da. Czy będzie Ci lżej jeżeli odkryjesz ślady koralowej szminki ( której nie używasz)na koszuli Albo kruczoczarny włos jeśli jesteś blondynką? ...albo rachunek z hotelu w Sopocie z dnia, w którym jak Cię zapewniał był na kursie w Zakopanem?...albo, że ma przyjaciela czyli jest" bi" albo "homo"?
      Powiedz zgodnie z prawdą, że:
      - jesteś zaszokowana i zaskoczona tym co Ci powiedział- nagle i niespodziewanie poX latach związku
      - musisz pozbierać się, pomyśleć, pomilczeć
      - nie chcesz słuchać w tej chwili wyjaśnień, za 2-3 dni porozmawiacie
      - przypomnij, że macie dziecko i o jego samopoczucie trzeba zadbać w pierwszej kolejności.
      ---------------------
      Poczekaj, pomyśl JAK wyobrażasz sobie życie bez męża- i to emocjonalne i to przyziemne- sprawy finansowo-mieszkaniowo-kredytowe, dzieciowe, organizacyjne. NIE proś, NIE błagaj, NIE upokarzaj się.
      Nie informuj o tej rozmowie wszystkich koleżanek, sąsiadek i kuzynek. Dowiedzą się, ale jak Ty będziesz w miarę poukładana.
      ---------------------
      Każdemu zajmuje to inny czas, ale gdy będziesz gotowa ( jak nie będziesz to mu powiedz, że jeszcze nie dojrzałaś do rozmowy) powiedz jaki masz plan, co proponujesz, posłuchaj co on ma do powiedzenia. Może zaproponujesz instytucję separacji?
      -------------------
      Jeśli jesteś w miarę niezależna finansowo nie upieraj się przy rozwodzie z orzekaniem o winie. Możesz zyskać alimenty a stracić szacunek i całą masę nerwów. Weź adwokata.
      Pozdrawiam - Hanka
      • kosa.bar Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:06
        Zastanawiam się,czy w ogóle jest o czym rozmawiać, skoro twierdzi,że zwyczajnie nie kocha. Sytuacja finansowa jak najbardziej po mojej stronie, mieszkanie, samochód, lokaty są moje, tu jestem zabezpieczona. Najbardziej żal mi córeczki, która tatę ubóstwia, czuła sie taka
        kochana i bezpieczna a teraz wszystko się rozsypało. Organizacyjnie będzie ciężko, to on zaprowadzał małą do przedszkola, ja wcześnie wychodzę do pracy,nikogo nie mam nie do pomocy.
        • hanna_sty Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:11
          Jeżeli nie będziesz rozmawiała- stracisz. Kocha nie kocha to już w tej chwili drugorzędne, ale jak sama przyznajesz jest córeczka, są problemy logistyczne, są różne sprawy do omówienia i załatwienia.
          Rozmawiać trzeba, ale nie przyjmuj pozycji osoby proszącej. Masz prawo być w szoku, masz prawo być przerażona, zdruzgotana, masz prawo czuć, że to koniec świata.
          Bardzo możliwe, że się rozstaniecie, ale wcale nie musi tak być. Może się zakochał, jest zauroczony, zgłupiał, palnął głupstwo, nawet Cię zdradził ( od Ciebie zależy czy chcesz o tym wiedzieć, czy chcesz i możesz przebaczyć, czy i na jakich warunkach zgodziłabyś się, żeby został), ale wszystko musisz sobie poukładać i porozmawiać. Porozmawiać, ale nie oskarżać, nie śledzić, nie upokarzać się.
        • nabakier Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:15
          Tego dotyczy mój wpis, który jest poniżej- nie ma o czym na tym etapie rozmawiać. Mąż powiedział Ci, jak wygląda po jego stronie. Nie ma sensu, by Ci dostarczał szczegółowego info- czy to kochanka czy co ta,m innego. Ważne jest, że ci powiedział, co czuje i jak to widzi.
          Może w to nie uwierzysz, ale to naprawdę lepiej, że Ci oszczędził udziału np. w jego romansie albo innym kluczeniu (trochę mi z Tobą źle, a trochę dobrze). postanowił. Radzę ci wziąć to za łeb i się rozwodzić- wyjdziesz z tego mniej poturbowana, niż z walki.
        • malgosiek2 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 00:46
          Kosa, ja wiem, a raczej domyślam się, że to trudne dla Ciebie.
          Ale my kobiety, mamy to coś w sobie, co pozwala nam sie odbić i pozbierać.
          Mamy niesamowitą siłę i w sytuacjach mocno podbramkowych jakimś cudem się dźwigamy.
          Żyjemy wtedy inaczej, na początku, to co nam było trudno sobie wyobrazić, staje się wcale nie takie aż trudne i da się bez tego chłopa żyć lepiej, pełniej i swobodniej.
          Może być paradoksalnie mniej stresów, po prostu inaczej.
          Takie, tylko to moje gdybanie.......
          Mocno trzymam za Ciebie kciuki, nie daj się.
          Jesteś naprawdę niesamowitą kobietą smile
        • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:22
          co nie oznacza, że tatuś nie będzie dalej odprowadzał dziecka, łaski nie robi
      • nabakier Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:07
        Podpiszę się w pełni. Dodam, że zostaw inicjowanie rozmowy po jego stronie. Niech on bierze odpowiedzialność. A Ty się próbuj zająć sobą. Was już nie ma.
        • hanna_sty Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:14
          Dla faceta inicjowanie rozmowy będzie nieprzyjemne i dobrze, niech się postresuje, podenerwuje, czuje źle, nie wie jak zacząć. Niech też ma dyskomfort.
      • abi-28 Re: niespodziewany cios 02.03.13, 22:56
        Bardzo mądry wpis Haniu.

        Kosa - przytulam i mocno trzymam kciuki, żeby się to wszystko jakoś poukładało.
    • mamalgosia Re: niespodziewany cios 02.03.13, 19:57
      Jak w filmie.

      Współczujęsad
    • doral2 Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:14
      wątpię, że taki niespodziewany.
      na pewno były wcześniej sygnały, ale ich nie widziałaś lub nie chciałaś widzieć.
      pamiętaj, nic na siłę.

      pęknięty wazon, nawet perfekcyjnie sklejony, nadal będzie pęknięty.
      lepiej wziąć nowy wazon...
      to taka metafora, jakby ktoś nie zajarzył...
      • hanna_sty Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:20
        Moim zdaniem może być różnie. Wszystko zależy od tego jakie to było małżeństwo, najprawdopodobniej się rozstaną, ale znam małżeństwa "po przejściach", które się zeszły. Brzmi to wręcz jak anegdota, ale ze względu na warunki mieszkaniowe i czasy, w których przyszło im zyć ( lata 70/80 ubiegłego stulecia) tak się stało. Po rozwodzie ON mieszkał w mniejszym pokoju ONA z dzieckiem w więskszym, ONA miała lodówkę, ON telewizor. Dzieckiem zajmowali się solidarnie. I kiedy dziecko spało ONA wpadała do NIEGO na telewizje, potem ......urodził sie młodszy synek. Dziś dobiegają do 60 , mają wnuki.
        Bywa róznie,
      • imasumak Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:07
        Na tym etapie trudno powiedzieć. Sklejone jest czasem mocniejsze. Ale oczywiście nic na siłę.
    • lusitania2 Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:15
      zdarza się.
      Płacz, jedz czekoladę za czekoladą czy co tam Ci rozładowuje stres.
      Konstruktywnie - eksmituj męża z sypalni oraz przemyśl i przedstaw mu twoje stanowisko co do rozwodowego podziału majątku i opieki nad dzieckiem.
      Imo zastanawianie się, czy mąż ma romans czy nie jest bezproduktywne, lepiej skoncentrować się na tym, że Ty sama nie chciałabyś żyć z człowiekiem, który Cię nie kocha.

      • lilka69 czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:24
        ja moge sobie wyobrazic , ze maz przestal kochac i tyle.
        co do dziecka-inne dzieci zyja to i twoje przezyje. oby tylko maz po rozwodzie nie zapomnial o corce.

        poza tym lepiej chyba, ze maz powiedzial teraz niz za 10 lat
        • malgosiek2 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:39
          Nie nazwałabym tego obsesją, ponieważ niemal w 99 % jest tak, że małżonek znalazł sobie druga kobietę.
          Takie są fakty niestety.
          Mam znajomych, gdzie ona jest drugą żoną, a mąż jakiś czas temu zostawił ją z 2 dzieci dla kochanki lat 18, facet ok.40.
          Więc, gdzie tu obsesja?
          • croyance Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:45
            Ale co Twoi znajomi maja wspolnego z ta konkretna sprawa?
            Zreszta co za roznica, czy kochanka, czy nie? Najwazniejsze IMO, ze facet nie chce byc z autorka watku - bez wzgledu na to czy chce byc z kims innym, czy chce byc wolny generalnie - to jest tu istotne.
            • malgosiek2 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:50
              Ja wiem, że nie ma z wątkiem autorki nic wspólnego.
              Po prostu podałam przykład, że to nie żadna obsesja, tylko raczej fakty.
              Ależ ja rozumiem, że mąż autorki nie chce z nią być.
              Notabene, bardzo lubię i cenię sobie kosę.
              Tym bardziej mi przykro, że tak jej zycie wywróciło się do góry nogami.
              • kosa.bar Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 22:44
                Dziękuję, dziś straciłam wiarę w siebie, dlatego Twoje miłe słowa są dla mnie bardzo ważne .
                • zuzi.1 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 23:05
                  Dziewczyno, dlaczego straciłaś wiarę w siebie? Co najwyżej powinnas stracic wiarę w męża, w to jakim jest człowiekiem. To co się własnie dzieje to nie jest Twoja wina, przestań na to patrzec w ten sposób, bo się pogrążysz. Twój mąż ma chyba jakieś problemy ze sobą, założył rodzinę i po kilku latach sobie uświadomił, że to nie to...Oznacza to, że kiedy zakładal tą rodzinę, był niedojrzałym emocjonalnie człowiekiem. Gdzie tu jest jakakolwiek Twoja wina i podstawa do utraty wiary w siebie??? Twoja wiara w siebie powinna byc niezależna od jakichkolwiek sytuacji zewnętrznych, a już tym bardziej od mężczyzn...przecież wiele razy czytałaś zapewne na tym forum i na innych jacy mężczyzni potrafią byc i jak wielu z nich nie zachowuje się w porządku...Musisz znalezc w sobie siłę aby to przeżyc, dla siebie i dla córki, za jakiś czas uśmiechniesz się na samą myśl o tym co się w Twoim życiu wydarzyło, dziękując losowi za to, że tak a nie inaczej się stało. Pamiętaj o tym i nie trac wiary w siebie. Ojciec nie znika z życia dziecka poprzez rozwód, ustalisz z mężem sprawy opieki nad dzieckiem, tak aby mała czuła, że ma oboje rodziców, pomimo ich rozwodu. Przytulam Cię mocno. Powinnas w tej chwili jak najczęsciej to możliwe przebywac w towarzystwie bliskich Ci osób, aby one pomogły Ci przejsc przez ten trudny okres.
                  • altz Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 14:57
                    zuzi.1 napisała:
                    > Ojciec nie znika z życia dziecka poprzez rozwód, ustalisz z mężem sprawy opieki nad
                    > dzieckiem, tak aby mała czuła, że ma oboje rodziców, pomimo ich rozwodu.

                    Jakaś dziwna wizja, a przecież mieszkamy w Polsce, więc wypada się trzymać realiów.
                    Po rozwodzie większość ojców otrzymuje symboliczne możliwości spotkań z dzieckiem, do tego sąd często odbiera ojcu prawo do decyzji w sprawie dziecka "bo tak rzadko będzie się spotykać, że nie będzie znał potrzeb dziecka". W wyniku tego zanika więź ojca z dzieckiem i pojawiają się problemy z alimentacją. Dołożyć do tego warto niechęć matek do "wtrącania się" ojca, częste okrajanie wspólnego czasu dziecka z ojcem i pewność swojej bezkarności i mamy pełen obraz sytuacji porozwodowych. To jest norma w Polsce.
                    • iwles Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 15:05

                      Nie wiem, czy piszesz to na podstawie wlasnych doświadczen, czy informacji z filmów, ale ja znam szereg przykładow dokladnie odwrotnych, gdzie ojciec znika z życia nie tylko bylej zony, ale tez i dzieci, i to tak bardzo znika, że nie placi, nie widuje sie z dzieckiem i nawet nie odbiera telefonow, ani od bylej zony, ani od dziecka. I wtedy naprawdę jedynym sensownym rozwiązaniem jest ograniczenie mu praw rodzicielskich, chociażby w zakresie decydowania o zdrowiu (np. wyrażenie zgody na opierację), czy przy wyborze szkoly itp. i to nie dlatego, że ojciec nie zna dziecka, tylko po prostu nie można z ojcem nawiązać kontaktu wtedy, kiedy jest taka potrzeba.
                      • altz Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 15:13
                        iwles napisała:
                        > Nie wiem, czy piszesz to na podstawie wlasnych doświadczen, czy informacji z fi
                        > lmów, ale ja znam szereg przykładow dokladnie odwrotnych, gdzie ojciec znika z
                        > życia nie tylko bylej zony, ale tez i dzieci, i to tak bardzo znika, że nie pla
                        > ci, nie widuje sie z dzieckiem i nawet nie odbiera telefonow, ani od bylej zony
                        > , ani od dziecka.

                        Ja też znam takie przypadki i nie zaprzeczam im. Również znam sytuacje, gdy rodzice katują własne dziecko na śmierć, matki upijające się nałogowo itd.
                        Ale normą jest odcinanie przez sądy ojca od dziecka "w imię prawa" i "dla dobra dziecka"
                        chociaż jest to niezgodne z konwencją praw dziecka, a wszyscy zajmujący się problemem wiedzą, że więź można nie stracić, gdy się przebywa 30% czasu z dzieckiem, albo się jest wyjątkowym magikiem.
                        Od braku więzi z dzieckiem zaczynają się inne kłopoty.
            • kosa.bar Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:51
              Dokładnie, dla mnie sprawa jest jasna, nie chce, nie kocha, tylko dla mnie szok.
              • lilka69 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:52
                szok na pewno.
              • malgosiek2 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:54
                Rozumiem, że to szok.
                Bo sama bym w nim była.
                Też kiedyś mieliśmy poważny kryzys i mąż chlapnął, że może ja dążę do rozwodu.
                Potem na spokojnie, porozmawialiśmy, uświadomiłam w jakiś sprawach mąż dał "ciała"
                I od tamtej rozmowy jest zupełnie inaczej.
                Zmienił się, przetrawił i chyba zobaczył swoje błędy.
                U nas faktycznie nie chodziło o inną kobietę.
          • lilka69 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 20:51
            przy okazji ja tez mam taka znajoma. maz zostawil zone ( i dziecko ) dla niej i byl 13 czy 14 lat. nastepnie i ja zostawil ( tez z dzieckiem) dla nastepnej kobiety. musze dodac sprawiedliwie,ze i jedno i drugie dziecko jest wysoko alimentowane.

            ja jednak wierze, ze zona albo maz moga sie odkochac. lub mylic poczatkowy stan z miloscia.
            • aquarianna Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 23:28
              lilka69 napisała:

              > ja jednak wierze, ze zona albo maz moga sie odkochac. lub mylic poczatkowy stan
              > z miloscia.

              Owszem, ale praktycznie nigdy dojście do takich wniosków nie następuje bez współudziału osób trzecich. Ew. jakiegoś załamania, stresu, czy wręcz choroby psychicznej. Niezmiernie rzadko zdarza się, że ktoś odchodzi od współmałżonka faktycznie w "nicość". Zazwyczaj w takich sytuacjach nie zdarza się to z dnia na dzień i druga osoba jest w stanie zauważyć, że coś się dzieje, już dużo wcześniej.
              • j_a_ch Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 23:37
                >Owszem, ale praktycznie nigdy dojście do takich wniosków nie następuje bez współudziału osób trzecich.

                Też tak myślę. Absolutnie nie bierz serio tego NIGDY. Facet bredzi bo najprawdopodobniej porównuje jakieś świeże zakochanie do tego, co was łączyło. A swoją drogą jaką świnią trzeba być, żeby rozwalić rodzinę i jeszcze coś takiego powiedzieć na zimno i na spokojnie. Nie wystarczyłoby "już nie kocham" ? Bez tego "i nigdy nie kochałem"? To znaczy że co, oszukiwał całe życie? To jak wbicie ostrza w serce i jeszcze dłubanie w nim. Obrzydliwość. Człowieka poznaje się też po tym jak się rozstaje, ten okazał się dupkiem.
                • claudel6 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 01:51
                  100% racji. to "nigdy nie kochałem". jakim trzeba byc emocjonalnym debilem, żeby to powiedzieć. i jakie świadectwo się sobie wystawia.
                  • hanna_sty Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 09:28
                    A jakie to ma znaczenie czy jest emocjonalnym debilem czy nie? Czy ważne jakie swiadectwo tu i teraz sobie wystawia? Ważne co się wydarzyło i trzeba się skupić, żeby wyjść z tej sytuacji jak najmniej poturbowanym a nie odgryzać się na mężu i analizować jego psyche. To nie piaskownica.
                    • j_a_ch Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 15:27
                      > A jakie to ma znaczenie czy jest emocjonalnym debilem czy nie?

                      Ma znaczenie, bo właściwie dyskwalifikuje gościa gdyby ewentualnie oprzytomniał i chciał wrócić, a autorka wybaczyć.
                      Trudniej kobiecie po takich słowach rozważać posklejanie rodziny z debilem. Imo spalił most, chociaż to oczywiście podlega indywidualnej ocenie. Można sobie uznać, że stracił rozum czasowo i słowa te należy pod to podciągnąć. Tak czy siak, trudniej.
                      • nabakier Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 15:34
                        Ale dlaczego, Jach? Co go ddyskwalifikuje? Że przestał kochać i o tym powiedział? To miał nie powiedzieć? Gdyby nie powiedział, a nie kochał, i w końcu wszedłby -dajmy na to-w jakąś relację, to znów byłyby zarzuty, że nie powiedział itd.
                        • j_a_ch Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 16:21
                          >Co go ddyskwalifikuje? Że przestał kochać i o tym powiedział?

                          Nie, nie. Dyskwalifikuje go okrucieństwo z jakim to zakomunikował, sposób rozstania. Rozmowa była na zimno, miał czas, aby się zastanowić jak to powiedzieć, żeby jak najmniej zabolało. Tymczasem postanowił przywalić z grubej rury (nigdy nie kochałem). Świadczy to o kompletnym emocjonalnym debilizmie, czasowym lub trwałym (tylko dotąd nieodsłoniętym). I utrudnia ewentualne chęci ratowania związku. Zresztą po tym co pisze autorka, facet brnie w chamstwo i pogrąża się coraz bardziej...więc raczej do skreślenia.
                          • altz Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 16:30
                            j_a_ch napisał(a):
                            > Świadczy to o kompletnym emocjonalnym debilizmie, czasowym lub t
                            > rwałym (tylko dotąd nieodsłoniętym).

                            Daje Ci to coś, że wprowadzasz taki nastrój i chęć odwetu? Czy to może załatwia jakieś własne problemy? Nie warto, na tym się tylko traci.
                            • j_a_ch Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 17:00
                              ??
                              Nie rozumiem skąd taki odbiór. Trzeźwa analiza zachowania pana to chęć odwetu?
                              Cały czas piszę o tym, że zawsze istnieje opcja wybaczenia i zejścia się, tylko facet ją mocno utrudnił, właściwie pozamiatał. Ale to kwestia indywidualnej oceny.
                          • nabakier Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:12
                            A niby co tu było okrutnego? nie rozumiem. Miał stanąć na głowie, kupić bukiet róż, szlochać, krzyczeć. Po prostu oznajmił trudną prawdę.
                            Co miał powiedzieć, by mniej bolało? Przecież takie sprawy zawsze bolą.
                            • j_a_ch Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:31
                              >A niby co tu było okrutnego? nie rozumiem.
                              Te niepotrzebne słowa "nigdy cie nie kochałem".

                              > Co miał powiedzieć, by mniej bolało?
                              Raczej czego NIE powiedzieć - właśnie tych słów.
                              Bo po co to było? Zero empatii, delikatności. Tak się nie robi komuś, kogo się porzuca. Nie dowala się.
                              No chyba, że należysz do frakcji 'szczerość za wszelką cenę'.
                              • nabakier Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:50
                                W tych sprawach- tak. To jest lepsze, niż jakakolwiek ułuda czy stwarzanie nadziei.
                        • claudel6 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 16:57
                          nabakier, weź czytaj zanim odpowiesz. nie dyskwalifikuje go, że powiedział, ze przestał kochać, tylko, ze powiedział, ze NIGDY nie kochał. pierwsze się zdarza i na to nie ma rady, trzeba poskładac sobie życie i iść dalej, drugie - przekreśla tej kobiecie w tej chwili kilka lat jej życia, w których wierzyła, że to wszystko co tworzą jest autentyczne. to są naprawdę dwie różne sprawy.
                          • nabakier Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:09
                            Ja biorę słowa ludzi dorosłych poważnie. Całkiem możliwe jest, że to prawda- że jej nigdy nie kochał. Nie bardzo rozumiem, dlaczego to budzi takie emocje, serio.
                            I co, w imię zachowania jakiejś ułudy -że ją niby kochał- ma twierdzić że kochał, jeśli nie kochał?

                            Widzę tu: 1. szok (normalne), 2. niezgodę na prawdę jakakolwiek by ona nie była)(nienormalne). No trudno, czasem prawda boli.
                            • aquarianna Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:30
                              > Całkiem możliwe jest, że to prawda- że
                              > jej nigdy nie kochał. Nie bardzo rozumiem, dlaczego to budzi takie emocje, ser
                              > I co, w imię zachowania jakiejś ułudy -że ją niby kochał- ma twierdzić że kocha
                              > ł, jeśli nie kochał?

                              Więc wychodzi na to, że przez wszystkie lata nie dość, że sam żył w ułudzie, to jeszcze oszukiwał żonę. Naprawdę nie budzi to w Tobie kompletnie żadnych emocji? Gdybyś po latach dowiedziała się, że Twój obecny mąż ożenił się z Tobą tylko i wyłącznie dla pieniędzy, to uznałabyś, że ot, przyszedł i przyznając się uczciwie postawił sprawę?
                              Jedno to powiedzieć, się kogoś już nie kocha - tak to boli. Ale powiedzieć, że tak naprawdę nigdy się nie kochało - to boli po stokroć. I tego spokojnie mógł jej zaoszczędzić, bo co to zmieniło w całej sprawie? Uczciwy się nagle znalazł uncertain Dziw, że dopiero teraz.
                              • nabakier Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:43
                                Nie chodzi o to, że nie budzi, bo wiadomo, że to szok dla autorki (napisałam o tym). Ale to nie oznacza, że facet kłamie.
                                Widzę różnicę między ożenkiem dla kasy a dojściem do wniosku, że się nie kochało. Potrafię sobie to drugie, to pierwsze zresztą też-wolałabym wiedzieć, niż żeby mi ktoś dalej nawijał makaron na uszy o wielkiej miłości.
                                Trudna prawda, ale prawda. (O ile to prawda, rzecz jasna, ale tego wykluczyć nie można).
                                • nabakier Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:45
                                  korekta
                                  ..potrafię to sobie wyobrazić...
                              • cherry.coke Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 18:43
                                aquarianna napisała:

                                > Więc wychodzi na to, że przez wszystkie lata nie dość, że sam żył w ułudzie, to
                                > jeszcze oszukiwał żonę.

                                Niekoniecznie. Jak bylam z eksem, to myslalam, ze go kocham, a teraz wiem, ze w porownaniu z tym wlasciwym to go wcale nie kochalam.
                                Tylko, ze takie "objawienie" sie faktycznie rzadko pojawia samo z siebie, wymaga tla w rodzaju nowe zakochanie, powazna choroba itp.

                                > Jedno to powiedzieć, się kogoś już nie kocha - tak to boli. Ale powiedzieć, że
                                > tak naprawdę nigdy się nie kochało - to boli po stokroć. I tego spokojnie mógł
                                > jej zaoszczędzić, bo co to zmieniło w całej sprawie? Uczciwy się nagle znalazł
                                > uncertain Dziw, że dopiero teraz.

                                Prawdopodobnie obliczone na uciecie przekonywania w rodzaju "a moze jednak tylko ci sie wydaje". Jak nigdy, to nie ma nad czym pracowac.
                    • claudel6 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 16:54
                      jezu, przecież ja nie każe autorce analizować jego psyche, ale mam prawo chyba sama wyrazić opinię na temat jego zachowania. czy nie??
                      poza tym jedna z drugą rzecza kompletnie się nie wyklucza - kobieta przepraszam nie może ocenić zachowania męża i jednoczesnie działac w kierunku zabezpieczenia swoich interesów?
                • noname2002 Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 08:55
                  A swoją d
                  > rogą jaką świnią trzeba być, żeby rozwalić rodzinę i jeszcze coś takiego powied
                  > zieć na zimno i na spokojnie. Nie wystarczyłoby "już nie kocham" ? Bez tego "i
                  > nigdy nie kochałem"? To znaczy że co, oszukiwał całe życie? To jak wbicie ostrz
                  > a w serce i jeszcze dłubanie w nim. Obrzydliwość. Człowieka poznaje się też po
                  > tym jak się rozstaje, ten okazał się dupkiem.

                  To samo pomyslalam.
          • baltycki Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 21:08
            malgosiek2 napisała:

            > Nie nazwałabym tego obsesją, ponieważ niemal w 99 % jest tak,
            > że małżonek znalazł sobie druga kobietę.
            A w ilu %% jest tak, ze małżonek od dawna chce odejsc, ale odchodzi wowczas, gdy ma do kogo?
            • m_incubo Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 22:56
              Trafiłeś w sedno.
              Ale zazwyczaj łatwiej przełknąć odejście męża, bo jakaś wredna p... za tym stoi niż tak po prostu - bo nie kocha i twierdzi, że nigdy nie kochał.
              • kkokos Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 23:16
                m_incubo napisała:

                > Trafiłeś w sedno.
                > Ale zazwyczaj łatwiej przełknąć odejście męża, bo jakaś wredna p... za tym stoi
                > niż tak po prostu - bo nie kocha i twierdzi, że nigdy nie kochał.

                nie, raczej jest tak, jak pisze batycki - nie ma do kogo odejść i odchodzi wtedy, gdy znajdzie kolejną kobietę. w końcu nie jest samobójcą - przecież nie będzie sam prał, sprzątał i gotował...
                • m_incubo Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 14:31
                  No przecież piszę, że trafił w sedno... Natomiast sposoby w jaki kobiety sobie tłumaczą odejście biednego misia do tej wrednej s... to osobna historia.
                • altz Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 14:46
                  kkokos napisała:
                  > nie, raczej jest tak, jak pisze batycki - nie ma do kogo odejść i odchodzi wted
                  > y, gdy znajdzie kolejną kobietę. w końcu nie jest samobójcą - przecież nie będz
                  > ie sam prał, sprzątał i gotował...

                  Przeceniasz tę domową obsługę, w tych czasach panowie nie boją się prac domowych. Poza tym panie nie piorą, bo robią to pralki. Wiem coś o tym, bo umie obsługiwać pralkę i z równym powodzeniem piorę ręcznie. Nie będzie tak często sprzątał i też przeżyje, a co do gotowania, o ile potrafisz, to sama wiesz, że najgorzej się gotuje dla jednej osoby, ale wtedy się idzie na skróty i obiad jest jednodaniowy i na dwa dni, więc większość osób da sobie radę.
                  • anorektycznazdzira Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 04.03.13, 17:30
                    Tak, tak, piorą pralki, a sprzątają miotły. Auta tez jeżdżą, nooo, do przodu, tak kółkami ruszają.
                    big_grin big_grin
                    Pominąwszy fakt, że oczywiście wielu panów ogarnia obsługę miejsca zamieszkania, to sprowadzenie prania do tego, że pralka rusza bębnem jest śmieszne i poddaje w wątpliwość, co osoba tak pisząca wie o praniu...
                    • altz Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 04.03.13, 18:29
                      anorektycznazdzira napisała:
                      > Tak, tak, piorą pralki, a sprzątają miotły. Auta tez jeżdżą, nooo, do przodu, t
                      > ak kółkami ruszają.
                      > big_grin big_grin
                      > Pominąwszy fakt, że oczywiście wielu panów ogarnia obsługę miejsca zamieszkania
                      > , to sprowadzenie prania do tego, że pralka rusza bębnem jest śmieszne i poddaj
                      > e w wątpliwość, co osoba tak pisząca wie o praniu...

                      Może dopowiem, że panie też niewiele wiedzą o praniu. smile
                      Zdarzało mi się pytać o ustawienia na programatorze cudzych pralek i często się to sprowadzało do do wyjaśnienia piktogramów. big_grin
                      Nie dam sobie wmówić, że panie są takie w tym biegłe. Część jest, ale duża część się zupełnie nie zna. Gdyby miały prać bieliznę ręcznie z gotowaniem, to też by poległy, jak większość panów. smile
                      • anorektycznazdzira Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 04.03.13, 19:49
                        Przecież mi nie chodzi o znajomość programów w pralce, tylko o prosty fakt, że pranie trzeba posegregować, niejednokrotnie uprzednio zbierając po lokalu, włożyć/wyjąć (to akurat pikuś faktycznie), a następnie rozwiesić, nieraz formując i roztrzepując, zebrać, wyprasować, poskładać i dostarczyć do miejsca przeznaczenia. Jako, że to robię, to wiem ile zajmuje czasu w 4-osobowej rodzinie tongue_out A pranie u mnie też "robi pralka".
                        • altz Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 05.03.13, 05:43
                          anorektycznazdzira napisała:
                          > Przecież mi nie chodzi o znajomość programów w pralce, tylko o prosty fakt, że
                          > pranie trzeba posegregować, niejednokrotnie uprzednio zbierając po lokalu, włoż
                          > yć/wyjąć (to akurat pikuś faktycznie), a następnie rozwiesić, nieraz formując i
                          > roztrzepując, zebrać, wyprasować, poskładać i dostarczyć do miejsca przeznacze
                          > nia. Jako, że to robię, to wiem ile zajmuje czasu w 4-osobowej rodzinie tongue_out A pr
                          > anie u mnie też "robi pralka".

                          Bez jaj, przecież to nie jest żadna technologia. Pranie i wieszanie jest dużo mniej uciążliwe, niż zmywanie ręczne naczyń. Największym problemem w praniu jest prasowanie i układanie po praniu, ale i to sporo osób robi w uproszczonej formie i dużo mniej prasuje, niż się to robiło jeszcze 40 lat temu. Do tego zawsze włączałem dzieci, o ile już potrafiły robić, małe potrafią już sortować, a duże układają same na półkach. Dzieci trzeba wdrażać, a żonie dać spokój z praniem, bo zazwyczaj ma dość innych zajęć.
                • m_incubo Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 15:44
                  > w końcu nie jest samobójcą - przecież nie będzie sam prał, sprzątał i gotował...

                  Poza tym nie wiem jak tam u ciebie, ale u mnie mąż też pierze, sprząta i gotuje... szok. Pewnie mam w takim razie żonę a nie męża.
                  • attiya Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 20:01
                    gdyby tak każdy pan był samoobsługowy...
                    u mnie za to pierze pralka...
                    • m_incubo Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 20:52
                      No tak, a u mnie odkurza odkurzacz (sam). I pralka pierze, a ciasto się samo piecze w piekarniku. Wiadomo. Ale jakby co, mój stary też to potrafi.
        • aquarianna Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 02.03.13, 23:20
          lilka69 napisała:

          > ja moge sobie wyobrazic , ze maz przestal kochac i tyle.

          Wyobrażać to sobie można wiele, ale realia najczęściej sie od tych wyobrażeń bardzo różnią.
          Gdyby mąż jej faktycznie nie kochał, to symptomy tego widziałaby już dużo, dużo wcześniej i z pewnością zaniepokoiłyby ją. Najprawdopodobniej zabujał się w innej kobiecie i to, co do niej poczuł, tak dalece odbiega od uczucia, jakim darzy(ł) do tej pory żonę, że wydaje mu się, że to nowe, te motylki w brzuchu, to jest właśnie prawdziwa i wspaniała miłość, a to stare już mu nie wystarcza, więc wmawia sam sobie, że nigdy żony nie kochał. Najczęstszy scenariusz takich historii.

        • czar_bajry Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 14:52
          lika z choinki się urwałaś?
          Jaki facet bez przygotowanego zaplecza opuści ciepłe gniazdko?Nawet jeśli przestanie kochać to i tak będzie trwał w domowych pieleszach.
          • altz Re: czy wy macie obsesje z ta kochanka 03.03.13, 15:06
            czar_bajry napisała:
            > Jaki facet bez przygotowanego zaplecza opuści ciepłe gniazdko?Nawet jeśli przes
            > tanie kochać to i tak będzie trwał w domowych pieleszach.
            A jaka kobieta pójdzie zimą mieszkać pod most, ponieważ przestała kochać?
            Ludzie są zazwyczaj racjonalni i raczej nie chcą umierać bez powodu.
    • kroliczyca80 Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:27
      Nie wiem, czy to w czymkolwiek pomoże, ale akurat wczoraj przeczytałam, więc linkuję:

      fragment:
      Amerykańska dziennikarka Laura Munson po 20 latach udanego małżeństwa usłyszała od męża, że jej nie kocha, w zasadzie nigdy nie kochał i że muszą się rozstać. Zamiast się załamać, powiedziała: ''Kochany, ja tego nie kupuję!''. Dała mu pół roku, żeby sobie pobył w tym stanie. I on sobie pobył, bardzo zresztą malowniczo, romansując i przekraczając różne granice przyzwoitości, po czym... wrócił. Bo okazało się, że on nie miał problemu z tym związkiem, tylko ze sobą. Co pan myśli o jej reakcji?

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,13439052,Tyle_milosci_ile_wolnosci__Czy_istnieja_uniwersalne.html
      • nabakier Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:30
        Jak ma wrócić, to wróci i po rozwodzie. Zalecam- dystans i jednocześnie działanie- nie gorączkowe, bez przesady, ale -działanie. I koniecznie zająć się sobą.
      • kanga_roo Re: niespodziewany cios 02.03.13, 20:46
        znam parę, która, podobnie jak Amerykanie linkowani przez króliczycę, zeszła się z powrotem po przejściach. było w sumie tak, jak u autorki wątku: pan się odkochał, i oznajmił to pani. pani poszła do psychologa, który przez następny rok pomagał jej poradzić sobie z w/w sytuacją. pan, mimo deklaracji niekochania, i mimo romansu na boku, jakoś nie rozwiązał radykalnie sprawy. romans się rozmył, żona popracowała z psychologiem i znacznie podniosła sobie poczucie własnej wartości, mąż został.

        ja kiedyś uniosłam się honorem, i chciałam się rozwodzić (nie, nie rozwiodłam się), teraz, parę lat później, tez bym powiedziała, że tego nie kupuję. bo uważam, że małżeństwo to nie tylko zakochanie, ale podjęte zobowiązanie, i wymigiwanie się z niego, bo komuś się ot tak odwidziało, to niedojrzałość i nieodpowiedzialność. poza tym w opisanej sytuacji jest jeszcze dziecko, i doprawdy rozwalanie rodziny dla własnego widzimisię (autorka nie pisze, że w związku źle się działo, lub że jako rodzina mieli kłopoty) jest, według mnie, głupotą.

        i na koniec zacytuję Stephena R. Coveya ('siedem nawyków skutecznego działania')

        Kiedy na jednym z seminariów mówiłem o proaktywności, jakiś mężczyzna wstał i
        powiedział:
        – Stephen, podoba mi się to, co mówisz... Ale sytuacje są tak różne. Weźmy moje
        małżeństwo. Naprawdę się martwię. Nie czujemy już do siebie tego co dawniej. Myślę, że
        jej już nie kocham i ona mnie nie kocha. Co mogę zrobić?
        – Nie czujecie tego co dawniej? – spytałem.
        – Właśnie – potwierdził. – A mamy troje dzieci, na których naprawdę nam zależy. Co byś
        radził?
        – Kochaj ją – odpowiedziałem.
        – Mówiłem, że nie czuję już miłości.
        – Kochaj ją.
        – Nie rozumiesz. Nie czuję już do niej miłości.
        – Kochaj ją zatem. Jeśli nie czujesz miłości, tym bardziej ją kochaj.
        – Ale jak można kochać, kiedy się nie kocha?
        – Przyjacielu, kochać to czasownik. Miłość, uczucie, to owoc tego czasownika. Zatem
        kochaj ją. Służ jej. Poświęcaj się. Słuchaj jej. Współczuj. Doceniaj. Utwierdzaj ją. Czy
        jesteś gotów to robić?
        W literaturze pięknej wszystkich postępowych społeczeństw „kochać" to czasownik.
        Ludzie reaktywni robią z tego uczucie. Kierują nimi uczucia. Hollywood dał nam
        scenariusz, według którego wierzymy, że nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia, że
        stanowimy ich produkt. Ale hollywoodzki scenariusz nie opisuje rzeczywistości. Jeśli nasze
        uczucia kontrolują nasze działanie, to tylko dlatego, że zrezygnowaliśmy z
        odpowiedzialności i pozwoliliśmy na to.
        Ludzie proaktywni traktują słowo „kochać" jak czasownik. Kochać to robić coś:
        poświęcać się, dawać siebie, jak matka dająca życie noworodkowi. Jeśli chcesz poznać
        miłość, obserwuj ludzi, którzy poświęcają się dla innych, nawet dla tych, którzy ich ranią
        lub nie odwzajemniają miłości. Jeśli jesteś rodzicem, przypatrz się swojej miłości do dzieci,
        dla których się poświęcasz. Miłość jest wartością, która się potwierdza poprzez pełne
        miłości działanie. Ludzie proaktywni podporządkowują uczucia wartościom. Miłość to
        uczucie, zatem można je wskrzesić.
        • blond_suflerka Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:22
          kanga_roo napisała:

          >Jeśli chcesz p
          > oznać
          > miłość, obserwuj ludzi, którzy poświęcają się dla innych, nawet dla tych, którz
          > y ich ranią
          > lub nie odwzajemniają miłości.

          To jest zdanie, które mi bardzo zgrzyta w całej tej(przyznaje ujmującej) opowieści. Trzeba uważać bo kochanie kogoś kto cię rani to już miłość pomieszana z chorobą i raczej nie należy brać z kogoś takiego przykładu. Ktoś zrozpaczony czy zaślepiony może tak ten cytat zrozumieć, że oto kiedy kocha kogoś kto robi mu źle(najogólniej mówiąc) to dotyka miłości w najczystszej postaci. A to chyba nie do końca tak.
    • ciociacesia zadbaj o alimenty jak najszybciej 02.03.13, 20:51
      kiedy jeszcze facet ma wyrzuty sumienia, potem mu przejdzie
      • kk345 Re: zadbaj o alimenty jak najszybciej 03.03.13, 22:32
        > kiedy jeszcze facet ma wyrzuty sumienia, potem mu przejdzie
        Święte słowa, obserwowałam to na własne oczy w najbliższej rodzinie... Pan w poczuciu winy zadeklarował wysokie alimenty na dzieci, a po roku próbował je zmniejszyć, tłumacząc, ze w sumie jego wina nie była jakas wielka, a nowa rodzina nie ma przez te alimenty zapewnionego właściwego poziomu zycia i przez to nie stac go na rodzeństwo dla nowego dziecka... Poprosił dzieci z poprzedniego związku, by pozwoliły mu w związku z tym płacić mniej.
        Żałosne.
    • zurekgirl Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:00
      I on tak na spokojnie, ze juz cie nie kocha? Czyli przemyslal, co chce powiedziec, nie mowil w nerwach? Cholera, jak czolgiem w pysk. Skoro tak stawia sprawe, to rownie spokojnie rozmawialabym o rozwiazaniach, nie pozwolilabym po prostu sie zostawic z odpowiedzialnoscia za dziecko itp. Skoro finansowo jestes zabezpieczona, to niech maz wciaz odprowadza dziecko do przedszkola. To on sie odkochal, dziecko ma to odczuc jak najmniej.
      • baltycki Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:11
        > nie pozwolilabym
        No tak, bez pozwolenia ma zwiazane rece.
      • nabakier Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:16
        A to coś złego, że mówił na spokojnie? Miał wrzeszczeć? Przerzucać winę na nią? Jakim czołgiem?
        Rozstania nigdy nie są komfortowe, ale chyba lepiej na spokojnie i kulturalnie, niż awantura.
      • hanna_sty Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:31
        Nie pozwoliłabyś? A co byś zrobiła?
        Mówił spokojnie? To chyba dobrze, bo w jakiejkolwiek sprawie spokojna rozmowa jest znacznie lepsza niż krzyki i awantury.
        Dla Kosy to szok więc na tym etapie ( dziś, jutro) niczego mądrego nie wymyśli. Musi ochłonąć, poukładać sobie, pomysleć.
        Dobrze by było, zeby odprowadzał dziecko do przedszkola, ale życie jest życiem - jeśli będzie mieszkał na drugim końcu miasta to nie będzie tego robił na co dzień. I nie zmusisz go, bo w jaki sposób?
        Na rozstaniu dziecko zawsze cierpi. I od wzajemnej kultury i sposobu rozmowy ( nie awantury, ale włąśnie rozmowy) zależy czy będzie cierpało więcej czy mniej.
        • brak.polskich.liter Re: niespodziewany cios 02.03.13, 22:53
          Niby tak. Z drugiej strony - "nie kocham cie, nie chce z Toba byc" powiedziane na zimno jest chyba jednak bardziej bolesne, niz to samo wywrzeszczane w awanturze. W kazdym razie dla mnie by bylo.

          > Dla Kosy to szok więc na tym etapie ( dziś, jutro) niczego mądrego nie wymyśli.
          > Musi ochłonąć, poukładać sobie, pomysleć.

          A tu zgoda.

          Autorce szczere, serdeczne wyrazy wspolczucia. I sugerowalabym udanie sie po pomoc psychologiczna, zeby to sobie poukladac jak najszybciej.
          • zurekgirl Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:14
            Oczywiscie, ze milo, ze obeszlo sie bez krzykow, niby na spokojnie i wielce kulturalnie. Chyba jeszcze za glupia jestem na to, zeby zrozumiec jak matce swojego dziecka mozna na zimno i bez zbednych wstepow powiedziec, ze juz sie jej nie kocha. Tak bym sie wlasnie poczula, jakby na mnie ktos czolg zrzucil. Co do "nie pozwolilabym"...nie wiem, co bym zrobila, ale nie pozwolilabym zostawic dziecka, skoro nie ma innej kobiety (hmmm), to dziecko chyba pozostaje priorytetem. Malo o zyciu wiem, co?
            • baltycki Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:21
              nie pozwolilabym

              Wyjasnij prosze, na czym polegaloby Twoje niepozwolenie?
            • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 08:42
              Chyba za dużo nie wiesz. Co to znaczy nie pozwoliłabyś? Jak byś to zrobiła? Związała męża? Nasłąła na niego zbirów?
              Niezależnie od tego co się dzieje między małżonkami, jak bardzo czujemy się skrzywdzeni( bo nie zawsze skrzywdzone- facetów też to dotyczy) są rzeczy, których na drugiej stronie nie wymusisz nawet gdybyś stawała na głowie.
              Możesz prosić ( tak nie bój się tego słowa, to nie upokarza), możesz się umówić- moim zdaniem to najlepsze rozwiązanie, możesz negocjować, w najgorszym razie- nie polecam!- szantażować, ale nie zmusić, bo nie masz narzędzi.
        • claudel6 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 01:57
          jeśli będzie mieszkał na drugim końcu miasta to nie będzie tego robił na co d
          > zień
          to ma nie mieszkac na drugim końcu miasta do k..y nędzy. własnie dlatego, że ma dziecko które trzeba odprowadzac do przedszkola. dlaczego za wszystko z definicji ma być odpowiedzialna kobieta i tylko ona przystosować soje życie do potrzeb dziecka?
          • demonsbaby Re: niespodziewany cios 03.03.13, 07:33
            zakorzeniony obrazek - "matki Polki". Z drugiej strony, gdyby taki obrazek nie był powszechny w sądach to batalie o opiekę byłyby ciężkie.
            Jak obowiązki przy opiece "ojszcza" po wyprowadzce - to zostaje zwiększyć alimenty na dziecko.
          • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 08:58
            Ale też go do tego nie zmusisz! Może mieszkać tam gdzie chce, gdzie może, gdzie ma mieszkanie, gdzie mieszka jego nowa partnerka ( to nie dotyczy Kosy- bo nie wiemy czy ja ma), gdzie mieszkają jego rodzice, skąd ma bliżej do pracy/na kort tenisowy.
            Nie ma żadnych mechanizmów, zeby go zmusić do mieszkania tu a nie gdzie indziej.
            Byłoby wspaniale, żeby odprowadzał dziecko do przedszkola, ale jeśli zamieszka w innym miejscu ( wyjątek ma dobra wolę i mieszka na tym samym osiedlu, 5 ulic dalej itp) to nie będzie tego robił. Ze względów czasowo-logistycznych. Bądźmy realistkami i nie myslmy życzeniowo.
            Może działać na zasadzie pogotowia, o ile będzie miał dobra wolę.
            To nie jest ttak, że kobieta z definicji za wszystko odpowiada. Jeśli stałym miejscem zamieszkania dziecka jest każde miejsce zamieszkania ojca ( nie matki) za tę proze zycia codziennego odpowiada ojciec.
            Jednak w praktyce dziecko zostaje najczęściej przy matce i to na nią spada.
            Trzeba bardzo dużo dobrej woli, dojrzałości żeby wszystko poulładać. I czasu, bo w przypadku Kosy jeszcze 24 godziny temu w jej przeświadczeniu rodzinie nic nie groziło. Była stabilna, zasobna i bezpieczna.
            Wracając jednak do meritum- jedna strona nie może zmusić do niczego drugiej.
            W najgorszym razie ( a do tego nie wolno dopuścić i dlatego odradzam awantury i presje a zachęcam do rozmowy) ojciec ograniczy się do płacenia alimentów zasądzonych przez sąd i....nic mu sie nie zrobi. Bo nawet ze spotkań- zakładając że ma zła wolę- może się "bezkarnie" nie wywiązywać. Cudzysłów dlatego, że w końcu straci miłość i zaufanie dziecka, ale sąd nie zmusi go do spędzania czasu, zabierania na wakacje, a przede wszystkim zainteresowania. Jesli ojciec nie będzie mieszkał pod jednym dachem więzy się rozluźnią. Nie ma opcji, zeby było inaczej - nawet zakładając, że jest dobra wola.
            I w przypadku rozstań trzeba dołożyć starań, zeby ta dobra wola była, żeby - jeśli nie codziennie- patrz wyżej -to 2 razy w tygodniu odprowadzał do przedszkola, spędzał z dzieckiem jakiś czas bez udziału mamy (zakładając, że stosunki między dzieckiem a tatą są dobre), uzgodnić wakacje, ferie, święta. Bo i święta mogą być problemem.
            • gadkaszmadka Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:32
              hanna_sty napisała:

              > Ale też go do tego nie zmusisz! Może mieszkać tam gdzie chce,

              nie wiem, jak jest w POlsce, u mnei właśnie bez zgody byłej zony NIE moze mieszkac tam, gdzie chce, musi byc w jakiejs określonej, sensownej odległości od dzieci. To znaczy nie wiem, czy to zalezy od sprawy i wyroku, ale jak najbardziej znam ojców, którzy wyrokiem sadu nie moga się wyprowadzić gdzies tam bez zgody żony/sądu.
              • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:17
                To akurat uważam za dobre rozwiązanie. Przydałoby się w Polsce również. Albo się dzieckiem zajmujesz, albo- masz ograniczone prawa rodzicielskie. Obojga rodziców to oczywiście dotyczy.
                • altz Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:20
                  nabakier napisała:
                  > To akurat uważam za dobre rozwiązanie. Przydałoby się w Polsce również. Albo s
                  > ię dzieckiem zajmujesz, albo- masz ograniczone prawa rodzicielskie. Obojga rodz
                  > iców to oczywiście dotyczy.

                  To jest w Polsce. Myślę, że tego nie przemyślałaś, bo to jest jeden z głupszych pomysłów ostatnich lat, gdy się popatrzy na konsekwencje.
                  • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:37
                    Ze względu na problemy mieszkaniowe? Przecież i tak trzeba je rozwiązywać. Rodzic jest od wychowywania dziecka, kropka. Rozwód nie powinien go od tego odciążać. Ani druga strona tego utrudniać, ma się rozumieć.
          • altz Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:02
            claudel6 napisała:
            > jeśli będzie mieszkał na drugim końcu miasta to nie będzie tego robił na co d
            > > zień
            > to ma nie mieszkac na drugim końcu miasta do k..y nędzy. własnie dlatego, że m
            > a dziecko które trzeba odprowadzac do przedszkola. dlaczego za wszystko z defin
            > icji ma być odpowiedzialna kobieta i tylko ona przystosować soje życie do potrz
            > eb dziecka?

            Jak to sobie wyobrażasz? Będzie codziennie chodził do domu obcej kobiety? :-o
            A jeśli się wyprowadzi na drugi koniec miast, to będzie zasuwał na rano, żeby stanąć przed domem matki dziecka, potem to samo zrobi po pracy? To się nie udaje na dłuższą metę. Ojciec ma też prawo do swojego życia, a takie uwiązanie jest dla mnie co najmniej dziwne. Nie po to się człowiek rozwodzi, żeby być na smyczy obcej baby.
            • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:07
              > Ojciec ma też prawo do swojego życia, a takie uwiązanie jest
              > dla mnie co najmniej dziwne. Nie po to się człowiek rozwodzi, żeby być na smycz
              > y obcej baby.

              Pomijając to, że matka i dziecko też mogą zechcieć się gdzieś za jakiś czas przeprowadzić i czy wówczas ojciec miałby dostosowywać swoje miejsce zamieszkania do aktualnego miejsca zamieszkania dziecka?
              • altz Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:18
                aquarianna napisała:
                > Pomijając to, że matka i dziecko też mogą zechcieć się gdzieś za jakiś czas prz
                > eprowadzić i czy wówczas ojciec miałby dostosowywać swoje miejsce zamieszkania
                > do aktualnego miejsca zamieszkania dziecka?
                Na takie sprawy można też patrzeć jak na układ biznesowy, jeśli jest ugoda i sporo się otrzymuje, to można zainwestować. A jeśli się otrzymuje ofertę spotkania raz co dwa tygodnie, to nie jest poważna propozycja biznesowa i zazwyczaj jest odrzucana, a na pewno nikt nie będzie się z powodu takich ochłapów przenosił za obcą babą.
                Z mieszkaniem w Polsce nie jest tak lekko, często nie da się mieszkać blisko.
                • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 20:00
                  nie za obcą babą tylko za swoim dzieckiem - chyba, że z dzieckiem też się bierze rozwód
              • claudel6 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 20:34
                no aquarianna, nic kurde wg polskiego prawa nie musi. ale jakby chciał być blisko dziecka, to by się przeprowadził. kwestia priorytetów.
                • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 22:11
                  claudel6 napisała:

                  > no aquarianna, nic kurde wg polskiego prawa nie musi. ale jakby chciał być blis
                  > ko dziecka, to by się przeprowadził. kwestia priorytetów.

                  Oczywiście. Pracę też by zmieniał za każdym razem po to, by być blisko dziecka, które przeprowadza się z matką w różne miejsca? Może nie popadajmy w ekstrema.
            • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 19:54
              nie przed domem matki dziecka, tylko przed domem, gdzie mieszka jego dziecko
            • claudel6 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 20:33
              tak, równie dobrze mogę to sobie tak wyobrazić. ojciec może dziecko codziennie odwozić do przedszkola albo odbierać z przedszkola, jesli się tak umówią. nie wiem, czemu to takie niesamowite dla ciebie. w końcu to jego dziecko tak samo jak jej. ma wobec niego takie same obowiązki.
              • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 20:54
                Inaczej wychowuje się dziecko gdy się z nim NIE mieszka. Zawsze gdy jedno z rodziców się wyprowadza to więzi się rozluźniają. Nie ma siły. Nie jest to już tata, który codziennie kąpie, czyta bajkę na dobranoc, do którego można przybiec do łóżka gdy coś złego się przysni, którego widzi się rano w piżamie nieogolonego. To są tysiące sytuacji, które zbliżają ludzi do siebie. Nie mieszkając razem tego nie ma.
                Tata nie ma obowiązku mieszkania ani w tej samej dzielnicy ani nawet w tym samym mieście. Różnie w życiu bywa. Może przeprowadzić się do odległej dzielnicy i wtedy problem gotowy.
                Owszem dziecko jest obojga, obowiązki niby te same, ale jednak w praktyce większość spada na rodzica mieszkającego razem z dzieckiem.
                Najrozsądniejsze, moim zdaniem, jest nie stawianie sprawy na ostrzu noża- i dialogi typu "twoje dziecko więc masz obowiązki i się opiekuj". Niczego to nie da.
                Można umówić się, że 2 razy on, 2 razy ona, i...może opiekunka, moze babcia, może ktoś zaprzyjaźniony. Rozmawiać, ale nie żądać. Bo jakiekolwiek świadczenia wykonywane pod presją, na skutek awantury, szantażu do niczego dobrego nie prowadzą. Dziecko wyczuje niechęć, pospiech, będzie czuło się winne. Osobiście wolałabym przeorganizować sobie życie niż ryzykować, że dziecko będzie wyczuwać , że tata jest zmuszany do zawiezienia, przywiezienia.
                Nie mówiąc już o czysto logistycznym i praktycznym problemie - spóźnienia, bo korki, bo tłok. Po co to komu? W jakim celu utrudniać sobie życie? Były partner nie musi być wrogiem.
              • altz Re: niespodziewany cios 03.03.13, 20:54
                claudel6 napisała:
                > tak, równie dobrze mogę to sobie tak wyobrazić. ojciec może dziecko codziennie
                > odwozić do przedszkola albo odbierać z przedszkola, jesli się tak umówią. nie w
                > iem, czemu to takie niesamowite dla ciebie. w końcu to jego dziecko tak samo ja
                > k jej. ma wobec niego takie same obowiązki.

                Ty uważasz, że to jest również jego dziecko, większość pań mówi "moje!".
                Napisałem już dlaczego nie uważam tego za dobry pomysł. Powtórzę, jeśli trzeba.
                Może powstać problem z mieszkaniem i dojazdami do miejsca i zazwyczaj tak jest, a przecież trzeba dziecko odwieźć przed pracą i jeszcze zdążyć na czas.
                Drugi problem, to pałętanie się przy domu obcej osoby, zazwyczaj dla kogoś będzie to problemem. Dla pani, bo były partner łazi cały czas koło domu, dla pana, bo nie chce wchodzić do obcej osoby, a często już jest nowy pan w domu. Nie po to się ludzie rozwodzą, żeby swoje gęby oglądać na co dzień.

                Dobrym rozwiązanie może być odprowadzanie dziecka do przedszkola, a odbieranie przez drugiego już z noclegiem i zaprowadzanie następnego dnia.
                • kk345 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 22:37
                  > bo nie chce wchodzić do obcej osoby

                  Była zona po rozwodzie automatycznie staja się według Ciebie obcą babą?
                  • altz Re: niespodziewany cios 04.03.13, 07:15
                    kk345 napisała:
                    > > bo nie chce wchodzić do obcej osoby
                    > Była zona po rozwodzie automatycznie staja się według Ciebie obcą babą?
                    Dla mnie tak. Dla wielu osób tak samo, a dla niektórych nawet obcą i wredną babą groźną dla psychiki. big_grin
                    • j_a_ch Re: niespodziewany cios 04.03.13, 09:38
                      > kk345 napisała:
                      > > > bo nie chce wchodzić do obcej osoby
                      > > Była zona po rozwodzie automatycznie staja się według Ciebie obcą babą?
                      > Dla mnie tak. Dla wielu osób tak samo, a dla niektórych nawet obcą i wredną bab
                      > ą groźną dla psychiki

                      Matka dziecka nigdy nie będzie i co więcej nie powinna być ani obcą ani babą, jeśli ma się na uwadze dobro tego dziecka. Strasznie pogardliwe określenie, może echa własnych doświadczeń ;p
    • blond_suflerka Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:33
      Skoro mówisz, że jesteś pewna(jak rozumiem czujesz), że jest ktoś trzeci to pewnie masz rację. Jak ja przeczytałam ten post wcale nie byłam i nie jestem tego pewna.
      Ludzie czasem ze swoich związków i partnerów wyrastają i nie zawsze ma to coś wspólnego z poznaniem kogoś nowego.
      No a jeśli masz rację i w grę wchodzi kochanka a Ty chcesz ratować ten związek to postaw na spokój, żadnych gwałtownych ruchów, przeczytaj książkę 'kup kochance męża kwiaty(może ona Cię do czegoś zainspirujewink i na spokojnie zastanów się nad taktyką.
      Poza wszystkim-współczuję przeżyć, życzę dużo siły i szczęścia(obojętnie w jakiej konfiguracji).
    • demonsbaby Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:33
      Takie pełne spokoju rozstania lub komunikaty są bardziej bolesne niż darcie szat, bo tam w fazie początkowej już uchodzi część emocji. Nic poza - czekaniem i obserwowaniem - nie jestem w stanie Tobie doradzić. Cios poniżej pasa i nie udawaj sztywnej czy nieodpornej, bo na którymś z etapów pomoc fachowa może się okazać skuteczna.
      Daj mu się wygadać i zapytaj o kolejne kroki. W międzyczasie - jeśli padnie hasło rozwodowe - naprawdę uzbrajaj się w dobrego papuga i mówiąc wprost nie daj się wy..cyckać.
      • gadkaszmadka Re: niespodziewany cios 02.03.13, 22:09
        No nie, zadne pytanie o nastepne kroki. To ona teraz decyduje, co zrobic z nowiną. Zapytanie o następne kroki zaklada, że się panu oddaje stery i pokornie czeka na jego decyzję. Walizki mu wystawić byloby zdrowiej. Pardon, jedną walizkę.
        • demonsbaby Re: niespodziewany cios 02.03.13, 22:15
          Spokojnie, bo nic nie ma w garści - oprócz komunikatu.
          Jeżeli chce ugrać więcej na sprawie, to lepiej mieć dowody - a tych na dzień obecny nie ma. Pośpiech w tym przypadku to zły doradca.
          • gadkaszmadka Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:03
            demonsbaby napisała:

            > Spokojnie, bo nic nie ma w garści - oprócz komunikatu.
            > Jeżeli chce ugrać więcej na sprawie, to lepiej mieć dowody - a tych na dzień ob
            > ecny nie ma. Pośpiech w tym przypadku to zły doradca.

            no ale przecież on jej ich w garści nie przyniesie. Nie mówię, że ma się spieszyć, mówię, żeby nie szła w kanał "i co teraz zamierzasz zrobićņ" po czym czekać, chorując z nerwów, bo pan miś nie może się zdecydować, czy zjeść ciastko, czy mieć.
            A czy pośpiech to na pewno zły doradca? hmmm, jeśli jest podejrzenie, że pan kogos ma (a pewnie tak, bo ot tak się nie porzuca dziecka), to lepiej pewne rzeczy zamknąć, zanim się okaże, że pan się spodziewa nowego dzidziusia i np. nie może sie zajmowac córką.
            • demonsbaby Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:12
              Póki się dokłada do życia, nie ma co siekierą się porywać na słońce. Obserwacja, to teraz najlepszy moment. W końcu - jeśli rzeczywiście optyka się panu zmieniła tytułem nowego obiektu uwielbienia, to wtopi na jakimś etapie.
              A kobieta ma czas poukładać sobie w głowie (choć to zajmie, niestety, sporo czasu), zorganizować zaplecze i wyjść z prostym kręgosłupem, a nie ścięta do kolan - jak w tej chwili.
              Kolejnych upokorzeń i ciosów jej nie potrzeba. Choć - da sobie radę, bo musi.
              • burina Re: niespodziewany cios 03.03.13, 01:47
                Porywać się z motyką na słońce.
                • demonsbaby Re: niespodziewany cios 03.03.13, 07:25
                  bardzo istotna uwaga, w tym miejscu celowa i pożądana ... tym bardziej, że nie porównuję autorki z Głupim Gabrysiem.
            • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:32
              A jeśli będzie miał mieć nowego dzidziusia ( znów gdybamy) to nic się na to nie poradzi. Zamkniesz go w komórce, wykastrujesz?
              • demonsbaby Re: niespodziewany cios 03.03.13, 10:36
                ja? ale ja tylko twierdzę "nie s.ać żarem" w tej chwili. Tylko krok w tył i ogarnąć co się dzieje. Przede wszystkim dobry papug przy zdecydowanych ruchach i w żadne tam polubowne rozwiązania bym się nie bawiła.
    • baltycki Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:44
      Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj...
      O przyszlosci,
      o jego wizji przyszlosci,
      o dziecka przyszlosci,
      Moze sie przerazi tej przyszlosci bez Was.
      • kub-ma Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:12
        baltycki napisał:

        > Moze sie przerazi tej przyszlosci bez Was.

        A jak się przerazi to co? Powiedział co powiedział, mleko się wylało. Nie da się tak łatwo o tym zapomnieć jak mężowi znowu się odwidzi.
        Czy słowa "Nie kocham cię" łatwiej się przebacza niż zdradę?
        • aneta-skarpeta Re: niespodziewany cios 03.03.13, 07:57

          - o wiesz co, jednak nie chcę cie zostawiac, bo boje sie ze z corką bede za malo czasu spedzal, nie bedzie mi nikt prał i gotował- jednak Cię kocham!
          • baltycki Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:43
            Tak od razu wierzysz w kazde "kocham" i "nie kocham"?
            "Nie kocham" w konfrontacji z "Do dziś nasza rodzina -my i czterolatka zdawała się być szczęśliwa i kochająca.Spokojne, dość dostatnie życie,dobre relacje z mężem ,zero kłótni"
            wyglada malo wiarygodnie.
          • kosa.bar Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:00
            Mniej więcej to usłyszałam dzis rano.Nie kocham Cię, ale można coś z tym zrobić, szok. Powiedział,że nie chce rozstania "tylko" mnie nie kocha. Próbuje manipulować, ale nie dam się, o nie.
            • demonsbaby Jak zareagowałaś na 03.03.13, 11:30
              "można coś z tym zrobić"? Czy ten tekst poranny był dopełnieniem wczorajszych szokujących tekstów? Co znaczy "nie chce" i co on zamierza w kierunku "coś"?
              • kosa.bar Re: Jak zareagowałaś na 03.03.13, 12:44
                On nie wie co, manipuluje, wie,że wiele straci i wszystko jest moje. Nie wiem jak można być na tyle chamskim,żeby proponować związek bez miłości.
                • demonsbaby Re: Jak zareagowałaś na 03.03.13, 14:26
                  Nabierz powietrze w płuca i pozwól mu się rozkręcić, niech teraz Tobie się określi. Jeśli naprawdę wierzy w taki układ, to wyprowadź go z błędu twierdząc, że twoje pole widzenia nt związku dwojga ludzi jest jednak skrajnie różne, o czym wiedział z Tobą się wiążąc.
                  • nabakier Re: Jak zareagowałaś na 03.03.13, 15:21
                    Czyli jemu nie chodzi o odejście, a pogadanie o uczuciach, tak?
                    Uch...
                    No to teraz piłka należy do Ciebie. Pomyśl, czego Ty chcesz w obliczu takiego wyznania, że Cię nie kocha, ale odejść nie zamierza (?). Czy np. terapia małżeńska czy układ, czy jednak- rozstanie. Innych wyjść nie widzę.
                • imasumak Re: Jak zareagowałaś na 03.03.13, 17:48
                  Może tylko tak smęci z tym niekochaniem, bo chce coś zmienić w Waszym związku? Niech się określi, co dla niego oznacza to "coś z tym zrobić"
                  Szczerze, to nie wierzę, że nadal by chciał być z Tobą, gdyby Cię nie kochał.
                  • attiya Re: Jak zareagowałaś na 03.03.13, 20:04
                    gdyby coś u mnie w związku było nie tak, to osobiście znam lepsze sposoby na jego naprawdę niż powiedzenie mężowi, ze nigdy go nie kochałam i nie kocham tongue_out
                    • imasumak Re: Jak zareagowałaś na 03.03.13, 21:23
                      Oj wiadomo, ze tak. Ale nie ma tak, że wszyscy zachowują się w określonych sytuacjach tak samo.
            • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 19:09
              bo uświadomił sobie, że mieszkanie twoje, że nie będzie miał gdzie mieszkać zapewne, że sam bedzie musiał obsłużyć się itd itd
              gdyby ktoś mi w ciągu bardzo krótkiego czasu powtórzył, że nie kocha mnie ale może coś ewenetulanie zrobić z tym, to pomogłabym mu się spakowac
              choć rozmawiać ofkros można
            • totorotot Re: niespodziewany cios 03.03.13, 21:37
              kosa.bar napisała:
              > Mniej więcej to usłyszałam dzis
              rano.Nie kocham Cię, ale można
              coś z tym zrobić
              > , szok. Powiedział,że nie chce
              rozstania "tylko" mnie nie kocha.
              Próbuje manipu
              > lować, ale nie dam się, o nie.


              Może on nie próbuje manipulować tylko, nie wiem, coś przekazać.Mężczyźni nie umieją mówić. Używają o połowę mniej słów niż my. Nie dostrzegają niuansów, mają problemy z intonacją, komunikacją niewerbalna, no mówią jak kosmita co się niedawno sprowadził na ziemię.
              On mówi, że nie kocha, ale co ROBI? Czy śniadanie robi żonie, czy jakieś drobiazgi żeby jej ułatwić życie, bo mój to cham skończony i burak, ale o świecie wstaje by mi np.auto oporzadzic - takie działania mam na myśli.


    • kerri31 Re: niespodziewany cios 02.03.13, 21:57
      O cholera ! Zawsze podświadomie bałam się takich słów od faceta, choć wiem, że z pewnością bym sobie poradziła i bez niego. Ten szok jest chyba najgorszy, pewnie gorszy niż jakbyś dostała w twarz, bo by popiekło i przestało a to nie przestaje piec.
      Współczuję Ci ale wierzę, że teraz mimo ,iż widzisz świat w czarnych barwach i nie widzisz sensu na dalsze życie, poradzisz sobie. Jak każda kobieta poradziłaby sobie w takiej sytuacji. Najlepsze jest to, że czas leczy rany i za miesiac już inaczej na to spojrzysz. Tego Ci życzę, masz córeczkę, która będzie Ci podporą w każdej ciężkiej chwili . Poradzicie sobie, inaczej być nie może. Powodzenia.
      • hanna_sty Re: niespodziewany cios 02.03.13, 22:08
        Wszystko ok, tylko to Kosa musi być podpora dla dziecka a nie odwrotnie. Mała nie może stać się powiernicą mamy kiedy Kosie jest źle. Mała nie może przejść kursu szybkiego dorastania. To dziecko ma prawo oczekiwać wsparcia od dorosłego. Nie odwrotnie.
        • joasia738 Re: niespodziewany cios 02.03.13, 22:46
          Niestety to co w tej chwili spotkało Ciebie od 1,5 roku dotyczy mojej przyjaciółki.Kompletnie nie wiem jak mam jej pomóc.W jej przypadku okazało się,że pan mąż się zakochał po czym po jakimś czasie wrócił.Mają dziecko,które bardzo przeżywa całą sytuację.Koleżanka nie potrafi tego przeciąć,mimo że jest strzępkiem nerwów,czuje się upokorzona chyba wciąż go kocha i jest gotowa walczyć o ten związek. Oprócz dziecka mają wysoki kredyt hipoteczny na mieszkanie.Jak dla mnie to wysoce toksyczna sytuacja ,bo ona straciła do siebie szacunek,Nie mówiąc o zdrowiu które tą cała sytuacja też ma nadszarpnięte.Patrząc na jej szarpanie się to wydaje mi się ,że z rozwodem też nie ma co z dużo czekać no chyba ,że pojawi się obopólna chęć pracy nad związkiem.
      • aquarianna Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:37
        > Tego Ci życzę, masz córeczkę, która będzie Ci podporą w każdej ciężkiej chwili .

        Chyba się trochę zagalopowałaś. Niezależnie od wszystkiego, to matka jest i musi być podporą dla swojego małego dziecka, nigdy odwrotnie. Traktowanie córki jako pocieszyciela i poduchy do wypłakania, to zabójstwo dla jej dzieciństwa.
    • aquarianna Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:09
      > Twierdzi,że nikogo nie ma, nie wierzę.

      No niestety, ale "nie ma innej" to najczęstsze kłamstwo facetów, którzy "nagle" zrozumieli, że rzekomo nigdy nie kochali żony sad
      Bardzo mi przykro z powodu tej sytuacji. Niezależnie od tego, co postanowisz - olać faceta czy o niego walczyć, życzę Ci mnóstwa sił i wiary w to, że naprawdę wszystko się poukłada - z nim czy bez niego.

      • czar_bajry Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:16
        To kicha na całej linii...
        A w bajeczkę "nie mam nikogo innego" nie wierzę.
        Żaden facet nie powie znienacka swojej żonie iż włąśnie zrozumiał iż jej nie kocha...jeśli nie ma już innego obiektu uczuć i tem obiekt nie postawi mu ultimatum...
    • kub-ma Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:14
      Właściwie dziewczyny wiele już napisały. Trzymam mocno kciuki, żebyś sobie z tym wszystkim poradzila.
    • jematkajakichmalo Re: niespodziewany cios 02.03.13, 23:18
      Przykro mi i trzymam kciuk, zeby jakos sie to poukladalo.

      Jakis czas temu moj brat uslyszal te same slowa... Nawet sytuacja byla podobna. Siedza sobie, jest milo, popijaja drineczki... a ta jak mu nie wyskoczy z tekstem, to mu prawie slomka w gardle utknela.
      Zaczela sie gadka szmatkai od slowa do slowa przyznala sie, ze za tym niekochaniem stoi ktos inny i to juz od 3 lat!!
      Niestety skonczylo sie rozwodem, ale na szczescie wszystko odbylo sie w pokojowej atmosferze. Poregulowali sprawy dzieciowo-mieszkaniowe i jest OK.
      Cos optymistycznego - jak juz sie wszystko uspokoilo moj brat poznal swietna dziewczyne, a ja juz zaczelam odchudzanie przed ich slubem smile
    • sayitnow Re: niespodziewany cios 03.03.13, 00:36
      Przeszłam to samo. Mała też miała 4 lata. Padły słowa o braku miłości. ta wiedza przyszła do niego wraz ze zdrową dwudziestolatką, podczas gdy ja zmagałam się z poważną chorobą.

      Przeżyłam, choć nie powiem, że było łatwo. Mała też sobie z tym poradziła..
      • claudel6 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 02:01
        straszne sad
      • kosa.bar Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:02
        o to podobnie. jestem po operacji szyjki w zeszłym roku, w poniedziałek ide na USG piersi, bo cos jest. Wiedział o tym, zero empatii. Wyrzucił z siebie, czuje sie dobrze, jest wolny.
    • guderianka Re: niespodziewany cios 03.03.13, 08:14
      Nie wiem co napisać
      Znam takie sytuacje-było dobrze cudnie a potem bum uncertain
      Współczuję Ci bardzo. Zwlaszcza że żyłaś z niedojrzałym głupkiem-skoro dopiero teraz zrozumiał że dojrzał i zmądrzał (co to za tekst w ogóle!) uncertain
    • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 08:48
      Jeszcze raz powtórzę, co doradzam:
      - nie inicjować żadnych rozmów, żadnych ( bez: a może jednak to jakaś głupia miłość, a może damy sobie szansę, a co ona ci daje, czego nie daję ja...itd).
      - odciąć się wszelkimi sposobami od pana- chłód, ale nie demonstracyjny,
      - wykrzyczeć się, wypłakać poza panem i córką,
      - najlepiej od razu trafić do psychologa- trauma szybciej się rozładowuje, jak jest w porę uchwycona.
      - jeśli pan sam nie wniesie szybko o rozwód, samej wnieść (najlepiej:bez orzekania o winie).

      Jeśli coś ma zadziałać (i o ile ma zadziałać) na Pana to zadziała to. Im pani dalej i chłodniej, tym pan bardziej poczuje się nieswojo. Jej defensywa związkowa pobudza ofensywę drugiej strony- tak to z reguły działa.
      Poza tym, jeśli rzeczywiście mają się rozstać, to autorka ocala godność.

      Chronić dziecko za wszelką cenę. Na razie nic jej nie mówić.
      • baltycki Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:02
        nabakier napisała:

        > Jeszcze raz powtórzę, co doradzam:
        > - nie inicjować żadnych rozmów, żadnych ( bez: a może jednak to jakaś głupia mi
        > łość, a może damy sobie szansę, a co ona ci daje, czego nie daję ja...itd).
        > - odciąć się wszelkimi sposobami od pana- chłód, ale nie demonstracyjny,
        Bardzo dobrze radzisz,
        dokladnie takie zachowanie eks ulatwilo mi odejscie, pozwolilo pozbyc sie rozterek (a byly),
        utwierdzilo w przekonaniu slusznosci podjetej decyzji.
        • guderianka Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:06
          Bałtycki dobrze pisze
          Poza powyższymi- nigdy nie zaznałabym spokoju wewnętrznego, gdybym nie podjęła próby walki o związek
        • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:13
          No i bardzo dobrze. uwolniłeś od siebie eks. To chyba dobrze?
          Miałeś szansę, trza było wziąć klatę, a nie oczekiwać, że druga strona będzie walczyła o Ciebie. Takie sytuacje weryfikują najlepiej (moim zdaniem oczywiście, li i tylko), bo pokazują jak jest naprawdę.
          • baltycki Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:27
            nabakier napisała:

            > No i bardzo dobrze. uwolniłeś od siebie eks. To chyba dobrze?
            Wiesz, lata po rozwodzie mielismy wiele okazji do rozmow (pomagalem jej, zawsze pozostanie matka moich dzieci), rozmawialismy rowniez o naszym rozstaniu, moim odejsciu.
            Pamietam, ze dwa razy otrzymalem identyczna odpowiedz na moje pytanie
            - Dlaczego nie chcialas rozmawiac?
            - Glupia bylam...
            • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:42
              > Pamietam, ze dwa razy otrzymalem identyczna odpowiedz na moje pytanie
              > - Dlaczego nie chcialas rozmawiac?
              > - Glupia bylam...

              A Ty sam chciałeś rozmawiać? Inicjowałeś te rozmowy?
              • baltycki Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:52
                aquarianna napisała:

                > A Ty sam chciałeś rozmawiać? Inicjowałeś te rozmowy?
                Ja probowalem rozmawiac o naszym malzenstwie przed odejsciem.
                Kazda moja inicjatywa spotykala sie z reakcja:
                "Czego Ty chcesz od naszego malzenstwa?
                Ty jestes chory, idz do psychiatry!"

                No to poszedlem sobie.. i nie wrocilem.
                • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:58
                  baltycki napisał:

                  > aquarianna napisała:
                  >
                  > > A Ty sam chciałeś rozmawiać? Inicjowałeś te rozmowy?
                  > Ja probowalem rozmawiac o naszym malzenstwie przed odejsciem.
                  > Kazda moja inicjatywa spotykala sie z reakcja:
                  > "Czego Ty chcesz od naszego malzenstwa?
                  > Ty jestes chory, idz do psychiatry!"
                  >
                  > No to poszedlem sobie.. i nie wrocilem.

                  Ale to inna sytuacja. Sądziłam, że przyszedłeś któregoś dnia, oznajmiłeś, że nie kochasz żony i postanowiłeś poczekać, aż ona coś z tym zrobi pierwsza. A ponieważ nie zrobiła, to sobie wtedy poszedłeś na amen.
                • totorotot Re: niespodziewany cios 03.03.13, 10:00
                  A tak w ogóle to próbowałeś wrócić? Iść, przeprosić, kupić coś słodkiego i po prostu żyć jak człowiek? Bo w samotności to nie jesteś zbyt szczesliwy przecież.
                  Wiosna idzie, to może i żona inaczej będzie chciała rozmawiać smile
                  • baltycki Re: niespodziewany cios 03.03.13, 10:25
                    totorotot napisała:

                    > A tak w ogóle to próbowałeś wrócić?
                    Nie, mimo jej "podchodow".

                    > Wiosna idzie, to może i żona inaczej będzie chciała rozmawiać smile
                    Pewnie ucieszylaby sie, bo ona z tych "co Bog zlaczyl......"
                    No i w polskim USC nadal figurujemy jako malzenstwo (rozwodzilismy sie w Niemczech)smile

                    Ale ciii, to nie watek o moim malzenstwie.
            • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:42
              Bałtycki, zlituj się i czytaj ze zrozumieniem wink Nie mówię, by nie rozmawiać, (rozmawiać jak najbardziej należy), ale o tym KTO ma inicjować rozmowę. To panu ma zależeć na rozmowie, nie- jej. Ona jest w rozmowie inicjowanej przez nią na przegranej pozycji. Zresztą, zobacz, co napisała Hanna...

              (Mój eks też nie chciał rozmawiać, no i zapłacił za to- głupi był, jak Twoja- tak więc problem znam).
            • kosa.bar Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:06
              Ja rozumiem rozmowę gdyby były kłótnie, nawet skok w bok, ale na słowa nie kocham, nigdy nie kochałem, jestem nieszczęśliwy? Nie wiem o czym rozmawiać, naprawde.
        • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:45
          wg ciebie pewnie pani ma czołgać się przed nim po tym jak pan skopał emocjonalnie panią i może gdzieś na boku nieźle się bawi?!
          • altz Re: niespodziewany cios 03.03.13, 19:02
            attiya napisała:
            > wg ciebie pewnie pani ma czołgać się przed nim po tym jak pan skopał emocjonaln
            > ie panią i może gdzieś na boku nieźle się bawi?!

            Obrzydliwy i agresywny tekst. Zupełnie bez powodu. Problemy się rozwiązuje, a nie tworzy nowe.

            Pan nikogo nie skopał. Powiedział, jak się czuje i z dystansu stwierdził, że to jednak nie była miłość tylko coś innego. Może przyzwyczajenie, może chęć bycia z kimś, może strach przed samotnością? Tego nie wiemy, bo ze sobą nie porozmawiali.
            A dopisywanie komuś jakiegoś celu też jest paskudne. Dla każdego to jest trudne i jakoś to przeżywa, choćby robił dobrą minę do złej gry.
            No chyba, że ktoś jest Agentem Tomkiem, to ma w tym wprawę i wyprany mózg z uczuć.
            • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 20:08
              ach czyli to, że pan powiedział, że nigdy jej nie kochał, to nie jest skopanie emocjonalne?
              wow....
              poza tym gdzie tu agresja?
              proponuję wizytę u okulisty big_grin
              • altz Re: niespodziewany cios 03.03.13, 20:17
                attiya napisała:
                > ach czyli to, że pan powiedział, że nigdy jej nie kochał, to nie jest skopanie
                > emocjonalne?
                > wow....
                > poza tym gdzie tu agresja?
                > proponuję wizytę u okulisty big_grin

                Agresja jest wszędzie w Twoich tekstach, choćby w wysyłaniu do okulisty.
                A język wulgarny typu: skopanie emocjonalne, olewanie, zachowanie debilne itd. nie służy porozumieniu, tylko powiększa konflikt. Państwo mają dziecko i powinni jakoś współpracować, a jeśli pani pójdzie tym tropem rynsztokowym, to dziecko straci ojca, być może ze stratą spokojnego życia na długie lata.
                Mam nadzieję, że Autorka będzie mądra.
      • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:04
        A ja jeszcze dodam, żeby
        - NIE szperać, nie myszkować, nie szukać dowodów winy i zdrady
        - NIE prosić, NIE upokarzać się, NIE szantażować
        - Jak mąż zainicjuje rozmowę- ROZMAWIAĆ - mając juz niektóre sprawy przemyślane ( a najlepiej naszkicowane i zanotowane)
        - Przyjąć do wiadomości, że coś się stało i nie będzie już nigdy tak jak dawniej, nawet jeśli WSPÓLNIE dojdziecie do wniosku, że robicie wszystko, żeby uratować małżeństwo.
        • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:14
          Tak.
      • kosa.bar Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:04
        Dokładnie tak robię, córka na szczęście u babci. Próbował dzis manipulować,że rozstanie to moja decyzja. Wzięłam namiary na psychologa i dobrego adwokata. Nadal łzy lecą, ale działam, nie ulegam.
        • kosc_ksiezyca BRAWO! 03.03.13, 22:27
          n/t
        • kol.3 Re: niespodziewany cios 04.03.13, 17:52
          Ano widzisz już się zaczynają kombinacje. Nie daj sobie wmówić że to Ty powinnaś złożyć pozew, z tym ostrożnie. Faktycznie dobry adwokat jest potrzebny.
    • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:20
      na kursie zapewne była inna kursantka
      ile to dziecko ma lat - tzn mąż, nie wasze dziecko
      łopatka z wiaderkiem przestała mu się podobac i idzie do innej piaskownicy
      i nie dziwię się, ze kk coraz bardziej utrudnia wydanie zgody na ślub kościelny, skoro tacy panowie go biorą
      • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:26
        A czy to ważne, że na kursie była kursantka? Mogła to równie dobrze być koleżanka z liceum/studiów/ sąsiadka/siostra kolegi/pani poznana na stacji benzynowej. Nieważne. Mogło okazać się, że mąż jest gejem ( modne teraz ale ludzie o tej orientacji seksualnej byli, są i będą), mogło nie byc nikogo. TO NIE JEST W TEJ CHWILI WAŻNE, co więcej to nie jest w ogóle ważne. Istotne jest to, że padły słowa- NIE.....
        I nawet 105 kursów, szkoleń i nauk w kościele jakiegokolwiek wyznania nie ma tu znaczenia.
        • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:37
          > Istotne jest to, że padły słowa- NIE.....

          Ale to nadal tylko słowa, nic więcej. Dlatego wydaje mi się, że przyczyna, z której zostały powiedziane, jest o tyle istotna, że pozwala ocenić, czy warto walczyć o ten związek czy faktycznie już "po ptakach". Ile razy słyszymy od ludzi słowa, które ranią, a które nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości, bo były wypowiedziane w afekcie, w sposób nieprzemyślany, pod wpływem jakiegoś fałszywego wewnętrznego przekonania, albo dlatego że ktoś autorem tych słów wcześniej manipulował, wmówił mu coś.
          A w końcu bolesne słowa jako - paradoksalnie - rozpaczliwa próba zwrócenia na siebie uwagi.
          • baltycki Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:46
            Podobnie napisalem wyzej:
            "Nie kocham" w konfrontacji z "Do dziś nasza rodzina -my i czterolatka zdawała się być szczęśliwa i kochająca.Spokojne, dość dostatnie życie,dobre relacje z mężem ,zero kłótni"
            wyglada malo wiarygodnie.
            • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 09:58
              Bo to są słowa. I zapewne da się je rozwinąć: nawet z serial. Ale faktem jest, że coś w tej rodzinie nie grało.
              Na dziś wiadomo, że pan podjął decyzję. Ma to jakoś przemyślane. Nie ma sensu deprecjonować tego przemyślenia z góry. Nikt z nas nie wie, jakie są szczegółowe treści tego przemyślenia.
              • rakas3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 10:51
                Pewnie cos nie grało, pewnie tak... ale może panu sie znudziła stara zona, zaczał szukac wrażeń i je znalazł, a teraz dobiera do nich odpowiednią ideologię- czyli nie kocham cie i nigdy nie kochałem. Podobnie było u mnie, tez usłyszałam, ze mnie nie kocha,jak na horyzoncie pojawiła się chętna dwudziestolatka. U mnie różowo w związku może nie było, ale bardziej zewnętrzne czynniki na to wpływały niż my sami ( brak pracy, brak pomocy, chore dziecko). Mąż szukał wrażeń, sam się po rozstaniu do tego przyznał.
                Jak przyszło, co do czego, to nie mogł sie na rozwód zdecydowac. Ja kazałam mu od razu sie wyprowadzic, co tez uczynił. 8 miesiecy czekałam na jego ruch w sprawie rozwodu. Nie kłociłam sie, trzymałam dystans,było chłodno i rzeczowo odnosnie dziecka ( lat 3 ). Az w koncu pekłam, zrobiłam wsiekłą awanture, wykrzyczałam,co o nim mysle, co mi zrobił, jak zdeptał moje uczucia, jakmnie potraktował. Powiem wiecej, napisałam pare słow tej dziewczynie ( kulturalnie acz mocno) i od razu poczułam sie lepiej. Milion razy lepiej niz wtedy, jak 8 miesiecy z honorem siedziałam cicho i patrzyłam na to wszystko, probując meza usunąc z zycia. Dopiero moje zachowanie "bez honoru", jak wiele z was by pewnie powiedziało, dało mi poczucie spokoju, wreszcie zrobiłam, co powinnam, szkoda, ze nie wczesniej.
                Jestesmy po rozwodzie. Ex nie jest z ta panna, nie jest szczesliwy, doszło do niego,jak to wszystko spier.dolił. Ja zyje swoim zyciem, ale to juz nie jest to...
                • rakas3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:01
                  Kosa, chcialam Ci tylko napisać, ze masz prawo czuć i robić, tak ,jak Ci serce podpowiada. Nie patrz na to, co inni Ci powiedzą, tym bardziej na jakies tam teksty o honorze, upokorzeniu badz jego braku.
                  No nie wiem, moze ja nie potrafiłam tak honorowo. Wiem jedno meza kochałam i kocham, mimo wszystko. Ex to wie.
                  Rozwód przeprowadzilam,bo otoczenie tego oczekiwało...Słyszłam,no jak to, moglabys byc z nim po tym wszytskim, bo ja nie... Musi byc ukarany! Bedzie cie dalej zdradzał! pokaz mu siłe!
                  No i pokazałam.
                  Ci, którzy tego nie przezyli,nie wiedza czasem, co gadaja, co pisza...
                  • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:30
                    Każdy związek jest inny, ale ajważniejsze jest zachowanie w sposób racjonalny. NIC nie da jeśli żona będzie płakała, prosiła o wybaczenie, brała winę na siebie, upokarzała się. Mąż tylko straci szacunek i wykorzysta słaby punkt.
                    Rozmowa to co innego. Niech mąż zainicjuje. Niech ma tę nieprzyjemność. Niech powie co ma do powiedzenia. Niech coś zaproponuje. Niech się pomęczy. Niech przedstawi swój punkt widzenia. Niech weźmie na siebie ciężar rozmowy.
                    Nie można wykluczyć kryzysu wieku średniego.
                    Nie można wykluczyć chwilowego zauroczenia.
                    Nie można wykluczyć głupoty.
                    Nie można wykluczyć zakochania.
                    Nie można wykluczyć tego czego nawet myśląc 5 dni nie wyymyślimy, więc niech rozmawiają.
                    Może małżeństwo da się uratować na innych zasadach. Może jest to już przeszłość. Można się rozwieść , ale kulturalnie.
                    Można nie móc na siebie patrzeć.
                    Każdy związek w miarę upływu lat ewoluuje- i o tym tez warto pamiętać. To co dziś w partnerze się podoba jutro może drażnić. To co kiedyś było fascynujące może być nie do zniesienia, to co kiedyś byłoby przyczyną rozstania po latach jest do zaakceptowania.
                    Życie nie jest ani białe ani czarne.
                • j_a_ch Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:54
                  Nie kłociłam sie, trzymałam dystans,było chłodno i rzeczowo odnos
                  > nie dziecka ( lat 3 ). Az w koncu pekłam, zrobiłam wsiekłą awanture, wykrzyczał
                  > am,co o nim mysle, co mi zrobił, jak zdeptał moje uczucia, jakmnie potraktował.
                  > Powiem wiecej, napisałam pare słow tej dziewczynie ( kulturalnie acz mocno) i
                  > od razu poczułam sie lepiej. Milion razy lepiej niz wtedy, jak 8 miesiecy z hon
                  > orem siedziałam cicho i patrzyłam na to wszystko, probując meza usunąc z zycia.
                  > Dopiero moje zachowanie "bez honoru", jak wiele z was by pewnie powiedziało, d
                  > ało mi poczucie spokoju, wreszcie zrobiłam, co powinnam, szkoda, ze nie wczesni
                  > ej.

                  I bardzo słusznie. Trzeba wywalić z siebie te bombę emocjonalną, najlepiej na tego kto ją nam zafundował i to wcale nie równa się upokorzeniu. To samooczyszczenie w interesie kobiety. Co innego błaganie i prośby o pozostanie - to tak. Ale słuszny gniew jak najbardziej można wykrzyczeć, przewalić dyskomfort na jego źródło, zamiast mu ułatwiać sytuację dumnym milczeniem. Niehonorowe to jest jego zachowanie. Nie mylić pojęć.
        • imasumak Ależ oczywiście, że jest ważne. 03.03.13, 12:15
          Taka wiedza jest istotna przy przeprowadzaniu rozwodu.
      • kosa.bar Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:08
        No cóż, za kilka miesięcy 40, czyżby kryzys wieku średniego?
        • rakas3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:20
          pewnie cos w tym jest.. Kosa przyjrzyj sie ,czy za tym wszytskim nie kryje sie ktos inny... faceci z reguły odchodzą do innych kobiet, tym bardziej, ze jest małe dziecko, jeszcze nie odchowane, potrzebujące obojga rodziców. Przygotuj sie raczej, ze jeszcze nie jednym cie zaskoczy. Maz nie jest w porzadku. On nie ty. A ty badź czujna. Może on chce cos ugrać - np. rozwód bez orzekania o winie itd.
          • rakas3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:23
            Nie podawaj mu wszystkiego na tacy,jak niektóre sugerują...
          • imasumak Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:32
            rakas3 napisała:

            Może on chce cos ugrać - np. rozwód bez orzekania o winie itd.

            Ależ oczywiście, że tak. A jak się zacznie sprzeciwiać takiemu rozwodowi, to będzie próbował skopać jej opinię przed sądem. Dlatego ważne jest, żeby miała dowody - gwoli ścisłości, nie musi zdobywać ich sama.
            • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:05
              Ima, niepolemicznie- skąd to "oczywiście"? Przecież z tego, co Kosa napisała o mężu- nic nie wskazuje na takie zapędy z jego strony. Rozumiem, że masz wśród znajomych jakieś hard corowe przykłady rozwodowe, ale uwierz- w moim środowsku i w rodzinie ludzie się rozwodzą normalnie- bez skubania siebie, psucia opinii czy innych takich.

              Powiem ci, że o takich historiach to ja dopiero w necie poczytałam, na RiCD itd. Tam spotkałam te agresywne przykłady mściwości rozwodowej, grania dziećmi, wieloletnich rozwodów, wyzwisk itd.
              Czasem myślę, że w necie jest nadreprezentacja takich przykładów, pewnie ci, którzy się rozwodzili normalnie, po prostu o tym piszą, bo nie mają takich traum okołorozwodowych, kontaktują się normalnie itd. Może się mylę...
              • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:25
                nabakier napisała:

                > Ima, niepolemicznie- skąd to "oczywiście"? Przecież z tego, co Kosa napisała o
                > mężu- nic nie wskazuje na takie zapędy z jego strony.

                Nabakier, jeszcze kilka dni temu nic nie wskazywało, że jej mąż przyjdzie i powie, że to koniec. Tak czy nie?

                > Rozumiem, że masz wśród z
                > najomych jakieś hard corowe przykłady rozwodowe, ale uwierz- w moim środowsku i
                > w rodzinie ludzie się rozwodzą normalnie- bez skubania siebie, psucia opinii
                > czy innych takich.

                Tylko widzisz, różnica jest taka, że Imasumak i ja proponujemy coś, co w żaden sposób nie musi być wykorzystane, ale może być w skrajnym przypadku, jako obrona. Ty sugerujesz, by w ogóle się nie ubezpieczać, co oznacza, że "gdyby coś", to dziewczyna może zostać z ręką w nocniku, bo nie wiadomo, co strzeli jej mężowi do głowy.
                Nie chcę się wymądrzać, ale logicznie rzecz biorąc chyba nasze podejście jest sensowniejsze.

                > Powiem ci, że o takich historiach to ja dopiero w necie poczytałam, na RiCD itd
                > . Tam spotkałam te agresywne przykłady mściwości rozwodowej, grania dziećmi, wi
                > eloletnich rozwodów, wyzwisk itd.

                Naprawdę nie odróżniasz celowego i faktycznie bezsensownego ataku od obrony przed atakiem?
                • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:41
                  Zawsze kiedyś trzeba powiedzieć, jakiś początek musi być. Co za różnica, czy wczoraj, czy dzisiaj, czy we środę. Facet zakomunikował, co miał do zakomunikowania, i tyle wiemy. Co on zrobił takiego, że się trzeba przed nim bronić? Nie rozumiem sensu takiego rozumowania.
                  Zresztą, nie widzę także racjonalności- bo niby przed czym się bronić? Przecież wszystko, co wynika z rozwodu, ma sie nijak do winy (pomijając cięzkie kalectwo)-ani to wpływa na podział majątku, ani na prawo do opieki nad dzieckiem, no na nic nie wpływa.
                  Natomiast to, w jaki sposób facet to zrobił, wskazuje na kulturalnego człowieka, a nie- odwrotnie. Jak najbardziej typowałabym właśnie, że z takim człowiekiem możliwy jest cywilizowany pokojowy rozwód (na to, co napisała o nim Kosa oczywiście).
                  • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:35
                    nabakier napisała:

                    > Zawsze kiedyś trzeba powiedzieć, jakiś początek musi być. Co za różnica, czy wc
                    > zoraj, czy dzisiaj, czy we środę. Facet zakomunikował, co miał do zakomunikowan
                    > ia, i tyle wiemy. Co on zrobił takiego, że się trzeba przed nim bronić? Nie roz
                    > umiem sensu takiego rozumowania.

                    Nic nie zrobił, więc i bronić się na razie wcale nie trzeba. Ale przyszykować sobie broń na wszelki wypadek nie zaszkodzi. Żeby potem nie było, że mądry Polak po szkodzie.

                    > rzecież wszystko, co wynika z rozwodu, ma sie nijak do winy (pomijając cięzkie
                    > kalectwo)-ani to wpływa na podział majątku, ani na prawo do opieki nad dzieckie
                    > m, no na nic nie wpływa.

                    Pisałam gdzieś wyżej o mojej przyjaciółce. Gdyby nie to, że pokazała czarno na białym, że to nie ona jest psychopatką dążącą do zruinowania ich małżeństwa, tylko on jest babiarzem, który chciał się żony pozbyć i urządzić sobie wygodne życie, to tak by się stało. Na szczęście posłuchała kilku dobrych rad innych swoich znajomych i adwokata (sic!) i nie poszła na rozprawę w pełni nadziei na to, że mąż zrobi tak, jak to wczesniej sobie ustalili - grzecznie i kulturalnie, tylko miała w zanadrzu kilka ciekawostek do przekazania. Jak widać - przydały się, gdy mąż chciał się okazać cwańszy. Niestety, poległ na całej linii.

                    > Natomiast to, w jaki sposób facet to zrobił, wskazuje na kulturalnego człowieka
                    > , a nie- odwrotnie.

                    Co nie zmienia faktu, że nigdy nie możesz być nikogo pewna w 100%. A już zwłaszcza faceta, który (zakładając, że to prawda) nagle przestał Cię kochać, ale nadal ma zbyt dużo do stracenia, by po prostu honorowo odejść od tej niekochanej żony i dać jej święty spokój.

                    > Jak najbardziej typowałabym właśnie, że z takim człowiekiem
                    > możliwy jest cywilizowany pokojowy rozwód (na to, co napisała o nim Kosa oczyw
                    > iście).

                    Ale ja nie typuję niczego innego. Co nie zmienia faktu, że przezorny zawsze powinien być ubezpieczony. Tylko tyle i aż tyle.
                    • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:42
                      Nie rozumiem takiej mentalności, w ramach której człowiek broni się na wszelki wypadek. Bo taka obrona/zbrojenie się, to jak napisała Nanga, szykowanie się do wojny.
                      Jak dla mnie, paranoiczne podejście, i od takich ludzi uciekam jak tylko mogę.
                      • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:48
                        nabakier napisała:

                        > Nie rozumiem takiej mentalności, w ramach której człowiek broni się na wszelki
                        > wypadek.

                        No nie mogę sad
                        Nie broni się. Przygotowuje sobie broń. Jeśli nie potrafisz tego zrozumieć na tej płaszczyźnie, to zajrzyj sobie do posta, gdzie porównuję to do noszenia spluwy w torebce na wszelki wypadek.

                        > Bo taka obrona/zbrojenie się, to jak napisała Nanga, szykowanie się do wojny.

                        Nie, to jest ubezpieczanie się na wypadek wojny, którą mogłaby zacząć druga strona.

                        > Jak dla mnie, paranoiczne podejście, i od takich ludzi uciekam jak tylko mogę.

                        Nie widzę w tym niczego paranoicznego, a przykład mojej przyjaciółki i parę innych pomniejszych historii rodzinnych, tylko uwierdziły mnie w przekonaniu, że pewnym możesz być tylko swojej śmierci.
                        • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 17:53
                          Trzymajmy się faktów.
                          Facet oświadczył Kosie to co oświadczył- że nie kocha, nie kochał itd ( patrz post inicjujący). NIE zrobił awantury ( a tak często bywa), NIE zwalał winy na Kosę ( a tak też się zdarza), Kosa NIE zastała mieszkania splądrowanego przez małżonka, wyniesionych wspólnych rzeczy- a i tak ludzie się rozstają.
                          Bardzo mi żal każdego, komu rozpada się małżeństwo. Najważniejsze aby rozstanie przebiegało kulturalnie ( jest to możliwe), mało traumatycznie ( z tym już gorzej , ale nie jest to niemożliwe).
                          Kosa , jak w tytule, dostała od życia( męża) niespodziewany cios. Każdy cios boli, ale ten niespodziewany szczególnie.
                          Jeżeli będzie się zbroić, w przenośni nosić spluwę w płaszczu, szperać, myszkować, szukać dowodów winy- dojdzie do wojny. A w tej wojnie nie będzie wygranych. Najbardziej ucierpi najsłabszy- córeczka.
                          Ja też bałabym się człowieka, który zbroi się na wszelki wypadek, przygotowuje na mnie "kwity", bo a nuż się do czegoś przydadzą. Nigdy bym nie wiedziała czy np. przyjacielski uścisk kolegi z liceum nie zostanie wykorzystany przeciwko mnie.
                          • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:15
                            Hanno, ja tez nie rozumiem, co ten facet niby zrobił źle. Przyszedł do zony, powiedział, jak sprawy się mają. O co chodzi? Zrobił najprościej i najuczciwiej, jak można.
                            • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:20
                              nabakier napisała:

                              > Hanno, ja tez nie rozumiem, co ten facet niby zrobił źle. Przyszedł do zony, po
                              > wiedział, jak sprawy się mają. O co chodzi? Zrobił najprościej i najuczciwiej,
                              > jak można.

                              Wiesz co, zadziwiasz mnie Nabakier. Kilka postów wcześniej przyznałaś, że nie doczytałaś niektórych wypowiedzi Kosy, z których wynika, że facet już teraz usiłuje ją robić w bambuko, a teraz znów czegoś nie rozumiesz??
                              • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:39
                                No, ale teraz doczytałam, przeczytałam cały wątek dla pewności i nic nie widzę. Rozumiem, że to szok dla autorki, ale czemu jej mąż miałby zrobić coś inaczej - nie widzę. Nie widzę też manipulacji.
                                • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 22:13
                                  nabakier napisała:

                                  > No, ale teraz doczytałam, przeczytałam cały wątek dla pewności i nic nie widzę.
                                  > Rozumiem, że to szok dla autorki, ale czemu jej mąż miałby zrobić coś inaczej
                                  > - nie widzę. Nie widzę też manipulacji.

                                  Wcześniej widziałaś i przyznałaś rację, a teraz już nie?
                                  • nabakier Re: niespodziewany cios 04.03.13, 07:23
                                    Nie przyznałam rację, tylko zawiesiłam poprzednie zdanie (z tamtego wpisu) w związku z zaistnieniem nowych wpisów autorki, o których nie wiedziałam. Założyłam, ze to nie jedyne nowie wpisy. zapoznałam się z nimi, i teraz mam obraz. Taki, jaki mam. Normalna procedura zawieszania sądu- Tobie też radzę.
                            • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:25
                              Zastanawiam się jakie zachowanie męża Kosy podobałoby się naszym koleżankom z forum. Pewnie, że najlepiej by było gdyby kochali się do grobowej deski, ale życie nie zawsze pisze takie scenariusze.
                              Czy lepiej by było gdyby ją oszukiwał?
                              Albo zrobił dziką awanturę?
                              Albo robił codziennie małe awanturki?
                              A może był zgryźliwy, złosliwy i wbijał szpile z byle jakiego powodu lub bez?
                              Albo zdezerterował i uciekł gdy Kosa byłaby na wakacjach?
                              Czy może napisał list/maila albo przysłął kolegę?
                              Według mnie postąpił najprościej a że boli to inna sprawa.
                              • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:32
                                Czy Ty naprawdę nie rozumiesz, że nikomu nie chodzi o to jak on się teraz zachowuje czy jak się zachował, bo to jest zupełnie inna sprawa? Tylko chodzi o to, jak się może zachowywać później? Przy faktycznym rozstaniu, przy rozwodzie.
                                Nie wiem, może po chińsku zacznę pisać, to będzie bardziej zrozumiałe.
                                • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:34
                                  Chińskiego nie znam, ale inny egzotyczny język już tak co nie oznacza, że nie rozumiem po polsku.
                          • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:18
                            > Jeżeli będzie się zbroić, w przenośni nosić spluwę w płaszczu, szperać, myszkow
                            > ać, szukać dowodów winy- dojdzie do wojny.

                            Do wojny dojdzie wówczas, gdy któreś z nich złamie ustalenia, jakie sobie wspólnie wypracują. Można założyć, że żadne z nich nie złamie - i wówczas świetnie, rozstaną się/rozwiodą w zgodzie i kulturalnie, broń nie zostanie użyta, będzie można o niej zapomnieć.

                            Można jednak założyć, że mąż już przy samym rozwodzie zaskoczy Kosę czymś równie niespodziewanym (skoro już dziś zaczął nią manipulować), czymś, co po raz kolejny pokrzyżuje jej szyki, być może ją będzie chciał uznać za winną rozejścia. Więc doprawdy nie rozumiem i nie zrozumiem, dlaczego w takiej sytuacji ona miałaby nie mieć możliwości obrony. Choćby takiej, że udowodni czarno na białym, że to on miał babę na boku i to jest przyczyną rozpadu związku, a nie, że to Kosa była taka, śmaka czy owaka.

                            > Ja też bałabym się człowieka, który zbroi się na wszelki wypadek, przygotowuje
                            > na mnie "kwity", bo a nuż się do czegoś przydadzą.

                            Ręce mi opadają, naprawdę sad
                            Tak, ten wszelki wypadek to sytuacja, gdy podczas rozwodu pan zacznie nie daj Boże podskakiwać i robić pod górkę swojej żonie. Kosa ma teraz jedno zadanie - chronić własny tyłek i swoją córkę. Doprawdy nie mam pojęcia, dlaczego miałaby się w takiej sytuacji skupiać na uczuciach faceta, który zrobił to, co zrobił i dbać o to, by on się jej nie bał. Czy on zadbał o jej uczucia?

                            > Nigdy bym nie wiedziała czy
                            > np. przyjacielski uścisk kolegi z liceum nie zostanie wykorzystany przeciwko mn
                            > ie.

                            Ale o czym Ty teraz piszesz? I co to ma wspólnego z poruszaną tu sytuacją?
                            • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:33
                              Nie zrozumiemy się. Dla mnie zbieranie "kwitów" jest bezsensowne i można narazić się na odpowiedzialność karną. Bo dziś pani X ( celowo nie będę używała nicka Kosy) przegląda jego garderobę w poszukiwaniu sladów szminki, zapachu perfum, jutro zaczyna czytać jego korespondencję ( a to jest już prawnie zabronione), następnie zainstaluje kamerkę w sypialni i.... nagra akt seksualny ( zabronione), zajrzy do portfela, znajdzie rachunek z hotelu i, żeby ratować włąsne pieniądze ( chwalebne) zabierze kartę i/lub zawartość portfela ( a to już kradzież). A jeśli do tego dojdą emocje, o które nietrudno, to może dojść, i dochodzi często, do skłądania fałszywych zeznań, nakłaniania świadków do mijania się z prawdą, a nawet rękoczynów- oj pokażę tej małpie i pac ją parasolką ( naruszenie nietykalności cielesnej). Bywa, że zaczyna się manipulować przy samochodzie, żeby nie pojechał z kochanką ( jest umówiony więc trzeba mu popsuć randkę) i uszkodzi się samochód - wypadek i....
                              • cherry.coke Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:46
                                hanna_sty napisała:

                                > Nie zrozumiemy się. Dla mnie zbieranie "kwitów" jest bezsensowne i można narazi
                                > ć się na odpowiedzialność karną. Bo dziś pani X ( celowo nie będę używała nicka
                                > Kosy) przegląda jego garderobę w poszukiwaniu sladów szminki, zapachu perfum,
                                > jutro zaczyna czytać jego korespondencję ( a to jest już prawnie zabronione), n
                                > astępnie zainstaluje kamerkę w sypialni i.... nagra akt seksualny ( zabronione)
                                > , zajrzy do portfela, znajdzie rachunek z hotelu i, żeby ratować włąsne pieniąd
                                > ze ( chwalebne) zabierze kartę i/lub zawartość portfela ( a to już kradzież). A
                                > jeśli do tego dojdą emocje, o które nietrudno, to może dojść, i dochodzi częst
                                > o, do skłądania fałszywych zeznań, nakłaniania świadków do mijania się z prawdą
                                > , a nawet rękoczynów- oj pokażę tej małpie i pac ją parasolką ( naruszenie niet
                                > ykalności cielesnej). Bywa, że zaczyna się manipulować przy samochodzie, żeby n
                                > ie pojechał z kochanką ( jest umówiony więc trzeba mu popsuć randkę) i uszkodzi
                                > się samochód - wypadek i....

                                No ale to juz klimaty jakies jak z Dynastii smile Ja tam w sytuacji, gdyby ktos mnie porzucil tymi slowy, a w gre wchodzil rozwod, majatek itp. nie mialabym problemow np. z wynajeciem kogos, zeby sprawdzil, czy cos stoi za tym naglym odkochaniem. Jestem osoba wysoce racjonalna bez sklonnosci paranoicznych i wiem, ze za plyn hamulcowy nie bede sie zabierac big_grin
                                • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 19:35
                                  Nigdy nie mów nigdy!
                                  Pamiętam sprawę, gdy kobieta brała mnóstwo środków psychotropowych i w takim stanie siadała za kierownicę. Jej mąż chciał to uniemożliwić- bał się o nią, dziecko i innych użytkowników dróg po których się poruszała. A że człowiek był bardzo majętny i niezbyt mądry odkręcił całe!!!! koło w jej mercedesie i odłożył na bok. Bez koła nie mogła jechać więc sama je sobie przykręciła. Zrobiła to źle, koło odpadło ,na szczęscie na bardzo małej prędkości kilkadziesiąt metrów od domu na małej uliczce, po której szczęśliwie nikt nie szedł. Rąbnęła w płot czy coś tam. Samochód mocny, dobry więc zrobiła sobie minimalne kuku, ale sprawa była. Facet miał poważny zarzut, z którego zresztą się wybronił. Ale po co komu taka jazda? To a propos emocji i działania mało racjonalnego o co w stresie łatwo.
                                  • cherry.coke Re: niespodziewany cios 03.03.13, 19:54
                                    Hehe, piekna historia. O siebie sie nie martwie, bo mnie stres wprawia w klimat krolowa sniegu-zimna pogarda, na pewno raczek bym sobie nie brudzila big_grin
                              • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 22:38
                                hanna_sty napisała:

                                > Nie zrozumiemy się. Dla mnie zbieranie "kwitów" jest bezsensowne i można narazi
                                > ć się na odpowiedzialność karną.

                                Nie, jeśli robi się to z głową.

                                • hanna_sty Re: niespodziewany cios 04.03.13, 14:06
                                  Zapewniam Cię, że ludzie nawet na co dzień noszący głowę na karku gdy w grę wchodzą emocje tracą łepetynę. I można narazić się na duże kłopoty.
    • kol.3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 10:55
      Jestem przeciwna poradom by nie szukać dowodów zdrady. Poszukać jak najbardziej, dyskretnie, i jeśli są, zabezpieczyć dla potrzeb ewentualnego rozwodu. Bardzo często przy rozwodzie panowie przestają być dżentelmenami, mimo iż sami zdradzili i rozwalili związek, spychają winę na żonę i usiłują doprowadzić do rozwodu z winy żony, odebrać jej pieniądze, mieszkanie, co się da. .Kobiety natomiast aby nie prać publicznie brudw, godzą się na rozwód bez orzekania o winie i zostaja z niczym.
      • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:23
        To jesteśmy z innej bajki. Kosa jest finansowo niezależna, zabezpieczona. Jeżeli zacznie szukac dowodów zdrady to
        1. Straci nerwy
        2. Straci szacunek do samej siebie
        3. Straci pieniądze ( detektyw)
        4. Może narazić się na nieprzyjemności, posmiewisko a nawet w skrajnych przypadkach kłopoty prawne
        Co zyskuje? Ewentualny rozwód z winy męża.
        W opisanym przez Kosę przypadku mąż nic jej nie może odebrać i prawdopodobnie nic nie zarzuci- ewentualnie, że zupa , która gotuje mu nie smakuje.
        Adwokat jak najbardziej. Zabawa w detektywa- nie, rozmowa z inicjatywy MEŻA - tak, działanie pochopne bez zastanowienia - NIE.
        • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:09
          > 4. Może narazić się na nieprzyjemności, posmiewisko a nawet w skrajnych przypad
          > kach kłopoty prawne

          Jakiego typu kłopoty prawne?

          > Co zyskuje? Ewentualny rozwód z winy męża.
          > W opisanym przez Kosę przypadku mąż nic jej nie może odebrać

          Tak uważasz? Że kompletnie nic?
          A co w sytuacji, gdy mąż nie zechce się wyprowadzić?
          W końcu to także jego mieszkanie. Więc w takim przypadku odbierze jej choćby święty spokój i możliwość rozpoczęcia nowego życia.
          W skrajnym przypadku, gdyby Kosa usiłowała mimo wszystko pozbyć się męża z domu, zechce być może odebrać jej nawet dziecko, udowadniając przed sądem, że on jak najbardziej chciał dla wszystkich dobrze, tylko żonie coś się nie podoba.
          Wszystko pięknie wygląda w teorii, choć bywają rozstania spokojne i wyważone. Nie można jednak wykluczyć, że mężowi Kosy nie odbije coś miesiąc czy dwa później. Tak, jak odbiło mu teraz. Dlatego również skłaniałabym się do tego, by w miarę możliwości, na wszelki wypadek, spróbować zgromadzić dowody tego, że to wyłącznie mąż jest winien rozpadowi związku, a nie, że jest to decyzja wspólna, a nie daj Boże decyzja żony, co zdaje się już dziś próbował Kosie wmawiać. Nie musi tych dowodów wykorzystać, nie musi o tym w ogóle z nikim rozmawiać, a już tym bardziej z mężem. Ma je mieć w razie, gdyby coś zaczęło iść nie tak. Gdy wszystko pójdzie dobrze wystarczy o nich zapomnieć.
          • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:31
            > Jakiego typu kłopoty prawne?

            Takie np, że obowiązuje tajemnica korespondencji, nie można sie włamywać czyjeś konta pocztowe, sledzić chatów, robić zdjęć w sytuacjach intymnych itd.

            Mieszkanie, zasada mieszkania razem w jednym mieszkaniu itd nie mają nic wspólnego z ewentualnym orzeczeniem winy. Nie może więc go znikąd wyrzucić, co suponujesz.
            Wina tez może nie być wyłącznie jego.

            W cywilizowanych krajach nie istnieje takie coś jak orzekanie winy przy rozwodach. I to powinien być kierunek, ku któremu idziemy, anie- odwrotnie.
            • imasumak Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:41
              Ale w naszym kraju jest orzekanie o winie.
              Nabakier, to naprawdę super, że masz na poziomie eksa i nie zechciał Ci kopać dołków podczas rozwodu, ale to naprawdę nadal jest rzadkość.
              • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:52
                No i co z tego, że jest? wiele rzeczy jest, ale jest głupimi, i naprawdę lepiej z nich nie korzystać.
                Ima, czego ma dotyczyć uwaga o moim eksie? Jakąś łaskę mi zrobił? Bo odeszłam? A to jakieś zło?
            • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:46
              > Takie np, że obowiązuje tajemnica korespondencji, nie można sie włamywać czyjeś
              > konta pocztowe, sledzić chatów, robić zdjęć w sytuacjach intymnych itd.

              Gromadzić dowody można bynajmniej nie łamiąc prawa.

              > Wina tez może nie być wyłącznie jego.

              Ale to nie żona wyszła z informacją, że męża nie kocha i z propozycją rozstania. Więc to on jest odpowiedzialny za ten krok, a nie oboje solidarnie, a już tym bardziej nie ona sama.

              > W cywilizowanych krajach nie istnieje takie coś jak orzekanie winy przy rozwoda
              > ch.

              Pierwszy raz słyszę o takim prawie, więc nie skomentuję.

              > I to powinien być kierunek, ku któremu idziemy, anie- odwrotnie.

              Doprawdy? Nic nie stoi na przeszkodzie, by rozwodzić się bez orzekania winy, to nie jest imperatyw, tylko możliwość. Wprowadzenie opcji rozwodów tylko i wyłącznie bez orzekania o winie jest nieporozumieniem, zwłaszcza w sytuacji, gdy wina jednej ze stron jest ewidentna.
              • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:55
                Sądy rzadko orzekają winę jednostronną. Bardzo rzadko. Bo i rzadko odpowiada rzeczywistości.
                To babranina na lata i załamanie relacji porozwodowych.
                • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:59
                  Mój ojciec-adwokat dziś już nie staje w sądzie, ale specjalizował się w rozwodach. Potwierdzam w 100% to co piszesz.
                • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:14
                  nabakier napisała:

                  > Sądy rzadko orzekają winę jednostronną. Bardzo rzadko. Bo i rzadko odpowiada rz
                  > eczywistości.

                  Tak, miałem kochankę, bo żona utyła i zrobiła się brzydka. Tak, biłem żonę, bo mnie nie słuchała. Tak, przepijałem pensję, bo życie z taką kobietą doprowadzało doprowadzało mnie do skraju rozpaczy. Tak, zdecydowałem się ostatecznie odejść, bo niedawno okazało się, że żona jest nieuleczalnie chora.
                  Ale czy to wszystko moja wina wysoki sądzie??? To ona jest gruba, brzydka, nieposłuszna i w dodatku wymagająca opieki, a ja mam przecież prawo do szczęścia.

                  • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:23
                    Trywializujesz. Wystarczy, że mąż, w odpowiedzi na wniosek o orzeczeniem jego winy, złoży wniosek analogiczny- i rozpęta się piekło. A najbardziej prawdopodobne ejst wtedy, że sąd uzna winę obojga (nawet, jak ona się układa 99:1).
                    • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:27
                      nabakier napisała:

                      > Trywializujesz. Wystarczy, że mąż, w odpowiedzi na wniosek o orzeczeniem jego
                      > winy, złoży wniosek analogiczny- i rozpęta się piekło. A najbardziej prawdopodo
                      > bne ejst wtedy, że sąd uzna winę obojga (nawet, jak ona się układa 99:1).

                      Nabakier, skup się smile
                      Kosa nie ma (nie musi) składać wniosku z orzeczeniem o winie męża. Ona ma się jedynie zabezpieczyć, gdyby to jemu przyszło do głowy złożyć taki wniosek z orzeczeniem o winie Kosy albo gdyby już w trakcie rozprawy bez orzekania o winie, przyszło mu do głowy zacząć mieszać i zrzucać winę na żonę. Czy to naprawdę takie trudne do pojęcia?
                      • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:57
                        Teraz Ty się skup: z czego wnosisz o takim jego zamiarze? Bo nie widzę jakiejkolwiek podstawy do takich obaw. Raczej odwrotnie. Sposób zakomunikowania żonie pokazuje, że facet jest pozbierany i liczy na rozsądek (zapewne wzajemnie).
                        • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:39
                          nabakier napisała:

                          > Teraz Ty się skup: z czego wnosisz o takim jego zamiarze?

                          No litości sad Magiczne słowa "gdyby".
                          Ona ma się jedynie zabezpieczyć, gdyby to jemu przyszło do głowy złożyć taki wniosek z orzeczeniem o winie Kosy albo gdyby już w trakcie rozprawy bez orzekania o winie, przyszło mu do głowy zacząć mieszać i zrzucać winę na żonę

                          > Bo nie widzę jakiejko lwiek podstawy do takich obaw. Raczej odwrotnie. Sposób
                          > zakomunikowania żonie pokazuje, że facet jest pozbierany i liczy na rozsądek (zapewne
                          > wzajemnie).

                          Ale to Twoja prywatna wizja tej sytuacji, uważasz, że jest tylko jedna opcja A. Ja nie tworzę żadnych konkretnych wizji. Ja po prostu oprócz opcji A wskazuję też opcję B, która wcale nie musi, ale może się zdarzyć. I jeśli się już zdarzy, to może być za późno na jakiekolwiek zbieranie dowodów.

                          • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:44
                            To jest dla mnie chora mentalność, wyżej zresztą o tym napisałam.
                            • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:51
                              nabakier napisała:

                              > To jest dla mnie chora mentalność, wyżej zresztą o tym napisałam.

                              Jeśli chorą mentalnością jest zabezpieczanie sobie dupy własnej i dziecka, to naprawdę przestaję Cię rozumieć. Może o alimenty też nie powinna wnosić, zakładając z góry, że mąż taki uczciwy, dobry, że na pewno sam będzie płacił bez popędzania i robienia problemów, więc jak można mu nie ufać? Bo to się sprowadza dokładnie do tego samego.
                        • gadkaszmadka Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:57
                          nabakier napisała:

                          > Teraz Ty się skup: z czego wnosisz o takim jego zamiarze?

                          forum.gazeta.pl/forum/w,567,142919187,142929025,Re_niespodziewany_cios.html
                          forum.gazeta.pl/forum/w,567,142919187,142928958,Re_niespodziewany_cios.html
                          • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:07
                            A to sorry, nie doczytałam, to co innego.
              • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:56
                Oczywiście, że można gromadzić dowody nie łamiąc prawa, ale jak znam życie i sytuacje rozwodowe, a wychowałam się w domu, w którym bardzo dużo mówiło się o rozwodach, o sytuacjach rozwodowych, okołorozwodowych itd najczęściej gromadzi się je stąpając na granicy prawa. A przekroczenie tej granicy przychodzi bardzo łatwo i kłopoty gotowe.
                Informacja, że się zony nie kocha. Propozycja rozstania wcale nie jest jednoznaczna z winą. W przypadku Kosy tak nie było, ale jeśli facet twierdzi, że nie kocha żony ( zona od lat nie chciałą współżyć seksualnie, nie chciała iść do seksuologa i proponuje rozstanie to wina nie lezy po jego stronie.
                Ponadto jeśli udowodni się jednej ze stron choćby 1% winy to już sąd orzeka winę obojga.
                )
            • baltycki Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:24
              nabakier napisała:

              > W cywilizowanych krajach nie istnieje takie coś jak orzekanie winy przy rozwodach.
              Prawda, ale nalezy obowiazkowo dodac,
              -ze kwestie alimentacji miedzy eksmalzonkami sa uregulowane prawnie, wiec orzeczenie lub nie winy jest bez znaczenia..
              -ze rozwod jest orzekany po roku faktycznej separacji, wiec sprzeciw malzonka niewinnego jest bez znaczenia.
              -wysokosc alimentow na dzieci zalezy wylacznie od dochodow zobowiazanego i od wieku dziecka, nie ma klotni o "uzasadnione (lub nie) potrzeby".

              > I to powinien być kierunek, ku któremu idziemy, anie- odwrotnie.
              Zgoda na kierunek, ale kierunek zmian w prawie polskim..
              • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:54
                A to mówię cały czas (o tych potrzebnych zmianach w polskim prawie). Nasze prawo rodzinne jest patogenne.
                Z tym, że nawet teraz orzeczenie winy praktycznie nic nie daje (poza ewidentnym ubóstwem i kalectwem).
                Bez sensu jest kogokolwiek do tego namawiać, bo zdecydowanie więcej można stracić, niż zyskać.
            • kol.3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 17:43
              Jeśli Kosa nie zgromadzi dowodów winy męża, to dopiero narazi się na kłopoty np. na ewentualne alimentowanie go w przyszłości.
          • nangaparbat3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:33
            Daj spokoj, ci ludzie mają dziecko, wojna miedzy nimi je zniszczy. Dlaczego zakladać, że mąz jest draniem, ktory zechce za wszelka cene dokopać porzucanej żonie? dlaczego nie rozstać się po ludzku, ze wspolnym celem - chronieniem coreczki?
            • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:58
              nangaparbat3 napisała:

              > Daj spokoj, ci ludzie mają dziecko, wojna miedzy nimi je zniszczy. Dlaczego zak
              > ladać, że mąz jest draniem, ktory zechce za wszelka cene dokopać porzucanej żon
              > ie? dlaczego nie rozstać się po ludzku, ze wspolnym celem - chronieniem coreczk
              > i?

              Jaka wojna? Piszę o gromadzeniu dowodów NA WSZELKI WYPADEK, a nie po to, by ich użyć bezwględnie, niezależnie od sytuacji. Jeśli rozstaną się kulturalnie i grzecznie (o ile w ogóle się rozstaną - to tylko dywagacje), to te dowody przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Jeśli zacznie się kulturalnie, ale mąż nagle zacznie szumieć i stawiać swoje dziwne warunki, to warto mieć pole manewru.
              W taki sposób moja przyjaciółka ocaliła - dziecko, mieszkanie i święty spokój. Bo zapowiadało się miłe i grzeczne rozstanie, a pan mąż podczas pierwszej rozprawy rozwodowej (bez orzekania o winie) zaczął wykręcać takie numery, że do rozwodu omal nie doszło z jej winy. I wówczas dziewczyna wyciągnęła swoją oręż w postaci billingów, zeznań świadków, zdjęć, rachunków i innych dowodów tego, że mąż już od dawna żyje sobie z inną babą na własne konto, dom traktuje jak hotel, a dziecko jak zabawkę. Żona nie chciała tego wywlekać, sądziła, że się w zupełności obejdzie, nawet on nie wiedział, że ona coś wie. Okazało się to konieczne, gdy mąż zaczął robić z niej kretynkę na sali sądowej. Żałuję, że nie mogłam być świadkiem opadu szczęki jaki wówczas zaliczył, ale z opowieści wygląda na to, że długo się zbierał z szoku, jaki wówczas przeżył.
              • nangaparbat3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:09
                OK - jak sie ma uzasadnione podejrzenia, ze mąż jest draniem i nie można mu ufac. Ostateczność.
                Natomiast zbieranie dowodow to dla mnie juz wojna.
                • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:20
                  nangaparbat3 napisała:

                  > OK - jak sie ma uzasadnione podejrzenia, ze mąż jest draniem i nie można
                  > mu ufac. Ostateczność.

                  Dla mnie sam fakt, że ktoś przychodzi i rzuca taką informacją jak kamieniem, jest powodem, by już nie ufać mu tak, jak wcześniej.

                  > Natomiast zbieranie dowodow to dla mnie juz wojna.

                  Masz dziwne podejście. To, że chodzę z bronią ukrytą w torebce nie oznacza, że mam zamiar kogoś zabić.
                  • nangaparbat3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:24
                    aquarianna napisała:

                    > Dla mnie sam fakt, że ktoś przychodzi i rzuca taką informacją jak kamieniem, je
                    > st powodem, by już nie ufać mu tak, jak wcześniej.
                    dlaczego? jest innym czlowiekiem, bo nie chce juz ze mną byc? bo przestał mnie kochać?
                    z



                    > > Natomiast zbieranie dowodow to dla mnie juz wojna.
                    >
                    > Masz dziwne podejście. To, że chodzę z bronią ukrytą w torebce nie oznacza, że
                    > mam zamiar kogoś zabić.
                    • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:29
                      > dlaczego? jest innym czlowiekiem, bo nie chce juz ze mną byc? bo przestał mnie
                      > kochać?

                      Jest człowiekiem, któremu nie można już ufać tak samo, jak wcześniej. Wydawało mi się to zrozumiałe.
                  • nangaparbat3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:26
                    aquarianna napisała:

                    > Dla mnie sam fakt, że ktoś przychodzi i rzuca taką informacją jak kamieniem, je
                    > st powodem, by już nie ufać mu tak, jak wcześniej.

                    dlaczego? jest innym czlowiekiem, bo nie chce juz ze mną byc? bo przestał mnie kochać?
                    czy wcześniej ufalam mu dlatego, ze mnie kochal (mowil, ze kocha)? dla mnie to naiwne podejscie.

                    To, że chodzę z bronią ukrytą w torebce nie oznacza, że
                    > mam zamiar kogoś zabić.

                    To po co ją nosisz?
                    • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:30
                      > To po co ją nosisz?

                      Na wszelki wypadek.
                      Gdyby coś się działo, użyję jej do obrony.
                      Nie do ataku.
                      • malgosiek2 Kosa 03.03.13, 13:40
                        Kosa, ja wiem, a raczej domyślam się, że to trudne dla Ciebie.
                        Ale my kobiety, mamy to coś w sobie, co pozwala nam sie odbić i pozbierać.
                        Mamy niesamowitą siłę i w sytuacjach mocno podbramkowych jakimś cudem się dźwigamy.
                        Żyjemy wtedy inaczej, na początku, to co nam było trudno sobie wyobrazić, staje się wcale nie takie aż trudne i da się bez tego chłopa żyć lepiej, pełniej i swobodniej.
                        Może być paradoksalnie mniej stresów, po prostu inaczej.
                        Takie, tylko to moje gdybanie.......
                        Mocno trzymam za Ciebie kciuki, nie daj się.
                        Jesteś naprawdę niesamowitą kobietą smile
                      • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 17:57
                        Mogłabyś mniec kłopoty z przekonaniem o tym sądu.
                        • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 17:58
                          Literówka - nie mnieć tylko mieć.
                        • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:21
                          hanna_sty napisała:

                          > Mogłabyś mniec kłopoty z przekonaniem o tym sądu.

                          Z przekonaniem o czym?
                  • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 17:56
                    A w jakim celu ją nosisz?
                    • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 18:22
                      hanna_sty napisała:

                      > A w jakim celu ją nosisz?

                      Napisałam - na wszelki wypadek.
          • hanna_sty Re: niespodziewany cios 03.03.13, 12:34
            Jeśli przekroczy się granice prywatności - a o to łatwo, albo gdy balansuje się na granicy prawa i ją przekroczy. Choćby tajemnica korespondencji. Pamiętaj, że druga strona też ma możliwość wzięcia adwokata i też myśli.
            Załóżmy, że mąż Kosy ma jakąś kobietę- to nie po to się rozwodzi z Kosą, żeby z nią dalej mieszkać. A rozwód nawet jeśli z jego winy nie ma nic do podziału majątku. To dwie różne sprawy.
            Polskie sądy bardzo rzadko orzekają o zamieszkaniu dziecka z ojcem. Kosa musiałaby być np. narkomanką, nie mieć pracy, dochodów itd. A w tym przypadku tak nie jest. Poza tym jeśli facet kogoś ma to chce rozpocząc nowe życie bez przychówku w domu. Więc prawdopodobieństwo równe zeru.
            Co komu i kiedy odbije tego nie wiemy. Może odbić każdemu.
            Między decyzją o rozwodzie a winą rozpadu małżeństwa jest róznica. I ten kto zdecydował nie musi być winny.
            Jeśli jedna strona zawini choćby w 1% to wina jest obu stron. Tak stanowi prawo.
            Wychowałam się w domu, przez który przewinęło się mnóstwo rozwodów.
            • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:08
              > Załóżmy, że mąż Kosy ma jakąś kobietę- to nie po to się rozwodzi z Kosą, żeby z
              > nią dalej mieszkać.

              A skąd taka pewność? Może ma kobietę, z którą również nie może mieszkać, bo jest mężatką albo mieszka z rodzicami. A nie stać ich na wynajem wspólnego mieszkania. Więc wygodnie mu w taki sposób - mieszkać w starym mieszkaniu, a spotykać się na boku z inną.
              Naprawdę nie słyszałaś o przypadkach, gdy mąż odchodził mentalnie od żony, czy nawet się rozwodził, ale nadal z nią mieszkał i katował ją psychicznie? Zmuszając przy okazji niejako, by to ona się z tego domu wyprowadziła. Typowy przykład, gdy ofiara płaci za cudze winy.

              > A rozwód nawet jeśli z jego winy nie ma nic do podziału majątku. To dwie różne sprawy.

              Wiem, ale podział może nastąpić w różny sposób, niekoniecznie trzeba dzielić mieszkanie na pół.

              > Polskie sądy bardzo rzadko orzekają o zamieszkaniu dziecka z ojcem. Kosa musiał
              > aby być np. narkomanką, nie mieć pracy, dochodów itd. A w tym przypadku tak nie
              > jest.

              To naprawdę nie są jedyne powody, gdy sąd może zabrać dziecko matce.

              > Poza tym jeśli facet kogoś ma to chce rozpocząc nowe życie bez przychówku w domu.

              Ale skąd taka pewność?

              > Co komu i kiedy odbije tego nie wiemy. Może odbić każdemu.

              Dokładnie, dlatego uważam, że warto mieć ukrytą broń na wszelki wypadek.

              > Jeśli jedna strona zawini choćby w 1% to wina jest obu stron. Tak stanowi prawo.

              Nie bardzo rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć.
              • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:31
                >> Jeśli jedna strona zawini choćby w 1% to wina jest obu stron. Tak stanowi prawo.

                > Nie bardzo rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć.

                To, że jak np. wina jego będzie, dajmy na to 99%, a jej 1%, to wystarcza, by sąd orzekł winę po obu stronach. A winę 15 naprawdę nie jest trudno udowodnić- każdemu.
                • aquarianna Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:45
                  > To, że jak np. wina jego będzie, dajmy na to 99%, a jej 1%, to wystarcza, by są
                  > d orzekł winę po obu stronach. A winę 15 naprawdę nie jest trudno udowodnić- ka
                  > żdemu.

                  Już Ci wyżej podawałam przykład, że są sytuacje, gdy winna jest ewidentnie tylko i wyłącznie jedna strona. Bo to, że ktoś utył, zbrzydł, zachorował, nie postępuje wg widzimisię drugiej strony czy wręcz jest ofiara przemocowca nie jest jego winą. Owszem, można powiedzieć, że powodem tego, że mąż zdradza żonę jest to, że żona już mu się nie podoba. Ale czy to jest jej wina? Czy w kategoriach winy należy rozpatrywać ten powód? Nonsens przecież.
                • imasumak Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:45
                  To nie prawda. Sąd bierze pod uwagę rozmiar winy - ktoś kto zdradził i odszedł ponosi winę niewspółmiernie większą od swojego partnera, który przyczynił się do rozpadu związku np mniejszym temperamentem seksualnym, czy tym, że gotował zupy z mrożonki.
                  Sąd nawet jeśli się pochyli ze rozumieniem nad argumentacją tego typu, orzeknie o winie zdradzającego, argumentując, że nie dołożył wszelkich starań, żeby ratować związek, tylko wybrał łatwiejsze rozwiązanie - romans, odejście.
                  • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:48
                    Cóż, pozostaje mi powiedzieć, że tak nie jest, jak piszesz (co do zasady, bo samo orzecznictwo, jak wiadomo, bywa różne). Popytaj na RiCD.
                    • imasumak Re: niespodziewany cios 03.03.13, 14:57
                      Ależ jest.
                      Sama zresztą jestem żywym przykładem takiego rozwiązania - ja odeszłam od pierwszego męża i ja pierwsza jeszcze przez rozwodem, chociaż było to już sporo czasu po rozpadzie pożycia, miałam partnera. I mimo, że moje odejście było spowodowane niewłaściwym zachowaniem męża w trakcie trwania związku, na co miałam szereg dowodów, sąd uznał, że ja ponoszę wyłączną winę z powodu rozpadu małżeństwa, bo nie dołożyłam wszelkich starań, żeby je ratować.
                      • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:11
                        To dziwne. Wbrew zasadzie. Trafiłaś pechowo.
                        Bo u nas to ja odeszłam, ja nawiązałam nowa relację, ba-sama o tym napisałam w pozwie, napisałam też dlaczego (wszysciutko jak na spowiedzi wyznałam) i sąd nie orzekł niczyjej winy.
                        • imasumak Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:16
                          nabakier napisała:

                          To dziwne. Wbrew zasadzie. Trafiłaś pechowo.

                          Wcale nie, to doś typowe rozwiązanie, uwierz.

                          Bo u nas to ja odeszłam, ja nawiązałam nowa relację, ba-sama o tym napisałam w pozwie, napisałam też dlaczego (wszysciutko jak na spowiedzi wyznałam) i sąd nie orzekł niczyjej winy.

                          No ale sama pisałaś, że mąż nie chciał Ci robić na złość, wiec pewnie nie wniósł o rozwiązanie małżenstwa z orzekaniem o Twojej winie.
                          • nabakier Re: niespodziewany cios 03.03.13, 15:46
                            To nie była kwestia: na złość. On się tez czul winny. Bo był winny.

                            (Swoją drogą to ja napisałam dwa pozwy- jede nz orzekaniem mojej winy, drugi bez, i dałam mu do wyboru, który wysłać. W obu były opisane winy nas obojga, ale on wybrał ten bez orzekania. Dziś jednak uważam, że nie powinna pisać tego z orzekaniem o mojej winie, bo to było naprawdę bardziej skomplikowane). I sądzę, że by nie dostał orzeczenia o mojej wyłącznej winy- choć nie wiem, czy bym walczyła, bo ja w ogóle takiej walki nie lubię, lepiej jest ustąpić, i z idiotą się za przeproszeniem nie macać więcej).

                            > Wcale nie, to doś typowe rozwiązanie, uwierz.
                            No własnie lektura RICD mówi co innego. I samo orzecznictwo. Zobacz, co napisała Hanna o jej ojcu sędzim, który orzekał w sprawach rozwodowych.
                            • gadkaszmadka Re: niespodziewany cios 03.03.13, 16:26
                              > No własnie lektura RICD mówi co innego. I samo orzecznictwo. Zobacz, co napisał
                              > a Hanna o jej ojcu sędzim, który orzekał w sprawach rozwodowych.

                              no ale jesli pan wprost mówi, że nigdy nie kochał, to jakby sam bierze na siebie całą wine za rozpad, bo tym samym nie daje jej zadnych szans na uratowanie małżeństwa.
                              • nabakier Re: niespodziewany cios 04.03.13, 08:19
                                Brak uczucia nie jest winą. Nie mamy panowania nad uczuciami. Wina dotyczy działania intencyjnego.
                      • imasumak Aha i jeszcze jedno 03.03.13, 15:13
                        Gdybym postąpiła tak jak mój eks, i postarała się o dowody jego zachowań już po rozpadzie małżeństwa, to być może rozstrzygniecie sądu byłoby zupełnie inne.
                        Ale ja na początku naiwnie myślałam, że skoro oboje zgodziliśmy na rozwód bez orzekania o winie, to tak zostanie. Tymczasem mój małżonek przyszedł na rozprawę, która miała być ostateczna i zmienił swoje stanowisko, wnosząc wiosek o rozwód z wyłącznie mojej winy.
                        • nabakier Re: Aha i jeszcze jedno 03.03.13, 18:04
                          No, ale to jest kwestia świństwa, które zrobił Twój eks. Takie rzeczy się zdarzają. Zasady sądowe są jednak inne.
                          Ciesz się, że się od takiego człowieka uwolniłaś. I tak przecież to nie ma znaczenia, co orzekł sąd, skoro na podstawie fałszywego oglądu sytuacji. A chyba alimentów mężowi nie płacisz?
                          Ja byłam gotowa też wziąć na siebie winę. I tak mam w pompce jakieś orzeczenia, do których dochodzi na podstawie wojny, mściwości czy innych takich (dopóki to mnie i dzieci nie kosztuje finansowo rzecz jasna). Dlatego dziwi mnie, że ludzie poważnie podchodzą do takich rzeczy, w których nie idzie o fakty, ale o emocje.
                          • imasumak Re: Aha i jeszcze jedno 03.03.13, 18:16
                            nabakier napisała:

                            No, ale to jest kwestia świństwa, które zrobił Twój eks. Takie rzeczy się zdarzają. Zasady sądowe są jednak inne.

                            Często się zdarzają. Po prostu niektórzy ludzi pokazują swoją prawdziwą gębę gdy dochodzi do rozstania, a sąd opiera się na przedstawionych dowodach, zaznaniach świadków etc. Dlatego teraz uważam, że warto mieć zgromadzone dowodu przeciw, które można wykorzystać w razie potrzeby i móc się bronić.


                            Ciesz się, że się od takiego człowieka uwolniłaś. I tak przecież to nie ma znaczenia, co orzekł sąd, skoro na podstawie fałszywego oglądu sytuacji. A chyba alimentów mężowi nie płacisz?

                            Nie płacę, ale on celowo się z nikim nie wiąże ponownie formalnie, bo chce mieć tę furtkę otwartą. Wiem, że jest w stanie zwrócić się z wnioskiem o alimenty z mojej strony. To taki typ, że zrobiłby to chociażby po to, żeby mi nerwy poszarpać.
                            • nabakier Re: Aha i jeszcze jedno 03.03.13, 18:35
                              Ima, współczuję sad Myślałam, że tylko pięć lat wisi ten miecz. O rety...
          • attiya Re: niespodziewany cios 03.03.13, 19:23
            majątek posiadany przed ślubem, jest majątkiem odrębnym, także pan za wiele nie może
    • nangaparbat3 Re: niespodziewany cios 03.03.13, 11:42
      U nas tak bylo,zupelnie podobnie. Z wierzch wszystko dobrze. Gdzieś gleboko JA byłam zmeczona malżeństwem, mezem, chociaż wciąż bardzo go kochałam. Myśle, ze on to zmęczenie wyczuwał. Zupelnie nagle usłyszalam: nienawidze cie, chce odejść. Wyprosilam odlożenie decyzji, dziecko mialo za pare miesiecy iść do szkoly, uwelbialo ojca, wiedzialam że ja sobie poradze, bałam sie o malą.
      Po poł roku mąż powiedział: Nawet jesli sie rozwiedziemy, bedziemy przyjaciolmi.
      Rok poźniej rozstalismy się, w przyjaźni.
      Bo chyba jeszcze glebiej bylo - i zostalo- cos co nas zwiazalo, ważniejsze niz seks, zakochanie, zmeczenie i nienawiść.
      Kiedy na mnie spadl "niespodziewany cios" koleżanka powiedziala: zycie pisze najdziwniejsze scenariusze. Niczego sie nie przewidzi, nie ufalabym zadnym wyroczniom.
      Mnie sie zdaje, ze najwazniejsze zebys miała przy sobie choc jedna osobę - przyjaciolke, siostrę - ktorej byś mogla wszystko opowiedzieć, ktora nie ocenialaby, nie dawala rad, nie wieszczyla, a tylko sluchala i wspierala.
      i jeszcze - ex odchodząc mowił, ze osobno bedziemy szczęśliwsi - mial racje, chociaz wtedy mu wcale nie wierzylam.
      • to_ja_tola Re: niespodziewany cios 03.03.13, 13:07
        okropne jest to co piszesz...
        Współczuję bardzo i wierzę,że świat dotychczasowy może się zawalić.

        Moja kuzynka,ale to ona zakończyła swoje małżeństwo.Ex bardzo ja kocha,jest w stanie nawet po przeszło roku wybaczyc jej i chce żeby wróciła.
        On nawet martwi się czy jej się z nowym partnerem układa?

        A to dlatego,że rozstali się w przyjaźni.To wiele pomaga.Nie kłócić się,rozmawiac ,ustalac różne rzeczy,najbardziej te związane z dziećmi.I nie szukac winy na siłę.Trudno...pewnie już nic nie zmienisz.
        Ale trzymam kciuki i pozdrawiamsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka