Dziś o 16 syn wywrócił się na schodach na taras. O kant schodka rozciął sobie do kości czoło. Pojechaliśmy na Niekłańską. Zrobili mu RTG. I lekarka do mnie wychodzi z wynikiem, pyta czy miał jakieś operacje w potylicy. Żadnych nie miał! Bo ma jakieś zmiany w kości

Zrobili kolejne. I jest zmiana 6x8 cm! Centymetrów! Widziałam ją na zdjęciu w komputerze lekarza- taka okrągła prawie plama. Facet z RTG powiedział, że to nie guz . Ciągle pytali mnie czy miał jakiś silny uraz głowy. Nie wiem czy silny ale dwa razy w życiu wyrżnął potylica o podłogę. Raz w łazience, raz na basenie. Miał ogromnego siniaka tak, że nie mógł spać na wznak przez trzy dni. Żałuję, że nie pojechałam z tym siniakiem do lekarza. Szczerze mówiąc otwarta rana na czole stała się dla mnie czymś mało ważnym

Ręce mi się trzęsą i ledwie do domu dojechałam.
Opis brzmi - zmiany w tk, kostnej w okolicy potylicznej.
Mamy skierowanie do neurochirurga. Lekarz na SoRze powiedział, że to takie "odkrycie przypadkowe" do spokojnej konsultacji. Jakiej spokojnej ?!?
Poratujcie