wlasnie sie dowiedzialam, ze jedno znajomo-rodzinne malzenstwo, wzor malzenstw dla mnie, cudowne, cieple, partnerskie, opiekuncze, rozstaje sie w tak koszmarnym stylu, ze mi slabo
co dziwniejsze wina wyglada sie byc po stronie kobiety
chyba cos jest na rzeczy, skoro cala jej rodzina stanela murem za zieciem, szwagrem
i jeszcze ze takie tez wzorcowe rodzenstwo, cholernie wspierajace sie nawzajem, zgrane (mocno dorosle- 40 i 46 lat) nie odzywa sie do siebie po sprawie z nieistniejacym zreszta spadkiem
i ze jedna moja dobra kolezanka czeka na wyniki biopsji
a trzy inne osoby- wtym jedna szesnastolatka z rodziny- juz maja wyniki biopsji, najbardziej wujowe z mozliwych

poza tym kompletnie posypaly mi sie relacje z matka (i tak beznadziejne, ale probowalam cos z tym robic)
i w ogole, sluchajcie, jest zle
tak paskudnego roku jak ten durny 13 to nie pamietam
chociaz udalo mi sie zrobic wiele rzeczy, ktore sobie postanowilam
duzy remont, trzy swietne wyjazdy, zakonczyc z sukcesem niefajna terapie
ale poza tym dzialo sie i dzieje tak duzo zlego, ze szok