Dodaj do ulubionych

Brak wsparcia dla matek

    • mirkad Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 07:49
      Chapeau bas!
      Ja byłam po urodzeniu córki w ciężkiej depresji, z której tak na prawdę nie zdawalam sobie sprawy - do czasu. 10 lat starań o ciążę, poród przez cc na cito (zanikły przepływy) w 29 tc, 3 miesiące w szpitalu (w tym z "wyjściem" do domu, które skończyło się naszym powrotem po 7 godzinach i reanimacją córki na SOR-ze), masywny krwotok po cc który cudem przeżyłam; kiedy wreszcie znaleźliśmy się w domu, była rehabilitacja, wizyty u specjalistów, i przede wszystkim nieprzespane noce i dnie - moglam liczyć na 2-3 niespełna godzinne drzemki w ciągu doby; córka miała mega kolki, na które nie działało nic; byłam jak zombi; niby wsparcie od rodziny miałam tzn. chętnie przychodzili na zasadzie " ja wezmę małoą na spacer a ty tu ogarnij trochę"; też słyszałam, że po tym wszystkim co przeszłam to powinnam się cieszyć że mam zdrowe dziecko a nie chodzić wiecznie jak chmura gradowa; marzyłam żeby uciec i nie wrócić; pewnego dnia dosłownie jakby ktoś czy coś mnie oświeciło: poszlam do poradni zdrowia psychicznego, zaczełam brać antydepresanty; i pogoniłam towarzystwo tzn. babcie i ciocie "dobra rada"; sama nie wiem jakim cudem dałam radę się pozbierać tak na prawdę sama z siebie; powrót do formy psychicznej i fizycznej sprzed ciąży zajął mi prawie 4 lata, i tylko ja wiem jak bardzo bylo ze mną źle; "najlepsze" w tym wszystkim jest fakt, że usłyszałam, ze teraz to kawał cholery ze mnie bo nie chcę niczyjej pomocy i rady
    • murwa.kac Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 07:50
      pewnie, ze tak.
      i pomagam.
      moja bardzo dobra kolezanka wlasnie ma taka durna sytuacje. od pol roku partner jest weekendowym ojcem, wyjezdza na caly tydzien, ona kota juz dostaje, choc dziecko ma jedno i nad wyraz spokojne i pogodne.
      jest sama, rodzina spoza gda i z jednej strony i z drugiej.
      jezdze tak czesto jak moge, kilka razy w tyg nawet.
      dla niej sam fakt, ze po prostu ktos przyjdzie, posiedzi przy kawie bardzo duzo daje. no i plus - zostane z jej dzieckiem, ona moze gdzies wyskoczyc, zalatwic cokolwiek czy pojsc do fryzjera glupiego.
    • lelija05 Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 08:32
      Jesteś dobrą przyjaciółką, twoja kumpela ma szczęście, że może liczyć na ciebie.
      Ech, jak sobie przypomnę...
      I tylko zgrzytam w duchu zębami jak słyszę, no teraz to jesteś zupełnie inna! W końcu się uśmiechasz.
      No niestety, prawda jest taka, że społeczeństwo unika ludzi z problemami jak zarazy. I obojętnie, czy to choroba, bieda, czy coś innego.
      Ale dobrze, że są też osoby takie jak ty, wiesz, że może uratowałaś koleżankę?
    • apfelstrudel Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 10:19
      > I teraz tak mnie nachodzi - często w mediach słyszymy o doniesieniach, że matka
      > wyskoczyła z okna, zabiła siebie i dzieci, że zostawiła dziecko. I tak sobie m
      > yślę - ile przypadków było takich jak u mojej przyjaciółki? Najbliżsi zamiast p
      > omóc mówili "minie, przejdzie", kiedy trzeba tak naprawdę trochę taką matkę odc
      > iążyć, pomóc jej realnie, a nie wspierać dobrym słowem.
      >
      > Jak miałam mocnego baby bluesa po porodzie to moja mama była u mnie, jak mąż by
      > ł w pracy, zabierała mnie i dziecko na spacer, zajmowała czymś, albo po prostu
      > była obok. Nie wyobrażam sobie zostawić samej osoby, która wyraźnie mówi, że co
      > ś jest nie tak, że jest bardzo źle.

      No to tu masz częściową odpowiedź na Twoje pytanie - zaczerpnięte z forum gazety.

      "Dziewczyny co myślicie o pomocy rodziny po porodzie? Moja teściowo
      zadeklarowała że najchętniej to wzięłaby urlop po tym jak urodzę
      dziecko żeby mi mogła pomóc, ona by się wszystkim zajęła a ja
      miałabym leżeć i odpoczywać. Powiedziałam mężowi że taka opcja nie
      wchodzi w grę i żeby powiedział mamie że nie chcę takiej pomocy."

      "Wbrew obiegowej opinii z noworodkiem nie ma za duzo roboty.
      Tesciowej grzecznie podziekuj, albo popros meza, zeby on to zrobil skoro Ci
      niezrecznie odmowic. Teraz to Wasza trojka jest rodzina, a tesciowa mozna
      zaprosic od czasu do czasu, bo pewnie tez chcialaby nacieszyc sie wnukiem.
      Jak zamieszka z wami wejdzie Ci na glowe, to tylko kwestia czasu.
      Reasumujac: wg mnie zdecydowanie NIE."

      "Tesciowa chciala
      przyleciec i pomoc ale podziekowalismy. Chcielismy po prostu byc sami z
      dzidzia. Poznac ja dobrze bez osob z zewnatrz, takie nasze wlasne bonding
      time. Tesciowa przyleciala jak mala miala 3 miesiace. Dalismy sobie rade i
      ciesze sie, ze odmowilam tesciowej pomocy smile"


      "Wiele osob mnie pyta czy mam przyjedzie do mnie jak urodze zeby mi
      pomoc.Coraz bardziej mnie to denerwuje bo nie wyobrazam sobie wizyt
      tuz po porodzie.Niby w czym mialaby mi pomoc?Raczej przeszkadzalaby
      mi w tym meczacym okresie tuz po.To nie dosc ze dzieckiem mam sie
      zajac, to jeszcze podac sniadanie,( i to wczesnie rano!), obiad i
      kolacje,w koncu to dodatkowa osoba w domu,ktora jednak traktuje jak
      goscia a o goscia trzeba zadbac.Nie potrafie traktowac mamy jak
      sluzacej-nie zlece jej gotowania ani sprzatania-bo to w koncu moje
      mieszkanie, nie wobrazam sobie zeby miala mi gotowac a zreszta wole
      sama decydowac co bedzie na obiad, dziecka mi tez nie nakarmi bo w
      koncu to ja jestem mama.No wiec gdzie na milosc boska ta pomoc???Z
      domu wyprowadzilam sie wieki temu i teraz nie potrafie sobie
      wyobrazic jak mozna pozwolic komus na rzadzenie sie w mojej
      kuchni,decydowanie o mojej diecie itd itd.Jakie macie zdanie w tej
      kwestii?"


      "Zapytalam polozna na szkole rodzenia wprost, czy taka omoc jest niezbedna, bo w Kanadzie oprocz meza nie
      bedamiala nikogo z bliskiej rodziny, a juz mi sie mama i "ulubiona" szwagirka
      pchaly z ofertami pomocy przy dziecku. KAzdy gosc w domu
      to po prostu stres dla matki (musi dobrze wygladac, musi miec porzadek w domu
      itp), a to wiaze sie nawet z problemem z pokarmem i stresem u dziecka. Wiec ja
      zrezygnowalam z zapraszania ich przed 15.08. jeszcze szybciej niz obie mi
      zaoferowaly swoja pomoc"

      Same się wpędzamy w takie sytuacje. Najpierw zgrywamy bohaterki, próbujemy pokazać, zwłaszcza teściowym, kto tu rządzi, a potem płacz i zgrzytanie zębów. Tylko jak się wcześniej pokazało komuś środkowy palec, to później trudno się prosi o pomoc, a i osoba proszona może już nie mieć na tę pomoc ochoty. Oczywiście to nie dotyczy wszystkich, ale sporo znam takich, co chojraczyły, a potem deprecha i załamanie. Ja wpuściłam i swoją matkę i teściową - od początku. Chętnie tę oferowaną pomoc przyjmowałam, chociaż nie zawsze byłam wszystkim zachwycona. Tylko jeśli chodziło o drobiazgi to odpuszczałam - np. upiekłam ci buraki (by moja teściowa), a ja ich nie znoszę, ale brałam z uśmiechem i wywalałam albo dawałam chłopu, a przy teściwej mówiłam że pyszne. Jak sprawa była grubsza to starałam się jakoś dyplomatycznie naprostować sytuację. Chyba dzięki temu przetrwałam we względnie dobrym zdrowiu psychicznym. Dodam tylko, że kolega małżonek jak najbardziej zaangażowany, piszę tu o pomocy dodatkowej.
      • yuka12 Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 10:43
        Wszystko zalezy od osoby oferujacej pomoc. Moja mama bardzo mi pomogla gotujac obiady i robiac zakupy, jak maz cale dnie byl w pracy. Ja po po porodzie tzw. fizjologicznym wspartym epizjotomia nie moglam sprawnie chodzic i siedziec, wiec jej pomoc pod tym wzgledem sie przydala. Ale jezeli chodzi o atmosfere psychiczna ... hm. Mama przyjechala pomoc, ale oczekiwala statusu goscia. Wiec mialo byc jak w jednym z listow: posprzatane, sniadanie i ja usmiechnieta, pachnaca i wyszykowana od rana. Nic to ze powinnam wietrzyc rane i unikac bielizny (moja mama wrecz krzyczala na mnie, jak chcialam to robic), jak najmniej chodzic, aby rana sie zagoila ("jak mozesz gnic w lozku"), postanowilam karmic corke piersia i musialam ja na to karmienie przestawic (''glodzisz dziecko, daj mu butelke"), nawiazac wiez z corka (po porodzie byla przez kilka dni na oddziale noworodkowym, mnie wywalili do domu, a przez rozwalone krocze nie moglam przy niej dlugo siedziec)- mama mi ja wrecz wyrywala z rak. Nie mowiac o tym, ze codzienie slyszalam. jaka jestem gruba i jaki mam wielki biust i mam cos z tym zrobic np. nosic pas wyszczuplajacy (w tydzien po porodzie!, zreszta i tak wkrotce zaczelam chudnac sama z siebie, aby w koncu wazyc mniej nz przed ciaza). Podobnych kwiatkow bylo wiecej. Jestem wdziecza za te obiady i chec pomoc, ale z ulga przyjelismy z mezem powrot mamy do domu. Wolalam kanapki w spokoju i akceptacji od mojego meza niz dwudaniowy obiad w ciaglej atmosferze zarzutow od rodzicielki.
      • iwoniaw A wiesz, czym są inspirowane takie odpowiedzi? 06.12.13, 11:15
        Doświadczeniem osób, którym "pomocnice" przychodziły poniniać nad noworodkiem (wybudzając go po tym, jak WRESZCIE usnął) i trzeba je było jeszcze obsłużyć "kawką i ciasteczkiem" (o ile nie obiadkiem do tego) i które same nie wyszły z dzieckiem na spacer/nie zrobiły prania/nie ugotowały jedzenia dla matki, tylko płatały się pod nogami z milionem "dobrych rad".
        Autorka wątku pisze o prawdziwej pomocy w momencie, gdy jest ona potrzeba (tzn. gdy okazuje się np. że rutyna przy dziecku - już nie noworodku - zaczyna dobijać i wpędzać w jakieś otchłanie depresyjne.)
        • atoness Re: A wiesz, czym są inspirowane takie odpowiedzi 06.12.13, 12:08
          Ja nie potrzebowałam pomocy. Unosiłam się dwa centymetry nad ziemią. Trwałam w jakimś rozanieleniu. Wszystko wydawało mi się łatwe i naturalne. A potem poznałam sąsiadów, którym dziecko urodziło się kilka miesięcy po moim. Na początku płakali oboje. Ona po powrocie do domu wpadła w rozpacz, bo jak oni to dziecko wykąpią. On zamiast przejąć sprawę, też zaczął ryczeć, no bo istotnie co oni teraz zrobią. Strasznie mi było żal, że nie znaliśmy się wcześniej.
          Fantastycznych sąsiadów mam więcej i pomagamy sobie. Mnóstwo razy odbierałam cudze dzieci z przedszkola. A właściwie z trzech przedszkoli. Przez jakiś czas pięcioro. Wyglądałam jak kaczka z młodymi. Jedna zabiera dzieci na basen, druga do parku linowego, itd. Niedawno siedziałyśmy sobie u jednej sąsiadki nad ciastem i czekałyśmy na męża innej, który był ze stadkiem dzieci w kinie. To poczucie, że ma się rodzinę, choćby przyszywaną, jest bezcenne.
        • apfelstrudel Re: A wiesz, czym są inspirowane takie odpowiedzi 06.12.13, 14:07
          Zauważ tylko jedną rzecz - zakładanie a priori, że pomagający będzie bardziej przeszkadzał niż pomagał. A można się nieźle zdziwić. W dodatku, to że czyjaś matka/teściowa się nie sprawdziła nie znaczy, że dotyczy to wszystkich matek/teściowych. Poza tym, ja jednak widzę tu taką trochę roszczeniową (uwielbiam to słowo wink) postawę - chcę pomocy, ale ma być dokładnie taka jak chcę i tylko wtedy kiedy ja chcę. No i OK, w końcu pomoc ma pomóc. Na przeciwległym biegunie jest podejście pomagających - będę pomagać ale wtedy kiedy ja chcę i jak chcę. Przy takiej postawie jednej i drugiej strony rzeczywiście ciężko się dogadać. Niestety trzeba wypracować kompromis i każdy musi trochę odpuścić. Był tu niedawno wątek o wielodzietnej rodzinie i zmywarce (a może na małym dziecku - nie pamiętam), a w tym wątku wiele głosów oburzenia, że się w tyłku poprzewracało, bo ta zmywarka to luksus i jakby im było naprawdę źle to wzięliby ubrania i środki czystości. Wiele piszących postawiło się w sytuacji osoby pomagającej, która sama decyduje jak pomoc ma wyglądać, a pomagający ma korzystać albo spadać. Tu mamy problem, że nikt nie pomaga, albo jak pomaga to nie tak jak chcemy. Nie wiem jak to jest w sytuacji autorki wątku, ale ja często widzę właśnie to, że najpierw spuszczamy teściową/matkę/innego pomocnika na drzewo, a potem mamy żal, że nie pomaga.
      • run_away83 Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 15:17
        No bo jest pomoc i "pomoc". Ja mogłam liczyć tylko na to drugie, tzn. troje nocujacych gości oczekujących warunków jak w hotelu, dwudaniowego obiadu podanego codziennie o tej samej godzinie, oraz kawek, herbatek i ciasta, zużywajacych ręczniki jak w hotelu (po jednym użyciu ręcznik sruuuu na podłogę, dawaj nowy), nie potrafiących nawet włożyć kubka do zmywarki (bo przecież nie są u siebie). "Pomoc" w ich wykonaniu polegała głównie na gdakaniu mi nad głową ("źle go nosisz", "głodny jest, chudy pokarm masz, daj mu butlę", "nie noś go, bo się przyzwyczai", "ooo płacze, pewnie go brzuszek boli bo kanapkę z serem zjadłaś"), wiszeniu nade mną i miętoleniu dziecka, które usiłowałam przystawić do piersi (żadna z "pomocnic" swoich dzieci piersią nie karmiła). Mogłam też liczyć na to, że jak tylko nakarmię dziecko, to ktoś je zacznie tak miętolić i telepać, żeby na pewno wyrzygało wszystko co zjadło. Oraz na to, że jak tylko je uśpię i odłożę żeby np. skoczyć pod prysznic, to ktoś mu zacznie cykać zdjęcia z lampą błyskową, a jak to nie wystarczy żeby się obudziło, to jeszcze dla pewności pomiętoli, połaskocze i potarmosi (i komentarz "oooo chodź szybko, już się obudził, pewnie głodny jest, chudy pokarm masz, daj mu butlę!"). W gratisie miałam sesję zdjęciową w stylizacji "matka w połogu prosto z łóżka, jeszcze przed porannym prysznicem", która poszła w eter bez mojej wiedzy i zgody.

        Już przy pierwszym dziecku i próbce "pomocy" którą dostałam jeszcze na porodówce i podczas dwudniowego wyjazdu,"pomocników" pogoniłam precz aż sie kurzyło, po narodzinach drugiego i trzeciego na propozycje "pomocy" reagowałam "dziękuję, naprawdę sobie poradzimy".

        Ahha - jakby mi ktoś zrobił zakupy, pranie, ugotował coś smacznego, wziął na spacer starsze dzieci, to bym całowała po rękach. Niestety, moja rodzina na widok niemowlaka dostaje małpiego rozumu i jedyne na co ich stać, to gdakanie i plątanie się pod nogami.
    • marcelina4 Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 15:53
      zając brawo! dobra z Ciebie kobieta
      taka pomoc jest nieoceniona wręcz, sama wiele dostałam pomocy od teściowej i mamy i będę im za to wdzięczna do końca swych dni, ale wiele kobiet takiej pomocy nie ma
      inna sprawa, że duzo szkody robią media pokazując obrazki w reklamach mamuś uśmiechnietych z różowymi bobaskami, z tatusiem przy boku, no i niby tak powinno byc, tylko, że to jakis zupelnie odrealniony, zafałszowany obraz rzeczywistości
      wkurzaja mnie te wszystkie celebrytki, muchy, sochy i inne dziwadła, które najpierw zarabiaja setki tysięcy na samym fakcie bycia w ciąży, a miesiąc po porodzie paradują z płaskim brzuchem i narzekają, że DOPIERO po miesiącu od porodu dochodzą do formy
      pokazywanie ich w telewizji, w internecie to normalnie jakiś hardcore, co takie kobiety wiedzą o realnym życiu?
      maja panie do sprzątania, gotowania, nianie albo nawet dwie do dzieci, głowę wolną od problemów dnia codziennego i jeszcze stawia się je za wzór dobrych, zorganizowanych, aktywnych ( beznadziejne, oklepane określenie ) matek tysiącom kobiet, które o życiu celebryckim nawet nie są w stanie pomarzyć
      a potem taka kobieta myśli, że jak sama wszystkiego nie ogarnie, nie będzie wyglądała jak miss, nie bedzie zaiwaniała na milion zajęć ze swoim dzieckiem, to jest beznadziejna
    • ailia Re: Brak wsparcia dla matek 07.12.13, 19:27
      Zajac zagadaj do sasiadki. Jestes madra laska wymyslisz jak to zrobic zeby bylo naturalnie. Moja sasiadka miala dwie pary blizniakow z roznica poltora roku, pol bloku im pomagalo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka