Dodaj do ulubionych

Ubłocone gumiaki

17.02.14, 16:00
Nie nie, to nie to, co myślicie smile nie o zdejmowaniu butów będzie smile
Te, które widziały "Sierpień w hrabstwie Osage" wiedzą, o co chodzi, dla pozostałych wyjaśnienie, tak w skrócie.
Otóż jedna z głównych bohaterek jako nastolatka marzyła o pięknych kowbojkach, tak bardzo, jak potrafią marzyć nastolatki. Wiele razy prosiła o nie mamę. I w końcu na święta znalazła pudło w kształcie pudła na buty, uszczęśliwiona otwiera, a tam męskie gumiaki czy inne tego typu buciory, brudne z błota i gówna. Matka uważała to za wspaniały żart.

Okropna była ta scena i opowieść, ale wydaje mi się, że "za naszych czasów" robienie sobie żartów i podśmiechujek z dzieci (często okrutnych) było na porządku dziennym. U mnie może nie było tak drastycznie, ale ulubionym żartem mojej mamy było np. straszenie mnie znienacka, żebym fajnie podskoczyła. Fajnie podskakuję do dziś z byle powodu, za co pewnie mogę mamusi podziękować. Robienie w balona było też na porządku dziennym.

Okropną za to opowieść o sobie sprzedał mi znajomy. Otóż jako dziesięciolatek wrócił kiedyś wcześniej do domu ze szkoły czy skądś tam, a tam siedzi matka ze znajomymi i czyta na głos jego wiersz miłosny do koleżanki w której się podkochiwał, wszyscy zebrani dobrze się bawili. Biedak uciekł i znikł w parku na kilka godzin, mówił, że chciał umrzeć i nigdy nie czuł się tak upokorzony.
Czy u was też tak się zdarzało, czy znów się dowiem, że ja i moi znajomi wychowaliśmy się w patologii? wink
Obserwuj wątek
    • koralik12 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:10
      Moja mama obiecywała przeróżne rzeczy z których nie była w stanie się wywiązać. Zupełnie bez sensu. Pamietam jak opowiadała że będziemy mieć stadninę kucyków, opowiadała wszystko ze szczegółami, jak się będa pasły, jak będziemy je karmić, ja będę na nich jeździć... Bez sensu to robiła bo ja wcale nie marzyłam o kucyku ale po tej jej wizji już tylko o tym myślałam i dopytywałam się kiedy będą kucyki. Zachęcała do składania pieniędzy na jakiś cel, podpowiadała na jaki, obiecywała że dopłaci jak juz będę miała więcej niz połowę sumy a potem zawsze się okazywało że musi te pieniądze ode mnie "pożyczyć" bo brakowało na coś pilnego. Nie oddawała, zawsze coś wymyśliła.
      • kkalipso Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:22
        O to tak jak moja.
        Nie zapomnę jak mi obiecała, że zabierze mnie na wesele do ciotki. Czekałam i czekałam, powiedziała mi żebym poszła się położyć i jak wstanę to pojedziemy wszyscy razem. Jak wstałam nikogo w domu już nie było. Matko jak ja wtedy wyłam.

        Co do straszenia to moja mała uwielbia się bać i sama wieczorami błaga o zabawę w chowanego i straszenie.
        • memphis90 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:11
          Ja tego nie znoszę i nie pozwalam oszukiwać moich dzieci. Mam wrażenie, że "za naszych czasów" to było na porządku dziennym, bo przecież "dziecko zapomni", "nie rozumie", "niech już nie nudzi".
    • jak_matrioszka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:10
      Moi rodzice nie mieli takich ciagotek, za to jeden wujek (maz siostry mojej mamy) i owszem. Na moje szczescie mama go gasila (za co jej nie lubil), a potem sie kontakty zerwaly i strefa razenia znikla. Swoich dzieci tez w taki sposob nie wrabiam, ten rodzaj okrucienstwa jest mi zupelnie obcy. Wpakowac stare ublocone gumiaki do paczki pod choinke moglabym chyba tylko po to, zeby powiedziec po trzech sekundach: "o rany, zla paczka" i wyciagnac zza szafy buty za milion dolarow.
      • mag1982 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:16
        Wpakowac stare ublocon
        > e gumiaki do paczki pod choinke moglabym chyba tylko po to, zeby powiedziec po
        > trzech sekundach: "o rany, zla paczka" i wyciagnac zza szafy buty za milion dol
        > arow.

        Dokładnie. W innym przypadku to już nie żart a niepotrzebne okrucieństwo. Ja takich sytuacji ze swojego dzieciństwa nie pamiętam, ale teściowa opowiadała kilka takich "anegdot" z dzieciństwa swoich dzieci, że chciało mi się płakać.
        • aneta-skarpeta Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 13:53
          no takie żarty " ooo zła paczka" to uwielbiam i są super

          tak wrobilismy syna na mikołaja
          przeprowadzilismy sie do domu i był jeden pokój nieuzywany-graciarnia sie z niego zrobiła

          w tajemnicy go uporządkowalismy, kupilismy meble, postawilismy telewizor, kupilismy PS + kierownica z fotelem kierowcy- pokój gier. zastawilismy grzwi czyms ciężkim

          pod choinką- a była bratanica wiec mnostwo prezentów dla malucha on dostał 1 koperte ,a w niej grę na PS ( a mielismy wczesniej xboxa), spojrzał rozczarowany, że mało że tylko gra, to jeszcze sie pomylili

          a w środku kartka- idż do pokoju obok


          matko jaką on miał minę, zszokowany byłbig_grin
    • morticia50 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:12
      ta scena plus scena przy stole-wyśmiewanie wegetarianki były najmocniejszymi jakie zarejestrowałam oglądając film po raz pierwszy.film wstrząsający i doskonały w każdym calu.
      pięknie sa pokazane mechanizmy zachowań w rodzinie.
      chcesz zobaczyć toksyczną rodzinę idź na ten film.czysta forma...
    • eilian Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:17
      Też kiedyś usłyszałam jak na jakimś spotkaniu rodzinnym moja mama opowiada o tym jaki to list miłosny napisałam do kolegi z klasy. Od tamtej pory (miałam z 7 lat) postanowiłam nic jej o sobie nie mówić. I tak jest do dziś...
      • tedesca Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:53
        A ja miałam 12lat, byłam zakaplesiona nastolatką. Zwierzylam się mamie, że kocham się w dalekim kuzynie. Moja mama oczywiście poleciała do jego matki, by to opowiedzieć. Od tej pory mówiła tę ciotkę, nie-ciotkę , "o Twoja teściowa przyjdzie". O niczym już jej nie mówię. Zupełnie mnie nie zna. Teraz jestem w ciąży, nawet tego jej nie powiem, jak długo się da. A kiedyś jeszcze, też miałam coś ok.12 lat. Powiedziała, że mam taki mały biust, a faceci tego nie lubią!
      • kaka-llina Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 17:36
        Mi też tak matka zobiła... duzo rzeczy jej mówie ale o uczuciach do facetów nigdy... teraz mam prawie 36 lat, dwójke dzieci i faceta od prawie 10 lat, którego nigdy nie poznała.. (ale tym rtazem przynajmniej wie, ze on istnieje, wczesniej wszystkie zwiazki ukrywałam)
    • anika772 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:18
      Czy ta matka była psychopatką..? Jeszcze nie oglądałam, zachęciłaś mnie.
      Ze mnie też żartowano, ale nie tak drastycznie, nie mam żadnych traum.
      Ja też sobie czasami z dzieci żartuję, niedrastycznie (mam nadzieję). Mówię im, na przykład, że zrobię z nich karmę dla wilków, kiedy marudzą podczas spaceru po lesie. Wiedzą że to żart, śmieją się z tego.
      • morticia50 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:25
        kiedyś Twoje dzieci wypomną Ci te słowa
        a dwa licz się z tym,że możesz spotkać człowieka idącego przez las z psem wilczakiem wyglądającym jak wilk i bedzie histeria-mam takiego psa więc piszę to z autopsji.
        • bei Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:31
          Mam nadzieję, ze moje żarty były mniej traumatyczne- np. narzekałam, ze menopauzy przez nich dostanę- gdy coś zmalowali.


          A moje dzieciństwo zapełnione bylo obiecankami, dość szybko nauczyłam się, ze nie warto wierzyć bo przecież nie będą spełnione.
          • eo_n Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:37
            bei napisała:


            > A moje dzieciństwo zapełnione bylo obiecankami, dość szybko nauczyłam się, ze n
            > ie warto wierzyć bo przecież nie będą spełnione.
            To tak jak u mnie.
        • jak_matrioszka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:32
          Zalezy od dziecka. Moje mlodsze na przyklad sie na ten rodzaj humoru nie lapie (po tatusiu), boi sie ze naprawde ja na mielonke przerobia, a starsza na podobne teksty (znajomych) kiedys odpalila "jak chcecie mnie na karme przerobic, to byscie mnie najpierw w McD podtuczyli!" - mial to byc koronny argument do zajechania do tego przybytku.
        • anika772 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:47
          Może masz rację, ale ostatecznie każdy ma coś do wypomnienia swoim rodzicom. Póki co to one wręcz się domagają, żeby je postraszyć.
          • morticia50 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:52
            to strasz je żyrafąwink)
            • anika772 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:00
              Dobry pomysłsmile
        • noname2002 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:49
          a dwa licz się z tym,że możesz spotkać człowieka idącego przez las z psem wilcz
          > akiem wyglądającym jak wilk i bedzie histeria-mam takiego psa więc piszę to z a
          > utopsji.

          Coś w tym jest niestety, mnie babcia i mama mawiały jak miałam kilka lat, że nie mam za długo patrzeć w lustro bo diabła zobaczę, niby wiedziałam, że to żarty a potem miewałam okropne koszmary nocne.
        • mona_mayfair Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 10:12
          Wilczaki sa pięknesmile)) miałam przyjemniość gośćić ludzi z dwoma wilczakami- boskie psiaki smile
    • zuwka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:32
      pamiętam filmik, jak wkręcano małe dzieci dając im pięknie opakowane prezentty, dzieci z zapałem odpakowywały a w środku była: stara skórka od banana, ogryzek, surowe jajko. Miałam bardzo mieszane uczucia. Żal mi było tych dzieci. Durny pomysł
      • andaba Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:40
        Jak dla mnie takimi ubłoconymi gumiakami dzisiejszych czasów jest kurs językowy w prezencie na urodziny smile
        • jak_matrioszka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:44
          W sensie niechcianego prezentu?
          • andaba Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:47
            Tak.

            95% dzieci poczuje sie oszukanych takim "prezentem" znacznie bardziej niz pudełkiem lizaków.
            Bo nie dość, że żadna frajda, to jeszcze się trzeba uczyć.



            • jak_matrioszka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:58
              Ja reprezentuje te pozostale 5%, albo nawet mniej, bo ja o kursie jezyka angielskiego (ba, jakiegokolwiek jezyka obcego) marzylam, ale nigdy nie dostalam pozwolenia. Nigdy nie bylam pilna uczennica, zawsze olewalam zadania domowe ze wszystkich przedmiotow (nawet ukochanych), ale kurs jezykowy ma u mnie zupelnie inny status, zawsze mial. Predzej zrozumie co kierowalo psychopata kiedy zabijal, niz niechec do nauki jezykow wink
            • bei Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:01
              andaba napisała:

              > Tak.
              >
              > 95% dzieci poczuje sie oszukanych takim "prezentem" znacznie bardziej niz pudeł
              > kiem lizaków.
              > Bo nie dość, że żadna frajda, to jeszcze się trzeba uczyć.

              Moj byłby zachwycony- przez rok nudzil, ze chce uczyc się francuskiego, po roku nauki wciąz jest zafascynowany, teraz nudzi, by załatwic jeszcze niemieckiego ( uczy się też angielskiego, dodatkowe lekcje to też jego pomysl), niedawno zacząl sam w necie wyszukiwac slowek rosyjskiego.
              Ledwo zaczął dziesiąty rok życia a apetyt na języki ma jak stary poliglota.
              Jego starszy brat w jego wieku wyprosil na prezent lekcje niemeickiego u dwoch lektorów.
              Ale niemieckiego teraz nie lubi, jest bardzo zaprzyjaźniony z angielskim.
              • andaba Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:10
                Wiem, że dzieci ematek są wyjątkowe, ale ja takich nie znam.

                Mój na przykład odmówił kiedyś udziału w zawodach pływackich, bo nagrodą był kurs angielskiego - stwierdził, że brać udział w konkursie, którego się nie chce wygrać, nie ma sensu.

                Wszystkie znane mi dzieci w wieku podstawówkowym, które chodzą na dodatkowe lekcje języków, chodzą dlatego, że rodzice tak chcą. Dzieci wolą SKS smile
                • antychreza Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:17
                  Nie jestem dzieckiem ematki, ale w podstawówce uwielbiałam się uczyć języków. Zapisanie mnie na angielski było jednym z najlepszych pomysłów moich rodziców. Nienawidziłam SKS-ów i innych gimnastyk, a musiałam, z różnych powodów, na nie chodzić.
                  • andaba Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:24
                    Wiesz, dawniej to było trochę inaczej, lekcje języka to był szpan, bo mało kto na nie chodził. ja tam wprawdzie sobie nie krzywdowałam, że nie chodzę, ale chęć chodzenia dawniej miała nieco szerszy aspekt niż upodobania lingwistyczne.

                    Dziś trzeba chcieć się uczyć. I nie twierdze, że nie ma dzieci, które chodzą z radością, ale jest ich mniej niż tych, dla których to ostatnie miejsce na liście marzeń. Zwłaszcza, gdy liczą na coś lepszego smile
                    • antychreza Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:30
                      Nie no, aż taka stara nie jestem żeby dodatkowy angielski to był wyznacznikiem czegokolwiek poza troską rodziców o przyszłość dziecka. 70% mojej klasy też chodziło na dodatkowe języki.
                  • anika772 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:38
                    antychreza napisała:

                    > Nie jestem dzieckiem ematki, ale w podstawówce uwielbiałam się uczyć języków. Z
                    > apisanie mnie na angielski było jednym z najlepszych pomysłów moich rodziców. N
                    > ienawidziłam SKS-ów i innych gimnastyk, a musiałam, z różnych powodów, na nie c
                    > hodzić.


                    Miałam tak samo! Kurs angielskiego uwielbiałam, a potem jeszcze wyprosiłam zakup kursów włoskiego i hiszpańskiego w ESKK.
                • bei Andabo:) 17.02.14, 19:29

                  Ale Ty emamo masz wyjątkowe dziecko, właśnie Ty smile
                  Twoj Syn wygrał ważny konkurs angielskiegosmile i On sam się do niego przygotowal korzystając tylko z lekcji w szkole smile
                  Moj najmlodszy najchetniej zrezygnowalby z SKS, chodzi tam tylko dlatego, ze go non stop zachęcam, przekonuję do kazdych zajęć ( wszak sprawnośc jest potrzebna do 100 lat a nawet dłużej smile
                  Na pewno gdybym wymuszala na ńim naukę języków to szybko by ją porzucil.
                  Dla niego to frajda, zaspokaja ciekawość, nauka z lektorami to zabawa, nikt nie kaze wkuwać słówek.
                  • andaba Re: Andabo:) 17.02.14, 19:43
                    Nawiasem mówiąc ten, któremu się nie chciało startować w zawodach bo nagroda beznadziejna to ten od konkursów. Uznał, ze ma szanse wygrać, a na kurs nie miał ochoty smile

                    Bei, ja wierzę, że są dzieci które się lubią uczyć języków, ale wśród dzieci w wieku 8-12 lat jest takich niewiele.

                    Oczywiście, że takiego prezentu nie można porównywać z czytaniem pamiętnika, w dodatku publicznym, ale nikt mi nie wmówi, że przeciętne dziecko, nawet inteligentne i zdające sobie sprawę z tego, że znajomość języków jest bardzo ważna, ucieszy się szczerze z takiego prezentu. Podkreślam - przeciętne.
              • a-ronka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:42
                ojej zapisz go na mandaryński bo on taaaaaki zdolny.
                • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:59
                  Zazdrościsz, że nie masz takiego zdolnego syna? suspicious
                  • a-ronka Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 14:04
                    nie skarbie, Bei pier...... jak potłuczona. Najmądrzejsza,najładniesza, mądre i super zdolne dzieci. Ten jej arturek jest najmądrzejszysmile))))
                    • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 15:00
                      Naprawdę masz z tym jakiś problem? shock
                      • solejrolia Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 16:08
                        O, a_ronka, znów się dowalasz do Bei i personalne wycieczki robisz.
                        Może raz dla odmiany o swoim mężu napisz, to porównamy obu panów? Nie chcesz? Kompleksy jakieś masz?
                        • a-ronka Re: Ubłocone gumiaki 19.02.14, 12:48
                          tę osobe mam głeboko w d................
                          Zdolna,cudna,ubóstwiana. Beztalencie z rogami hehe
                          • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 21.02.14, 00:22
                            No to pokazałaś kulturę. Nie pierwszy raz zresztą.
        • anika772 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:50
          Jak dla mnie to nietrafione porównanie.
        • morgen_stern Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:25
          Chyba nie rozumiesz, o co chodzi. To nie jest tylko "nietrafiony prezent", to było upokorzenie.
    • fomica Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:39
      Takich typowo głupich żartów, żeby się pośmiać kosztem dziecka, nie pamiętam, za to pamiętam pare głupot spowodowanych zapewne, jak sobie teraz tłumacze, bezradnością rodzicow, brakiem wiedzy, wyobraźni.
      Mój ojciec nigdy nie odmawial wprost gdy się go o coś prosiło, tylko zwodził np. mówiłam że chciałabym się nauczyc grac na pewnym instrumencie, a on komentował "hmm, no dobrze, pomyslimy". Oczywiście instrument nigdy nie został kupiony, ale ja długo wierzyłam, że on naprawde "mysli" i juz juz jest w sklepie i kupi, może dziś może jutro. Albo chciałabym gdzieś tam pojechac na wakacje "hmm, no może, zobaczymy". I znowu nic.
      Do dzisiaj nienawidze gdy ktos tak rzuca luźne pomysły "może, zobaczymy", niby nie jest to obietnica wprost, ale taka zostawiona nadzieja.
      • mag1982 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:47
        > Do dzisiaj nienawidze gdy ktos tak rzuca luźne pomysły "może, zobaczymy", niby
        > nie jest to obietnica wprost, ale taka zostawiona nadzieja.

        Ja często mojej córce odpowiadam, że pomyślę nad czymś albo, że się zastanowię gdy chce jakąś zabawkę. Ona chce WSZYSTKO a na to nie mam ani kasy ani miejsca. Często więc gdy chce coś nowego mówię, że pomyślę nad tym i jeśli widzę, że jej rzeczywiście zależy (tzn. wspomina kilka razy, że chciałaby właśnie tę zabawkę) to kupuję. Nie myślałam, że to może do jakiejś traumy doprowadzićsad
        • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:22
          Doprowadzić do traumy może robienie wody z mózgu i traktowanie jak śmiecia oraz ignorowanie potrzeb. Ale ty tego przecież _nie_ robisz! sama piszesz, że ty na serio zastanawiasz się i że gdy dochodzić do wniosku, że tak, kupujesz ten prezent. Nie oszukujesz jej.

          U nas funkcjonowało to podobnie i moim zdaniem nieco lepiej - bo z elementem wspólnego, jawnego planowania: był taki zeszycik, w który się wpisywało zamówienia, np. jakąś zachcianą zabawkę. Po pewnym czasie robiło się wspólnie przegląd tych zamówień i wspólnie rozważało, podejmowało decyzję. Dziecko mówiło, czy i dlaczego chce coś, a my czy uważamy że to dobry zakup i czy nas na to stać. I decyzja była podjęta. Zawsze, ale to zawsze staraliśmy się (i najczęściej nam wychodziło) brać na serio nasze dziecko. Aha, po czasie młoda sama opanowała sztukę sensownego wybierania (wedle potrzeb, przydatności, kosztów).

          A co do clou programu to powiem tak: miałam w domu różne poważne akcje, ale dziękować niebu, nigdy tego typu przemocy psychicznej. Za to spotykałam się kiedyś z chłopakiem, którego matka urządziła sobie kiedyś zabawę kosztem moich rodziców, coś w ten styl, więc wiem, czym to się je.
        • fomica Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:39
          To wszystko zależy od szczegołów, od konkretnych okoliczności.
          Po pierwsze to były "inne czasy", więc nie było tak że na półkach były tysiące gadżetów i każdy chciałam miec, to o czym napisalam nie zdarzało się często. Zawsze tez wiedziałam, że nie jesteśmy zamożną rodziną, więc nie było mowy o żadnym domaganiu, raczej nieśmiala prośba.
          Po drugie mówimy o dziecku w wieku 10-13 lat, a nie 4-latku, który chce wszystko na raz i na niczym się dłużej nie skupia.
          Po trzecie to, czego mi wtedy brakowało, to jakies zakończenie tej sprawy - "słuchaj, przemyślałem i zdecydowałem że jednak nie możemy tego kupić". A tam nie bylo żadnego finału, sprawa umierala śmiercia naturalną i juz do niej nie wracaliśmy.
          Sądze że ojciec był typowym przykładem takiego myślenia że dziecko szybko zapomni, jest głupiutkie, można mu wcisnąć jakiś kit na szybko, zyskując święty spokój. A może naprawde nie umial odmówić, odraczając decyzje odkładal ten przykry moment kiedy trzeba będzie powiedziec cos nieprzyjemnego, czyli stanowcze "NIE".
    • antychreza Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:44
      Nie, moi rodzice mnie szanują, a ja ich. Owszem, droczymy się ze sobą, co spotyka się z totalnym niezrozumieniem mojego połówka (ale u niego słabo z dystansem do siebie), ale nikt nigdy nie zakpiłby z czegoś, co może sprawić ból.
    • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:45
      Miałam 11 lat, gdy przyjechał do nas obiad brat mojej matki. No i siedzą sobie przy stole, jedzą, wódeczkę w malutkich kieliszkach mają i gaworzą wesoło. Aż w którymś momencie mój ojczym coś przypomniał. Wstał od stołu, podszedł do mojego biurka (a miałam takie z nadstawką, z tyłu było wgłębienie, które robiło za moją skrytkę), pogrzebał w tej skrytce i wyciągnął mój pamiętnik, w którym zapisywałam swoje dziecięce myśli - marzenia, pragnienia, uczucia. No wsio, o czym może pisać jedenastolatka.
      Mój ojczym wrócił do stołu, otworzył zeszyt i zaczął czytać na głos, co tam było napisane, rechocząc przy tym rubasznie. Moja matka i jej brat wtórowali mu głośno. Wiecie czego wtedy pragnęłam najbardziej? Chciałam się zapaść pod ziemię, całkowicie przestać istnieć, umrzeć w jednej sekundzie.
      Wyszłam z domu i całą noc spędziłam kilka kamienic dalej na strychu modląc się o śmierć. Dodam, że to był zimowy okres, więc na tym strychu wiało mrozem okrutnie, w końcu znalazł mnie jakiś milicjant, postraszył tęgim laniem i zabrał najpierw na komisariat, z którego odebrała mnie matka.
      Wiele lat później sama zachęcałam moje dzieci, aby pisały pamiętniki. Nigdy, powtarzam, nigdy ich nie czytałam. Nigdy nie grzebałam w rzeczach moich dzieci, nie sprawdzałam niczego poza ich wiedzą. Ba. Ja nawet do ich pokoi nie wchodzę, gdy ich w domu nie ma.
      I dla mnie to, co zrobił mój ojczym przy aplauzie mojej matki to była najgorsza zbrodnia na mojej dziecięcej duszy.
      • viviene12 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:41
        o matko, to straszne.
        Ojczym duren, ale ze matka go nie przystopowala...

        Generalnie kiedys tam, powiedzmy w czasach dziecinstwa obecnych 40+
        traktowalo sie dzieci jako te co nie tylko glosu ale i uczuc nie maja.
    • mamusia1999 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:50
      moja mama do tej pory "podpuszcza" - juz teraz wnuki - zeby jej podarowaly niby na pamiatke akurat ukochana zabawke. lacznie z udawaniem rozpaczy po odmowie.
      teraz juz maja 10 i 14 lat, wiec sie nie przejmuja, ale wczesniej musialam robic awantury.
      • mamusia1999 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:05
        aaaa....jak dzieci byly male, to czesto na placu zabaw dostawaly ode mnie precla itp. kupowanego po drodze w pobliskiej piekarni. zawsze, ale to zawsze odgrywala sie nastepujaca scena: mamo, kupic ci cos, bo ide po precla dla Mlodej/Mlodego? " nie, nie jestem glodna" . potem maluch palaszuje z entuzjazmem. "a dasz babci kawaleczek, no daj prosze, taka jestem glodna". mamo, pojde, kupie ci. "no cos ty, przeciez ja tylko podpuszczam, ciekawe czy da".
        Mloda jej kiedys na to wszystko dala....okruszek, a Mlody odpalil "niedlugo bedzie obiad".
        • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:27
          To moja mać robi inaczej. I to do dziś tak robi uncertain
          Czeka aż dziewczyny moje wszystko zjedzą (cokolwiek: owoce, słodycze, etc.) i gdy widzi, że któraś przełyka ostatni kęs, to mówi: "No tak, dla starej babki to już nie zostawią." Na moje: dlaczego nie powiedziałaś, że też chcesz? odpowiada niezmiennie: nikt mnie nie spytał! sciana
    • grave_digger Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 16:59
      Gdy byłam mała i jeździłam na składaku Wigry3, pewnego dnia zostawiłam go w klatce i pobiegłam się bawić. Gdy wróciłam, składaka nie było, mama powiedziała, że ukradli, a kilka dni później okazało się, że schowała.
      Powiedziała też, że wydała moją kasę z komunii. Właściwie nie wiem do dziś co z nią zrobiła wink
      No i przeczytała mój najskrytszy na świecie pamiętnik robiąc karczemną awanturę za to co tam pisałam. Czułam się tak upokorzona i tak strasznie na dnie, że machnęłam wtedy nadgarstek żyletką.
      Nigdy więcej jej nie zaufałam i nigdy tego nie wybaczyłam, a raczej wybaczam wszystkim wszystko łatwo.
      Relacje z nią miałam zawsze trudne, to był gwóźdź do trumny, który sprawił, że już nigdy się jej nie zwierzyłam i nie zrobiłam tego do dziś. Te relacje próbowała odbudowywać latami.
      • grave_digger Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:03
        W ogóle, moja mama ma dziwny styl mówienia, znaczy, nie zna się na psychologii i dyplomacji wink I ostatnio moją starszą córkę, którą notabene kocha do szaleństwa, która ją "przy życiu trzyma", którą kocha bardziej niż kiedykolwiek mnie kochała (jej słowa), doprowadziła podczas jednej wizyty 3 razy do płaczu. Czasem muszę ja moją mamę uczyć jak się rozmawia z dziećmi suspicious
      • mamusia1999 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:27
        jako dorosla kobieta w przyplywie bliskosci (w pologu) opowiedzialam mamie o swoim karczemnym, nastoletnim wybiegu. nie bylam z niego bynajmnije dumna (zamiast pomagac w przygotowaniach do powtornego slubu mamy - miala innych pomocnikow, doswiadczone gosposie - poszlam na sfingowana probe teatralna czyli na spotkanie towarzyskie w tym gronie). obrazila sie na kilka dni. po 15 latach.

        a chamskie ingerencje w moje zycie osobiste to klasyka. raz przeczytala list-wyznanie napisany przeze mnie do X, nigdy nie mial zostac wyslany, ot cos z tym zakochaniem musialam zrobic. wysmazyla do mnie elaborat o mojej tragicznej glupocie w lokowaniu uczuc. zbylam absolutnym milczeniem. i tak nie wytrzymala. umowila mnie zaocznie z odpowiednim wg niej faciem (syn kolezanki kolezanki) a potem usilowala sterroryzowac, ze musze isc, bo jej glupio odwolywac. tutaj mialam przynajmniej satysfakcje, im dluzej probowala mnie urobic, tym blizej bylo do randki i tym durniej ja odwolywac wink

        ale raz miala dowcipny blysk, z tego akurat do dzis sie smiejemy. po wczasach zadzwonil poznany tam mlody czlowiek. ja bylam dosc wczesnie tzw. dorodna nastolatka, on juz pracowal. telefon odebrala mama i odrzekla: nie ma M, gra z kolezankami w klasy (to byla stylistyczna przesada, majaca mu uzmyslowic roznice wieku)
      • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:31
        O to to to! Ja z moją matką nie rozmawiam na osobiste tematy dotyczące mojego życia małżeńskiego i rodzicielskiego. Nie ufam jej w najwyższym stopniu w tej kwestii. Za to z moimi córkami rozmawiam dosłownie o wszystkim i wiem, że one darzą mnie tak wielkim zaufaniem, że gdybym to zaufanie złamała, to byłby to grzech śmiertelny. A na coś takiego to ja sobie pozwolić nie mogę.
      • quelquechose Re: Ubłocone gumiaki 19.02.14, 13:51
        > Powiedziała też, że wydała moją kasę z komunii. Właściwie nie wiem do dziś co z
        > nią zrobiła wink
        > No i przeczytała mój najskrytszy na świecie pamiętnik robiąc karczemną awanturę
        > za to co tam pisałam.

        O prosze - dokladnie to samo mnie spotkalo! Kasa z komunii miala byc na rower - nigdy sie nie doczekalam sad Na jej usprawiedliwienie napisze, ze najpierw nie mozna bylo zadnego roweru dostac w sklepach (komuna), a potem bylismy w fatalnej sytuacji finansowej. Ale przyznam, ze z braniem ode mnie kasy nigdy nie bylo problemu - jak trzeba to jestem pierwsza na liscie. Teraz, jak mam kase, to nie ma problemu - gorzej jak nie mialam.

        Co do pamietnika, to ona do tej pory nie moze zrozumiec, ze to ona sie zle zachowala. Mowi, ze skoro miala nie czytac, to powinnam byla schowac - super argument. Bylam wtedy w okreie, gdy pisze sie, ze sie nienawidzi swoich rodzicow wink - wiec uznalam, ze skoro to przeczytala, to ma za swoje tongue_out a potem pisalam szyfrem! big_grin
      • claudel6 Re: Ubłocone gumiaki 20.02.14, 23:51
        zabieranie zebranej kasy na komunii w naszych czasach było absolutną normą. myślę, ze mnie też to spotkało.
        moje dziecko nie bedzie miało komunii, ale my nie wydaliśmy nawet jej becikowego - trzymamy na lokacie aż podrosnie i bedzie mogła zdecydowac na co je wydać.
    • guderianka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:07
      Hm. U mnie tak nie było.
      • verdana Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:23
        Jak to czytam, to budzą się we mnie mordercze instynkty. Słowo daję. I pomysleć, że klaps jest zakazany, a przeczytanie publicznie pamiętnika, czy obietnice bez pokrycia nie.
        • gazdzinazdaleka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:56
          Właśnie. Moja też tak robiła. Często słyszałam: "No, zobaczymy". Po jakimś czasie już wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Próbowała też tak z moimi dziećmi i strasznie się złościła, gdy ja odmawiałam wprost albo od razu przy dzieciach ją demaskowałam. "No bo przecież będą płakać i będzie awantura". Pamiętnika na szczęście nie pisałam, bo wiedziałam, że ona z chęcią go przeczyta i potem usłyszę od niej komentarze. Nigdy mi zresztą nie ufała, co było okrutne zwyczajnie, bo ja nigdy jej zaufania nie zawiodłam.
        • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:43
          Verdana, głupoty gadasz, przemoc psychiczna jest tak samo zakazana jak "klaps", to raz (tylko na Frondzi pojawiają się teksty, że oj panocku, tera to jusz ocieć nie może nawet przez te wstrętne lewaki...)

          W Kodeks rodzinny i opiekuńczy jest napisane wprost o zakazie bicia, ale jest tam także dużo o wzajemnym szacunku czy o nadużywaniu władzy rodzicielskiej (kilka różnych punktów), co sprowadza się do zakazu stosowania przemocy psychicznej (linki dla wytrwałych ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/przeciwdzialanie-przemocy-wobec-dzieci/akty-prawne-i-inne-dokumenty/)

          Dwa - nie znam osobiście nikogo (ok wiem, może to tylko ja, niereprezentatywna próbka) kto uważa "klaps" za niepotrzebne zło a jednocześnie stosuje przemoc psychiczną, znam za to wiele osób podchodzących do dzieci z szacunkiem, troską i zgodnie z ich potrzebami i możliwościami na danym etapie rozwoju - czyli nie ma zarówno "klapsów", jak i przemocy psychicznej, jest za to odpowiedzialność i świadomy wysiłek po stronie rodziców - bo to oni są dorośli, oni powołali dziecko na świat.

          Można dziecko wychowywać konsekwentnie i bez żadnej przemocy, tylko wymaga to pewnego świadomego wysiłku i autorefleksji. Przemoc świadczy nie tylko o niedoborach emocjonalnych, jakiejś socjo- czy psychopatii czy borderline'ach, moim zdaniem świadczy często także, a może i przede wszystkim, o zwyczajnym umysłowym lenistwie.

          Ja byłam ofiarą przemocy jako dziecko, co prawda nie wyśmiewano mnie przed osobami trzecimi ani nie dawano obietnic bez pokrycia, ale co wiem, to moje. Nie powielam tego modelu.
          • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:45
            (sorki za składnię, coś się źle poprzestawiało)

            Oczywiście mówię o obecnej sytuacji, o wielkomiejskiej inteligencji (szpagatowej czy nie, kwestia dyskusyjna), o ludziach, z których wielu ma zrypane doświadczenia i nie będzie ich powielać.
          • verdana Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:48
            Mówienie "zobaczę" i potem zapominanie o tym, alebo dawanie nietrafionych prezentów, albo proszenie dziecka o coś, co już zjadło nie bedzie przez nikogo zakwalifikowane jako przemoc psychiczna. To sa wstrętne zachowania i zarty, które nie mogą być, niestety, zakazane - bo tego zakazać sie nie da. Tu można najwyżej uczyć rodziców i reagować, jak sie widzi takie zachowanie.
            • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 19:02
              Ok, rozumiem co masz na myśli, ale w tym wątku jest sporo akcji takiego kalibru, że w jakimś post-protestanckim nordyckim kraju już by dzieciak miał prawo poskarżyć się na zachowania rodziców, a ci mieliby opiekę społeczną na karku. Zresztą była u nas, niedawno wałkowana nawet na forumie, sprawa tych państwa co to pan ojciec wychowywał na twardo i dzieci miały być mu odebrane, ale podniósł się raban, że jakże tak. Zakazać czyli uświadomić, że za takie powtarzające się akcje można ponieść konsekwencje, np. dostać nadzór kuratorski.

              Bo to jest przemoc psychiczna, tylko musimy przestać udawać, że nie. Oczywiście, innym kalibrem jest odczytanie pamiętniczka nastolatki pijanym wujkom, a innym pasywno-agresywne olewactwo w typie "zobaczę", ale i jedno i drugie to _jest_ przemoc, na którą powinniśmy _reagować_. Masz świętą rację z edukowanie, to swoją drogą. Wiesz co, ja kiedyś na ulicy spokojnie, ale dobitnie uświadomiłam mamuśce, że żarcik w typie "ta pani cię zabierze jak nie będziesz..." jest do duppy. Pani choć w pamięci krótkoterminowej zachowała pewne poczucie wstydu za swoją akcję. Moim prywatnym hobby jest też wspieranie działań rodziców, którzy szanują swoje dzieci. Gdyby każdy starał się robić podobnie - z czasem nastawienie ogółu się zmieni, już się zmienia.

              Tak, można na to reagować i tego zakazać. Nie z dnia na dzień, ale jednak - tak. I tu oczywiście dochodzimy do kwestii takich jak liczebność klas w szkołach i nakłady na oświatę i naukę w Polsce, do kwestii mediów misyjnych i jeszcze do nauczania KK i do paru innych... tak, właśnie tak.
              • verdana Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:16
                Trochę tak. Ale większość to tylko (tylko?) nie traktowanie dziecka jak człowieka. I boję się, ze sporo takich zachowań, które często obserwuję np. w sklepie, nie nadaje się do zadnej opieki czy skargi. Pamiętam panią, która dała dziecku wybierać cisteczko, a potem o kazdym mówiła "nie kupię ci, bo niedobre" i kupiła chba pączka, którego dzieciak nie chciał. Czy moją znajomą, która dziecku zrobiuła piekło, bo kupiło sobie z tygodniówki łożysko kulkowe (straszne, nie?). Czy sporo kobiet, które na blogach czy fb zdradzają , co dzieci im powiedziały w zaufaniu, albo radośnie opisują różne "smieszne" zachowania dzieci.
                Nic z tego nie nadaje się do skargi, a za wszystko mam ochotę udusić. Bardziej, niz wściekłego rodzica, który wyprowadzony z równowagi zrobi piekło czy da klapsa (nie lanie, aby było jasne). Bo jakoś wydaje mi się, ze czym innym jest wściekły rodzic, rzadko, gdy coś naprawde dziecko przeskrobało, a czym innym stałe i "życzliwe" lekceważenie uczuc dziecka.
                Moja matka do dziś jest z siebie dumna, bo na akcje w tramwaju "Pani cię zabierze" - ze wskazaniem na mamę - odpowiedziała "A tak i pójdziemy do zoo i na ciastka, w ogóle fajnie będzie". Strasząca miała minę, jakby jej sie swiat zawaliłsmile
                Ale zakazać nie można - nie można, bo oznaczałoby to stałą inwigilację, roztrząsanie wszystkiego, co się powie do dzieci i w rezultacie kompletnie nienatrualne stosunki w domu.
                • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:33
                  verdana napisała:

                  > Ale zakazać nie można - nie można, bo oznaczałoby to stałą inwigilację, roztrzą
                  > sanie wszystkiego, co się powie do dzieci i w rezultacie kompletnie nienatrualn
                  > e stosunki w domu.

                  No wlasnie, bo na glupote nie ma paragrafu. Mnie tylko dziwi, ze dorosli ludzie wciaz rozstrzasaja krzywdy i wciaz sa ofiarami swoich glupich rodzicow. Cale zycie beda tak biadolic?

                  Zauwazylam taka zaleznosc, ze jak rodzic brutalny, to te brutalnosc ma mu sie zle, Jak rodzic nerwowy, to te nerwowosc ma sie mu za zle. Jak rodzic wkurzyl sie raz czy dwa w swoim zyciu, to ma mu sie ma za zle owe dwa wkurzenia. Dzieci zawsze beda obwiniac za cos rodzicow, bo na ogol dzieci sa tak samo glupie, jak ich rodzice.
                  • andaba Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:37
                    laquinta napisał(a):

                    > Zauwazylam taka zaleznosc, ze jak rodzic brutalny, to te brutalnosc ma mu sie z
                    > le, Jak rodzic nerwowy, to te nerwowosc ma sie mu za zle. Jak rodzic wkurzyl si
                    > e raz czy dwa w swoim zyciu, to ma mu sie ma za zle owe dwa wkurzenia. Dzieci z
                    > awsze beda obwiniac za cos rodzicow, bo na ogol dzieci sa tak samo glupie, jak
                    > ich rodzice.

                    I w tym jest dużo racji, większość ludzi wini za coś swoich rodziców smile
                  • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:55
                    Bzdura nie zależność. Większość osób, które tu szczerze napisały o swoich "obłoconych gumiakach" podało tylko maleńki fragment swojego życia, które od początku do dorosłości wcale nie było fajne. Właśnie z powodu głupich, sadystycznych rodziców.
                    A dlaczego dorośli o tym piszą? Bo to w nich siedzi. Boli, kłuje, co jakiś czas przypomina o sobie. Nie przeżyłaś, więc nie masz pojęcia, jakie zadry mają ludzie w swoich sercach i takie "mądrości" jak głosisz, tylko, delikatnie mówiąc, nie najlepiej o tobie świadczy.
                    • verdana Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 20:59
                      Bo to, co spływa po dorosłym w dziecku zostaje na długo. Kazdy rodzic, bez wyjątku, ma kilka wpadek tego typu. Co innego jednak wpadka, a co innego świadome wychowanie dziecka bez liczenia sie z jego uczuciami. I myślę, zę nawet najbardziej rozsadnym powiedzeniem sobie "rodzice byłi głupi i tyle" nie da się nadrobić tego, ze dorastało się w nieżyczliwym srodowisku, w starchu, albo będąc stale rozczarowywanym przez najbliższych.
                      • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 21:27
                        Otóż to. Otóż to.
                      • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 22:08
                        verdana napisała:

                        Co innego jednak wpadka, a co innego świadome w
                        > ychowanie dziecka bez liczenia sie z jego uczuciami.I myślę, zę nawet najbardz
                        > iej rozsadnym powiedzeniem sobie "rodzice byłi głupi i tyle" nie da się nadrobi
                        > ć tego, ze dorastało się w nieżyczliwym srodowisku,

                        Niekoniecznie bylo to swiadome wychowywanie dziecka. Najczesciej bylo nieswiadome.
                        I niekoniecznie pojedyncza wpadka jest wybaczana. Repertuar jest olbrzymi, wlos sie na glowie jezy. Oczywiscie sa rodzice, ktorzy powinni zgnic w kryminale za swoje wobec dzieci przestepstwa i rodzice zmeczeni, sfrustrowani, chorzy, bezmyslni, czasem niewrazliwi i aroganccy. Ale wobec tych rodzicow tez postepowano bezmyslnie i arogancko, wiec jest to sztefeta pokolen.
                        Pytanie -co robic? Obwiniac tych durnych, nieswiadomych rodzicow bez konca?
                        • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 22:15
                          Nie no, głaskać po główkach i cieszyć się, że w szale tłukąc dzieciaka niechcący go nie zabili.
                          Tak bronisz tych rodziców, że aż przychodzi do człowieka myśl - a może ty też należysz do właśnie takich zmęczonych, sfrustrowanych, chorych, bezmyślnych, czasem niewrażliwych i aroganckich rodziców?
                          • andaba Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 22:19
                            Mi sie wydaje, że tu nie chodzi o bicie, znęcanie, czytanie pamiętników, tylko o to, że każde potknięcie będzie nam, rodzicom wypomniane. Już my wytykamy rodzicom błędy i mamy pretensje o różne aspekty wychowania, pojedyncze wpadki, wypadki i potknięcia, a pokolenie naszych dzieci, dużo bardziej roszczeniowe (co jest naszą w dużej mierze zasługą), będzie miało pretensji jeszcze więcej, obiektywnie mając mniej powodów.
                            • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 22:38
                              andaba napisała: a pokolenie naszych dzieci, dużo bardziej roszczeniowe (co je
                              > st naszą w dużej mierze zasługą), będzie miało pretensji jeszcze więcej, obiekt
                              > ywnie mając mniej powodów.

                              Bardzo sie zdziwilam kiedy najmlodsze dziecko wypomnialo mi, ze wkurzylam sie, bo zgubilo na obozie kurtke, chociaz prosilam, zeby jej pilnowalo, nie rzucalo byle gdzie. Ja na to - wiesz co by moja matka ze mna zrobila, gdybym ja zgubila kurtke?
                              a dziecko - czyzbys oczekiwala ode mnie wdziecznosci, ze nie postepujesz ze mna, jak twoja matka z toba?
                              Te slowa daly mi duzo do myslenia. Moja ocena mnie jako matki, matki, ktora wg mnie wzniosla sie na wyzyny cierpliwosci i opanowania legla w gruzach. Moje dziecko ocenia mnie nie porzez moje trudne dziecinstwo, nie poprzez moj bol, ale po prostu ma wymagania wobec mnie wg swoich standadow. A ja naprawde bylam z siebie dumna.smile
                              • fituq Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 22:52
                                jesoo, biedne to dziecko na którym matka swoje nieprzerobione problemy leczy i wdzięczności za swoje życiowe wybory oczekuje. mam taką rodzicielkę która uważała się za dobrą, bo w swoim mniemaniu ona była dobra, a ojciec w jej mniemaniu zły. więc cała jest oczekiwaniem, że będziemy jej wdzięczni bo przecież ona się taaaak starała dla naszego dobra. obciąża tym wszystkich strasznie emocjonalnie, i nie dociera do niej że ten "gorszy" ojciec dla nas był dobrym. i obrażona śmiertelnie gdy probuje się jej uświadomić, że jako dzieci mieliśmy w nosie jej licytowanie się na lepszego i gorszego rodzica, dla nas jako dzieci wtedy to oni oboje byli dorośli i oni oboje "zgotowali nam ten los". i figę nas jako dzieci powinno obchodzić kto z rodziców kłócił się bardziej. jeśli się nie rozeszli to widać obojgu taki układ pasował.

                                taki tekst matki "wiesz co by moja matka ze mna zrobila, gdybym ja zgubila kurtke?" mówiony do dziecka -jest poniżej pasa. dziecko nie jest od obciążania go problemami rodziców! jak sobie z traumą po swojej rodzicielce nie radzisz to idź na terapię a nie "wiś" emocjonalnie na dzieciach i nie używaj ich jako narzędzi do usprawiedliwiania własnych błędów!
                                • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 22:58
                                  fituq napisała:
                                  > taki tekst matki "wiesz co by moja matka ze mna zrobila, gdybym ja zgubila kurt
                                  > ke?" mówiony do dziecka -jest poniżej pasa.

                                  Oczywiscie masz racje. Popelnilam blad i powiem Ci, ze naprwde ten jeden jedyny raz.
                                  • fituq Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:14
                                    No nie wydaje mi się. Bo nie chodzi przecież o to jedno zdanie. Tylko o całość codziennych zachowań, sposób myślenie, podświadomych oczekiwań,
                                    o sposób interpretacji rzeczywistości jaki stosujesz/stosowałaś i w jakimś sensie narzucałaś dzieciom.
                                    Ja jestem zdumiona jak do mojej rodzicielki nie dociera absolutnie, że dzieci jednak mają prawo mieć własne zdanie na temat tego co ona robiła. Opór i foch jak to dziecko śmie jesli ona tak się poświęcała! Nie da się nic powiedzieć bo od razu odbija piłeczkę "bo ojciec to" "bo babka to" "bo takie czasy były" "co ty wiesz jakie ja życie miałam"....
                                    A co mnie to ku... obchodzi? Ileż można jej problemami się zajmować. Może by się kiedyś zainteresowała, jakie dzieci miały życie w tym układzie jaki stworzyła im także ona i była jego silnym ogniwem.
                                    Nie da się normalnie porozmawiać, nie chodzi nawet o "zarzuty" ale o spokojną rozmowę, że nie wszystko było dobre. Zero refleksji, zero "przepraszam, może nieświadomie popełniłam błędy" "może faktycznie niektóre rzeczy trzeba było inaczej zrobić", nie ma. Jest foch "czego wy chcecie! wiecie jakie JA miałam ciężkie życ


                                    • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:18
                                      Normalnie wypisz - wymaluj - moja matka.
                                      • fituq Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:24
                                        weź nie mów. Bo jak czasem czytam co na jej temat piszesz to strach się bać.
                                        • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:20
                                          Nie wiem, co odpowiedzieć. Na pewno nauczyła mnie jednej cennej rzeczy - gruboskórności i lekceważenia obelg pod moim adresem. A trochę ich było wink
                                    • fomica Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:28
                                      > A co mnie to ku... obchodzi?
                                      No trochę cię jednak powinno obchodzić, bo świat nie jest taki czarno-biały jak bys chciala. Wiele czynników zewnętrznych, niezależnych od człowieka ma duży wpływ na jego sposób działania i myslenia, a człowiek nawet nie jest tego świadomy. Nie chodzi o to żeby blędy i porażki usprawiedliwiać, umniejszać, tylko własnie - zrozumieć, choćby po to żeby samemu ich nie powtórzyć. Moi rodzice popełnili sporo błędów, ale wiem, że starali się na miare swoich ówczesnych możliwości (a one były jakie były, mizerne pod wieloma względami) i tupanie nóżką z zarzutem "a co mnie obchodzą wasze problemy, przecież jako rodzice mieliście obowiązek byc idealni!" jest śmieszne i dziecinne.
                                      • fituq Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:31
                                        tia... szczególnie jak opowieści o tym jakie ona ma ciężkie życie słyszę na okrągło od 30 lat, a na propozycję rozwodu jest wrzask jak ja śmiem coś takiego proponować, a na propozycję wizyty u psychologa jest obraza że zła córka matkę "na głowę!" leczyć.
                                      • fituq Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:38
                                        > "a co mnie obchodzą wasze problemy, przecież jako rodzice mieliście obowi
                                        > ązek byc idealni!"

                                        i nie zrozumiałaś chyba o czym napisałam. rodziców miałam dwoje. oboje byli trudni. ale ojciec nie wisiał na dzieciach emocjonalnie i dzieci nie były narzędziem, które miało za zadanie jego problemy z sobą leczyć i jego potrzeby spełniać.

                                      • gorajka Re: Ubłocone gumiaki 21.02.14, 12:54
                                        fomica
                                        nie o to chodzi że nas to nie obchodzi bo jesteśmy tacy źli
                                        tylko dlatego że nie otrzymując od naszych rodziców wsparcia, szacunku i akceptacji trudno oczekiwać że będziemy tacy empatyczni w stosunku do nich
                                        dziecko zawsze szuka kontaktu, miłości i akceptacji u swoich rodziców, całe życie
                                        i jeżeli zawsze otrzymuje negatywny komunikat, listę pretensji, czasem obelg, a najlepsze że repertuar jest zawsze ten sam pt.: a ty to zawsze, a ty to nigdy, a ty..., a ty... to o czym tu rozmawiać i czym się przejmować?
                                        moja matka na jakąkolwiek próbę rozmowy o czymś ważnym, co mnie boli w jej zachowaniu, reagowała i reaguje tak samo czyli odbiciem piłeczki, nie słyszy tego co mówię tylko interpretuje po swojemu,
                                        ja: posprzątaj w kuwecie po swoim kocie bo gównem śmierdzi na całą kuchnię
                                        ona: taak, najlepiej jakbym go od razu uśpiła bo wam koty przeszkadzają (z histerią w głosie)
                                    • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:48
                                      fituq napisała:

                                      > Ja jestem zdumiona jak do mojej rodzicielki nie dociera absolutnie, że dzieci j
                                      > ednak mają prawo mieć własne zdanie na temat tego co ona robiła

                                      Ja staralam sie moja mame zrozumiec.Nie bylo to lawte i nadal nie jest, czasem miotaj mna mordercze instynkty. smile Ale co mam zrobc? Przeciez jej nie zmienie.
                                      Czasem jest tak, ze czlowieka ogarnie slabosc i szuka usprawiedliwienia - najczesciej w swojej wlasnej przeszlosci, najczesciej obwiniajac innych. Ale przeciez jesli kierujemy sie uczciwoscia i rozumem, to musimy patrzec na siebie tez krytycznie. Ja patrze na siebie krytycznie.
                                      A w moim zyciu rodzinnym oprocz uczuc sa takze szacunek i zaufanie. Moje dzieci zawsze moga swobodnie wypowiedziec sie na kazdy temat, krytykowac nas, stawiac swoje wlasne warunki. Ja sie tego nie boje, od tego sie nie wymiguje. Ja to lubie.
                                      • fituq Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:05
                                        Ja rodzicielkę rozumiem od tak dawna, że już dłużej nie jestem w staniesmile
                                        Jest przestrzeń na zrozumienie i przestrzeń na autorefleksję i zmianę tego co złe.
                                        Nie chce się zmieniać to nie musi.
                                        Ale ja mogę postawić granice tym zachowaniom, które bezpośrednio mnie szkodzą a ona ich nie zamierza zmieniać. Jej zachowania i obsesja na oskarżaniu o zło ojca, usilne próby nastawiania dzieci przeciwko niemu są przemocowo-toksyczne. Nie przyjmuje tego do wiadomości, to inni mogą być źli a nie ona i szlaban. Jest to jakieś zaburzenie kompulsywno-uzależnieniowe bo normalny człowiek by zmienił to co uważa za złe. Więc pozostało mi jedynie skończyć się z nią w to bawić w co przez lata wciągała dzieci.
                                        Na co dzień to ciepła osoba i np nigdy nie stosowała przemocy fizycznej. Ale psychiczne obciążanie dzieci jest chyba jeszcze gorsze.
                                        • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:20
                                          fituq napisała:

                                          > Na co dzień to ciepła osoba i np nigdy nie stosowała przemocy fizycznej. Ale p
                                          > sychiczne obciążanie dzieci jest chyba jeszcze gorsze.

                                          Ja bym to jednak matce wybaczyla. Ojca kochalabym podwojnie. smile
                                          • fituq Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:37
                                            nawet pojedyncze kochanie ojca powoduje wściekłość matki.
                                            więc jak uszczkniesz ten problem?wink
                                            • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:42
                                              Nic bym sobie z tego nie robila. Niech sie wscieka.
                                          • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 01:45
                                            Wiesz, że moja matka w pewnym momencie mojego życia spowodowała, że gdy go widziałam na ulicy, to uciekałam przed nim. Do dziś się tego wstydzę.
                                        • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 01:43
                                          Moja stosowała przemoc, zarówno fizyczną jak i psychiczną. Najbardziej dla mnie upokarzające było wyśmiewanie mnie lub oskarżanie, że z własnej winy dostawałam niejednokrotnie potężne baty od ojczyma. Według niej ja go prowokowałam. Nawet nie wiem czym, bo gdy on wracał do domu pijany to robiłam wszystko, aby uniknąć jakiekolwiek konfrontacji. Problem polegał na tym, że mieszkanie było wielkości znaczka pocztowego, a mój pokój przechodni. Nie miałam nawet 1 cm2 własnej, osobistej przestrzeni. Książki czytałam pod kołdrą, przy latarce, bo dostawałam regularne baty za "niepotrzebne" wypalanie światła. Nieważne, czy przy biurku, czy przy łóżku. Gdy oni kładli się spać, w mieszkaniu musiało być ciemno. Wszędzie. Inna inszość, że gdy rano wstawali do pracy, to zupełnie się ze mną nie liczyli wink Oni musieli. I zdarzało się, że jako dzieciak odkopałam kołdrę i było widać np. kawałek mojego tyłka, co potem przez długie tygodnie było tematem drwin i żartów do znajomych i rodziny.
                                          Dziś wiem, że właśnie dzięki mojej maci nie mam zupełnie żadnego kontaktu z rodziną z jej strony. Nie powiem, że nie próbowałam, bo próbowałam, jeździłam do ciotek w odwiedziny, zapraszałam do siebie, ale zawsze gdzieś po drodze jakieś niemiłe rzeczy na mój temat wychodziły. Odpuściłam. Dziś moją rodziną są moje córki, mój mąż i już. No dobra - kocury też wink
                                          • zuzi.1 Re: Rosapulchra 19.02.14, 11:28
                                            Rosa, przeczytaj załączniki, opisy zachowań takich ludzi moga pasowac zarówno do Twojej mamy jak i tesciowej, może obie panie to zaburzone narcyzki:

                                            www.daughtersofnarcissisticmothers.com/
                                            krzykopomoc.blox.pl/2012/04/O-narcystycznej-psychopatycznej-matce-cz1.html
                                            krzykopomoc.blox.pl/2012/04/Onarcystycznej-psychopatycznej-matce-cz2.html
                                            krzykopomoc.blox.pl/2012/04/O-narcystycznej-psychopatycznej-matce-cz3.html
                                            krzykopomoc.blox.pl/2012/04/O-narcystycznej-psychopatycznej-matce-cz4.html
                                            krzykopomoc.blox.pl/2012/04/O-narcystycznej-psychopatycznej-matce-cz5.html
                                            krzykopomoc.blox.pl/2012/04/O-narcystycznej-psychopatycznej-matce-cz6.html
                                            urywek z powyższego bloga: "2. Narcystyczna matka
                                            narusza twoje granice. Masz wrażenie, że jesteś jej przedłużeniem. Oddaje twoje
                                            rzeczy bez twojej zgody, czasem w twojej obecności. Twoje jedzenie wyjadane
                                            jest z talerza lub oddawane innymi. Twoja własność jest przejmowana pod
                                            pretekstem, że nigdy nie należała do ciebie. Twój czas jest rozporządzany bez
                                            twojej wiedzy. Rzekomo twoje opnie wygłaszane są za ciebie. (Ona uwielbia
                                            chodzić na targi. On nigdy by czegoś takiego nie chciał.) Mówi o tobie w twojej
                                            obecności tak jak gdyby cię nie było. Ma na oku twoje czynności fizjologiczne i upokarza cię poprzez
                                            ujawnianie innym informacji, które zaobserwuje, zwłaszcza gdy może je
                                            wykorzystać do zademonstrowania swojego oddania i poświęcenia się dla twoich
                                            potrzeb („Mike miał także problem ze zbyt częstym oddawaniem moczu, z tym że
                                            jego przypadek było o wiele gorszy. Tak bardzo się o niego martwiłam!”wink Nigdy
                                            nie zaznałaś prywatności w toalecie czy łazience. Twoje rzeczy osobiste są
                                            regularnie przeglądane. Zadaje wścibskie pytania, myszkuje w twojej poczcie,
                                            pamiętnikach, rozmowach. Chce za wszelką cenę poznać twoje odczucia, zwłaszcza te bolesne. Wszędzie szuka negatywnych
                                            informacji na twój temat, które mogłaby wykorzystać
                                            przeciwko tobie. Często czyni wbrew twoim życzeniom. Wszystko co złe
                                            czyni z pozornym skrępowaniem lub namysłem."
                                            • rosapulchra-0 Re: Rosapulchra 21.02.14, 00:25
                                              Dziś już jest za późno, ale jutro na pewno poczytam i wtedy się wypowiem.
                                              Ale już widzę po tym cytacie, że charakter obu pasuje do opisu.
                                • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:09
                                  Cytattaki tekst matki "wiesz co by moja matka ze mna zrobila, gdybym ja zgubila kurtke?" mówiony do dziecka -jest poniżej pasa. dziecko nie jest od obciążania go problemami rodziców! jak sobie z traumą po swojej rodzicielce nie radzisz to idź na terapię a nie "wiś" emocjonalnie na dzieciach i nie używaj ich jako narzędzi do usprawiedliwiania własnych błędów!
                                  100/100
                            • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 22:54
                              Andaba, ale wiesz, że tylko od nas, rodziców, zależy jak wychowamy nasze pociechy, prawda?
                              Że dzieci roszczeniowe? Zapewniam cię, że moje nie. Dziewczyny się uczą pilnie, są całkiem zgodne, bardzo solidarne, znają swoją wartość i mamy do nich zaufanie, którego do tej pory nie nadużyły nawet w najmniejszym stopniu.
                              Ja bardzo dobrze pamiętam, gdy moja matka mi życzyła, żebym miała jak najgorsze dzieci, żebym odczuła ból macierzyństwa. Jak na razie nigdy się tak nie stało. Nie wiem, czy to bardziej kwestia genów, czy wychowania, ale oboje z mężem pochodzimy z pokrzywionych rodzin, w których przemoc wobec dzieci była na porządku dziennym i doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wolno nam tych błędów powtórzyć. Nie powiem, że jest łatwo, tym bardziej że dziewczyny potrafią odpowiedzieć tak, że w pięty idzie. Jednak ich dzieciństwo a nasze dzieciństwo to dwie biegunowo odległe bajki.
                              My przede wszystkim szanujemy nasze dzieci, pomagamy w ich problemach, słuchamy uważnie, gdy mają nam coś do powiedzenia - to wymaga nie lada dyscypliny, ale jeśli odpuścimy, to one też odpuszczą, a tego ani ja, ani mój mąż nie chcemy.
                              I tak - nie puściłabym 14latki samej do Polski, gdybym nie była pewna, że nie narobi sobie i nam problemów, nie pozwoliłabym 18latce zamieszkać z chłopakiem, gdybym nie była pewna, że nauka w szkole jest dla niej rzeczą najważniejszą, itd., itp.
                              Gdy najmłodsza miała operację oczu - byłam w całości dla niej. Usypiałam ją tuż przed operacją i byłam zaraz po obudzeniu. Potem spędziłyśmy cały dzień w szpitalu i czekałyśmy, aż niepożądane działania narkozy przestaną działać, żeby mogła wrócić do domu. Gdy tydzień później lekarz operujący ją zobaczył powiedział "excellent!", miesiąc później powiedział mi, że nawet on sam się nie spodziewał tak dobrego rezultatu smile Dlaczego o tym napisałam? Bo obok było mnóstwo innych dzieci po zabiegach, jeden chłopiec bił matkę po twarzy, jedna dziewczyna klęła ojca, że ją przywiózł do szpitala, było naprawdę dużo histerii i bólu, całkowicie odreagowanym na rodzicach. Moje dziecko też cierpiało, uwierz mi.
                              Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiesz smile
                              • andaba Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:09
                                Rosa, ja rozumiem. I też nigdy nie miałam problemów z histerią, nieposłuszeństwem czy innymi wyskokami.

                                Niemniej jednak nie wiem, czy moje dzieci za 20, 30 lat nie stwierdzą, że ich skrzywdziłam posyłając do takiej a nie innej szkoły, na takie a nie inne zajęcia, gotując takie a nie inne potrawy itp.

                                Moja matka wywinęła nam niejeden numer, może nie taki okrutny jak tu wspomniane, ale ona chciała dobrze, a nam to bokiem wychodziło. A przecież nie robiła tego złośliwie, czy z okrucieństwem, tylko uważała, że robi dobrze.


                                Każda z nas zostając matką przyrzeka sobie, że nie popełni błędów rodziców. I często nie popełnia, za to popełnia inne, nieraz gorsze. Tam, gdzie zostawała zmuszona - zaniechuje, do tego, czego wobec niej zaniechano - zmusza itd.

                                Chyba najlepiej mają te nieliczne osoby, które mogą powiedzieć - moja matka była idealna, będę taka jak ona - te osoby nie próbując robić nic na odwrót i na przekór, tylko korzystają z doświadczeń swoich rodziców.
                                • fituq Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 23:22
                                  To się dzieje z automaty, im ktoś ma większą nieprzerobioną traumę u siebie z jakimś problemem - to stara się tego nie powielać. Więc zwraca uwagę przede wszystkim na ten wrażliwy problem- a obok umykają mu inne bardzo ważne.
                                  To podobnie jak ze związkami. Mam 2 znajome które miały ojczyma alkoholika. Modliły się, żeby tylko nie mieć mężów alkoholików. No i nie mają. Za to jeden to przemocowiec i manipulant (już ex) , a drugi leń i zdradzacz smile. Ale za to nie piją.
                                • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:24
                                  Kluczem jest szczerość. Ja nie zgrywam wszystkowiedzącej i idealnej matki. Oraz potrafię przepraszać. Oraz potrafię pytać, a choćby o te potrawy. Oraz nasze dziecko w bardzo dużej mierze odpowiada samo za siebie i wie o tym, więc nie ma za bardzo jak zwalać czegoś na nas. Nie można robić dobrze, poniżając czy bijąc swoje dziecko, albo negując jego uczucia. Jak na razie, to moje dziecko jest wystarczająco szczęśliwe, silne, doskonale funkcjonujące. Czemu mam doszukiwać się w tym skazy? Nie robię "czegoś na odwrót", tylko robię tak, że jesteśmy wszyscy szczęśliwi.
                                • verdana Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 15:19
                                  Nie da sie wychować dzieci bezbłędnie. Więcej - nie da się ich wychować tak, aby nie czuły się skrzywdzona. Moja córka nie może zapomnieć, jak strasznie jej było przykro, gdy RAZ skrytykowałam ja,z ę jest w brudnej bluzce i byle jakich spodniach, a przecież sa święta. Ona zapomniała, zę są święta i przykro jej do dziś. Z 6-latkiem wyjechałam kiedyś nad morze, bawiliśmy się świetnie, ale raz poszliśmy do cyrku - a przec cyrkiem było wesołe miasteczko. I synek mi zaginał - gdy stałam w kolejce po bilety, przy kasue, on sobie poszedł coś obejrzeć. Znalazłam go i nakrzyczałam, nawet niespecjalnie, bo byłam szczęśliwa, ze jest - i poszliśmy do cyrku. Dziecię pamięta tylko awanturę, nc ponadto, z całych wakacjismile
                                  A wiele rzeczy zrobiłam znacznie gorszych, ale tego dzieci albo nie pamiętają, albo spominają z pewnym zrozumieniem.
                                  • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 15:56
                                    Oczywiście, że się nie da, i o tym też mówię.

                                    Nie chodzi o to, żeby wychowywać bezbłędnie, ale żeby redukować błędy, uczyć się na błędach i przyznawać się uczciwie do błędów.

                                    Im więcej równego traktowania, im więcej poszanowania dla prywatności, integralności i odmienności dziecka, tym mniej krzywd.

                                    Jest różnica, czy np. w sytuacji takiej, jak z twoją córką powiesz: ale o co ci cho, to było tylko raz, no wiesz, poza tym miałam rację, wredna jesteś niewdzięczna i roszczeniowa i rozpieszczona córko (niekoniecznie tymi słowy, może być i niewerbalnie), czy powiesz, ok, wtedy zrobiłam tak i tak, bo ..., teraz wiem, i dziękuję ci za to, że mi to uprzytomniłaś, że ciebie skrzywdziłam, przepraszam.

                                    BTW oba przypadki (powód dzieci, aby to pamiętać) wcale mnie nie dziwią (że dzieci pamiętają jako wielką niesprawiedliwość - bo to była niesprawiedliwość, podyktowana impulsywnym, bezrefleksyjnym zachowaniem, które oczywiście każdemu się zdarza, tak tak także hellulah, żeby nie było, ale nie musiało mieć miejsca; gdybyś w obu przypadkach jak najszybciej przeprosiła dziecko i wynagrodziła mu szkody w sposób godny zapamiętania, pewnie nie pamiętałyby tego jako krzywdy).
                                    • verdana Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 16:38
                                      Hm, więc ja nie widzę jednak ani powodów do wypominania córce, ze jest wyrodna, ale też nie widzę powodu, abym miała za co przepraszać. Bo to sie zaczyna robić paranoiczne - rodzic ma przepraszać za "krzywdy", które zrobił zwracając dziecku słusnie uwagę. Innymi słowy, rodzice musieliby żyć w ciągłym strachu, że każda uwaga krzywdzi dziecko, a tak wychować sie nie da. Ja córki w żaden sposób nie "skrzywdziłam", tylko ona poczuła sie skrzywdzona. To jednak nie to samo.
                                      Niesprawiedliwość to nie była zadna. Nie było to też bezrefleksyjne zachowanie. I w obu przypadkach, a szczególnie w tym, gdzu dziecko bez pozwolenia odeszło, rodzic nie ma za co przepraszać.
                                      • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 19.02.14, 13:56
                                        Z tym wypominaniem, to taka figura retoryczna. Przyjmijmy, że można wypominać, można przeprosić, a ty zapewne jesteś pomiędzy - nie wypominasz, ale nie przeprosisz.

                                        Verdana, nie chciałabym, aby to wyszło jako krytyka _ciebie_. Ale spójrz inaczej.

                                        > rodzice musieliby żyć w ciągłym strachu

                                        Nie, właśnie nie. Rodzice powinni żyć spokojnie i pogodzeni z własnymi słabościami, szukając konstruktywnych rozwiązań. Co nie znaczy - bezrefleksyjnie. Jakoś nie czuję się w ciągłym strachu od tych dobrych kilkunastu lat jako mama smile - przeciwnie, czuję się bardzo ale to bardzo bezpiecznie.

                                        > Ja córki w żaden sposób
                                        > nie "skrzywdziłam", tylko ona poczuła sie skrzywdzona.

                                        Twoja córka, o ile wiem, jest zdolną, kreatywną i odnoszącą sukcesy, lubianą i podziwianą młodą kobietą, i jestem _przekonana_, że ogólnie ocenia swoja dzieciństwo jako szczęśliwe, a ciebie jako wspaniałą matkę. Nie odbieraj jej prawa do oceny konkretnego epizodu. Zwłaszcza, że obiektywnie rzecz biorąc, ma rację.

                                        Sorry, ty zachowałaś się w tamtej sytuacji fatalnie. Pozwolę sobie to rozpisać, bo znowu nie chodzi o ciebie-ciebie, ale o pewien model, przykład sytuacji. Owszem skrzywdziłaś ją. Oczywiście nie jest to krzywda na miarę tytułowych "gumiaków", ale chyba zdrowiej byłoby je nie negować, tylko uczciwie pomyśleć, co jest na rzeczy.

                                        Mogłaś osiągnąć cel (dziecko ma wyglądać schludnie i świątecznie, plus ma wiedzieć na przyszłość, że takie są zasady) na kilka innych sposobów. Gdybyś pomyślała, a nie zareagowała impulsywnie i na skrypcie. Pisałaś, że jej się zapomniało, że są święta. Mogłaś zacząć nie od połajanek, tylko od - po prostu - zadania pytania ("hej, powiedz mi, jaki dzisiaj dzień mamy? smile "), poznania jej zdania, naprowadzenia na pożądaną odpowiedź. Ale nie, bo poszłaś na skróty, bez refleksji. Zautomatyzowana, bezrefleksyjna reakcja. Tamta sytuacja prosiła się o humorystyczne rozładowanie napięcia, a nie połajankę. Mogłaś także po prostu na spokojnie i bezpośrednio przypomnieć jej, że ma się przebrać. I pewnie jeszcze kilka opcji do wyboru, ale nie, zareagowałaś atakiem. Córka w swoim mniemaniu nie zrobiła _nic_ złego (przecież o ile pamiętam z postu zapomniała, jaka jest okazja) a została ukarana (nieprzyjemną połajanką), za nic. Co było ekstremalnie niesprawiedliwie. Krzywdą nie jest to "nakazanie zmiany stroju", krzywdą jest ta niesprawiedliwość. Out of thin air.

                                        Podobnie syn i jego zagubienie się na wycieczce do cyrku. Dziecko musiało być, zakładam, przerażone. Nawet podręczniki opiekunów psów mówią, że nie bije się i nie krzyczy na psiaka, który oddalił się i nie zareagował na gwizdanie/wołanie, że trzeba to rozwiązać inaczej. Pomyśleć. Tamta twoja reakcja była naturalna, w tym sensie "normalna" i trudno się temu dziwić, ale owszem, powitanie zagubionego małego dziecka awanturą to _jest_ wyrządzenie mu pewnej krzywdy. Dziecko powinno się dowiedzieć, co zrobiło źle, powinno razem z tobą to przepracować, ale ty _nie_ powinnaś witać go na starcie awanturą.

                                        W obu przypadkach - przykro mi veradano, ale tak jest - gdybyś pomyślała i miała odpowiedni know-how - mogłaś osiągnąć cel innymi, nieagresywnymi sposobami, dając dzieciom pole do autorefleksji, do decydowania o sobie.

                                        Ja wcale nie czuję się "w ciągłym strachu" gdy staram się w przemyślany sposób podchodzić do konfliktów (które są oczywistą częścią wychowania i wspólnego życia), tak samo nie ubywa mi, gdy formułuję proste i bezpośrednie komunikaty, czy - jak chyba pade wyżej/niżej pisała - wyjaśniam motywy mojego postępowania. No ale nie podejrzewam, abym mogła ciebie przekonać smile więc chyba pora na EOT i koniec prokrastynacji projektowej smile
                                        • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 19.02.14, 16:34
                                          hellulah napisała:

                                          >tak samo nie ubywa mi, gdy formułuję proste i bezpośrednie komunikaty, czy - jak chyba pade wyżej/niżej pisała - wyjaśniam motywy mojego postępowania.
                                          > No ale nie podejrzewam, abym mogła ciebie przekonać smile więc chyba pora na EOT i koniec prokrastynacji projektowej smile


                                          Czy tak formulujesz proste i bezposrednie komunikaty swoim dzieciom jak tutaj zaserwowalas Verdanie - nie przkonam cie wiec koniec dyskusji?

                                          • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 20.02.14, 14:24
                                            Komunikaty formułuję adekwatne do kontekstu. Chciałaś mi dowalić, zapewne, ale pudło. Jeśli verdana ma ochotę ze mną podyskutować, ok, mogę się ustosunkować do jej argumentów; to co napisałam powyżej oznacza, że moim zdaniem nasze (verdany, moje) pozycje są w tej chwili jasne, ja wyczerpałam swoje możliwości argumentacji, każda z nas pozostaje przy swojej, dlatego nie widzę sensu przekonywania się do zmiany poglądów (co innego - poznanie cudzego zdania).

                                            Wyobraź sobie, że są tematy, gdzie owszem, każdy ma prawo do swojego zdania i nie ma powodów, ani sensu, ale zwłaszcza powodów, aby naciskać na rozmówcę. Na przykład koleżanka lubi powiedzmy lody o smaku truskawkowym, a ja takich nie znoszę, lubię tylko czekoladowe. Może o tym pogadać, mogę ją nawet przekonywać do czekoladowych, ale nie ma co się spinać i w którymś momencie jest właśnie EOT - ty zostań przy swoim zdaniu, ja przy swoim, bo każda z nas ma święte prawo mieć odrębne, nawet całkiem przeciwne. Serio masz z takim podejściem jakiś problem?
                                        • verdana Re: Ubłocone gumiaki 20.02.14, 17:21
                                          Wybacz, z większością Twojego postu sie zgadzam, ale uwazam, ze szacunek dla dziecka to także traktowanie dziecka jako osoby odpowiedzialnej za to, co robi. Jesli dziecko wie, ze coś będzie sie działo, zę jest jakaś szczególna okazja, jeśli przygotowuje sie z dzieckiem swięta - to można wymagać, aby o tych świętach pamiętało i zwrócić uwagę, ze zapomniało. Nie zawsze zwrócenie uwagi jest błędem - o tym mówię własnie, jako o "życiu w sttrachu" - jednak żyje się w strachu, jesli rodzic sie boi, ze zwróceniem uwagi na zapominalstwo, przeoczenie, cokolwiek "krzywdzi" dziecko. Przy czym ja swietnie pamiętem inną scenę, gdy rzeczywiście niesłusznie zwróciłam córce uwagę na dziury w rajstopach przed waznym szkolnym występem, miałam moralnego kaca, a ona w ogóle sprawy nie zauważyła. To jest kompletny przypadek, co dziecko zapamięta. Miałabyś rację, gdybym urządziła dziecku piekło przy stole, odesłała od stołu - ale nie widzę żadnej krzywdy w powiedzeniu "Jak są święta, to powinnaś sie ubrać bardziej elegancko" - a mniej-więcej tak brzmiało to okropne, pamiętane 20 lat zdanie.
                                          Nie uważam też za ekstremalnie niesprawiedliwe wymaganie od dziecka, aby o pewnych rzeczach pamiętało samo, przeciwnie. Tak samo nie wierzę w żadne nienaturalne "przepracowanie" , gdy dziecko się gubi, ale zupełnie naturalną awanturę+ przytulanie dziecka ze łzami w oczach. . Poznanie naturalnych reakcji ludzi jest bardzo ważne - dziecko powinno wiedzieć także to, co matka czuje, a nie tylko koncentrować sie na tym, co czuje ono. Przy czym 6-latkowi nie trzeba tłumaczyć, co zrobił źle. Przecież to duże dziecko, doskonale wie, ze nie powinno sie oddalać. Nie traktujmy w parze matka-dziecko tylko dzieci, jako osoby które coś czują, a rodzica jako osoby, która coś wie.
                                          Jakie pole do refleksji w tych przypadkach masz na myśli? Oba te przypadki są niezwiązane z moralnością, nie związane z decydowaniem przez dziecko - akurat są to bardzo proste przypadki, gdzie sytuacja jest dosyć oczywista, także dla dziecka.
                                          W przypadku ubioru właśnie prosty i bezpośredni komunikat jest przyczyną zalu przez 20 lat. Więc coś z tymi komunikatami chyba nie tak.
                                          • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 20.02.14, 19:40
                                            Nie, no super, jedna emami drugiej emami prawi na forumie, jak się powinno wychowywać emamiątka smile

                                            Oczywiście, że dziecko jest odpowiedzialne i że trzeba tak je traktować, z małym zastrzeżeniem - adekwatnie do wieku i możliwości.

                                            I stąd np. dziecko 6 letnie teoretycznie wie, że nie powinno się oddalać, ale nie potrafi w każdej sytuacji tak nad sobą zapanować, żeby się nie oddalić. QED

                                            Co do strachu i tak dalej, bez cienia złośliwości powiem, że nie potrafię tego już lepiej wyjaśnić, nie chciałam więcej dokładać. Może spróbuję.

                                            Chodzi o coś takiego - jest sytuacja konfliktowa, podchodzę do niej jak do zadania, szukam najlepszych metod rozwiązania, takich, żeby dziecko odczuło swoją podmiotowość. A z kolei te proste komunikaty (doskonałe do sytuacji takich jak gdy np. pięciolatka przy pięciu stopniach mrozu ma mieć na głowie czapkę), jak już, staram się z kolei czyścić z nacechowania emocjonalnego (nie mają być wartościowaniem). A jeśli jestem podirytowana, to o tym mówię. Ale mówię o tym, małemu dziecku pokazywałam w jakiejś wizualizacji, a nie strzelam focha czy podnoszę głos. A jeśli podniosę głos, przepraszam. Nie odczuwam tych wszystkich rzeczy jako obciążenia. A do mówienia o emocjach i do wyrażania zdania dziecko ma równe prawo. I jakoś nie mogę sobie ułożyć, gdzie taka dbałość o reakcje dziecka (bo uważam, że ją przejawiam) ma się łączyć z moim strachem o jej ewentualne poczucie krzywdy w przyszłości, bo tego nie czuję. A dziecko mam dość spore i jak na razie zdumione, że inni rodzice (koleżanek, kolegów) są nie tacy fajni, jak my. Czasem przynosi do domu opowieści, od których się nam włos na głowie jeży - jej też. W swoim środowisku funkcjonuje jako negocjator i rozjemca, czasem coś na kształt agony aunt, dzieciaki przychodzą do niej po porady i wsparcie (od razu disclaimer - nie, o prywatnych sprawach swoich znajomych nie opowiada, jeśli nie jest upoważniona). Oczywiście, jest opcja, że za kilka lat uzna nas za potwory, ale jej prawdopodobieństwo w naszym układzie oceniam jako niskie. Jeśli okaże się, że jakieś nasze działanie po latach określi jako okropne czy traumatyzujące, ok, porozmawiamy wtedy o tym, chętnie się dowiem, co poszło nie tak. I bardzo chętnie przeproszę.

                                            Co do twoich przykładów, trochę bez sensu o nich rozprawiamy, bo ja wiem stanowczo za mało, opieram się tylko na zapośredniczonym tu przekazie.

                                            "[...] córka nie może zapomnieć, jak strasznie jej było przykro, gdy RAZ skrytykowałam ja,z ę jest w brudnej bluzce i byle jakich spodniach, a przecież sa święta. Ona zapomniała, zę są święta i przykro jej do dziś" - ja z tego lakonicznego fragmentu zrozumiałam, że jednak ją skrytykowałaś, wartościująco, a nie tylko zwróciłaś uwagę na fakt, że powinna się przebrać (dla mnie to _jest_ różnica). Ja to zrozumiałam tak, że od razu założyłaś, że ona wiedziała, że są Święta, ale nie zechciała się przebrać, co było niezgodne z prawdą. Poczuła się skrytykowana za niedbałość, a jej "winą" było zapominalstwo. Tak to zrozumiałam. I nadal uważam i uważała będę, że to było niesprawiedliwe.

                                            Ale tu wchodzimy w nasze jednak różne postrzeganie roli rodzica. Ja uważam, że miałabym prawo przekazać informacje o fakcie, ale raczej nie w taki sposób. Tak samo jak ja "nie wierzę" (nie tylko kwestia wiary BTW) żeby dziecku było miło, że witane jest nie przytuleniem, ale jednak awanturą, wierzę za to, że warto na przyszłość wyuczyć dziecko kilku zasad co-robić-jak-się-zgubisz, taki safety drill, wdrożony czy też powtórzony, skoro jest okazja (to ma być "nienaturalne"? no serio?).

                                            > Poznanie naturalnych reakcji ludzi jest
                                            > bardzo ważne - dziecko powinno wiedzieć także to, co matka czuje, a nie tylko k
                                            > oncentrować sie na tym, co czuje ono.

                                            Oczywiście, że tak, ale: 1. czy nie można, zamiast awantury, wyrazić swoich uczuć werbalnie, niewebralnie, ale spokojnie? (przy okazji moim zdaniem ważna lekcja - jak wyrażać swoje uczucia, także te negatywne), 2. czy nie można potem przeprosić za zachowanie agresywne, podniesiony głos i awanturę? (wyjaśnić, że to się ludziom zdarza, ale także i złe uczucia nie powinny być tak wyrażane)? 3. wrócić do tego choćby po latach i nie upierać się, że nic się nie stało, tylko szczerze powiedzieć, ok, była taka przerażona, że nie panowałam nad swoim zachowaniem, ale przykro mi za to zachowanie (nie za uczucie)?

                                            Od dziecka trzeba wymagać, żeby "pamiętało samo", można o tym przypomnieć, choćby hasłowo (na zasadzie: "xxx, talerze!" - gdy dziecię zapomniało, że miało pozbierać ze stołu) albo humorystycznie-ludycznie, zwłaszcza jeśli w domu tego typu konwencja jest w użyciu (podrzucona pod drzwi pokoju karteczka - "tęsknimy, twoje talerze XoXo"). Czasami jednak zbędne elementy, także pozawerbalne, czynią z tego niestrawny, wartościujący bicz rodzicielski. Tekst z gatunku "coś się tak ubrała?!" może być - ale oczywiście, nie było mnie przy tym, więc sobie radośnie spekuluję - takim smagnięciem. Całe to moje rozpisywanie się na forumie dotyczy ograniczania tych smagnięć. Co - jak ja uważam - da się zrobić.

                                            > Jakie pole do refleksji w tych przypadkach masz na myśli? Oba te przypadki są n
                                            > iezwiązane z moralnością, nie związane z decydowaniem przez dziecko - akurat są
                                            > to bardzo proste przypadki, gdzie sytuacja jest dosyć oczywista, także dla dzi
                                            > ecka.

                                            O refleksji to chyba pisałam u rodzica, ale nie upieram się. O refleksji u rodzica - patrz wyżej.

                                            Sytuacje, obie, jednak nie takie oczywiste, skoro miały miejsce.

                                            W obu przypadkach nie zaszkodziło by, żeby dziecko samo zwerbalizowało, z czym jest problem. Chyba zresztą o tym pisałam, np. dziewczynka powinna sama wpaść na to, że są Święta, Święta są ważne, w tym domu ważny jest strój na Święta, a zapomnienie o stroju może wkurzyć matkę, dodatkowo poddenerwowaną przygotowywaniami. [matka przy okazji mogłaby coś sobie uświadomić w temacie traktowania dziecka jak wizytówki] A jednocześnie mieć poczucie, że jest śliczna i kochana i akceptowana i gdyby naprawdę chciała, mogłaby całkiem jak Pipi Langstrumpf wystąpić w czymś z punktu widzenia dorosłych ekstrawaganckim.

                                            Zapewniam, że podobne akcje przerobione na tej zasadzie (co tutaj można poprawić?) wywierają na dziecku niesamowite wrażenie - dziecko samo dochodzi do rozwiązania, z takim małym momentem "Eureka!". No ale powtórzę się - co kto woli. Ja wolę to.

                                            Hmm, w ogóle usiłuję sobie to wyobrazić... eee nie... ja bym przede wszystkim zapytała z ciekawością, o co chodzi z tym dresem/starymi spodniami.

                                            > W przypadku ubioru właśnie prosty i bezpośredni komunikat jest przyczyną zalu p
                                            > rzez 20 lat. Więc coś z tymi komunikatami chyba nie tak.

                                            Prosty komunikat komunikatowi nie równy, no nie żartuj, że nie wiesz. Z tamtym musiało być coś nie tak, skoro córka to zapamiętała. Brakuje mi ramy tamtej sytuacji komunikacyjnej, nie wypowiem się więc, co. Ale gdyby wszystko było w porządku, to byłoby w porządku. A ja naprawdę nie mam ochoty tobie tego wymawiać ani wyolbrzymiać jako problemu (o czym też już pisałam).

                                            Zawsze warto zadać sobie pytania, jak samemu się bym poczuła, gdybym była na miejscu dziecka? Ja ty byś się poczuła, gdyby to np. teściowa rzuciła tobie tekstem o byle jakich spodniach? do tego dołożyć niższa i zależną pozycję dziecka (bo taka ona jest, sorry, ale tak) i wziąć oddech, i zamiast coś palnąć, zacząć od pytania, albo w ogóle od przytulenia.
                            • iwles Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 14:07
                              andaba napisała:

                              > Mi sie wydaje, że tu nie chodzi o bicie, znęcanie, czytanie pamiętników, tylko
                              > o to, że każde potknięcie będzie nam, rodzicom wypomniane. Już my wytykamy rodz
                              > icom błędy

                              jeszcze ten dorosły musi zrozumiec, że to był błąd, a za błędy się przeprasza. Ciekawam, czy chociaż jeden rodzic przeprosił swoje dziecko za ten "błąd" ?
                              • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 15:03
                                iwles napisała:
                                > jeszcze ten dorosły musi zrozumiec, że to był błąd

                                To jest jedna strona medalu. Rodzice potrafia byc wrecz okrutni w sposobie upierania sie przy swoich racjach. Tak jakby tylko oni mieli uczucia. Najgorsze z tego jest zaprzeczanie uczuciom dzieci i ich bagatelizowanie.
                                Druga strona medalu jest, kiedy dorosle dzieci maja pretensje o cos, co w mniemaniu rodzicow bledem nie bylo. Nie bylo wyjscia, nie bylo pieniedzy, nie bylo zdrowia czy mozliwosci, ale dzieci i tak tego nie rozumieja. Tak jak napisala Andaba - sa roszczeniowe.
                                • pade Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 15:58
                                  "Druga strona medalu jest, kiedy dorosle dzieci maja pretensje o cos, co w mniemaniu rodzicow bledem nie bylo. Nie bylo wyjscia, nie bylo pieniedzy, nie bylo zdrowia czy mozliwosci, ale dzieci i tak tego nie rozumieja. Tak jak napisala Andaba - sa roszczeniowe"

                                  No bo dzieciom trzeba tłumaczyć swoje decyzje. A mało który dorosly ma ochotę tłumaczyć się przed dzieckiem.
                                  Ja tego nie rozumiem przyznam się. Nie rozumiem jak można coś obiecywać i nie dotrzymywać słowa, jak można dziecko zbywać (pomyślimy-zobaczymy), odmawiać bez słowa wyjaśnienia, wyśmiewać, naruszać jego prywatność...
                                  Mam inne grzechy na sumieniu, potrafię się wydrzeć na przykład, ale zaraz potem idę przeprosić i się wytłumaczyć. Dużo tłumaczę, chyba czasem za dużo. Ale uważam, że tak trzeba. Jeśli coś dotyczy dziecka, to ma ono prawo wiedzieć na czym stoi.
                                  • iwles Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 17:55
                                    No i i to wlasnie mi chodzi.
                                    Inna sytuacja jest, kiedy dziecko jest roszczeniowe, mimo ze dokladnie wie i rodzic uprzedzal i tlumaczyl, ze czegos tam nie zrobi dla dziecka czy nie kupi. Nie o tym jest watek, a o sytuacji, kiedy na odczepnego rodzic cos obiecuje i juz w tym momencie wie, ze obietnicy nie dotrzyma, nie musi, bo to przeciez tylko dziecko.
                                    I o tym, ze z dziecka mozna robic wariata i smiac sie z jego uczuc.
                                    To jest okrutne.
                                    I Pade ma racje, z dzieckiem sie rozmawia, tlumaczy, wyjasnia. Nie rani sie dziecka swiadomie. Rana uczuciowa boli w kazdym wieku tak samo, i jak rana fizyczna, musi sie zagoic. Jesli nie ma lekarstwa w postaci wsparcia w kims najblizszym, moze nie zagoic sie nigdy.
                            • claudel6 Re: Ubłocone gumiaki 21.02.14, 00:00
                              nieprawda, moi rodzice mieli masę potknięć, ale nie byli wobec mnie okrutni ani bezmyślni. tych potknięć ja już od dawna nie pamiętam.
                  • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:39
                    > No wlasnie, bo na glupote nie ma paragrafu. Mnie tylko dziwi, ze dorosli ludzie
                    > wciaz rozstrzasaja krzywdy i wciaz sa ofiarami swoich glupich rodzicow. Cale z
                    > ycie beda tak biadolic?

                    Aleś pojechała. Jest - nieczęsty na forum - wątek tego typu, kilka osób szczerze się wpisało, skąd wiesz, co robią przez pozostałe 364 dni w roku?

                    Powiem ci tak: nie czuję się ofiarą i nie jestem ofiarą. Jako dziecko byłam, owszem. Gdy mam niefart spotkać się z ojcem na dłużej niż dwa dni, on próbuje znowu obsadzić mnie w tej roli, ale zgadnij, czy to się udaje? podpowiem ci - nie.

                    Przeszłość nie służy do roztrząsania, ale stanowi naukę i fundament. Pewnych spraw nie warto zapominać. (oesu, zabrzmiało jak cytat z Coelho smile )

                    • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:55
                      hellulah napisała

                      suspicious Przeszłość nie służy do roztrząsania, ale stanowi naukę i fundament. Pewnych sp
                      > raw nie warto zapominać. (oesu, zabrzmiało jak cytat z Coelho smile )

                      smile Nie czytam Coelho, tak, ze nie ma sprawy. Jestem tego samego zdania.
                      Czesto slysze, ze jestesmy tacy i owacy bo nasi rodzice zrobili nam to i tamto, Stad ten wniosek o roztrzasaniu. Mysle jednak, ze po trzydzistce smialo mozna zaczac patrzec na siebie w oderwaniu od rodzicow, bez tego wciaz przypominania sobie, ze jestesmy ich ofiarami.
                      Mysle, ze ludzie, ktorzy wciaz czuja sie ofiarami swoich rodzicow, nie powinni zakladac rodzin.
                      Powinni najpierw przejsc kuracje uzdrawiajaca.
                • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 00:18
                  Mam wrażenie, że mówimy o tym samym, ale jakby innymi językami. W sumie - to się zgadzam. Dla mnie nietraktowanie dziecka jak człowieka to jest inaczej głupota, nie mylić z IQ czy dyplomami/brakiem dyplomów. Jakiś wyższy poziom refleksji i już do jasnej choleretki się widzi, że dziecko to jest człowiek, słabszy od nas i zależny od nas, więc tym bardziej godny szacunku i dbałości.

                  Pisałaś (chyba ty) gdzie w tym wątku, "co robić?" - ja powiem - robić swoje, czynić _lepiej_. Ja się staram i zdaje mi się, wychodzi mi wystarczająco dobrze.

                  Nie zgodzę się, że to co przytaczasz nie nadaje się do - interwencji? Nie od razu musi to być najazd GROMu o piątej nad ranem. Wystarczy jak np. w dyskusji na forumie ematki przystopują forumowiczkę, uświadamiając że może jednak robi coś nie tak, jak mogłaby zrobić _lepiej_. Wystarczy, na początek, jak telewizja publiczna w swoich serialach pokaże co jest ok, a co nie ok i tak dalej.

                  Ale trzeba nazywać pewne rzeczy po imieniu i moim zdaniem tak, formalnie zakazywać. Zresztą już to jest, poupychane wśród przepisów. Należałoby tylko to uwypuklić. Nie widzę powodów do zupełnie nienaturalnych stosunków w domu. Oczywiście, że jednorazowe wyskoki też bolą, zwłaszcza, jeśli rodzic nie przeprosi, nie poprosi szczerze o wybaczenie. Mimo wszystko ja mam na myśli zachowania z wielu tu postów, powtarzające się lekceważenie dziecka w podły sposób, jak zresztą się tu przewija, często w kombo z przemocą fizyczną. To jest zakazane nawet teraz. Ludzie muszą o tym wiedzieć.

                  Otóż ja owszem, roztrząsałam wszystko, co mówiłam do dziecka, często nadal tak jest - jak w sprytny sposób, wykorzystujący psychologię rozwojową, przejść z obopólnym zyskiem przez konflikt. Jak czasami poszłam na skróty i skrewiłam, nic to, nikt nie musi być ideałem. Ale MIAŁAM i MAM WDRUKOWANE W GŁOWIE, że pewne akcje są totalnie no-no, że pewne zachowania są dla odmiany priorytetem. Co zaszkodzi, aby wszyscy czy większość ludzi wiedziało, że przemoc wobec dzieci jest zakazana, także ta niefizyczna, także zachowania pasywno-agresywne? Serio, to nie jest jakaś magia czy czary mary żeby traktować dziecko tak, jak sami byśmy chcieli być traktowani.

                  Dużo by pisać a nam kupę roboty całkiem nie w temacie.
        • olena.s Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 13:16
          Możesz penalizować konkretny czyn, ale nie da się zakazać i ścigać bycia świnią.
          • hellulah Re: Ubłocone gumiaki 18.02.14, 13:24
            Może nie być przyzwolenia społecznego na bycie świnią. Odpowiednia penalizacja czynów to wzmacnia i sankcjonuje. Poza tym nadal mam wrażenie, może i mylne, że "bycie świnią" to nie stan, a ciąg zachowań w stosunku do innych ludzi. Jeśli "świnia" nie traktuje nikogo po świńsku, to nie ma problemu, ergo "świnią" nie jest. Problemem jest nie stan (jak "bycie smutnym" czy "bycie grubym") a zachowania, które oddziałują bezpośrednio na innych.
    • to_ja_tola Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:43
      nie, u mnie rodzice nie robili ze mnie głupiej.
      • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:54
        Może nie musieli? wink
        • to_ja_tola Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 19:14
          rosapulchra-0 napisała:

          > Może nie musieli? wink

          rosa...odwal się dobra?!
          zajmij się swoimi dzieciakami a nie w necie 24h siedzisz.
          • morgen_stern Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 19:19
            Ale rosa trafiła w punkt hehehe
          • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 19:21
            A co ty taka nerwowa? big_grin
            Moje dzieci są bardzo dobrze wychowane, świetnie się uczą i znają swoją wartość, mało tego, potrafią być asertywne. Tak je wychowałam, że mogę sobie pozwolić na siedzenie w necie nie 24 h/dobę, ale 48 big_grinbig_grinbig_grin
    • jola-kotka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:54
      Moja matka zawsze mi powtarzała "nie jedz będziesz gruba" dzięki temu zawdzięczam jej pewnie chorobę ale dowodów na to nie ma także pretensji nie mam. Najgorsze co pamiętam z domu i co sprawiało,że chciałam zapaść się pod ziemię to awantury jakie robił mój ojciec mojej matce po jej kolejnych zdradach. Zawsze jednak wybaczal.
    • stacie_o Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 17:59
      Mama nie, zawsze była fair w stosunku do nas. Natomiast ojciec uwielbiał szperać w pamiętnikach i potem mówić, że wie o czymś bo kolega mu powiedział. Wychowywałam się kilka lat na Śląsku, gdzie dzieci górników chodziły razem do szkoły i było to możliwe, że przez taki kanał się dowiedział...jak się okazało to nie "kolega" a mój pamiętnik byłam załamana.
      Dodatkowo ojciec co roku obiecywał super wakacje, kończyło się to tak, że jednak uznawał że remont/zakup mebli/cokolwiek jest ważniejsze i z super wakacji nici..
      także znam ten ból.
    • fituq Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:01
      No nie nie, dla mnie to jest patologia. Takie wredne psychopatyczne okrucieństwo.

      Rodzice raczej nic nie obiecywali to i na nic nie liczyłam-szybko mnie przyzwyczaili do tego, mialam kilkoro starszych rodzeństwa więc najpierw dostawali oni a na końcu ja.
      Byli jedank raczej szczerzy i nie robili takich durnych dowcipów i zabaw ludźmi.
      Pamiętam tylko, że mama mnie jako kilkulatkę karmiła opowieściami, że mieszkający kilka domów dalej mój równolatek będzie razem ze mną chodził do przedszkola, że będzie po mnie przychodził, będziemy razem chodzić za ręce i pewnie będziemy parą. Bylam potwornie rozczarowana, gdy okazało się, że ten chłopak mnie kompletnie olewa, w przedszkolu się do mnie nie odzywa i ani mu w głowie obracac się po mnie gdy idzie do przedszkola..
      Pamiętam też do dziś paskudne uczucie gdy starsza siostra naobiecywala mi, że weźmie mnie ze sobą na wycieczkę jesli pomyję za nią naczynia po obiedzie(mieliśmy ustawione dyżury). Przez kilka dni mylam i podstawialam jej pod nos co tylko mogłam, a później ona stwierdziła, że mnie jednak ze soba nie weźmie... podła.
      Niestety dlugo jeszcze trwało zanim się nauczylam w relacjach z ludźmi pilnować wlasnego interesu i nie dać się wyfrajerzać innym.
    • hipinka Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:02
      no przykre są takie wspomnienia, ale trudno je niestety wymazać
      też mam takich parę np. matka zapytała mnie czy chciałabym na gwiazdkę torebkę (miałam jakies 15 lat), ja chętnie, więc przy okazji jakichś zakupów pokazała mi, jaką ma na myśli - nie spodobała mi się, co też zakomunikowałam. Po czym w wieczór wigilijny odpakowuję prezent i co widzę - rzeczoną torebkę, zaś moja matka na moją minę skomentowała - no ty to zawsze zrobisz problem
      ojciec często grzebał w mojej szufladzie, czytając pamiętnik itp., przy czym wcale się z tym nie krył. na moje pytanie dlaczego odparł: bo to mój dom i moja szuflada więc będę robił to, na co mam ochotę
      nigdy nie zapomnę tego upokorzenia i tego ciągłego wypominania, że nic tu do mnie nie należy
    • laquinta Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:04
      Nigdy nie czulam sie upokorzona z powodu cudzej glupoty, jedynie z powodu wlasnej.

      Przeciez ci glupi ludzie byli wychowywani przez innych glupich ludzi i ten lancuch glupoty ciagnie sie wtecz az do Adama i Ewy.
      To, ze dorosli czesto sa glupi zrozumialam w wieku 7 lat, a moze jeszcze wczesniej.
      • yuka12 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 19:08
        Mysle, ze to nie tyle glupota, wszak zachowywali sie tak, a czasem nadal zachowuja, takze ludzie inteligentni i wrazliwi, ale przede wszystkim gleboko wbudowana tradycja traktowania dzieci jako istot podrzedniejszych, niemyslacych, mniej czujacych, ktore i tak przeciez zapomna ("dzieci i ryby glosu nie maja").
    • memphis90 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:09
      Abstrahując od gumiaków- w chwili, kiedy Julia R. zaczęła wyśmiewać swoją córkę w obecności całej rodziny-miałam ochotę wyjść z kina. Brrr, cały ten film był okropny, nie mam pojęcia jaka nędza umysłowa uznała, że to "komedia obyczajowa" uncertain To było dołujące, przerażające i wstrętne.
      W każdej rodzinie są jakieś żarty, wbijane szpileczki czy "podśmiechujki", ale życzliwe - i to jest miłe, sympatyczne, świadczy o bliskości. Ale w "sierpniu..." było najzwyklejsze gnojenie dzieci przez własnych rodziców, ku aprobacie reszty rodziny i to uskuteczniane przez kilka pokoleń z rzędu. Od prababci obdarowującej dziecko buciorami od gnoju, po prawnuczkę wyśmiewaną z powodu wegetarianizmu. Strasznie dołujące, żałuję, że to obejrzałam.
      • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 19:05
        Racja, biedna, pokrzywdzona 14latka, która bez najmniejszych skrupułów dała się potem obmacywać narzeczonemu ciotki. Daj spokój. W tym filmie została pokazana jak najbardziej przeciętna rodzina, które możesz spotkać wszędzie, na całym świecie.
        • memphis90 Re: Ubłocone gumiaki 20.02.14, 21:06
          Akurat to, że nastolatka z patologicznej rodziny daje się macać każdemu, kto okaże jej sympatię, jest tragiczne. I nie zgodzę się, że to przeciętna rodzina, przynajmniej dla mnie coś takiego nie jest normą.
          • rosapulchra-0 Re: Ubłocone gumiaki 21.02.14, 00:27
            Dziękuj Bogu, że nigdy na swojej drodze nie spotkałaś takich rodzin. Jednak weź pod uwagę, że większość patologii dzieje się po cichu, co można wyczytać choćby w wielu postach na forum.
    • loola_kr Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:19
      o, to zupełnie jak w "Kwiecie pustyni" - marzyła o solidnych skórzanych sandałach, pracowała ciężko a dostała marne japonki.
      Mnie rodzice nigdy nie robili w balona, nie mogę sobie przypomnieć takiej sytuacji.
      • stacie_o ale wiecie co 17.02.14, 18:21
        takie wątki są potrzebne. Teraz sobie szperam w pamięci i patrzę czy jakoś nie skrzywdziłam w ten sposób mojego syna (nieświadomie) i myślę, jakby tu zapobiec żeby nie powielić tych samych błędów.
        • hellulah Re: ale wiecie co 17.02.14, 18:47
          Racja, stacie, całkowita racja.
        • 7katipo Re: ale wiecie co 17.02.14, 22:43
          Dokładnie tak, siedzę, czytam, serce mnie boli i wyję, z żalu nad dziećmi, które tak paskudnie były traktowane, i trochę też ze strachu, czy ja, podświadomie jakoś czy podprogowo, takich manewrów na synku moim nie uskuteczniam... sad
    • eliszka25 Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:36
      az tak drastycznie, jak w tym filmie, to u nas nie bylo. aczkolwiek faktycznie takie "niewinne" podsmiechujki z dzieci uwazalo sie za... no wlasnie niewinne i tez byly wlasciwie na porzadku dziennym. u nas w domu w sumie to nawet nie rodzice, ale najstarsze rodzenstwo robilo glupie kawaly maluchom. miedzy majstarszym a najmlodszym dzieckiem bylo 18 lat roznicy, wiec najstarsi mieli calkiem spore pole do popisu. mimo wszystko nie bylo az tak drastycznie. najbardziej utkwilo mi w pamieci nabieranie "na cukierka", czyli dawalo sie mlodziakowi garsc cukierkow w papierkach, a po odwinieciu okazywalo sie, ze w papierkach byly np. kamyki albo plastelina.
    • atojaxxl Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:36
      Moja mama wyszła za mąż za ojczyma i bardzo chciała się wkupić do jego rodziny. Wobec tego ze wszystkimi problemami zwracała się do jego sióstr. Niestety, również ze sprawami dotyczącymi mnie (nie mogłam zaaklimatyzować się w nowej szkole) pokazywała im moje oceny, zeszyty.
      Wysługiwała się ojczymem, gdy trzeba było iść na wywiadówkę i potem razem wymyślali kary. Najczęściej pozbawiali mnie prawa wyjazdu z klasą na wycieczkę albo wyjścia do kina, to był dobry pretekst, żeby mi na to nie dać pieniędzy.
      Marzyłam o wyjeździe nad morze, miałam obiecane wakacje nad morzem po piątej klasie, a potem usłyszałam, że mam dwie czwórki na świadectwie i za karę (!!!) nie pojadę nad morze, tylko na wieś, do rodziny. Rodzice nad morze pojechali beze mnie...
      Przyszywane ciotki wyśmiewały się ze mnie a mama stawiała mi ich dzieci za wzór. Czułam się z tym podle i w końcu poskarżyłam się Dziadkom, którzy wcześniej mnie wychowywali. Dziadek zrobił mamie to co e-matki określają jako dżihad i od tej pory miałam spokój.
      Ale z mamą nigdy się nie zdążyłyśmy polubić, przykre ale prawdziwe. Z poczucia obowiązku opiekowałam się nią do śmierci, żal mam w sercu do dziś.
    • capa_negra Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 18:46
      Nie rozmawiam z moją matka od 30 lat.
      Za długo pisać dlaczego.
      Ostatnio spotkałam się z nią na pogrzebie bliskiej osoby.
      Odezwała się pierwsza, a ja po 5 zdaniach żałowałam że wdałam się w jakąkolwiek rozmowę.
      Niektórzy nie zmieniają się nigdy, ewentualnie stają bardziej toksyczni.
    • princy-mincy Re: Ubłocone gumiaki 17.02.14, 19:02
      Film zrobił na mnie ogromne wrażenie, Julia i Meryl swietnie grały.

      Czytam sobie cały wątek i jestem przerażona! Serio zdarzali sie tacy rodzice?
      Ja nic takiego sobie nie przypominam.
      Owszem, robiło sie jakieś żarciki, ale nigdy tego kalibru!
      Mam nadzieje, ze nigdy nie zrobię czegoś takiego (nawet nieświadomie) moim dzieciom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka