beataj1
19.03.14, 11:36
Wczoraj mieliśmy rocznice. 12 lat razem 1 dziecko ślubu brak jak na razie.
I tak sobie rozmawialiśmy że gdybyśmy teraz się rozeszli to byłoby to udowodnieniem tezy że konkubinaty są tylko na chwilę. To nie stabilne poważne związki. Ja bym mogła się obnosić że byłam kryzysową narzeczoną i że zmarnował mi tyle lat (w domyśle najlepszych lat).
Chłop ze śmiechem dodał że na pewno ktoś by powiedział że to oczywiste że to nie był trwały związek taki jak małżeństwo i że nie ma porównania np z tymi parami co się rozwiodły po 5 latach - te to dopiero trwałe były bo przecież przysięgały.
Potem pomyśleliśmy że gdyśmy jednak wzięli ślub i potem sie rozstali to też byłoby to udowodnieniem tezy że przechodzona para i że skazani na klęskę. Całe życie z mieczem Damoklesa nad głową.
Co nie zrobisz du...a z tyłu a mogłam go cholera zawlec co USC po 3 miesiącach znajomości. Było by romantycznie i pięknie. A tak jesteśmy skazani na rozstanie a ja jestem biedna i pokrzywdzona bo mnie podle wykorzystuje czekając od 12 lat na inną ładniejszą i z jędrniejszym tyłkiem...