gazeta_mi_placi Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 15:12 Dwa lata temu Onet. Takiej szambowni, zalewu głupoty i chamstwa ciężko szukać na innych popularnych portalach. Odpowiedz Link Zgłoś
tymianek21 Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 15:23 Dziewczyny! Dzięki za ten cały wątek, dawno tak się nie śmiałam aż mi łzy poleciały i musiałam zatykać buzię bo syn pomyślałby że oszalałam. Latryna harcerska, rajd świętokrzyski, zamarzanie na letnich wakacjach też przeżyłam - fajnie sobie powspominać! Odpowiedz Link Zgłoś
malowanka06 Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 15:34 ooo, jeszcze jedne, może nie wakacje a sylwester: wyjazd z grupą ze studiów w Góry Izerskie, schronisko Orle. Chyba to były jego początki, jakaś zmiana właściciela czy coś: zimno jak...nie wiem gdzie, piwo zamarzało, spaliśmy w ubraniach, rękawiczki na rękach, czapki i śpiworach w sali "n" osobowej- nie wiem jak tam się zmieściliśmy. Grzało się tym co wpadło w ręce (koleżanka spaliła nasze bilety powrotne, myślała, że nadadzą się do ogrzewania). W schronisku mieszkała suka z młodymi, które zjadały swoje odchody. Impreza to była istna mordownia, nie wiem skąd tyle ludzi się tam naszło. Potem poszliśmy do Chatki Górzystów, gdzie w wychodku na dworze był drut kolczasty. Miło się to jednak wspomina, wtedy było mniej miło. Odpowiedz Link Zgłoś
czere-pach Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 16:24 W czasach studenckich wybrałyśmy się z koleżanka autokarem do Bułgarii, jedyne 36 godzin w drodze. Za nami siedzieli młodzi chłopcy, w tym jeden z nogą w gipsie. Pili całą drogę, potem oczywiście wymiotowali, a ten z gipsem w nocy wsadzał nam tą nogę na głowy. Oczywiście w drodze dostałam okres, cały autokar śmierdział wymiocinami. Naszymi sąsiadami były dwie pary, już pierwszej nocy tak się spili, że pobili swoje dziewczyny ( jedna do końca pobytu miała limo pod okiem), potem stanęli na balkonie i nasikali na jakieś auto. Chwilę później właściciele auta, Bułgarzy, wbiegli do hotelu i zaczęła się bójka. Kilka dni później sąsiedzi z drugiej strony, starsze małżeństwo, zatruło się jedzeniem. Na mnie przyszło dwa dni później- sensacje żołądkowe, utrata przytomności, dwa razy rezydent wzywał lekarza. Po mnie zatruła się koleżanka i nasze znajome, w końcu cały hotel leżał w łóżkach, a tu trzeba było wracać- jedyne 36 godzin drogi powrotnej z wymiotami i biegunką... Od tej pory latam samolotami. Odpowiedz Link Zgłoś
twoj_aniol_stroz Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 17:13 Obóz narciarski w Korbielowie Chałupa była murowana, świeżo otynkowana w środku, na zewnątrz goły pustak. W środku w pokojach były tylko tapczany - zbieranina chyba z wszystkich wsi w okolicy. Śmierdziały moczem i stęchlizną. Kibel to było pomieszczenie, gdzie szło się po deskach ustawionych na pustakach jak po kładce. Na końcu kładki stała muszla klozetowa, także ustawiona na pustakach. Klamki w drzwiach były plastikowe i po dwóch dniach wszystkie były połamane. Schody to czysty beton, bez poręczy, dwa piętra klatki schodowej. W pokojach była tak niesamowita wilgoć, że kładliśmy się spać w wilgotnych śpiworach, rano zakładaliśmy wilgotne ciuchy. Mieliśmy sami sobie gotować, szkopuł w tym, że zapałek nie szło odpalić, bo wszystko było mokre. Łazienki nie było wcale. Tzn, właściciel twierdził, że na razie jest umywalka, a lada moment łazienka będzie. Przez dwa tygodnie się nie doczekaliśmy. W życiu tak nie śmierdziałam jak wtedy po powrocie z tego obozu... Odpowiedz Link Zgłoś
aankaa Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 17:50 2 tygodnie (bez możliwości ucieczki) w Jarosławcu - deszcz na zmianę z ulewą, ziąb potworny, pokój wielkości chustki do nosa + 2 niewielkich dzieci. Na plaży byliśmy 2 razy - z tego jeden bez bluzy i waciaka. Kilka razy udało się 1-2-godzinne wyjście bez przemoknięcia Odpowiedz Link Zgłoś
3fanta Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 19:34 W naszej rodzinie wszyscy mają domki campingowe w górach.Trzy z nich sąsiadują ze sobą na jednej działce czwarty stoi ok 20 min od nich wyżej w górach.Jak miałam 11 lat rodzice zostawili mnie pod opieką o 16 lat starszej dzieciatej kuzynki.Ona miała wtedy 4 letniego syna i 3 letnią córkę.Bardzo lubię moją kuzynkę i jej dzieciaki ale niestety przez 2 tygodnie lało z różnym natężeniem opadów przez cały czas.Non stop musiałyśmy z dziećmi w domku siedzieć.Na zakupy tylko w kaloszach i płaszczach przeciwdeszczowych 2,5 km pieszo.Wilgoć i smród w tych domkach nie do opisana zwłaszcza,że stały w dolinie otoczonej dwoma potokami i lasem.Słońce zawsze tam jest krótko.Naturalnie jak moich rodziców nie było to spałam w domku kuzynki.Moi rodzice i jej mąż dojeżdżali na weekendy ponieważ pracowali.Kuzynka nauczycielka miała całe wakacje wolne.W tą pogodę dzieci ,które zwykle są kochane,spokojne i sympatyczne stały się diablątkami i nie szło z nimi wytrzymać.Dały nam popalić wtedy.Po południu już nie sypiały więc miałyśmy z nimi robotę od 8 rano do 20.Czasem się bawiły czasem biły bo im od tego siedzenia palma do głowy uderzała a czasy były takie,że nie było tylu czasoumilaczy co dziś.No nic jakoś wytrzymałyśmy te dwa tygodnie.Potem przez resztę wakacji pogoda była super i chodziłyśmy z dziećmi nad wodę,nad jezioro i jeździłyśmy na wycieczki.Mimo wszystko nikt o powrocie do Katowic nie myślał.Polityka była taka,że jak są domki to się tam przez lato siedzi.Jak ktoś nawet zachorował to do miejscowych lekarzy się szło.Zresztą oni nas dobrze tam znali. Druga sytuacja.Jak miałam 13 lat byłam na koloniach na Węgrzech.Kolonie same w sobie nie były złe bo miałam fajne koleżanki.Koszmarna była wychowawczyni ze swoimi córeczkami.To była istna jędza.Zajmowała się tylko swoimi dziećmi,które uważały całą grupę za same zło.Non stop na nas skarżyły a babsko non stop na nas japę darło i na nic nie pozwalało.Ogólnie kobieta miała nas gdzieś .Jak mnie dopadła angina to ona nawet się mną nie interesowala.Dopiero nasza tłumaczka zauważyła,że coś ze mną nie halo i wezwała lekarza kolonijnego.Lekarz był Węgrem i był bardzo miłym,troskliwym człowiekiem.Wzięto mnie do izolatki węgierskiej kolonii bo taka tez była na ośrodku i nigdzie mi nie było lepiej niż tam.Lekarz zaglądał z tłumaczką co chwilę ipytali czy czegoś nie potrzebuję.Ten lekarz przynosil mi jedzenie ze stołówki.Wychowawczyni nie zajrzała do mnie ani razu,żeby zobaczyć jak się czuję.Ponieważ chorowałam pod koniec kolonii to wypuścili mnie z tej izolatki dopiero na kilka godzin przed odjazdem autokaru,żebym mogła się spakować.Kobieta burknęla tylko na mój widok,ze nareszcie i żebym się łaskawie spakowała i zdjeła oraz poskladala pościel z mojego łóżka bo ona chce już zdać domek. Odpowiedz Link Zgłoś
grave_digger Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 20:19 Nie wakacje, a Sylwester w jakichś górach. Nie wiem jakich, wyparłam z pamięci. Ale, żeby tam dojechać jechało się pociągiem całą noc. A potem do domku trzeba było dojść kilometry przez góry w śniegu. A ja nienawidzę gór i zimy. W dodatku z ekipą się nie zgrałam. Wszyscy na nartach jeździli oprócz mnie. To jest ostatnia rzecz na ziemi jaką zrobię. Sylwestra przespałam. Wszyscy pili i balowali a ja spałam. Na drugi dzień wróciłam do domu. Chcę to wymazać z pamięci. Odpowiedz Link Zgłoś
heca7 Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 21:24 Zapomniałam o koloniach mojego starszego brata. Kiedy miał jakieś 9 lat pojechał niedaleko od Wawy na dwutygodniowe kolonie. Pogoda była piękna. Po tygodniu moja matka pojechała go odwiedzić a tu dzieci mówią, że on leży w izolatce. Matka poleciała się dowiedzieć o co chodzi i wydało się, że opiekunka-idiotka wpadła na pomysł, że dzieci się ładnie opalą ( to było 40 lat temu). Więc kazała dzieciom leżeć na słońcu godzinę i potem 15 minut w wodzie. Mój brat o bardzo jasnej karnacji już wtedy z wieloma pieprzykami i znamionami dostał porażenia słonecznego. Poparzył się i miał bąble na całym ciele, był czerwony jak burak i z wysoką gorączką! Matka go oczywiście z kolonii zabrała. Do dziś chłopina nie może się opalać, nie może siedzieć na słońcu bo go bardzo boli głowa. Kiedyś pamiętam na Mazurach trochę w łódce posiedział i w nocy wzywaliśmy lekarza. Na plaży cała jego rodzina siedzi normalnie a on wywołuje lekkie zdziwienie bo siedzi w długim rękawie, pod parasolem i w kapeluszu. Ma usunięte ponad 20 zmian. Odpowiedz Link Zgłoś
yenna_m Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 21:32 kobieta-domowa.blog.pl/2003/09/02/kilka-urlopowych-migawek/ oj, nigdy nie zapomnę tych wakacji i mimo, że miejsce było cudne - też nigdy tam nie wrócę Odpowiedz Link Zgłoś
carmela_soprano Re: Wakacje z koszmaru 12.05.14, 21:53 Miałam jednocyfrową liczbę lat (nie pamiętam dokładnie, ile), byłam z ojcem na wczasach. W dzień grało się w karty, a w nocy dla odmiany piło i grało w karty. No, mój ojciec akurat nie pił, bo on niepijący, ale grający jak najbardziej. Znaczy dorośli grali, dzieci łaziły samopas (lata 80, normalka). Olbrzymi kemping nad jeziorem, lasy, tysiące ludzi. Któregoś wieczoru stwierdziłyśmy z o rok starszą koleżanką, że tu jest nudno i idziemy na ognisko do harcerzy (nad jeziorem, jakieś 500m od kempingu, gdzie starzy grali). Poszłyśmy. Ognisko koło północy się skończyło, więc zamiast wrócić do tatusiów - polazłyśmy w drugą stronę lasem wzdłuż jeziora. Łaziłyśmy tak i łaziłyśmy, było fajnie, ale się zgubiłyśmy. Na szczęście lato i ciepło. Po paru godzinach szwendania się po lesie wlazłyśmy centralnie w ten sam obóz harcerzy, z którymi wcześniej siedziałyśmy na ognisku, najpierw nas druhny aresztowały w namiocie, ale po parunastu minutach puściły wolno, poszłyśmy dalej na azymut, a tam SIATKA, więc co robić? poszłyśmy wzdłuż siatki w stronę jeziora, doszłyśmy do brzegu, wzdłuż brzegu do kampingu, biegiem do tatusiów, oczyma duszy widząc tę histerię, milicję, zapłakane baby i ojców szykujących pasy. Wracamy, piąta rano, dołazimy ledwie żywe do lekko już też skapcaniałego towarzystwa, zdyszana krzyczę "tatuś! to ja już jestem!" a mój tatuś na to podniósł wzrok znad kart i spytał mądrze "a to gdzieś byłaś?" A to i tak były super wakacje w porównaniu z innymi. Ze wszystkich kolonii najdalej po tygodniu pakowali mnie do izolatek albo wyprawiali z powrotem do domu, bo kichałam. Alergia, dziś normalna sprawa, wtedy najwyraźniej jakiś egzotyk. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia.stefa Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 07:31 1. W liceum tzw. zielona szkoła narciarska w Kasinie Wielkiej. Spanie w niewykończonym domu: tynki na ścianach, beton na podłodze, bez łóżek, na materacach rzuconych na ten beton, poza tym z mebli były tylko jakieś krzesła. Zimno, do łazienki chodziło się do sąsiedniego domu gospodarzy. Cały ten horror załatwiała mama koleżanki u "zaprzyjaźnionej gaździny". 2. Wakacje w domku z dzietnymi znajomymi. Domek miał dwa pokoje, przytulną sypialenkę i pokój do wszystkiego. My oczywiście spaliśmy w tym pokoju do wszystkiego, ale to nie było najgorsze - znajomi sobie spali komfortowo w ten sypialence sami, a ich 1,5 roczne dziecko w naszym pokoju. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 11:48 Zaskoczyły mnie te wspomnienia, nie spodziewałam się, że brak możliwości kąpieli mógł być dla dziecka problemem tych kilkanaście lat temu. Byłam na koloniach zuchowych i też nie było kąpieli codziennie, tylko raz chyba w ciągu całego pobytu, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało wtedy. Pewnie nie pachniałam jakoś szałowo, ale nie czułam, a moja sucha skóra zrobiła się gładka i super nawilżona. Koszmarne wakacje też miałam, to był kolonie w Gdańsku, jak miałam 9 lat. organizator chyba zaoszczędził na ratowniku albo paniom nie chciało się pilnować kąpiących dzieciaków, więc powiedziały nam, że morze jest zanieczyszczone i nie będziemy się do niego zbliżać. Siedzieliśmy więc po kilka godzin na plaży w upale i patrzyliśmy, jak inni plażowicze się kąpią. Kąpały się też nasze opiekunki i ich dzieci, ale twierdziły, że za siebie i swoje potomstwo biorą odpowiedzialność, jak pojawią się jakieś problemy skórne od tego strasznie zanieczyszczonego morza. Zdarzało mi się urwać z koleżanką i wykąpać w morzu, wyschnąć i wrócić, te larwy wychowawczynie nawet nie zauważały, tak dobrze się nami opiekowały, panie nauczycielki na wakacjach. W dodatku zaraz na początku ukradli mi pieniądze i zostały mi tylko jakieś drobniaki, których pilnowałam potem tak bardzo, że przywiozłam je z powrotem do domu, ale ani żadnego picia ani loda sobie nie kupiłam przez cała kolonie. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 11:52 Jeszcze chciałam dodać, że rok po koloniach zakładowych byłam na koloniach zuchowych, gdzie opiekunkami były nastoletnie druhny (było kierownictwo obozu dorosłe, ale opiekunki młodziutkie) i te dziewczyny nie dość, że lepiej organizowały podopiecznym czas, mimo, że okolica nie była tak atrakcyjna, ale też lepiej się opiekowały, bardziej interesowały i miały więcej serca i cierpliwości, niż te babska z pierwszych kolonii. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 21:38 Zaskoczyły mnie te wspomnienia, nie spodziewałam się, że brak możliwości kąpieli mógł być dla dziecka problemem tych kilkanaście lat temu. ha, ja do tej pory pamiętam (po ponad 30 latach), to, że nie było prysznica, ze trzeba było się myć w jakimś zapchanym zlewie, podłoga była mokra i brudna, woda zimna, a kible obsrane. Nie można też było się nie myć, bo sprawdzali czystość... I tak przez 3 tygodnie... Pewnie - gdyby te kolonie poza tym były fajne - odpłynęłoby to w niepamięć. Kolonia była dla dzieci służby zdrowia. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 22:12 OMG, pamiętam moje ulubione obozy żeglarskie, gdzie przez 3 tyg. prysznic brało się okazjonalnie bo 1. był tylko w męskiej łazience 2. był grafik kąpieli 3. woda była zimna lub lodowata - do wyboru. Na biwakach za umywalnię robił kranik na środku obozu, więc myło się buzie, rączki, zęby i ew. stopy, o pachach czy pipce mowy nie było. W obydwu przypadkach mycie było zastąpione grupowym moczeniem się całościowym z jeziorze (aczkowiek w kostiumie, więc nie spełnia standardów ematkowych ). Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 22:15 A moje opiekunki kolonijne poszły sobie na kawusię do koleżansi do ogródka. Nas, dzieciaki, zostawiły na podjeździe domu tej koleżansi, w pełnym słońcu.Bez nadzoru, bez niczego do picia, nudzących się jak mopsy. Odpowiedz Link Zgłoś
hamerykanka Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 22:58 Jowito, to chyba na tych samych koloniach bylysmy! Do wody nie wolno bylo sie zblizac, za to codziennie trzeba bylo siedziec na piasku i opalac sie, od 9 rano do 2 po poludniu. prosilam o zwolnienie z obowiazku "plazowania" bo latwo lapalam oparzenia sloneczne...i dopiero to zrobiono, jak dostalam pecherzy wielkosci kurzych jajek. A i tak opiekunki byly obrazone na mnie, no bo jak to, reszta wybywa i co zrobic ze mna. Na wszelkie wypady tzn kiedy nie wracalismy na tzw obiad na 2 pm, trzeba bylo samemu zrobic sobie cos do jedzenia kosztem sniadania-bralo sie te kilka kromek chleba i smarowalo przydzialowa lyzeczka masla i dzemu lub serka topionego. Jak ktos zjadl to jako sniadanie, to glodowal do kolacji. Pamietam jak wydzwanialam do domu, ze mam dosc i chce wrocic.. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: Wakacje z koszmaru 01.06.14, 22:23 Może byłyśmy na tych samych, moje były w Gdańsku Wrzeszczu chyba w 1985 albo coś koło tego. Albo więcej było tak wspaniale zorganizowanych kolonii. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 20:52 Stacjonarny oboz zeglarski, konczacy sie egzaminem na sternika. 3 tygodnie we wrzesniu, lalo z przerwami i bylo zimno. Spanie w namiotach, gotowanie na ognisku, mycie w jeziorze. Bylo zimno, wiec grzalismy sie w dymie ogniska, spanie skonsolidowalismy, wiec male namiociki pekaly w szwach, a duze wialy (nomen omen) pustka, kapieli wlasciwie nie bylo, faceci przestali sie golic, zmiany ubrania tez wlasciwie nie. Przed spaniem sciagalo warstwe wierzchnia, czyli gumiaki i sztormiaki.. W ostatni dzien obudzilismy sie i zdrapywalismy szron z namiotow. Wieczorem po odprowadzeniu lodek, poszlismy zjesc do cywilizowanego miejsca, w restauracji jak oddawalismy nasze sztormiaki do szatni ito szatniarz mial srednia mine. A na sali w pelnym swietle w kontrascie do otoczenia dopiero zobaczylismy jak wygladamy i wonimy. Kelner przyslal kierownika, zeby ten sie upewnil, ze mamy odpowiednie srodki na zaplacenie za posilek. A wsrod tego zarosnietego towarzystwa byli profesorowie i kadra uniwersytecka, ktora robila za kadre z uprawnieniami Jeszcze oboz narciarski w Bialce. Gazdzina byla wyjatkowo wredna i wscibska, i w dodatku smierdziala capem. Przychodzila co wieczor i inwentaryzacje robila, czyli liczyla glowy i o 22 wylaczala prad. Odpowiedz Link Zgłoś
znowu.to.samo Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 21:31 4 lata temu w lipcu postanowiliśmy posiedzieć 3 tyg w PL. w naszym mieszkaniu pod wa-wą. Okazało się że w tym czasie sąsiadka-miłośniczka zwierząt robiła dezynfekcję w swoim mieszkaniu i pchły od niej przelazły do naszego mieszkania. Po dwóch dniach dniach drapania odkryliśmy, że jesteśmy stale gryzieni przez te insekty. Mąż musiał potraktować mieszkanie zjadliwą chemią, ale pchły nadal nas gryzły. W tym czasie w Pl były niemiłosierne upały ponad 35 stopni w cieniu. Z domu wychodziliśmy po 17 bo dopiero wtedy szło wytrzymać, ale wtedy dla odmiany nadchodziły gwałtowne burze. Po upałach nadeszły ulewy. Wskutek tego nieraz całe dnie siedzieliśmy w domu. Następnie córka wtedy 3 mieś dostała dziwnej plamistej wysypki na łokciach i łydkach. Podejrzewaliśmy że to alergia na chemię na insekty i pojechaliśmy do znanej w PL alergolog (która często udziela porad w prasie i w TV) Alergolog oczywiście orzekła że to alergia i przepisała leki. Po dwóch tygodniach córce zaczął schodzić naskórek z opuszków wszystkich palców. Okazało się ze to szkarlatyna którą znana specjalistka pomyliła z alergią. Odpowiedz Link Zgłoś
stara-a-naiwna Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 21:12 Rok temu Ja w 4miesiącu ciąży i się nie mogę denerwować Nie wiem co mmnie podkusiło i zgodzilam sie pojechac z moją mamą (a my sobie wyjatkowo działamy na nerwy) Moi rodzice byli juz kilka razy we Lwowie jako w miescie "naszych przodków" i zaproponowali mi (że zapłacą) za wycieczkę (frajerką bym była gdybym nie skorzystała - w końcu darmowe) No i wycieczka 5 dni - miał byc lwów "magiczne miasto" a okazało sie że nasz busik (nasza wycieczka) jest objazdowa (podchorce i inne ruiny polskich zamków) - dosłownie ruiny (atrakcje turystyczne średnie) wiekszosc z nich zamknieta (bo ichnia wielkanoc akurat wypadła) i tak napraawdę większosc czasu zajęło przemieszczanie sie (bo chociaz "atrakcje" odddalone od siebie o 30-60km drogi gorsze niz nasze polne i srednia jazdy = 30km/h) Mie szlak trafiał bo za mną siedziała jakaś starsza tępa baba ktora z drugà w kółko powtarzała cos w stylu że: "ukraińcy to wstrętny naród wszystko zdewastowali, że "kiedyś" jak to było polskie to bylo tak cudnie i bogato" (nie pamietam dokladnie ale mialam ochote ja udusic albo chociaż zakneblowac - malo kto wyzwala we mnie tyle agresji co ona wtedy) W koncy doczekalam sie lwowa - myslalam, ze sobie pochodze, pozwiedzam, poczuje klimat, poobcuje (naiwna strasznie jestem i tyle) No i moja mama wsadzila mnie (nas - bo brat tez byl - w koncu "darmowe") w tramwaj i pojechalismy prawie za miasto "oooo tu gdzie wyburzone stał dom babci" (zapytajmy miejscowych moze cos pamietaja - nikt nie pamieta bo to bylo przed wojna) Potem jedziemy na druga petle autobusowa - i juz bez wysiadania - "oooo a w tej bramie dziadek mial ogrodek dzialkowy" Nie wiem po co mi to pokazywali - tzn. Wiem, zebym wiedziala, poznala swoje korzenie. Problem w tym, ze ja nie wiem ani nie paietam gdzie to bylo ani co to bylo (bo jedno miejsce widzialam z dalszej odleglosci a drugie przejazdem - nie wysiedlismy z tramwaju. Szlak mnie trafial i myslalam,z e wyjde z siebie i stane obok - glosno mowilam o swoim niezadowoleniu, ze zamiast zwiedzac jesteśmy w autobusie albo busie i nic tak naprawde nie widzialam (i jeszcze te baby z tylniego siedzenia) na to moja mama (ktora jeszcze na poprzedniem wyjezdzie pisala mi smsy jekie to cudne i magiczne miasto) "ze przesadzam bo tutaj tak poza tym nie ma nic wiecej od ogladania" Tak naładowana agresywnie nie bylam dawno.... Ps. A najlepsza i tak jest ta laska co pojechala z facetem na urlop i na miejscu sie okazalo, ze on jeszcze sie tam umowil z koleznaka (i ma dwie zabiegajace o niego panienki) Ps, aaaa w tym roku ja zabieram moja mame (z ojcem ktory mnie w ogole nie denerwuje) na wakacje do wloch - jedziemy na dwa auta, osobne domki a ja juz sie boje zeby mnie cos nie trafilo (malo kto mnie potrafi tak zdenerwowac jak ona) Odpowiedz Link Zgłoś
crises Re: Wakacje z koszmaru 01.06.14, 21:54 SZLAG. A teraz za karę przepisz to 100 x. Odpowiedz Link Zgłoś
tylkocafe stara-a-naiwna 02.06.14, 19:23 Zaplanuj sobie wycieczke do Lwowa tak na spokojnie.Byłam tam 12 lat temu.To miasto do tej pory budzi we mnie olbrzymią tesknote i kiedys na 100% tam wróce. Odpowiedz Link Zgłoś
attiya Re: Wakacje z koszmaru 08.06.14, 17:33 eee tam, nie przesadzaj, Podhorce, Olesko, Żólkiew, to wcale nie są ruiny Ruiny to Sochaczew a raczej marna reszta tego, co tam zostało Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Wakacje z koszmaru 13.05.14, 22:04 Obóz sportowy na studiach. Że mnie coś podkusiło... Miało być fajnie, lajtowo, jakieś kajaczki, opalanie, może siatkówka plażowa, piwko wieczorem itd. Było: 5 nocy zarwanych, bo bydło za ścianką działową chlało do 5 nad ranem rycząc, bekając, kopiąc w ścianę itd, podczas gdy druga połowa (tu akurat kadra wuefistów...) chlała z przodu domku i siurała mi pod oknem. Pobudka o 7 rano,śniadanie i.... tadaaaaam! kazali mi grać w jakąś durną koszykówkę i ogólnie spełniać się sportowo. Po zarwanej nocy, kiedy najchętniej padłabym w bety, żeby odespać! Za co??? I jeszcze sama za to dziadostwo zapłaciłam Po pięciu dniach rozrywek po raz pierwszy w życiu zadzwoniłam do domu, żeby zabrali mnie z powrotem. Studentka Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Ten wątek rozwiewa jeden z mitów 13.05.14, 22:16 Ten wątek rozwiewa przynajmniej jeden mit mocno obecny na ematce. Mit, że ematka pasjami chodzi po deszczu, kocha deszcz i żadna aura nie przeszkodzi jej w przebywaniu na powietrzu z dziećmi przez wiele godzin dziennie. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Ten wątek rozwiewa jeden z mitów 14.05.14, 07:00 Jest wszelako subtelna różnica pomiędzy namakaniem nawet i przez kilka godzin, potem zaś człowiek się skutecznie suszy, a namakaniem i gniciem bez możliwości wysuszenia przez czas liczony w dniach i tygodniach. Odpowiedz Link Zgłoś
lidka73 Re: Ten wątek rozwiewa jeden z mitów 14.05.14, 08:33 A w moje najgorsze wakacje była przepiękna pogoda nad naszym Bałtykiem. I mieliśmy super kwaterę- nowy, czysty domek w lesie, a do plaży dwie minuty drogi piechotą piękną leśną ścieżką. I nie było komarów, ani uciążliwych sąsiadów. I mieliśmy zapłacone za trzy tygodnie. I pierwszego dnia pobytu mój siedmioletni wówczas syn zachorował na ospę wietrzną.. Najpierw włączyłam wszystkie mechanizmy obronne i nie przyjęłam tego do wiadomości- obejrzałam pęcherzyki i powiedziałam, że to pogryzienia od komarów (których nie było). Teoria ukąszeń niestety upadła dwie godziny później, kiedy mały dostał 39,5 gorączki. Wezwany do leśnego uroczego domku miejscowy pediatra wziął stówę za poinformowanie mnie, że: 1. To ospa 2. Nie można wychodzić na słońce 3.Ani na plażę 4. Ani do miejsc gdzie przebywają ludzie. 5.I tak dwa tygodnie, a potem osłaniać całe ciało przed słońcem i piaskiem. A potem zostawił mnie z siedmiolatkiem rozhisteryzowanym tymi wiadomościami "jak to nie będę się kąpał?!! jak to nie mogę chodzić na plażę?! jak to mam leżeć w łóżku?! kiedy popłyniemy statkiem, przecież obiecałaś!" Przez trzy tygodnie siedzieliśmy na werandzie i graliśmy w monopol oraz czytaliśmy wszystkie książki z miejscowej biblioteki (dziecko zaliczyło w ten sposób całą Jeżycjadę). Z niskiej zazdrości szybko zaczęłam nienawidzić sąsiadów i ich dmuchanego krokodyla, bo on mógł byc na plaży, modliłam się o deszcz, wiatr, zimno i sztorm. Niestety pogoda była po prostu idealnie piękna i nawet jak mogliśmy juz chodzić na plażę po dwóch tygodniach to co z tego skoro dla dzieciaka sensem bycia nad morzem jest siedzenie w wodzie. Na koniec pani od domków doliczyła nam bardzo bolesną kwotę za dezynfekcję pomieszczenia po ospie przed następnymi lokatorami, a ja zatrułam się dorszem z miejscowej smażalni. Tak, to były zdecydowanie najgorsze wakacje mojego życia. Odpowiedz Link Zgłoś
attiya Re: Ten wątek rozwiewa jeden z mitów 08.06.14, 17:38 100/10 no właśnie, gdzie te ematki, które tak uwielbiają urlopy nad zimnym polskim morzem, gdzie w skali Boforta - nie wiem jak się to pisze - brak skali a descz pada 25 na 24 godziny? Temperatura czasem nawet osiąga 10 stopni max a one wprost są zachwycone Odpowiedz Link Zgłoś
dzidzia_bojowa Koszmarne wakacje? 13.06.14, 19:47 Nigdy nie narzekam, prawie wszędzie mi się podoba. Jeśli jest co wrzucić na ruszt i gdzie głowę przyłożyć po dniu pełnym wrażeń oraz jest dostęp do wody, nie jest źle. Pewien dyskomfort przeżyłam tylko raz, gdy po tygodniowym pobycie w Maroku, w fajnym hotelu, z piękną pogodą i ciekawym zwiedzaniem okazało się, że Sky Club ogłosił upadłość, wywalono nas z hotelu, pozwolono koczować w hotelowym lobby w oczekiwaniu na ratunek konsulatu, nie wpuszczano do restauracji choć opłaciłam all inclusiv i zastanawiałam się czy nie udać się wpław do Europy. Wszystko skończyło się dobrze więc koszmarnie nie było. Jedna przygoda więcej Odpowiedz Link Zgłoś
minerwamcg Re: Wakacje z koszmaru 31.05.14, 00:37 Wakacje u babci i tymczasowo mieszkający u tejże wujek z żoną i dwojgiem dzieci, z których młodsze było niemowlęciem, a starsze miało cztery lata. Ja 13 lat, apogeum własnych problemów z dojrzewaniem, i babcia oczekująca, że będę się bawić ze smarkatym kuzynem, który łaził za mną jak pies i dokuczał na wszelkie możliwe sposoby. Znielubiłam gó...arza okropnie, i nawet teraz, kiedy przeistoczył się w niemłodego już ojca dzieciom patrzę na niego trochę podejrzliwie Później miałam za to bardzo polubić owo niemowlę,jego siostrę, bo wyrosła na bardzo sensowną dziewczynę - ale wtedy miałam obojga po dziurki w nosie i większą część wakacji spędziłam wysoko na drzewie czytając książki. Odpowiedz Link Zgłoś
anorektycznazdzira Re: Wakacje z koszmaru 01.06.14, 22:52 Nawet ze dwa czy trzy bym wymieniła, wszystkie już bardzo dawno. Pierwsze to wakacje-obóz w NRD. Ogromne wojskowe namioty, w tym spaliśmy 2 czy 3 tygodnie, czy wieje czy leje, w środku lasu. Oferta kulturalno-rozrywkowa nader ograniczona, czyli ten las. Że pod Kielcami mogliśmy siedzieć w takim samym lesie, to pikuś. Jak szliśmy na zakupy do pobliskiego mikro-miasteczka, to młodociani Niemcy rzucali w nas kamieniami. Kiedyś całą grupą zgubiliśmy się w lesie i pewnie by nas z tego lasu ściągało gestapo, gdyby nie to, że kilka dni wcześniej zerwaliśmy się nielegalnie pozwiedzać okolicę z moją obozową sympatią i w pewnym momencie rozpoznaliśmy jakieś miejsce i zdołaliśmy wrócić. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: Wakacje z koszmaru 08.06.14, 12:18 Anorektyczna, uśmiałam się z Twojego postu. I przypomniało mi się, że jak byłam na koloniach zuchowych też w lesie w dawnym województwie katowickim zresztą, więc typowo turystyczna część Polski , to byli tam też Niemcy z NRD, prawie o nich zapomniałam, bo mieszkali ze harcerzami bardziej w lesie, my, zuchy w drewnianych domkach na polanie. Dla mnie to były fantastyczne wakacje, ciekawe, jak wspominają je Niemcy. Odpowiedz Link Zgłoś
a-inka Re: Wakacje z koszmaru 01.06.14, 23:08 Dawno temu,u ciotki i wujka,wiocha prawie zabita dechami.Moja kuzynka,dwa lata ode mnie starsza w fazie zakochania i puszczająca od rana do wieczora białego misia dla dziewczyny itd Do czytania były tylko harlekiny,czy jak to się tam pisze.Po przeczytaniu piętnastego,pomyślałam,że z rozpaczy sama napiszę nowego,bo to chyba nie może być trudne.. Moja matka strzelała fochy,że nie integruje się z rodziną,tylko siedzę i czytam,i w ogóle jestem wyrodną córką i bratanicą i nie doceniam uroków wakacji Kolonie za to wspominam fajnie,nawet jak sie zdarzały wychowawczynie-larwy,brak wody do porządnego mycia itd,smak lodów z Lęborka pamiętam do dziś Ale awersje do romansów i disco polo mam do dziś,pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
maaw Re: Wakacje z koszmaru 01.06.14, 23:50 Kolonie w Gdyni. Zajełam sobie super miejsce pod oknem - noclegi w jakiejś szkole. Ale nie byłam dość asertywna, wyrzucono mnie do sali zbiorowej, bo kolo siebie musialy spać corki jednego z wychowawców. Chcialam zadzwonić do Mamy, żeby mnie zabrana, ale mi nie pozwolono. 3 tygodnie lało. Jedyną atrakcją były wyjścia do cukierni (!) na ciastka typu napoleon, ktorych nienawdidziłam i nienawidzę do dziś. Na pocieszenie miałam czekoladę od Mamy w walizce. No coż. Ktoś mi ją w nocy ... zeżarł (czasy kartek). Przepraszam za literowki, ale piszę jednym palcem, ze względu na kontuzję ręki. Odpowiedz Link Zgłoś
zlotonaiwnych Re: Wakacje z koszmaru 02.06.14, 06:58 Obóz harcerski. Zaczęło się od tego, że po drodze dwa razy psuł się autobus. Musieliśmy czekać w upale, w szczerym polu na pomoc. Droga miała trwać cztery godziny, a jechaliśmy prawie dziesięć. Gdy już dotarliśmy na miejsce była szarówka, do północy rozstawialiśmy jako tako namioty, jeden w nocy się zawalił. Poszliśmy spać głodni, kuchnia nie była urządzona. No i jak to na obozie harcerskim - mycie w jeziorze, śmierdząca latryna, menażki myło się piaskiem w jeziorze. Chmary komarów. Dyżury - oczywiście warta obozowa, sprzątanie latryn, pranie. Miałam dobrze, bo przed wyjazdem ciocia (moja matka nie wpadłaby na taki pomysł) dokupiła mi drugi mundurek na zmianę, ci którzy nie mieli takiego szczęścia prali i zakładali na siebie mokry. I miałam też śpiwór, poranki były piekielnie zimne, pod kocami strasznie się marzło. W ogóle spanie straszne, niewygodne prycze po których bolał kręgosłup. Alarmy nocne -należało wtedy szybko się ubrać, spakować plecak. I kilka kilometrów marszu lub truchtu. Za niezapięty guzik kara. Jedzenie - śniadanie to dwie kromki chleba z substancją udającą masło i kubek kawy z mlekiem - zbożowej. Na obiad najczęściej makaron pod różnymi postaciami, kolacja już trochę lepsza, bo zdarzały się nawet parówki, wędlina, ser. Przez cztery dni pod rząd była fasolka po bretońsku, ktoś z prywaciarzy przywiózł nam słoiki z kończącą się datą ważności. Wstyd się przyznać, ale chodziliśmy na okoliczne pola kraść warzywa. Zbieraliśmy też jagody, maliny, grzyby. Pamiętam, jaka była radość, gdy z uzbieranych jagód kucharka zrobiła pierogi. Sklepu w okolicy nie było, nie można było sobie nic kupić. Do picia gotowany był rano gar kawy zbożowej. Dobrze, że towarzystwo było super, pomagaliśmy sobie, fajne były ogniska, podchody. Obóz trwał cały upiorny miesiąc, kiedy wróciłam do domu matka mnie nie poznała, tak wychudłam i sczerniałam od słońca. Odpowiedz Link Zgłoś
chlodne_dlonie Re: Wakacje z koszmaru 02.06.14, 18:08 Temat na czasie Zapodam i mój wakacyjny koszmarek, który jednakowoż, miał i swoje dobre strony, ale o tym później . Końcówka lat 80-tych, kolonie niby to językowe, w małej mieścinie w opolskim. Kwaterunek w miejscowej szkole podstawowej - sale sześcio-ośmioosobowe, łazienki-dramat w najczystszej -oooops!! zasadniczo wprost przeciwnie - postaci, do tego koszmarna kuchnia. Wydzielane żarcie w stylu: jedna kajzerka na głowę (wyobraźcie sobie chłopaków-nastolatków..), ociupina margaryny i łyżka dżemu truskawkowego, obiady pt. cienka zupka i mięsny ochłap w dobry dzień . Któregoś dnia, gdy podali kaszankę oznajmiłam radośnie mej rodzicielce przez telefon (budka pod szkołą a jakże), iż 'była pyyyyyszna kolacja' - ja, która kaszanki wówczas do ust nie brałam. Mama zwątpiła Zajęcia tzw. dydaktyczne to był dramat jeszcze większy - 'Panią' poprawiałam ja, wówczas rok ucząca się języka Ale, jako się rzekło wcześniej, był i plus, i to nie do przecenienia - olimpijskich wymiarów basen (szkoła sportowa to była ). I na tym basenie spędzałam dziennie po kilka godzin, gdyż było to jedyne warte uwagi miejsce Skończyło się po bodaj 10 dniach anginą z prawie 40-stopniową gorączką (pogoda też była 'pod zdechłym Azorem') i ..ubytkiem na wadze 8 kilogramów . Mama odbierając mnie stamtąd na wniosek lekarza groziła wychowawcom wyciągnięciem konsekwencji, ale, o ile wiem, na pomstowaniu się skończyło. Ja natomiast, po dojściu do siebie, uznałam owe kolonie za swego rodzaju 'katharsis' - nauczyłam się dobrze pływać (..pisałam już, że byli świetni ratownicy..? ) i nigdy w życiu (oprócz ostatnich dwóch tygodni ciąży) nie osiągnęłam tamtej wagi Odpowiedz Link Zgłoś
ska_kanka Hel - masakra w deszczu i nudzie 08.06.14, 11:45 Hel, 2011 r, z 4 letnim dzieckiem. Lało cały tydzień, kompletna nuda, bo tam nie ma nic sensownego pod dachem. Miejscowosc wakacyjna, kurort niby, ale pełno tam tylko dmuchańców, trampolin i innego badziewia, zero atrakcji na deszczowe dni. Nigdy więcej tam nie pojedziemy na planowany urlop, jedynie tylko spontanicznie, gdy bedą dobre prognozy pogodny na powiedzmy dwa dni do przodu. Odpowiedz Link Zgłoś
attiya Re: Wakacje z koszmaru 08.06.14, 11:53 przyjazdy do rodziny do W-wy no, prawie do W-wy - dwa rzuty kamieniem do W-wy nudy, nic ciekawego, smród okolicznych szamb, kościelne zawodzenie bab siedzących wiecznie w domu - przy tej ulicy, mało zieleni, brak wody, gdzie można by sobie pochlapać się, w W-wie ciągły pęd, dużo samochodów itd itd i tak do dziś nie przepadam za W-wą Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: Wakacje z koszmaru 13.06.14, 20:49 attiya napisała: > przyjazdy do rodziny do W-wy > no, prawie do W-wy - dwa rzuty kamieniem do W-wy > nudy, nic ciekawego, smród okolicznych szamb, kościelne zawodzenie bab siedzący > ch wiecznie w domu - przy tej ulicy, mało zieleni, brak wody, gdzie można by so > bie pochlapać się, w W-wie ciągły pęd, dużo samochodów itd itd > i tak do dziś nie przepadam za W-wą Ekhem, zrobię mały off topic i powiem na marginesie, że ludzie z podwarszawskich suburbiów uwielbiają nazywać się Warszawą. Niestety tak jak świnia nie lata, tak samo i Ząbki, Zielonka, Piaseczno, Legionowo, Łomianki, Otwock, Józefów, Grodzisk Maz., Ożarów, Błonie, Tłuszcz i inne takie, to nie jest, nigdy nie była i raczej szybko nie będzie Warszawa. Również niektóre miejsca formalnie znajdujące się w obrębie miasta np. 5 mazowieckich wsi przyłączonych za Gierka, a obecnie przeżywających okres rabunkowej zabudowy developerskiej i określających się błędnie mianem "Zielonej Białołęki" to imho nie jest żadna Warszawa. I jeszcze co do tego "ciągłego pędu" o którym piszesz - są w Warszawie dzielnice urokliwe i ciche, bez żadnego pędu w tle , typu Żoliborz Oficerski, Stare Bielany, Kolonia Staszica, najstarsza Saska Kępa, duża część Mokotowa, ba, nawet fragmenty Grochowa (dla wtajemniczonych). Jeśli ktoś miał kontakt z Warszawą wyłącznie poprzez obrzydliwe przedmieścia z szambiarami na ulicach (wyczuwam podskórnie tzw. linię otwocką) oraz zwiedzanym paskudnym centrum w okolicach Rotundy plus udawaną Starówką, no to ja się zbytnio nie dziwię , że na takie wspomnienie ma się ochotę wyłącznie wyrzygać. Ale są tutaj także lepsze miejsca - może nieliczne, ale są. Odpowiedz Link Zgłoś
heca7 Re: Wakacje z koszmaru 13.06.14, 21:19 Linia otwocka odpada. Tu jest Świder i Mienia. W dawnych czasach czyste były aż gęste od okolicznych mieszkańców. Czyli woda do pochlapania jest i była, można dojechać nawet rowerem. Poza tym linia otwocka nie jest obrzydliwa i istnieje tu lepiej rozwinięta sieć kanalizacji niż w pobliskiej Warszawie Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: Wakacje z koszmaru 13.06.14, 23:27 A Wawer to nie linia otwocka? Nie ma tam nadal kanalizacji Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Wakacje z koszmaru 13.06.14, 23:35 Wawer, Anin, Falenica, część Rembertowa nadal raczej nie ma kanalizacji (ma kilka ulic w Lasie, który administracyjnie jest Wawrem). A okolice Centralnego i Rotundy są wyjątkowo ochydne teraz. Odpowiedz Link Zgłoś
heca7 Re: Wakacje z koszmaru 14.06.14, 17:27 Kanalizacja jest tylko szczątkowa w Falenicy ( na innych osiedlach podobnie). I nie zapowiada się na poprawę. Jest to tym bardziej widoczne i irytujące , że w Michalinie i Józefowie kanalizacja jest praktycznie wszędzie, nawet w lesie! Wczoraj jechaliśmy rowerem, domów niet a w drodze piaszczystej w lesie studzienki! Z linią otwocką chodziło mi raczej o zadbane otoczenie w Michalinie i Józefowie, nowe chodniki, drogi, skwery, plac zabaw, kwietniki, wszystko wysprzątane. A co zrobiła gmina Wawer?! Zarządziła najpierw, że każdy kto chce oddać ściętą trawę w worku na śmieci musi tenże worek dostarczyć osobiście do urzędu gminy! Wyobrażacie sobie jazdę samochodem z paroma worami trawy , gałęzi, liści na tylnym siedzeniu? Kiedy dotarł do nich absurd tej sytuacji wpadli na pomysł, że w takim razie postawią kontenery na każdym osiedlu... Odpowiedz Link Zgłoś
korolla-x Re: Wakacje z koszmaru 20.06.14, 23:16 Witam wszystkich. Czasem zaglądam na to forum, tym razem zaciekawił mnie watek o koszmarnych wakacjach. Wspomnę koniec lat 60 -tych, byłam w VI lub VII klasie. Mieszkałam i chodziłam do szkoły na wsi. W czerwcu (chyba) zorganizowano dla naszej szkolnej drużyny harcerskiej biwak. Było nas około 20 druhów i druhen - podstawówka oraz kilku opiekunów. Szliśmy długo i daleko w las, około 8 kilometrów, z całym ekwipunkiem, swoimi plecakami, namiotami i w ogóle. Dziewczyny mieszkały razem w ogromnym, wojskowym namiocie. Jakoś tam było, ale ja oczywiście tego dnia dostałam okres. A moze już nim przyszłam, bo jakieś zabezpieczenie w postaci paczki WATY miałam. Ale - to był jeden z moich pierwszych okresów, więc nie umiałam jeszcze sobie z tym radzić, a w warunkach biwaku w ogóle. Żadnego mycia, żadnej wody, ze wszystkim trzeba było chodzić w las i się ukrywać, bo co niektórzy tylko na to czekali. BYłam bardzo wstydliwa, a dziewczyny miały to do siebie, ze jesli u którejś wypatrzyły okres, było dokuczanie i śmiechy. A jak tu się ukryć, skoro wata przesiąkała, spać jakoś było trzeba, a i brzuch bolał. Koszmar nad koszmary. Powrót z biwaku był równie koszmarny - upał, ciężko, daleko, na nogach, strasznie osłabiona, z bólami brzucha ledwo się dowlokłam do domu. Do dziś pamiętam te drogę. Odpowiedz Link Zgłoś
attiya Re: Wakacje z koszmaru 21.06.14, 15:54 cóż, podpiszę się - ze szkodą dla W-wy byłoby przyłączenie takich Marek czy innych Ząbek W-wa doszczętnie schamiałaby - z całym szacunkiem dla normalnych ludzi mieszkających tam co do lepszych miejsc - z sentymentem wspominam do dziś Łazienki, Muzeum Etnograficzne, wszelkie antykwariaty książkowe - ile cudów swego czasu tam znalazłam, kilka miejsc na Grochowie - też są tam perełki i ....bazar Różyckiego i zachwalanie swoich towarów - takich pyz z mięsem jak tam nigdy nie jadłam i pewnie nigdy już nie zjem. No i sama Praga - te bramy, podwórka, niektóre niemal nie do opisania takie robią wrażenie...kapliczki, skwerki w tych podwórkach itd itd co do szamb - w niektórych miejscowościach do dziś takowe jeżdżą Odpowiedz Link Zgłoś
simply_z Re: Wakacje z koszmaru 21.06.14, 17:10 wakacje nad morzem,w jednym z poniemieckich domów przerobionych na ośrodek.Do morza,plaży jakieś 40min autobusem,a kąpiel oczywiście zbiorowa pod czujnym okiem wychowawców-chyba nie weszłam zbyt wiele razy do wody z tego co pamiętam.. wycieczki jakieś tam byly,ale średnie. Dyskoteki urzadzane w czymś w rodzaju garażu(?),gdzie było niemiłosiernie gorąco.Obowiązkowe zawody i inne zbiorcze rozrywki,pod koniec pobytu uderzyłam się w głowę i miałam lekki wstrząs mózgu,ale w tym samym czasie pół koloni zatruło się (stołowkowym żarciem może?) i nikt się mną nie przejmował.uff a potem powrót pociągiem przez pół Polski. Odpowiedz Link Zgłoś
ola Re: Wakacje z koszmaru 21.06.14, 17:32 Pamietam ten pociąg kiedy przyjeżdzał i stał całymi dniami w Głębcach. Jako dzieciaki chodziliśmy się nabijać z tych, którzy siedzieli w środku. Nie mogliśmy zrozumieć co za fan w tym siedzeniu na stacji, zamiast iść w góry i do ludzi. Albo po prostu wynająć kwaterę w pierwszym lepszym domu.. Odpowiedz Link Zgłoś