Przez święto nie dojechała mi karma kupiona przez net i w końcu żelazny zapas się skończył.
W niedzielę otwarte miałam wyłącznie takie beznadziejne delikatesy i tam jeden rodzaj bardzo taniej suchej karmy.
Koty w ogóle jej nie chciały jeść, cały czas żebrzą o inną.
Ustąpić, czy wziąć na przeczekanie?
Wkurza mnie, że takie francuskie kotki

z nich.
Myślę, że jakby były naprawdę głodne to by zjadły- przecież to nie trucizna.
Trochę chrupią, bo słyszę i ubywa, ale w takim tempie, że prawie nic.
No i cały czas "szczekają" o coś innego.
Ich karmę już mam.
Dałybyście, czy próbowały pokazać kotom, że jak się nie ma co się lubi itd?