mozambique
18.08.14, 13:25
wiem , brzmi prowokacyjnie ale taki mialam zamiar ,
zdarzylo sie wsrd moich znajomych
corka 18-lteni przez kilka tygodni chodzil z nierozpoznanym przeziebienime, kaszle, katary, kichani, stan podgorączkowy
rozne leki torche pomagaly a troche nie a, ogolnie byla tak "podziębiona" troche słaba ale nawet uprawial ulubiony sport
w koncy ktos porzadnie zrobil testy i okazalo sie ze bialaczka, zaawanasowana
no i wiadomo - zaczelo sie , wszlkeie mozliwe leczenia, tony leków, ciegle spzitale;. poszukiwania dawców szpiku, brala jakąs chemię , bardzo zmarniala, nie miala sily mówic
no i po ponad 2 miesiacach leczenia zmarła , tego szpiku nie znaleziono
no i od razu mysl - a coby bylo gdyby tej choroby nie zdiagnozowano? moze taka kaszlaca i ze stanem pdgorączkowym zylaby o wiele dłuzej i w lepszej kondycji ? na pewno psychicznej
zeby bylo jasne - nie zwariowalam i nie neguję osiagnięc medycyny ale zastanaiwam na ile intensywne leczeneie onkologiczne wycieńcza organizm? na ile go oslabia ?
na pewno rtujnuje psychikę , moze i "rujnuje" cały organizm ?
ale ile to razy slyszy sie lub czyta lub oglada na wlasne oczy sytuacje typpu - facet w pelni sił , na badaniach znaleziono mu nowotwór czegos tam , natychmiastowe intensywne terapie i w ciagu 2 miesięcy nie ma czlowieka
albo - kobieta w podobnym wieku i sytuacji , w dobrej kondycji i zdrowiu, po odkryciu nowotworu i leczneiu zmarla po 3 m-cach itd?
moze bez tego leczenia i wogoel swiadomosci choroby zylby spokojniej, dluzej i w lepszej kondycji ?