Przy kasie dwie panie (chyba matka z córką) chcą oddać bluzkę. Ekspedientka prosi o paragon, sprawdza go i oznajmia, że to nie od tej bluzki. Nie zgadza się rozmiar ani jakiś tam "kod produktu" czy coś.
No i się zaczyna. Pani przekonuje, że to na pewno ten, taki dostała, nic innego nie kupowała, a przecież nie wydrukowała go sobie sama.
Ekspedientka przekonuje, że nie mogła dostać omyłkowo innego paragonu, bo drukuje się on po sczytaniu z metki i klient dostaje go razem z towarem.
Czyli pat. Pani (wspierana przez córkę) krzyczy coraz głośniej, ekspedientki (już trzy, w tym kierowniczka) resztkami sił powstrzymują się od podnoszenia głosu, przekonując panią, że nie mają możliwości przyjąć zwrotu.
Nie wiem, jak się skończyło, bo zapłaciwszy za swój zakup (sprawdziłam paragon

) poszłam sobie, zastanawiając się komu przyznałabym rację w tym sporze. Chyba ekspedientkom.
A Wy ?