stacie_o
31.08.15, 10:27
szewc bez butów chodzi
Jak rozwiązywać takie konflikty, gdy nie da się powołać na obiektywny fakt bądź opinię, co do rozstrzygnięcia? Na co dzień spoko, problem pojawia się, jak coś nie gra. Nie gra średnio co 2-3 miesiące. Ostatnia sytuacja przed urlopem, w piątek daję jej dokument (ważne, niepilne). Poniedziałek: przychodzę i od rana, nie dałaś, nie mam, co ja zrobię, jak mogłaś, tyle razy cię prosiłam. Mówię, że dałam, riposta nie dałaś, nie dałaś, coraz głośniej NIE DAŁAŚ!! I zgodnie ze standardami: Zofio dałam Ci dokument, jeśli jednak twierdzisz, że go nie masz, mogę go wydrukować raz jeszcze, ta wymiana zdań nic nie wnosi, skupmy się nad jak najszybszym wygenerowaniem duplikatu. Ło i się zaczęło. Że wmawiam jej amnezję, że specjalnie jej chowam, wprowadzam w błąd. Chodzi po biurze i gada w ten deseń. Mamy równorzędne stanowiska. I to nie tylko ze mną się tak dzieje, ale podobny problem z Zofią mają inne pracownice. Jak jest jakiś błąd to nigdy ona: bo ktoś jej nie dał, nie powiedział, nie poinformował, wziął.
I to zawsze w sytuacjach, gdzie nie ma albo świadków, albo papierowych dokumentów, czy maili na potwierdzenie, czy ktoś komuś dał, albo poinformował. Co zrobić z taką delikwentką. Aha, równorzędne stanowiska. Szef Amerykanin, co to zawsze take it easy, no problem. Nie da się namówić na wprowadzenie sztywnego obiegu, żeby zawsze na wszystko była podkładka, bo on nie znosi korporacji, a to mu korporacją pachnie. On chce, żebyśmy sobie ufali. I ufamy, ale Zofii nie. A im bardziej my jej nie, to ona oskarża pozostałe.
Zofia na okresie ochronnym. Mnie się kontrakt kończy i zamierzam się cieszyć, że Zofii nie będę oglądać. Ale jakby to rozwiązała ematka?