mag1_k
20.09.15, 02:17
Mam problem ze znajomymi polegający na tym, że nigdy nie mają umiaru w imprezowaniu i przeciągają swoje wyjście od nas z domu do późnych godzin nocnych.
Maja małe dzieci w wieku zbliżonym do naszych, ale to im wcale nie przeszkadza, kiedy maluchy już się nawet pokładają ze zmęczenia, wyraźnie zaczynają rozrabiać i zachowywać się znacznie głośniej i bawić bardzo chaotycznie ze zmęczenia.
Już po paru godzinach imprezowania grubo po godz. 22 postawoniliśmy z mężem dać im jakoś delikatnie, ale wyraźnie do zrozumienia, że może czas już zakończyć spotkanie. Zaczęłam sprzątać powoli ze stołu, a następnie doprowadzać pokój dzieci do ładu po zabawie. Zabieg konieczny, bo pomieszczenie wyglądało jak po przejściu huraganu...
Kilka razy napomykali, że może czas już się zbierać, ale tak naprawdę wyszli o 24.30.
Nie wiem, co z tym fantem zrobić. Naprawdę ich lubię, fajnie się rozmawia, ale po paru godzinach po prosru jesteśmy już zmęczeni. Poza tym dla mnie oczywiste jest, że z dziećmi bawimy się max do 22.
Imprezę organizowaną u nich w domu też staramy się zakończyć najpóźniej w okolicach tej godziny. Oczywiście zawsze jesteśmy zatrzymywani i wychodzę czując pewien niesmak, bo wbrew woli gospodarzy i przy zepsutej tym faktem atmosferze.
W jaki sposób dawałybyście do zrozumienia, że już macie najzwyczajniej w świecie dość i jesteście zmęczone? Bez żadnych sugestii z naszej strony wyszliby zapewne około 2 w nocy, a przed nami zostałoby sprzątanie jeszcze przez co najmniej godzinę...
Obecnie widzę edno rozwiązanie, aby spotykać się wyłącznie w terenie: w restauracji, na spacerze, wspólnych wyjazdach. Myslicie, że to dobry pomysł, czy macie jakieś lepsze rozwiązanie?
Jestem tak zmęczona trzygodzinną "końcówką" imprezy, że teraz nie mogę zasnąć, więc tu jestem i piszę.