burina
17.02.16, 03:58
Zwał jak zwał: charity, thrift, op shop. Idea jest taka, że zamiast wyrzucać jeszcze dobre rzeczy tylko dlatego, że się znudziły albo dlatego, że zmieniła się nam koncepcja, stylówa, że chcemy przewietrzyć szafy, uwolnić przestrzeń w składziku, oddaje się je za darmo jakiejś organizacji charytatywnej. Organizacja prowadzi sklep, pracują w nim wolontariusze jednym słowem robi się tak, żeby jak najwięcej pieniędzy ze sprzedaży było przekazywane na cele statutowe.
Idealne rozwiązanie dla studentów, ludzi na dorobku, często przeprowadzających się - na przykład zamiast kupować supermarketowe byle jakiej jakości kieliszki, można zaopatrzyć się w zastawę z duszą. Ci, którzy nie lubią gratów w domu, mogą traktować takie sklepy jako swego rodzaju wypożyczalnie: ja na przykład wiem, który op shop w okolicy ma zawsze nieziemskie ilości salaterek. Jak organizuję garden party z podawaniem mizerii i kisielu, nie muszę podawać w plastikach, ale normalnie po ludzku w szkle. Kupuję, używam, podarowuję sklepowi. Ktoś chciał sobie zrobić sweter na drutach, ale zapału wystarczyło na zakup wełny? Super urządzę dzieciom i ich znajomym lekcję robienia szalików dla misiów. Nie mam tylu drutów? Nic nie szkodzi, idę do działu ze sztućcami i biorę kilka par pałeczek.