sayyida
07.07.16, 12:24
Pracuję w małej firmie, w której (prawie) wszyscy się lubią i chętnie spędzają ze sobą czas. Z prezesem się może nie bratamy, ale pozostali zwierzchnicy to "pierwsi wśród równych". Poza jednym, panem X., który awansował niespodziewanie i woda sodowa mu do głowy uderzyła.
Mamy zwyczaj wspólnego cieszenia się z podwyżek i awansów. Tyle że... już od kilku osób usłyszałam, że jeśli na podwyżkowe piwo zaproszę pana X., to one nie przyjdą. Zdecydowanie wolę ich towarzystwo od pana X., ale to on jest moim bezpośrednim przełożonym.
X. zwykle mocno nalega na organizowanie takich imprez (choć swojego awansu akurat nie oblał, jak tłumaczył: ze względu na trwający wówczas post) i bardzo chętnie w nich uczestniczy. Utrzymanie spotkania w tajemnicy przed nim jest nierealne - rzecz dotyczy może w sumie 10 osób dzielących wspólną przestrzeń.
Co zrobiłaby ematka?