"zadbanych" celowo z wykrzyknikiem, bo nie chodzi mi odpowiedzi w stylu: "nie dbam o włosy a i tak mam piękne", "mam ciekawsze rzeczy do robienia niż stanie przed lustrem", itp.
Chciałabym raz na zawsze zerwać ze swoimi nawykami (a może ich brakiem?) odnośnie pielęgnacji, żeby w końcu dobrze poczuć się we własnej skórze. Nie mam jakiś tam poważnych kompleksów ale wiem (i chciałabym!), że mogę wyglądać dużo lepiej/schludniej.
Ile czasu poświęcacie żeby codziennie o siebie zadbać? I jak to wygląda tak szczegółowo? Zdradźcie proszę swoją codzienną/cotygodniową rutynę.
Bo takie np. nogi. A dokładniej skóra na nogach (bo pominę fakt, że mogłyby być szczuplejsze, zgrabniejsze, itp). Włosy na nogach? Ok, ogolę nogi a na drugi (dosłownie!) dzień JEŻ. I co golić znowu? Skóra podrażniona. Nie golić = brak zadbania. Depilator? Koszmarnie wrastają mi włosy. A kolor skóry na nogach? Nie opalam się sztucznie i mam białe. Białe, wiotkie i z jeżem
Ubrania? Coś kupię, założę pierwszy raz - jest ok. Poleży w mojej szafie i już, w jakiś dziwny sposób czar pryska i znowu czuje się w tym nie tak jak bym chciała, tak byle jak. A przecież nie będę kupować ubrań i po pierwszym założeniu wyrzucać.
Włosy... A to długa historia. Moje są baaaardzo trudne. Jedynie prostownica sobie z nimi radzi. I godzina na pielęgnację po każdym myciu. Pochlastać się można.
Dalej, paznokcie. Hybrydy - tragedia, po tygodniu już odrastają i płytka w opłakanym stanie. Sama zrobię - flejtuchowato. Co 3 dni do kosmetyczki biegać? Odpada
Pięty - wiecznie nie wystarczająco miękkie.
Oczywiście codziennie biorę prysznic, używam balsamu nawilżającego, robię makijaż, itp. i mam różne zrywy pielęgnacyjne ale nigdy do końca nie jestem zadowolona efektów. I nie to że niezadowalające do końca to jakieś takie krótkotrwałe.
Podpowiedzcie coś proszę!!!