Myślę tu o takich zaraz, zaraz nastolatkach albo bardzo wczesnych nastolatkach. Klasa IV-V, może jeszcze VI SP.
Macie "dziecinne" dzieci czy raczej to już są młode panny i chłopaki pełną gębą?
Ja mam wrażenie, że przez wakacje mi dziecko dorosło - przestało w ogóle bawić się zabawkami, pisze jakąś książkę, ma często bardzo rozsądne wnioski na jakiś temat, które mnie samą zaskakują. A jednocześnie potrafi bardzo zacięcie dyskutować nt. tego, co wydaje się jej słuszne, a zwłaszcza zwłaszcza, kiedy absolutnie nie ma racji

. Skończyła 10 lat w maju, a mentalnie, w sensie obowiązkowości w swoich zadaniach, ale i uporu jest bliższa mnie, kiedy miałam tak ze 12.
Widzę, że idzie nowy etap, o którym nie mam specjalnego pojęcia

. I widzę, że pewne rzeczy nie wracają, że człowiek martwił się wieloma rzeczami za bardzo, zamiast cieszyć się dzieckiem - które już nigdy nie będzie małe. Zamierzam więc cieszyć się tym nadchodzącym etapem.
A jak u Was?