aquella
12.01.17, 19:06
Wczoraj dzwoni do mnie koleżanka z opowieścią o tym jak trzeba pilnować dziecka ( córka 4ta klasa) przy lekcjach bo roztrzepana zapominalska olewająca ( czyli wypisz wymaluj moje dziecko - syn 3cia klasa) jak ma ogólnie dosyć i nie wie dlaczego w domu robione na próbę testy wychodzą dobrze a w klasie już gorzej - do tego momentu rozumiem frustrację nerwy i ogólne zdołowanie. Ale jak dochodzi do podsumowania ocen czyli będą prawie same tróje na półrocze i za to ma dziecko przechlapane i potem za każdą trójkę przyniesioną ma dostać lanie jako motywację to mi opadają ręce.. Rozumiem, że można być niezadowolonym z trójki jako rodzic i tłumaczyć dziecku, że stać go na więcej ale dla mnie trójka to też ocena i nigdy wobec mnie ani ja wobec dziecka nie stawiałabym wymagań że 4, 5, 6 albo pogrom przede wszystkim dlatego, że wiedza ze szkoły zpamiętywana jest tylko wybiórczo bez względu na oceny czyli kiepska jest efektywność nauczania. Przykład- uczniowie piątkowi z angielskiego - powiedzieć nie umieją jednego zdania bo szkoła to czytanie i pisanie a nie mówienie..
Być może ja nie mam racji jednak i jakieś "piłowanie" dziecka trójkowego na czwórki i piątki zaowocuje w przyszłości w sensie większej dyscypliny chociażby..