sayyida
19.01.17, 20:54
Wróciłam ja ze szkolnego zebrania. Mama z tej samej ławki wyglądała na autentycznie zmartwiona proponowanym stopniami swojej córki - średnia jej wychodziła coś koło 5,0. "Bo jej się wszystko w tym roku udaje" - tłumaczyła mi mama -"nawet z wfu szkole reprezentuje, do każdego przedstawienia pani ja wybiera, w konkursie kolęd pierwsze miejsce, w ognisku muzycznym pan nachwalic się nie może, historyk chce ja szykować na konkurs kuratoryjny, postanowienia noworoczne pięknie wypełnia, schudła 3 kg i figurę ma jak modelka, a nadwagę miała. ..". Nie mogłam zrozumieć, o co jej chodzi, a mama na to: "fakt, że wszystko osiągnęła własną ciężka praca, jeszcze dwa lata temu ledwo czwórki wyciągała. Ale jak jej się noga podwinie, to ciężko przeżyje porażkę. Z wysokiego konia i tak dalej. Jak ja przygotować na to, że nie wszystko w życiu wychodzi?"
Szczeka mi trochę opadła, ale może ta mama ma rację?