niu13
03.02.17, 10:15
Tak na fali wątku "po co kobiecie facet po przejściach", to samo pomyślałam wczoraj po awanturze naszej na 150 fajerek, która zrodziła się- jak większość awantur- z d...
Wracam wieczorem ze starszym (swoim), w domu mąż ze swoim (patchwork jesteśmy) i od progu potykam się o 1000 par butów rozrzuconych po przedpokoju. Spokojnie i neutralnie proszę m aby pomógł mi posprzątać ten bajzel, zwłaszcza, że samej trudno mi już nawet zdjąć kozaki (6 miesiąc, a gruba jestem jak balon), na co on, tyłka nie ruszając sprzed komputera wrzeszczy do starszego: "Jaaasieeek posprzątaj mamie buty" i wrzeszczy, i wrzeszczy coraz głośniej, bo młody do wieczora odcięty od kompa, już działa przy montażu nowego sprzętu.
Co widząc straciłam spokój duszy i dalej wrzeszczeć w rewanżu na niego, że przecież jego proszę, a nie młodego, to on ma to zrobić, bo proszę JEGO o pomoc, a nie dziecko. A w ogóle co to za żałosna walka o władzę- wysyła sygnały swojemu dziecku, że ja nie mam nic do powiedzenia we własnym domu, a mój syn ma się dostosowywać do jego kaprysów, bo wyłącznie on rządzi? Jak można stwarzać takie sytuacje? Jak można tak niesprawiedliwie podchodzić do relacji w rodzinie??
Mało tego- młodszy w reakcji zaczął biedny szlochać w nerwach i prosił, że w takim razie, to on pomoże Jaśkowi sprzątać, żeby już tylko był spokój. A jego ojciec na to zgarnął go do siebie do pokoju ze słowami: "biedny syneczku chodź do mnie, nie płacz kochany" i trzęsie się nad nim, i zamyka z dzieckiem w pokoju. Nie muszę chyba opisywać swojej furii w tym momencie...Nie mieści mi się w głowie, jak można być tak durnym i w dodatku leniem. Ciekawa jestem bardzo, co by zrobiła ematka z chłopem swoim w obliczu takiej sytuacji??