stacie_o
08.03.17, 15:17
Kontr wątek do wątku bergamotki. Ale nie mówimy o exach i mężach. Miałyście taki przypadek, że fajny facet, zadatek na przyjaciela bądź kolegę, okazał idiotą/burakiem itp?
Mnie w pamięć wryły się dwie sytuacje.
1. Bardzo lubiłam kolegę z pracy. Zawsze uprzejmy, szarmancki, miły elokwentny i tak pięknie mówił o żonie. Co on to jej nie robi, nieba jej by przychylił.. Byliśmy na imieninach u nich. Żona podała ciasto, już nie pamiętam, co to było, pięknie przygotowane, ale przy krojeniu okazało się, że kompletnie nieudane, w środku zakalec, masa rozwarstwiona. No nic, podano lody i tyle. Ale potem zauważyłam, że nastrój gospodyni siadł. Nic dziwnego, myślałam, napracowało się kobieta. Szłam do łazienki i zabłądziłam, ona była w kuchni tymczasem, on przy niej, myślałam, że ją pociesza, a on do niej mówił coś w stylu "upokorzyłaś mnie przed znajomymi, jesteś taką niewdzięcznicą, zrobiłaś to specjalnie, teraz wszyscy będą się z nas śmiać, gdybyś nie trafiła na mnie, byłoby gorzej, inny by cię naprał za to po pysku, ciesz się, że taki dobry jestem dla ciebie".
2. Grupa programistów z pewnej pracy. Na oko zespól marzenie, zero kłótni, wspólne wyjścia na piwo, wsparcie, bla bla bla. Tymczasem, jeden z nich się jąkał...gdy tylko wychodził z pokoju, pozostali zaczynali go przedrzeźniać i małpować. Ale cichli, gdy tylko się pojawiał ktoś obok. Robili to tak sprytnie, że wyszło przypadkiem, coś odpadło ze ściany i drugi pokój zachodził w głowę, co wzbudza takie salwy śmiechów u informatyków.
3. Grupa ki akąt menadżerów. Walczących i podkładających sobie takie świnie i obgadujących przed klientem tak, że sandałowy dżihad na ematce, to niewinna zabawa. Przy czym ich wojny podjazdowe nie były spowodowane złym systemem prowizyjnym, bo ten promował współpracę (!).