Co myślicie o takim czymś.
Mam koleżankę, z którą zawsze miło się spotyka i gada, jej córka zawsze lubiła się z moją.
Koleżanka zapracowana, więc spotykamy się średnio raz na 2-3 nawet miesiące - u nich, u nas, my siedzimy przy kawce, dziewczyny się bawią. Czasami ta dziewuszka bywa u nas przez cały dzień, przywieziona i zostawiona przez mamę.
No i właśnie w niedzielę zostałyśmy zaproszone na obiad, po tym obiedzie ta dziewczynka uparła się, żeby wyjść do parku z piłką i skakanką, co prawda było już jakieś 35 st., no ale trudno się mówi. Było na tyle gorąco, że dziewczyny szybko przestały bawić się czymkolwiek i szły obok nas.
No i zaliczyłam spore zdziwienie. Dziewuszka ma 10,5 roku, zawsze była strasznie hej do przodu, ale raczej w takim pozytywnym sensie, śmiała, wygadana, do matki bardzo dobrze się odnosiła, typu migiem gdzieś podejść, coś zapytać, przynieść matce picie w kawiarence itp. (bez proszenia o to). No a teraz... Idziemy, młoda co chwile rzuca jakimiś niby to zabawnymi tekstami, ale tak, że albo wbija szpile swojej matce, albo mojej córce. Jak matka o coś zapyta, to odpowiada tak, że niby to takie śmieszne, ale odpowiedzi żadnej nie udziela (teściowa i mąż stacie tu mi się przypomnieli

). Specjalnie szła tuż przed matką, a jak ta ją przydepnęła, to był krzyk i lament.
Na koniec - najlepsze. Wracamy, oczywiście ona musi otworzyć bramę swoimi kluczami. No i otworzyła, wpadła do środka i drzwi zatrzasnęła. Matka mówi, żeby nam otworzyła, a ona zza drzwi się przekomarza. Jakąś chwilę to trwało. To mnie najbardziej podkurzyło - bo to też dotyczyło i mnie w jakimś stopniu. Powiedziałam znajomej, że jakbym huknęła na takie popisy, to by tynk spadł na korytarzu w środku. A ona coś tam zaczęła tłumaczyć z wymijającym uśmiechem, że one mają takie poczucie humoru i ona ma cierpliwość do żartów. No ma. Ja o wiele mniejszą, więc nie wiem, czy jest sens w ogóle tak się widywać.
Córka powiedziała zresztą, że jej nie poznaje i że paskudna się zrobiła.
No i tak dumam, czy to norma, a ja jestem przewrażliwiona? Zmęczyło mnie to dziecko...