lizbetka
05.01.18, 22:52
Wczoraj odszedł mój ukochany siedmioletni sznaucer Filip. Chorował tylko albo aż 7 miesięcy. Chorował dziwnie, miał niespecyficzne objawy, cyklicznie co miesiąc. Po ostatnim epizodzie w listopadzie dostał sterydy, walczyliśmy intensywnie z anemią i przez ponad miesiąc miałam w domu zdrowego psa. I juz myślałam ze udało nam sie wygrać z chorobą. Aż tu nagle z dnia na dzien przyszedł kryzys i ze zdrowego, szalejącego psa miałam przez 3 dni w domu kupkę nieszczęścia. i wczoraj mimo intensywnego leczenia odszedł... Tak po prostu. Pare minut głębszych oddechów, chwile mruczenia i nie ma mojego piesia. I tak bardzo tęsknie, ze żadne słowa tego nie opiszą. Wszystko mi go przypomina: tabletki, zabawki, legowisko. Otwarty serek w lodowce (dostawał w nim tabletki). Mam w domu jeszcze dwa psy, ale szukam w nich tego, który odszedł, ale one inaczej pachną, inaczej sie zachowują.... Filip był taki ludzki w zachowaniu, tak bardzo sie do nas garnął, właściwie cały czas spędzał przytulony, na kolanach. Namiętnie patrzył w oczy, był niezwykle wyczulony na nasze emocje, wyczuwał chorobę, gorsze samopoczucie, stres, był i pocieszał. Nie wiem jak sie pozbierać, nie moge sobie miejsca znaleźć, chodzę i popłakuje, nawet w pracy. Jak Wy dawaliście sobie radę po śmierci psiaka, napiszcie, prosze.